Admirał floty Angus Topshee, dowódca kanadyjskiej marynarki wojennej, powie­dział w niedawnym wywiadzie dla CBC News, że rozważane jest uruchomienie programu pozyskania okrętów desantowych dla Royal Canadian Navy przeznaczonych do działań w Arktyce. Jednostki te miałyby poprawić zdolności reagowania na zagrożenia nie tylko w tym regionie, ale również w innych częściach świata.

Okręty miałyby pełnić funkcje mobilnej bazy do rozmieszczania wojsk i sprzętu w odległych, ubogich w infrastrukturę regionach Arktyki. Propozycja uruchomienia postępowania wpisuje się w szersze działania Kanady zmierzające do zwiększenia wydatków na obronność i modernizacji potencjału w odpowiedzi na zmieniające się globalne środowisko bezpieczeństwa.

Topshee podkreślił, że projekt okrętów wciąż jest w fazie koncepcyjnej i ten stan rzeczy nie zmienił się od ubiegłego roku. Inaczej wygląda sytuacja samego postępowania. Trwają zakrojone na dużą skalę dyskusje pomiędzy przedstawicielami floty, kanadyjskiego rządu oraz dwóch kanadyjskich stoczni: Davie Shipyard w Lévis (prowincja Quebec) i Seaspan w Vancouverze.

Obie stocznie dysponują stosownym doświadczeniem w programach budowy dużych i zaawansowanych jednostek, między innymi budują ciężkie lodołamacze dla kanadyjskiej straży wybrzeża. Admirał dodał, że obie stocznie mają koncepcje, jak dostosować istniejące rozwiązania w celu stworzenia okrętów desantowych dla kanadyjskiej marynarki wojennej.

USS Bataan typu Wasp.
(US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Danilo Reynoso)

– Rozmawialiśmy z kilkoma naszymi stoczniami, które powiedziały, że teoretycznie możliwe byłoby zbudowanie okrętu desantowego klasy polarnej 2 – zdradził Topshee. – Kluczową wartością okrętu desantowego jest to, że może on realizować operacje bez przygotowanej infrastruktury portowej, co idealnie opisuje naszą Północ.

W praktyce oznaczałoby to, że jednostka musiałaby być zdolna do kruszenia lodu o grubości do 2,5 metra. Takimi samymi możliwościami będą dysponować amerykańskie lodołamacze powstające w ramach programu Polar Security Cutter oraz kanadyjskie Polar Icebreaker Project.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

Najprawdopodobniej potencjalne kanadyjskie okręty desantowe byłyby dużymi jednostkami przenoszącymi inne środki desantowe (obszar działań sugerowałby poduszkowce desantowe). Oczywiście całość wspierałoby skrzydło lotnicze składające się ze śmigłowców, a być może i samolotów. Tego typu okręty są powszechne we flotach sojuszników Kanady. Chociażby Stany Zjednoczone używają uniwersalnych okrętów desantowych typu Wasp, które dysponują zarówno kutrami, jak i poduszkowcami desantowymi, a także skrzydłem lotniczym składającym się z śmigłowców i samolotów.

Oczywiście raczej mało prawdopodobne jest, aby Ottawa sięgnęła po tak zaawansowane jednostki. Najpewniej byłyby to mniejsze okręty pokroju francuskich Mistrali lub okręty desantowe doki o mniej „lotniczej” zabudowie, na przykład holenderskie jednostki typu Rotterdam. Cechą wyróżniającą kanadyjskie okręty byłoby dostosowanie ich do regularnych działań w Arktyce – niemożliwych w przypadku innych konstrukcji.

po co egiptowi mistrale

Mistral w towarzystwie brytyjskiej fregaty HMS Argyll
(MM130056 / MOD)

Pomysł wdrożenia wielozadaniowych okrętów desantowych w Royal Canadian Navy nie jest nowy. Narodził się w 2008 roku i powracał okresowo w kolejnych latach. Najbliżej realizacji był w latach 2013–2014, gdy Kanada wykazywała duże zainteresowanie dwoma okrętami typu Mistral zmodyfikowanymi pod kątem działań w warunkach arktycznych. Mimo realnego zainteresowania pomysł upadł z uwagi na koszty i ryzyko destabilizacji finansowania innych kluczowych programów modernizacyjnych.

W okolicach 2010 roku pojawiły się nawoływania ekspertów do przejęcia nadmiarowych okrętów desantowych typu Bay zbudowanych na potrzeby brytyjskiej floty pomocniczej. Jak widać, na nawoływaniach się skończyło. Podobnie kwestia wyglądała w przypadku odkupienia Mistrali budowanych pierwotnie dla rosyjskiej marynarki wojennej. Po aneksji Krymu w 2014 roku Francja odstąpiła od umowy z powodu sankcji. Ottawa rozważała przejęcie okrętów, jednak ostatecznie zrezygnowano z takiego pomysłu z uwagi na koszty. Z okazji skorzystał Egipt, który w 2015 roku przejął obie jednostki dla własnej floty.

Dziś sytuacja wygląda inaczej – rosnąca aktywność Rosji i Chin w Arktyce wzmacnia presję na Kanadę. Ottawa priorytetowo traktuje obszar Arktyki, ale obecna flota nie dysponuje jednostkami zdolnymi do długotrwałych operacji w lodzie bez oparcia o infrastrukturę portową. Koncepcja forsowana przez admirała Topshee miałaby wypełnić tę lukę.

– Możliwość przemieszczania wojsk i sprzętu oraz ich utrzymania, zarówno w Arktyce, jak i gdzie indziej, od dziesięcioleci stanowi główny cel sił zbrojnych – stwierdził Topshee. – Kanada często polegała na sojusznikach lub wynajmowała potrzebne jej zdolności. Aby utrzymać działalność na północy, zdaliśmy sobie sprawę, że sensowne byłoby utworzenie mobilnej bazy w Arktyce, a do tego właśnie służy okręt desantowy.

Na tym etapie brak jednak decyzji politycznych i konkretnych deklaracji finansowych, a sam admirał podkreśla, że program wciąż pozostaje koncepcją. Okręty desantowe są kosztowne w pozyskaniu i eksploatacji. Oczywiście wszystko zależy od wybranej koncepcji, lecz należy pamiętać, iż Ottawa wciąż dysponuje ograniczonym budżetem na obronność. Wprawdzie do 2029 roku Kanada ma przeznaczać na ten cel 5% PKB, lecz jedynie 3,5% przeznaczone będzie stricte na wydatki związane z utrzymaniem i modernizacją sił zbrojnych. Pozostała część przeznaczona zostanie na modernizację i rozbudowę infrastruktury.

Na ten moment z punktu widzenia floty kluczowe są dwa długoterminowe programu modernizacyjne: budowa niszczycieli rakietowych typu River w ramach programu Canadian Surface Combatant i pozyskanie okrętów podwodnych nowej generacji Canadian Patrol Submarine Project. W przypadku niszczycieli Ottawa chce pozyskać aż piętnaście nowych okrętów w miejsce dwunastu fregat typu Hallifax i czterech wycofanych w 2017 roku niszczycieli rakietowych typu Iroquois. Finalizacja programu nastąpić ma w 2050 roku wraz z podniesieniem bandery na piętnastym okręcie.

Jeśli chodzi o okręty podwodne, kanadyjska flota chce kupić do dwunastu nowych jednostek w miejsce dotychczas używanych czterech typu Victoria. Nie podpisano jeszcze umowy wykonawczej, ale o zwycięstwo w postępowaniu walczą już tylko dwa podmioty: niemiecki Thyssen Krupp Marine Systems (TKMS) z okrętami typu 212CD i południowo­koreańska Hanwha Ocean z KSS-III. Pierwszy okręt miałby zostać przekazany w 2035 roku.

Tak więc mało prawdopodobne, aby Ottawa w najbliższym czasie kupiła nowe okręty desantowe, zwłaszcza takie dostosowane do operowania w trudnych warunkach arktycznych. Okręty przynajmniej w podwodnej i nawodnej konstrukcji kadłuba musiałyby przypominać lodołamacze. A to wbrew pozorom skomplikowane konstrukcyjnie jednostki i poprzez specyficzne wymagania kanadyjskiej floty takie okręty desantowe byłyby po prostu zdecydowanie droższe od standardowych jednostek tej klasy.

US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Michael Achterling