Wymiana ognia i potyczki na jemeń­skich frontach stały się już normą. W ciągu ostatnich dni Huti zdołali porazić port w Mokce, a dziś pochwalili się atakiem na saudyjski Nadżran. Obecne walki pokazują, że również Jemeńczycy czerpią wnioski z walki w Ukrainie.

Na początku miesiąca opisywaliśmy starcia Hutich z siłami w koalicji. Od tego czasu sytuacja eskalowała. Szczególnie intensywny był poniedziałek 17 sierpnia, kiedy wojska rządowe poinformowały o przeprowadzeniu 133 „operacji” w ciągu doby. Do tych wliczają się ostrzały artyleryjskie i ataki dronami.

Walki toczą się niemal w każdym regionie, przez który przechodzi front. Dokładne dane na ich temat są trudne do pozyskania. Wydaje się jednak, iż najsilniejsze starcia trwają w muhafazie Ma’rib w centralnej części kraju i w muhafazie Al-Hudajda rozciągającej się nad Morzem Czerwonym.

Duży rozgłos zyskało bombardowanie portu w Mokce przez Hutich. Miasto, od którego pochodzi nazwa gatunku kawy, leży na północnym końcu cieśniny Bab al-Mandab. W wyniku ataku pociskami i dronami port musiał zawiesił działalność. Mokka obecnie nie jest szczególnie istotna gospodarczo, to druga liga jemeńskich portów. Z racji położenia można jej jednak przypisać pokaźne znaczenie strategiczne.

Według rzecznika Sił Narodowego Oporu, jednej z najważniejszych części składowych koalicji, Huti zaatakowali port pociskami Fateh-110. Platformą wystrzelenia pocisków miały być pojazdy udające cywilne ciężarówki. Mowa o pociskach krótkiego zasięgu, powszechnie wykorzystywanych przez Iran i jego grupy wpływu. Broń z tej rodziny była również przekazywana Rosji w celu walki z Ukrainą. Pocisk jest napędzany paliwem stałym, zależności od wersji (a tych jest sporo) ma zasięg 300–700 kilometrów.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Najwięcej dzieje się na zachodnim wybrzeżu. Przywódca Sił Narodowego Oporu, Tarik Saleh wskazał, że od początku eskalacji Huti wykorzystali 56 pocisków balistycznych i 44 drony na tym obszarze. Zakładając, że walki trwają dwa tygodnie, mówimy o czterech pociskach i trzech dronach dziennie na jednym odcinku. Taka intensywność mocno przewyższałaby to, co widzieliśmy na Morzu Czerwonym, zwłaszcza biorąc pod uwagę inne części kraju.

Wojna w jemeńskim wydaniu

Obecne działania zbrojne nie przełożyły się jeszcze na znaczące zmiany terytorialne, a obie strony na ten moment starają się jedynie osłabić przeciwnika. Sama dronizacja wojny w Jemenie nie jest niczym nowym, jednak obecnie widzimy kolejny etap tego zjawiska. Zarówno siły Hutich, jak i wojska prorządowe zaczęły wykorzystywać drony FPV. Oczywiście same bezzałogowce w Jemenie są normą od wielu lat, jednak z racji na zamrożenie konfliktu w 2022 roku drony FPV nie miały okazji zadebiutować wcześniej.

Jest to pewna nowinka, chociaż nie powinna stanowić zaskoczenia. Oś oporu sprawnie wymienia się doświadczeniami. Niedawno pojawiły się plotki na temat Jemeńczyków zabitych podczas saudyjskich nalotów na Irak. Teraz pojawiają się pogłoski o trzech zabitych członkach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w Jemenie.

Hezbollah w ostatnich miesiącach wsławił się atakami dronów FPV przeciwko Izraelczykom. Kwestią czasu było więc pojawienie się takiego sprzętu w Jemenie. Pierwsze doniesienia o przechwyconych transportach światłowodów słyszeliśmy już w 2025 roku. Miłą informacją jest to, że również siły prorządowe są w stanie adaptować się do nowych realiów pola walki.

Trudno ocenić, kto ma większe możliwości w tym zakresie. W mediasferze Hutich pojawiły się oskarżenia o współpracę ukraińskiego wywiadu z władzami Jemenu. Na to jednak nie ma żadnych dowodów. Samo pozyskanie dronów nie stanowi problemu – od czego są chińskie platformy e-commerce? Szkolenie pilotów dronów wymaga pewnej wprawy, jednak nie jest to fizyka kwantowa. Nieliczne nagrania pokazują przede wszystkim płaski, pustynny teren, gdzie operowanie dronem jest stosunkowo łatwe.

W sieci nadal dominują nagrania z dronów pionowego startu, zrzucających granaty na pozycje Hutich, też znane w Ukrainie. Tego typu broń idealnie nadaje się do atakowania niewielkich celów, których ostrzał za pomocą artylerii mógłby być problematyczny lub zwyczajnie drogi. W przypadku dronów FPV problemem nie jest nawet szybko poruszający się po pustyni technical. Pewną ciekawostką jest zjawisko, w którym wrogie pozycje zdradzają panele słoneczne. W miejscach, gdzie większość budynków jest opuszczona, zadbana fotowoltaika łatwo wskazuje, że w tym miejscu dzieje się coś podejrzanego.

Saudyjska bierność

Arabia Saudyjska nie zaangażowała się bezpośrednio w walki. Rijad zapewne doszedł do wniosku, że nie warto dawać Hutim pretekstu do ataku, a siły jemeńskie na ten moment radzą sobie z zagrożeniem. Co prawda nawet teraz poszczególne frakcje potrafią krytykować siebie nawzajem. W sympatyzującej z południowym separatyzmem adeńskiej gazecie Al-Ajjam pojawiło się kilka tekstów oskarżających siły powiązane z Bractwem Muzułmańskim o pasywność i zadowolenie z faktu, że walki skupiają się na Siłach Narodowego Oporu. Południowcy starają się też podkreślać, jak bardzo są istotni dla bezpieczeństwa państwa.

Zarówno siły związane z separatyzmem południowym, jak i Siły Narodowego Oporu w przeszłości były powiązane ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W wyniku rebelii i saudyjskiej kontrofensywy znaczenie południowców zostało ograniczone, a ZEA opuściły Jemen. Tarcia są złem koniecznym, ale na ten moment nie grożą nagłym rozłamem, zwłaszcza w momencie zagrożenia ze strony Hutich.

Bierność Arabii Saudyjskiej jest też problematyczna dla Hutich, którzy muszą zadowolić się kreowaniem królestwa jako siły kierującej władzami Jemenu zza kulis (w czym bądź co bądź jest sporo prawdy). Propaganda grupy stara się przedstawić konflikt jako starcie jemeńsko-saudyjskie, w którym nielegalne władze w Sanie przewodzą narodowym zrywem przeciwko okupantom, najemnikom i zdrajcom. Nadal pojawiają się również żądania zniesienia blokady nałożonej przez Arabię Saudyjską.

Dzisiaj po południu Huti ogłosili atak na dwa cele w królestwie: lotnisko w Nadżranie, przy granicy z Jemenem, i instalację Aramco w tym samym regionie. Nadżran został już zaatakowany na początku sierpnia, o czym pisaliśmy wcześniej. Na ten moment nie mamy potwierdzenia o atakach ze strony saudyjskiej, a Hutim zdarzało się kłamać. Według rzecznika sił zbrojnych Hutich ataki te są odpowiedzią na działania saudyjskich dronów w muhafazie Sa’ada (północna część kraju). Atak wpasowywałby się w narrację grupy, nie stanowiłby też przełomu. Możliwe, że Huti starają się sprowokować odpowiedź. Z drugiej strony atak na Nadżran nie jest szczególnie dużą eskalacją. Jest to co prawda 300-tysięczne miasto, jednak mówimy o działaniach na pograniczu kraju, z dala od głównych centrów gospodarczych i politycznych.

Kraj nadal zmaga się problemami gospodarczymi, a do dzisiaj w sieci można zauważyć filmy nawiązujące do czerwcowej fali krytyki wobec władz. Pojawiają się też tarcia z opozycją. Władze w Sanie nie są uznawane tylko przez Ruch Huti (Ansar Allah), ale też przez sojuszników, którzy nie są członkami ruchu, ale liderami własnych środowisk. Jednym z nich jest Sultan As-Sama’i, członek Najwyższej Rady Politycznej (element nielegalnych władz). Polityk skrytykował ruch za korupcję i represje, co wzbudziło niezadowolenie twardych zwolenników Hutich. Nie pierwszy raz ktoś wyraża niezadowolenie z władzy Ansar Allah, ale ostatnio takie historie zdają się pojawiać częściej, co w przyszłości może okazać się niebezpieczne dla organizacji. Nie zapominajmy, że to właśnie względna centralizacja i spójność była jednym z atutów grupy względem skłóconej koalicji.

Imago / Alamy Stock Photo