Wojna w Jemenie od 2022 roku pozostaje w impasie. Powściągliwa postawa Ruchu Huti podczas wojny irańsko-izraelskiej dawała nadzieję na postęp w procesie pokojowym. Obecna mobilizacja sił sugeruje jednak, że okres spokoju może wkrótce się zakończyć. Nie można jednak wykluczyć, że jest ona oznaką słabości, a nie siły ugrupowania.

Wezwanie do broni

Podpisany w kwietniu 2022 roku rozejm oficjalnie upadł po kilku miesiącach. W praktyce obie strony od tego czasu nie wykazują dużego zainteresowania prowadzeniem dużych operacji. Huti skupili się na walce na Morzu Czerwonym, a koalicja – na walkach wewnętrznych. Od czasu do czasu pojawiają się doniesienia o planach ofensywy czy to Hutich w Maribie, czy koalicji wzdłuż czerwonomorskiego wybrzeża. Na ten moment wszystkie te zapowiedzi okazały się niewiele warte.

W ciągu ostatnich dni Huti po raz kolejny nie tylko nasilili przekaz propagandowy, ale również przeprowadzili kilka zgromadzeń plemiennych, służących przede wszystkim jako manifestacja siły i gotowości. Do dzisiaj oddziały plemienne są ważnym elementem potencjału zbrojnego Hutich. Można je uznać za drugi filar obok rdzenia wojsk Hutich, które znamy między innymi z operacji na Morzu Czerwonym. O ile wyposażenie tych sił nie budzi szczególnego wrażenia, o tyle poparcie lokalnych społeczności jest niezbędne do skutecznego sprawowania władzy w Jemenie.

Warto jednak pamiętać, że lojalność plemion jest o wiele bardziej warunkowa, a Huti musieli mierzyć się już z pomniejszymi buntami na ich terytorium. Osoby wywodzące się ze środowisk plemiennych są też bardziej skłonne do dezercji, co widzieliśmy w październiku 2025 roku.

Dochodzi też otoczka propagandowa. Ostatnie wypowiedzi lidera Hutich nie odstają szczególnie od tego, co słyszymy od lat. Z okazji święta Aszury (w tym roku 25 czerwca) Abd al-Malik al-Huti nazwał Izrael i Stany Zjednoczone wrogami islamu, wyraził solidarność z Iranem i potępił saudyjską interwencję w Jemenie. Pewną nowością był jedynie wątek relacji Izraela i Somalilandu. Al-Huti zapewnił, że jakakolwiek izraelska baza po drugiej stronie cieśniny Bab al-Mandab stanie się celem dla organizacji. Większość wypowiedzi została poświęcona kwestiom religijnym, dotyczącym śmierci Husajna bin Alego w bitwie pod Karbalą w 680 roku.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

WRZESIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 61%

Ciekawiej jest, kiedy spojrzymy na propagandę kreowaną przez niższe instancje. Nasr ad-Din Amir, jeden z głównych propagandystów ruchu, ogłosił, że obecne status quo w Jemenie niedługo się skończy, a decyzja już została podjęta. Według Amira rozmowy na temat pokoju powinny toczyć się jedynie wśród Jemeńczyków. Słowa te są oczywiście wycelowane w Arabię Saudyjską. Wojska legalnego rządu zostały nazwane siłami takfirytów, co jest powszechnym wśród szyitów określaniem na sunnickich dżihadystów. Nazwa pochodzi od terminu takfir, czyli wykluczenia kogoś ze wspólnoty muzułmańskiej.

Oskarżenie to wynika z faktu, że Rijad wspiera w Jemenie fundamentalistyczne grupy sunnickie. Mowa nie o Al-Kaidzie, ale o ugrupowaniach takich jak partia Al-Islah, które nie są organizacjami terrorystycznymi, jednak również wyznają radykalny wahhabicki islam. Warto w tym momencie zaznaczyć, że Huti również nawołują do dżihadu, a słowo to ma w świecie arabsko-muzułmańskim inny charakter niż w Europie.

Kampania trwa również na dole. W jemeńskich mediach społecznościowych krążą filmy i zdjęcia przedstawiające bojowników Hutich, którzy deklarują gotowość i wierność „Liderowi Rewolucji” Abd al-Malikowi al-Hutiemu. Pewną ironią jest fakt, że część z dzielnych bojców Hutich ujawniło w ten sposób swój stopień, miejsce pobytu i przynależność. Jest to zaskoczenie, ponieważ Huti na tle sojuszników słynęli z pokaźnej „higieny kontrwywiadowczej”. Jak na Oś Oporu przystało, nie mogło zabraknąć pompatycznych filmików tworzonych przez zwolenników ruchu. Poniżej jeden przykład z anglojęzycznymi podpisami. Widać tam również wspomniane wcześniej nawoływanie do dżihadu przez Hutich.

Kolos na glinianych nogach?

Nie pierwszy raz Huti biją w antysaudyjski bębenek. Tego typu sytuacje mieliśmy już w marcu i w maju. Pokazy siły również nie są niczym nowym. Jest to swego rodzaju podstawa działalności grupy, która musi podtrzymać mobilizację społeczną w celu utrzymania władzy i zamaskowania złej sytuacji wewnętrznej. Życie w Jemenie generalnie nie należy do łatwych, a warunki bytowe są problemem na całym terytorium kraju. Niedawno w Adenie, tymczasowej stolicy legalnego rządu, mieliśmy do czynienia z kolejną falą protestów. Jakość życia była też tłem licznych sporów w położonym na wschodzie Hadramaucie.

Problem na terytoriach Hutich jest na tyle duży, że nawet zwolennicy ruchu zaczęli użalać się na warunki, co jest tym bardziej niewygodne dla władz. Sam fakt sprzeciwu wobec biedy i wszędobylskiej korupcji na terenach pod kontrolą Hutich nie jest nowy. Obecna dyskusja stała się jednak na tyle głośna, by stanowić istotny problem dla władz.

Cała historia zaczyna się od Abu Mertaha as-Saidiego, bojownika niskiego szczebla w szeregach ruchu. Mężczyzna nagrał film, w którym zadeklarował lojalność swojemu liderowi, wspomniał o ranach odniesionych w walce i śmierci bliskich w imię celów grupy, a następnie zaczął skarżyć się na sytuację gospodarczą w kraju. Wspomniał między innymi o tym, że wielokrotnie szedł spać głodny. Niczym Rejtan na znak desperacji rozerwał również szaty.

Słowa bojownika rozeszły się szerokim echem, a kolejni Jemeńczycy, często weterani walk z wrogami Hutich, publikowali swoje filmy. Głównym poruszanym problemem była bieda, wiążąca się z głodem czy brakiem dostępu do edukacji. Oprócz tego pojawiały się wątki związane z korupcją czy innymi bezprawnymi działaniami władz. Mieszkańcy Sany zorganizowali nawet protest związany z zamiarem wywłaszczenia ziemi i nieruchomości w jednej z dzielnic.

– To my walczyliśmy, staliśmy na linii frontu i przetrwaliśmy lata w dolinach i na polach bitew – mówi autor jednego z filmów. – Dziś wielu z tych samych ludzi leży na ulicach, nie mając co jeść.

Jednym z uczuć najczęściej powtarzających się w filmach jest zmęczenie. Kraj od ponad dekady znajduje się w stanie wojny domowej. Wcześniej doszło do Arabskiej Wiosny, która też nie wybuchła bez powodu. W obszarze Sa’ady, na dalekiej północy kraju, konflikt zbrojny trwał od 2004 roku. Co gorsza, w obecnej chwili nie widać perspektyw na szybkie zakończenie wojny. Ciekawe, ilu bojowników Hutich poszłoby na Sanę w 2014 roku, wiedząc, do jakiego stanu doprowadzi to kraj.

Jednocześnie warto zaznaczyć, że na ten moment nie widać jakiegokolwiek sygnału świadczącego o rozkładzie reżimu Hutich. Obecną strategią jest przemilczenie problemu i zakrycie go przekazem o mobilizacji. W muhafazie Al-Dżauf trwa co prawda konflikt z jednym z lokalnych plemion spowodowany aresztowaniem szajcha, jednak nie jest to nic, co mogłoby doprowadzić do upadku władzy. Nie zmienia to faktu, że władza Hutich nie jest tak silnie osadzona, jak może się wydawać.

Koalicja reaguje

Nawet jeśli przyjmiemy tezę, że obecna mobilizacja jest oznaką słabości, a nie siły, Hutich, nie oznacza to, że powinna być lekceważona. Udział grupy w tegorocznej wojnie Donalda Trumpa był symboliczny, a nielegalne władze w Sanie nadal dysponują dużym (jak na standardy jemeńskie) potencjałem. W dodatku presja wewnętrzna może pchnąć Hutich do bardziej radykalnych działań. Z tego powodu na pokaz siły koalicja odpowiedziała własnym pokazem. Siły Tarczy Narodowej opublikowały film z marszu terenowego swoich wojsk, co jest typową pokazówką jemeńskich ugrupowań.

W sympatyzującej z południowymi separatystami gazecie Al-Ajjam pojawił się tekst, według którego obecny kryzys sił południowych, pokonanych w styczniu przed Saudów, może być problemem w obliczu potencjalnej ofensywy. Walki sprzed kilku miesięcy nie były szczególnie krwawe, ale utrata emirackiego wsparcia w jakimś stopniu osłabiła te grupy. Dokładna sytuacja jest jednak trudna do oszacowania.

Czego w takim razie możemy się spodziewać? Najuczciwszą odpowiedzią jest milczenie. Bardzo możliwe, że cała mobilizacja ma na celu jedynie zaspokojenie potrzeb wewnętrznych. Z drugiej strony przekonanie, że historia Jemenu się zatrzymała, również może okazać się zgubne. Nawet jeśli nie teraz, konfrontacja między obiema siłami wydaje się nieunikniona. Członkowie koalicji jasno, i całkiem słusznie, mówią, że kompromis z Hutimi nie jest możliwy. Co prawda ledwie miesiąc temu obie strony zgodziły się na największą dotychczasową wymianę jeńców, ale patrząc na działania i historię ruchu, trudno spodziewać się, że negocjacje przyniosą pokojowe rozwiązanie.

Imago / Alamy Stock Photo