Huti po zdobyciu Mokki dalej prą na południe. Wczoraj dotarli do cieśniny Bab al‑Mandab i wyspy Majun. Jest to kolosalna porażka wojsk koalicji, która może mieć globalne konsekwencje. Przebieg walk pozwala na wysnucie pierwszych wniosków dotyczących kondycji jemeńskiej koalicji. Te niestety nie są szczególnie pozytywne.
Ledwie dwa dni wystarczyły Hutim żeby umocnić pozycje w Mokce, zająć wspomniane w poprzednim artykule Duhab i dotrzeć do samej cieśniny. Według doniesień medialnych bojownicy zajęli również wyspę Majun, leżącą pośrodku akwenu. Linia frontu najprawdopodobniej ustabilizowała się kilkanaście kilometrów dalej, na wschód od miejscowości As-Sukajjan.
Nadal trwają walki na wschodnich częściach frontu w Al-Dżauf i Ma’ribie. Nakładana tam presja utrudnia Hutim działania, ale nie prowadzi do istotnych zmian terytorialnych i nie jest w stanie całkowicie odmienić sytuacji w kraju.
More details later, but with high confidence, the Bab al-Mandab front line has finally stabilized. The @SouthArmed Southern Giants Brigades @alamalikah, backed by National Shield Forces @diralwatan have pushed back against the Houthi advance.
The Houthis continued heavy shelling… pic.twitter.com/8G47JM4OyY
— Basha باشا (@BashaReport) September 11, 2026
Huti nie atakują jedynie w kierunku południowym, ale osiągają też pomniejsze zdobycze, idąc w głąb kraju, co pozwala zabezpieczyć flankę. W najwęższym punkcie cieśnina Bab al-Mandab – stanowiąca południowe wyjście z Morza Czerwonego, a więc także szlaku sueskiego – ma mniej niż 30 kilometrów; jeśli odległość zmierzymy od wyspy Majun, jest to około 20 kilometrów. To znacząco ułatwi ataki na żeglugę. Huti dysponują wyspecjalizowaną bronią przeciwokrętową pochodzącą z Iranu, której z powodzeniem używali już wcześniej, ale teraz mogą ostrzeliwać statki nawet z haubic kalibru 155 milimetrów.
Dodajmy do tego, że Huti obecnie kontrolują niemal całość 400-kilometrowego wybrzeża Jemenu nad Morzem Czerwonym. Wyjątkiem jest jedynie niewielki skrawek terytorium przy granicy z Arabią Saudyjską.
"All we need is this"
The Houthis are well aware that they just seized the most strategic piece of key terrain outside of the Strait of Hormuz.
Mayyun Island, Bab al-Mandab Strait pic.twitter.com/3DD21ePmSv
— Matt Tardio (@angertab) September 11, 2026
Obecnie blokada Bab al-Mandab dotyczy jedynie Arabii Saudyjskiej i nie jest szczególnie intensywnie egzekwowana. Ale jeśli Huti zdecydują się ją rozszerzyć, na przykład w ramach pomocy Iranowi, czeka nas drugi Ormuz. Taka sytuacja może skończyć się kolejną interwencją w regionie. Problemem jest, że zarówno Arabia Saudyjska, jak i Stany Zjednoczone przekonały się, iż walka z Hutimi jest mozolnym i kosztownym procesem. Oczywiście nadal w tle przewija się kwestia aktywacji Paktu Mekkańskiego, ale na ten moment sytuacja do tego nie dojrzała.
Siła Hutich i słabość koalicji
Patrząc na nagrania bojowników Huti i ich sojuszników, zazwyczaj widzimy mizernie zbudowanych ludzi, odzianych w tradycyjne stroje, w klapkach na nogach i z rozklekotanymi wersjami karabinków AK. Faktycznie spora część walk jest prowadzona przez takie osoby. Huti nie są jednak zbieraniną obdartusów z gór, ale scentralizowaną i całkiem wyrafinowaną organizacją polityczno-zbrojną.
Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.
Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.
W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.
Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Przez dwie dekady istnienia ugrupowania w zbrojnej formie Huti sporo się nauczyli i cechują się sporą zaradnością. Jednym z najciekawszych i odrobinę kuriozalnych przykładów są niedawne doniesienia firmy Anthropic, właściciela bota AI o nazwie Claude.
Jak wiele innych botów, oprogramowanie to jest w stanie pisać kod. Według raportu firmy kilka osób w Jemenie prosiło o napisanie oprogramowania pozwalającego na nawigowanie i kontrolę „latającego obiektu”. Huti byli w stanie obejść zabezpieczenia bota, stosując dużą liczbę kont i dzieląc pracę na kawałki. Według raportu Anthropica bojownicy „przeprowadzili próbne odpalenie kierowanego pocisku rakietowego”, które zakończyło się niepowodzeniem, po czym „w ciągu kilku godzin osoby te wróciły do Claude’a, aby ustalić przyczyny porażki”.
Zamiłowanie Hutich do sztucznej inteligencji widać było już wcześniej. Istnieją uzasadnione podejrzenia, że niektóre nagrania z walk są podróbkami. W trakcie trwającej ofensywy w sieci opublikowano również film deepfake przedstawiający Tarika Saleha, dowódcę Sił Narodowego Oporu, mówiącego o załamującym się froncie.
Największą siłą Hutich nie jest jednak konto premium u bota AI. Nie jest nią nawet bogaty arsenał dronów i pocisków czy sieć przemytnicza. Kluczowym elementem jest spójność wewnętrzna. Ta ostatnio nieco kuleje, a zła sytuacja gospodarcza wpłynęła na kłótnie wewnętrzne.
Nie zapominajmy, że Huti mają w Jemenie sojuszników, którzy potrafią się buntować. Te napięcia są jednak niczym w porównaniu z sytuacją po stronie koalicji. Huti są w stanie o wiele łatwiej skoncentrować siłę na wybranym odcinku frontu i przeprowadzić skoordynowane operacje. W przypadku koalicji przesunięcia oddziałów potrafią mieć znaczenie polityczne. W dodatku siły koalicji są jedynie luźno powiązane ze sobą. Wygnanie Zjednoczonych Emiratów Arabskich z Jemenu dawało nadzieję, że sytuacja się poprawi. Tak się jednak nie stało, a jakiekolwiek zmiany w tym zakresie idą ślamazarnie.
W obronie Saudyjczyków należy powiedzieć, że scalenie takiej mozaiki jest bardzo trudne. Środowiska, z których wywodzą się poszczególne grupy, są naznaczone historycznymi zatargami. Siły Narodowego Oporu wywodzą się ze środowiska dawnego prezydenta Alego Abd Allaha Saleha. Z tego powodu nie cieszą się zaufaniem grup powiązanych z Bractwem Muzułmańskim (Partią Al-Islah), które podczas Arabskiej Wiosny było w opozycji. Jednocześnie separatyści nie ufają obu tym grupom, które w 1994 roku wspólnie walczyły przeciwko nim w wojnie domowej. Tych podziałów jest oczywiście więcej, a opisywanie każdego z nich byłoby zbyt długie. Nieprzyjazne sobie frakcje w obliczu porażek wzajemnie oskarżają się o zdradę, co jedynie potęguje antagonizmy.
Kolejnym problemem jest nieprzewidywalność tych sił. Plagą w Jemenie jest błędne szacowanie liczebności wojsk. Część żołnierzy istnieje jedynie na papierze, a ich żołd nadal jest wypłacany. Nawet jeśli dane osoby faktycznie istnieją, często nie pojawiają się na polu walki, niekiedy uzasadnionych powodów, takich jak rany czy realizowanie innych pobocznych zadań. Trudno zarządzać siłą, której samemu nie da się zmierzyć. Kolejnym problemem jest fakt, że wielu żołnierzy koalicji ma powiązania rodzinne z ludźmi żyjącymi na terenach Hutich, co wpływa na ich lojalność.
Forces that withdrew from Yemen’s West Coast are selling their weapons at low prices at the Khor Amira rest stop, east of Bab al-Mandab.
https://t.co/LyEUkY2ifT pic.twitter.com/G2svfRWDPk— Basha باشا (@BashaReport) September 11, 2026
To wszystko, w połączeniu z porażkami na froncie i działaniami psychologicznymi Hutich, wpływa na niskie morale, przynajmniej w części wojsk. Wojna trwa już ponad dekadę, przez ten czas koalicja nie wypracowała nawet wizji na przyszłość kraju. Ludzie są zmęczeni, zazwyczaj żyjąc w wyraźnej biedzie.
Oczywiście Huti również mają problemy, niekiedy większe od koalicji. Istotną różnicą jest jednak to, że grupa o wiele lepiej radzi sobie w mobilizowaniu społeczeństwa. Liczne demonstracje i silna propaganda nie napełni żołądków, ale przynajmniej część populacji naprawdę wierzy w ideały ruchu i wizję kraju oferowaną przez jego przywództwo. Nadmierne idealizowanie Hutich jest błędem, jednak pole walki na ten moment potwierdza ich wyższość.
Te przemyślenia prowadzą jeszcze do jednego wniosku. Zazwyczaj na wojnę w Jemenie patrzy się przez pryzmat konfliktu saudyjsko-irańskiego i postrzega się ten kraj jako pole wojny zastępczej. Nie jest to błąd, ale obecne wydarzenia po raz kolejny pokazują, jak ograniczona to perspektywa. Saudowie mają gigantyczny wpływ na koalicję, a Huti bez Iranu byliby nieporównywalnie słabsi. Teheran i Rijad mają jednak swoje ograniczenia, a los Jemenu nadal pozostaje w sporej części w rękach samych Jemeńczyków.