Ruch Huti w ciągu ostatnich dni odnotował serię sukcesów na jemeńskim wybrzeżu i zajął miasto Mokka. Utrata niewielkiego, ale strategicznie ważnego portu jest pierwszym istotnym zwycięstwem Hutich, które w dodatku budzi obawy o bezpieczeństwo cieśniny Bab al-Mandab. Na jaw wyszły również podziały wewnątrz wojsk prorządowych.

Mokka zdobyta

Utrata Hajsu okazała się ostatnią istotną stratą w obszarze przybrzeżnym, a Huti po przegrupowaniu byli w stanie ruszyć z własną ofensywą i zająć Mokkę. Bojownicy grupy najprawdopodobniej zdobyli miasto w okolicach południa czasu lokalnego.

Upadek Mokki nie oznacza przełomu i załamania się wojsk koalicji. Wybrzeże jemeńskie jest płaskim terenem, na którym działają lekkie formacje zbrojnie. Z tego powodu, jak pokazują ostatnie dni, terytoria mogą przechodzić z rąk do rąk. Nie zmienia to faktu, że mówimy o porażce wojsk koalicji, a dalszy rozwój wydarzeń jest trudny do przewidzenia.

Jedną z obaw jest utrata wysp Hanisz u wyjścia z Bab al-Mandab. Według niektórych doniesień strata ta już się dokonała. Możliwy jest również dalszy marsz wzdłuż wybrzeża. Dłuższa linia brzegowa i kontrola strategicznych wysp pozwoliłaby na bardziej efektywne ataki na żeglugę cywilną i prowadzenie operacji przemytniczych.

Dalsza presja na tym odcinku będzie również wpływać na inne regiony, między innymi Ta’izz. Jeśli Huti będą w stanie iść dalej, najbliższym dużym miastem na wybrzeżu jest Duhab, zaledwie 30 kilometrów od najwęższego odcinka Bab al-Mandab.

Najważniejszą siłą w regionie wybrzeża są Siły Narodowego Oporu kierowane przez Tarika Saleha, który do 2017 walczył ramię w ramię z Hutimi (to temat na inną historię), a teraz pełni funkcję wiceprzewodniczącego Rady Prezydenckiej. Obecnie jego formacja dokonuje przegrupowania na południe od Mokki.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 70%

W porozumieniu z innymi siłami koalicji Saleh powołał nowe dowództwo, mające koordynować wysiłki na tym odcinku. W regionie działają też Południowe Brygady Gigantów, powiązane z południowym separatyzmem, ale jednocześnie zachowujące mocno plemienno-salaficki sznyt. Lokalny dowódca Gigantów przyznał, że część jego żołnierzy zdezerterowała w trakcie walk.

Jeszcze inną grupą są Siły Tarczy Narodowej, powiązane z przewodniczącym Rady Prezydenckiej (czyli obecnie najważniejszą osobą w kraju) Raszadem al-Alimim. Jest to stosunkowo młoda, powołana w 2023 roku formacja, mocno wspierana przez Arabię Saudyjską, która chce w ten sposób wzmocnić władzę centralną w kraju. Istnieją również inne, pomniejsze ugrupowania.

Podziały w koalicji

Jak widać, siły koalicji to bujna zbieranina o różnorodnych preferencjach politycznych. W grudniu i styczniu tego roku Arabia Saudyjska i władze Jemenu weszły w konflikt z południowymi separatystami wspieranymi przez Zjednoczone Emiraty Arabskie (warto zaznaczyć, że Południowe Brygady Gigantów nie brały udziału w walkach).

Mimo że południowcy zostali pobici, a Arabia Saudyjska zapowiedziała powołanie konferencji mającej zdeterminować przyszłość południa kraju, sprawa do dzisiaj pozostaje nierozwiązana. Napięcia w koalicji nigdy w pełni nie zgasły. Niedawno wspominaliśmy o zarzutach południowców wobec innych grup. W ostatnich dniach widzimy, że spory te zaczynają przybierać fizyczną formę. Niektóre oddziały koalicji utożsamiane z dawnym Jemenem Północnym wycofały się na terytoria kontrolowane przez południowców, gdzie zostały zatrzymane i rozbrojone. Do innego incydentu doszło w muhafazie Ad-Dali, gdzie protestujący z bronią zablokowali drogę konwojowi z ministrem obrony Al-Akilim, który wywodzi się z północy.

Podziały chętnie nagłaśniane przez proirańskie media, które przedstawiają siły koalicji jako zbieraninę najemników na usługach Arabii Saudyjskiej. Całkowity rozpad koalicji nie jest na ten moment prawdopodobny, a struktura była w stanie wytrzymać nawet bezpośrednie walki wewnętrzne. Nie oznacza to jednak, iż podziały wewnętrzne nie stanowią problemu.

Na innych frontach

Postępy na wybrzeżu wpłynęły również na wydarzenia na odcinku w okolicach Ta’izzu. Koalicja musiała przemieścić dodatkowe siły na wybrzeże, dzięki czemu Huti dokonali przełamania w dystrykcie (powiecie) Al-Wazi’jja na południowy zachód od Ta’izzu (mapa poniżej). Niewiele wiadomo na temat wydarzeń na wschód od Ta’izzu. Na ten moment nie widać znaczących ruchów w muhafazach Ad-Dali, Al-Bajda i Abjan. Gubernator tej ostatniej zapewnił jednak, iż wojska mu podległe są całkowicie gotowe na ruszenie do walki. W Al‑Bajdzie trwają już walki, ale na ten moment nie przyniosły dużych zmian na mapie.

Więcej dynamiki mają wydarzenia w muhafazach Ma’rib i Al‑Dżauf na wschodniej części frontu. Podobnie jak w przypadku wybrzeża są to bardzo płaskie tereny. Według wczorajszych informacji starcia toczyły się nieopodal Mas, położonego na granicy muhafaz, na południe od Al‑Hazmu, który nadal pozostaje w rękach Hutich. Do walki w tym regionie ściągnięto dodatkowe oddziały Hutich, co może wskazywać na silną presję w tym obszarze. Jednocześnie chaos informacyjny i obustronna propaganda tworzą szum informacyjny, który utrudnia stworzenie dokładnego obrazu sytuacji.

Rijad pod presją

Godziny po publikacji naszego poprzedniego artykułu Huti zaatakowali Arabię Saudyjską. Był to o wiele większy atak w stosunku do poprzednich. Na cel wzięto miasta Abha, Nadżran i Chamis Muszalt. 73 osoby zostały ranne, a część instalacji naftowych została uszkodzona. Wczoraj syreny saudyjskie zawyły po raz kolejny.

Królestwo nie stoi bezczynnie i prowadzi naloty na pozycje Hutich. Według grupy w środę w ciągu 12 godzin przeprowadzono 54 naloty. Oczywiście na te doniesienia należy patrzeć ze sceptycyzmem. Wiemy, że władze Jemenu przypisywały sobie niedawne ataki lotnicze na Sanę. Biorąc pod uwagę skalę nalotów, trudno uwierzyć, że jemeńskie lotnictwo, którego istnienie jest niepewne, byłoby zdolne przeprowadzić ułamek tych lotów bojowych.

Trudno ocenić, jak duży wpływ na wyniki walk mają uderzenia powietrzne. Bez wątpienia są dla Hutich utrudnieniem, jednak nie wystarczają, by zapewnić dominację koalicji. Bojownicy w poprzednich fazach wojny wykazali się mocną odpornością na działania lotnictwa. Pytaniem pozostaje, której ze stron udało się wynieść lepsze wnioski.

W sprawie ataków na Arabię Saudyjską wypowiedział się minister obrony Pakistanu Khawaja Asif, który wskazał, że dalsze ataki mogą doprowadzić do uaktywnienia Paktu Mekkańskiego. Dzisiaj rzecznik pakistańskiego MSZ zdementował doniesienia o rozmach na ten temat z Rijadem i oświadczył, że działania będą podjęte, kiedy przyjdzie czas.

Takie słowa to woda na młyn dla przeciwników sojuszu, mająca dowodzić jego iluzoryczności. Faktem jest, że sojusz Rijadu, Ankary i Islamabadu nie został jeszcze jakkolwiek przetestowany. Z drugiej strony na ten moment wojna w Jemenie nie osiągnęła jeszcze maksymalnego poziomu eskalacji, a wprowadzanie do niego nowych członków może zaognić sytuację bez dawania wyraźnych korzyści. Jeśli jednak Huti nadal będą kierować mocne uderzenia w królestwo, reakcja Pakistanu byłaby wskazana dla zachowania wiarygodności.

Anas Al-Haj, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic