Royal Fleet Auxiliary (RFA) znów boryka się z poważnymi problemami kadrowymi i finansowymi. Najpoważniejszym pozostaje wszakże fatalny stan techniczny jednostek pod banderą brytyjskiej floty pomocniczej. Kilka dni temu wycofano certyfikat bezpieczeństwa dla RFA Argus (A135), będącego specyficznym okrętem wielo­zada­nio­wym skupionym na wsparciu operacji lotniczych. Choć w marcu przeszedł remont, inspektorzy uznali, że okręt nie nadaje się do żeglugi. Ich zdaniem stan techniczny Argusa stanowi zagrożenie nie tylko dla środowiska, ale również załogi.

Skąd takie zawirowania w przypadku RFA? W większości flot, jak na przykład w polskiej Marynarce Wojennej, okręty pomocnicze są obsadzone przez żoł­nie­rzy zawodowych. Stanowią one nie­roz­łączną część sił okrętowych, zgro­ma­dzone w dywizjonach pomoc­ni­czych jednostek pływających (PJP). Taki kształt sił stanowi światowy standard, jednakże niektóre państwa, jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, zbudowały flotę pomocniczą zupełnie inaczej.

Amerykańskie okręty pomocnicze należą bezpośrednio do US Navy. Noszą jednak prefiks USNS (United States Naval Ship) i obsadzone są przez załogi mieszane złożone z personelu zawodowego sił zbrojnych i cywilów. Brytyjczycy nato­miast utworzyli na początku ubiegłego wieku zupełnie osobną flotę sił pomocniczych, dowodzoną i obsadzoną przez marynarzy floty handlowej, wykwa­li­fi­ko­wanych rezer­wis­tów Royal Navy i garstkę czynnego personelu wojskowego, głównie do używania uzbrojenia. Człon­kowie RFA noszą mundury brytyjskiej marynarki wojennej z dystynkcjami marynarki handlowej.

RFA Argus (A135)‎.
(LPhot Joe Cater / MOD)

Przez częściowo cywilny charakter RFA personel i przydzielone jej okręty podlegają nieco odmiennym przepisom. Stąd też uprawnione organy administracji morskiej mogą wycofać certyfikaty bezpieczeństwa dla jednostek pływających, co byłoby nie do pomyślenia w przypadku okrętów Royal Navy. I właśnie przez tę różnicę prawną Argus stracił stosowne poświadczenia. Pod koniec marca 2025 roku okręt zakończył pięciomiesięczny remont w stoczni APCL Falmouth. Prace obejmowały częściową modernizację oraz naprawy i wymianę kilku systemów pokładowych.

Choć remont pozwolił usunąć część długo nierozwiązanych usterek, ograniczone fundusze uniemożliwiły realizację pełnego zakresu prac. W efekcie Argus wciąż znajduje się w eksploatacji z kilkoma poważnymi problemami technicznymi, między innymi nieszczelnymi drzwiami przeciwpożarowymi, uporczywym wyciekiem z jednego ze zbiorników balastowych i zużytą uszczelką głównej windy dla śmigłowców, która nie została wymieniona. Można zapytać: skoro okręt trafił na szeroko zakrojony remont, czy nie było można wymienić wadliwych elementów?

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

LIPIEC BEZ REKLAM GOOGLE 58%

Odpowiedzią na to pytanie jest kolejny problem trapiący RFA: brak funduszy. Zabezpieczone środki finansowe nie pozwoliły na zrealizowanie całości koniecznych prac, a jedynie część najważniejszych. Argus na początku czerwca zawinął do Portsmouth, a następnie miał skierować się do Falmouth na kolejny cykl remontów. Jednak zdaniem towarzystwa klasyfikacyjnego Lloyd’s Register i brytyjskiej straży wybrzeża (Maritime and Coastguard Agency) nawet na tak stosunkowo krótkiej trasie (około 190 mil morskich) jednostka stanowi poważne zagrożenie. Na ten moment RFA wypracowuje sposób na przywrócenie koniecznego certyfikatu bezpieczeństwa.

Już w przyszłym roku Argus ma przejść gruntowny remont i modernizację w ramach programu Life Extension. Dzięki temu będzie mógł pozostać w czynnej służbie po 2030 roku, mimo że pierwotnie planowano jego wycofanie już rok wcześniej. Jego rolę miał wówczas przejąć jeden z trzech okrętów desantowych typu Bay po odpowiedniej modyfikacji. Ostatecznie zrezygnowano z tego rozwiązania ze względu na wysokie koszty i fakt, że jednostki typu Bay również należą do RFA. Uznano, że bardziej opłacalne będzie przedłużenie służby Argusa.

RFA Argus rozpoczął służbę jako kontenerowiec handlowy, który został wycofany z użytku cywilnego na potrzeby RFA do wsparcia wojny o Falklandy, a następnie – na początku lat 80. – trafił już na stałe do RFA. Początkowo służył jako platforma do szkolenia i wsparcia lotniczego przy pomocy śmigłowców, a później został wyposażony w pełnowymiarowy szpital i formalnie wyznaczony jako swojego rodzaju okręt szpitalny (Primary Casualty Receiving Ship), zdolny do zapewnienia opieki chirurgicznej i intensywnej terapii dla maksymalnie 100 pacjentów.

Argus nie jest klasyfikowany jako okręt szpitalny w rozumieniu Konwencji Genewskich, ponieważ ma uzbrojenie do samoobrony i może być wykorzystywany do celów wojskowych. Obecnie pełni funkcję wielozadaniowego okrętu desantowego – jednostki przeznaczonej do wsparcia działań Royal Marines i innych zaokrętowanych sił, przy jednoczesnym pełnieniu funkcji platformy wsparcia operacji lotniczych i jednostki medycznej.

Niemniej obecnie najważniejszą funkcją okrętu jest prowadzenie operacji desantowych. Wraz z wycofaniem w marcu tego roku obu okrętów desanto­wych typu Albion służących w Royal Navy zabezpieczenie działań Royal Marines spoczęło na Royal Fleet Auxiliary, a dokładniej – na trzech okrętach typu Bay i rodzynku Argusie. Ich następcą będą pozyskane w przyszłej dekadzie okręty Multi-Role Strike Ship (MRSS). Do tego czasu królewscy marines muszą korzystać z tego, co mają.

Cały dowcip polega na tym, że nie mają nic, bo wszystkie okręty desantowe RFA nie są w gotowości operacyjnej. Argus, jak wiemy, ma cofnięty certyfikat bezpieczeństwa i nie wiadomo, kiedy go odzyska. W dodatku w przyszłym roku ma trafić do doku na planowany remont. W przypadku Bayów dwa z nich, RFA Lyme Bay i RFA Mounts Bay, przechodzą niezbędne remonty po ostatnich rejsach, między innymi na Morzu Śródziemnym.

W przypadku trzeciego okrętu – RFA Cardigan Bay – uwidacznia się kolejny i chyba najpoważniejszy problem Royal Fleet Auxiliary: braki kadrowe. Cardigan Bay od września ubiegłego roku przebywa w rezerwie z powodu niemożności skompletowania załogi. Jeszcze w połowie ubiegłego roku zwracano uwagę, że przez ostatnią dekadę formację zasilało zdecydowanie mniej rekrutów, niż odchodziło.

Okręt desantowy RFA Lyme Bay u wybrzeży Kuwejtu. Na drugim planie niszczyciel min HMS Chiddingfold typu Hunt.
(LA(Phot) Stuart Hill / MOD)

W efekcie obecnie RFA liczy około 1750 członków, tymczasem blisko dwa lata wcześniej służyło tam 1840 osób. W praktyce oznacza to, że wiele jednostek pomocniczych obsadzonych jest załogą na mini­mal­nym poziomie umoż­li­wia­ją­cym bezpieczną eksploatację. Braki kadrowe w rzeczy­wis­tości oscylują w granicach 20–30%. Doprowadziły one do tego, że w lipcu specja­lis­tyczny okręt przeciwminowy Stirling Castle, dotąd należący do floty pomocniczej, został włączony bezpośrednio w skład Royal Navy.

Jednostkę wprowadzono do służby w kwietniu ubiegłego roku. Pół roku później odstawiono ją do bazy morskiej West Float Dock w Birkenhead. Od tego czasu okręt pozostawał nieoperacyjny, co negatywnie wpływało na zdolności całej brytyjskiej floty. Zdaniem Royal Navy przeniesienie okrętu pozwoli personelowi Royal Fleet Auxiliary skupić się na podstawowych, lecz piekielnie ważnych zadaniach, takich jak obsługa zbiornikowców i okrętów wsparcia operujących na całym świecie.

Największe zapotrzebowanie dotyczy wysoce wykwa­li­fi­ko­wanego personelu technicznego, głównie mechaników, ale brakuje również oficerów i zwykłych marynarzy. Dlaczego? Odpowiedź jest prozaiczna: stosunkowo niskie płace w porównaniu z tym, co proponują na rynku cywilni armatorzy. Nie ma co się oszukiwać – mało kto pracuje z pasji, większość robi to dla pieniędzy. Tymczasem to właśnie okręty pomocnicze zabezpieczają jednostki bojowe, zapewniając im wsparcie logistyczne, zwiększając autonomiczność i utrzymując gotowość bojową bez potrzeby zawijania do portu.

Bez takiego zaplecza możliwości operacyjne flot wojennych są poważnie ograniczone – a na to Royal Navy nie może sobie pozwolić. Dlatego jednym z priorytetów brytyjskich decydentów powinna być poprawa ogólnego stanu Royal Fleet Auxiliary do tego stopnia, by ta mogła chociaż realizować statutowe zadania. Stąd też nie wykluczamy, że mogłoby dojść do kolejnego transferu kluczowego okrętu w szeregi brytyjskiej floty – RFA Proteus, będącego jednostką do nadzoru podmorskiej infrastruktury krytycznej.

POA(Phot) Paul A'Barrow / MOD