Prowadzenie przez Rosjan zaciągu wśród obcokrajowców jest powszechnie udokumentowane. Obok najemników, walczących we wschodniej Ukrainie dla pieniędzy, działają również osoby zmuszone do służby – zagraniczni studenci i osoby zwabione ofertami pracy na terenie Rosji. Kreml otwarcie korzysta z usług grup przestępczych organizujących dostawy „mięsa armatniego”, którego rola ogranicza się do wypełniania luk w stanach osobowych. Najczęściej wykorzystywani są obywatele krajów globalnego Południa, którzy, szukając lepszego życia dla siebie i swoich bliskich, decydują się na korzystanie z agencji pracy organizujących wyjazdy do Federacji Rosyjskiej.

Wojna w Ukrainie okazała się dochodowa dla kubańskich najemników. Między czerwcem 2023 a lutym 2024 roku kontrakty z Rosją podpisało ponad tysiąc Kubańczyków. Nieoficjalnie może ich być wielokrotnie więcej. Andrij Jusow, przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, ujawnił że statystyczny ochotnik jest mężczyzną w wieku 35 lat mogącym liczyć na pensję o równowartości około 2 tysięcy dolarów. Średnio na froncie przebywa 140–150 dni, zanim zginie.

Ich śmierć nie wywoła politycznych reakcji w samej Rosji. Ich matki nie powołają komitetów domagających się wyjaśnień. Nie dostaną nic, nawet informacji o tym, gdzie poległ najemnik, który na froncie szukał pieniędzy mogących poprawić los jego rodziny. Podobnie postrzegani są rekruci z krajów afrykańskich.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

KWIECIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 82%

Kenijski półświatek, kirgiski łącznik i rosyjskie okopy

Pod koniec października 2025 roku kenijska Dyrekcja Dochodzeń Kryminalnych (DCI) poinformowała o rozbiciu organizacji przestępczej ułatwiającej wyjazdy na front. 24 września detektywi przeprowadzili nalot na lokal w mieście Athi River na obrzeżach Nairobi. Aresztowano stojącego na czele organizacji Edwarda Kamau Gitukę i 21 obywateli Kenii, którzy mieli wyjechać do Rosji pod przykrywką wyjazdów do pracy.

Policjanci zabezpieczyli wówczas dokumenty potwierdzające udział grupy przestępczej w wysyłaniu Kenijczyków na front. W proceder zaangażowani byli przedstawiciele Global Face Human Resources Ltd. i Ecopillars Manpower.

W rozpracowaniu grupy bezcenne okazały się zeznania dwóch Kenijczyków, którzy po powrocie z Rosji trafili do stołecznego szpitala. Mężczyźni zostali zwerbowani po zapła­ce­niu bardzo wysokich opłat związanych z załatwieniem wizy i kosztami administra­cyj­nymi wyjazdu. Przestępcy wyłudzili od każdego po niecałe 4 miliony szylingów (112 tysięcy złotych). Ofiarom obiecywano świetlaną przyszłość w Rosji i pracę zapewniającą nawet 200 tysięcy szylingów (5600 złotych) miesięcznie. Czekał ich jednak marny koniec w okopach jako najbardziej pogardzany i łatwy do „zużycia” zasób rosyjskiej machiny wojennej.

Skala problemu jest ogromna. Minister pracy i ochrony społecznej Alfred Nganga Mutua zwrócił się do poszukujących pracy, aby za każdym razem weryfikowali firmy rekrutacyjne na stronie Krajowego Urzędu Zatrudnienia. Brak potencjalnego rekrutera w państwowej bazie może sugerować, że jest on powiązany z półświatkiem. Wielu Kenijczyków nadal staje się ofiarami fałszywych ogłoszeń o pracę za granicą.

Ombwori Denis Bagaka, Wahome Simon Gititu i Clinton Nyapara Mogesa to trzej obywatele Kenii, którzy zostali znalezieni martwi w pobliżu Łymanu w obwodzie donieckim.

Do Rosji trafili jesienią 2025 roku, doprowadzono ich do punktu werbunkowego w Jarosławie, a następnie skierowano do batalionu karnego – jednostki 11097 szkolącej się w pobliżu Woroneża. W procesie rekrutacji miał aktywnie uczestniczyć obywatel Kirgistanu Salizhan Uulu Almamet, działający w imieniu przybyłych Kenijczyków. W przypadku batalionów składających się z dezerterów, kryminalistów i zmuszonych do walki imigrantów będących de facto niewolnikami trudno mówić o prawdziwym przeszkoleniu. Bardziej przypomina ono skrócony kurs, po którym bojcy trafiają wprost do frontowego piekła.

Według ukraińskiego wywiadu Kenijczycy zostali zabici podczas ofensywy w kierunku Łymanu. Członkowie batalionów karnych, zgodnie z radziecką tradycją, kierowani są na pewną śmierć jako pierwsza fala. Ranni nie zostają ewakuowani (w warunkach wojny dronowej jest to zresztą wyjątkowo trudne zadanie), a Rosjanie nie zaprzątają sobie głowy zbieraniem ciał poległych.

Czwartym zabitym Kenijczykiem, o którym wiadomo, był pochodzący z Mukurweini Charles Wangari. Przyjechał do Rosji pracować jako zawodowy kierowca. Zamiast tego został zmuszony do walki w interesie rosyjskiego imperializmu i wysłany na front, gdzie zginął w wybuchu miny. Pogrążona w żałobie rodzina urządziła symboliczny pogrzeb pustej trumny, ciało zostało porzucone na polu walki. VOCAL Africa, organizacja pozarządowa działająca w wielu krajach afrykańskich, wzywa do uregulowania statusu kenijskich rekrutów i stworzenie ram współpracy umożliwiających zwracanie ciał rodzinom. Taki układ prawdopodobnie nie zostanie podpisany, ponieważ wymagałby od Kremla przyznania, że zmusza obywateli krajów afrykańskich do walki.

Jak donoszą Ukraińcy, wśród schwy­tanych żołnierzy i wspierających ich sił nieregularnych znajduje się wielu Afrykanów. Nie wszyscy walczą z własnej woli. Są to często pracownicy sezonowi i studenci, przed którymi postawiono wybór: front albo deportacja. W większości nie są to byli żołnierze, lecz młodzi mężczyźni, którzy po minimalnym przeszkoleniu kierowani są wprost w piekło walki.

Wśród rekrutów znajdują się również doświad­czeni bojownicy rekrutowani przez byłych Wagnerowców w Republice Środkowo­afrykańskiej. Afrykańscy rebelianci nie cieszą się dobrą opinią. Wielu jest źle wyszkolonych i nie radzi sobie dobrze w warunkach brutalnej wojny, co dodatkowo utrudnia ogromna nieufność ze strony dowódców. Znaczna część nie przechodzi przeszkolenia, ponieważ jako osoby mające doświadczenie wojskowe od razu kierowani są do walki. Doświadczenie z walki w dżungli nie przekłada się jednak na realia walki w Europie Wschodniej.

Wśród bardziej wartościowych bojowo afrykańskich najemników można znaleźć między innymi członków kameruńskich sił zbrojnych. Władze Kamerunu dostrzegły poważny problem, jakim są „zniknięcia” członków sił zbrojnych. Żołnierze porzucający wojsko wyjeżdżają z kraju, szukając pracy na rynku prywatnych firm wojskowych. Wielu trafia do Rosji, gdzie wykorzystywani są jako mięso armatnie w trwającej wojnie z Ukrainą. Skala dezercji jest tak duża, że odpływ żołnierzy stanowi realne zagrożenia dla bezpieczeństwa Kamerunu.

Problem nie jest jednak nowy i w swej istocie nie ma nic wspólnego z Rosją ani Ukrainą. Trapi on kameruńskie siły zbrojne od 2018 roku. Wówczas odnotowano brak, według różnych szacunków, od 300 do nawet 600 żołnierzy. Minister delegat przy prezydencie odpowiedzialny za obronę Joseph Béti Assomo potwierdził wówczas, że problem istnieje, lecz nie jest tak poważny, jak donosiły media. Wkrótce okazało się, że jednak jest.

Kamerun od lat mierzy się z drenażem mózgów na ogromną skalę. Specjaliści i dobrze wykształ­cona kadra cywilna wyjeżdża z kraju (przede wszystkim do Kanady i Wielkiej Brytanii), a rząd desperacko szuka metod na ograniczenie tego zjawiska. Wyjazdy żołnierzy mają charakter wyłącznie zarobkowy. Profesjonalizacja sił zbrojnych rozpoczęta wraz z reformami rozpoczętymi w 2001 roku sprawiła, że żołnierze zyskali niezbędną wiedzę, a walka przeciwko Boko Haram sprawiła, że nabrali doświadczenia.

Wraz ze wzrostem kompetencji nie szło jednak zwiększenie uposażeń. Kameruńscy starsi szeregowi zarabiają równowartość 234 dolarów miesięcznie. Jego odpowiednik w Rosji otrzyma 2479 dolarów. Tak duże różnice sprawiają, że wielu Kameruńczyków szuka szczęścia jako najemnicy na ukraińskim froncie.

Rząd zawiesił zezwolenia na zagraniczne urlopy członków sił zbrojnych, ale okazało się to niewystarczające. Dwa lata później mówiono o 637 brakujących żołnierzach. Zbiegło się to w czasie z walkami w Ambazonii – anglojęzycznym regionie Kamerunu dążącym do uzyskania niepodległości od frankofońskiej władzy centralnej. Prawdziwym powodem były otwierające się możliwości pracy w sektorze prywatnym. A przełomem była zmiana sytuacji we wschodniej Ukrainie i poszukiwanie przez Rosję najemników gotowych ruszyć na front.

Nacionalna policija Ukrajiny