Japoński parlamentarzysta Seiji Maehara wezwał do wyposażenia Morskich Sił Samoobrony (Kaijō Jieitai) w atomowe okręty podwodne. Jak na warunki japońskiej debaty na temat bezpieczeństwa jest to propozycja radykalna. Z drugiej strony – to wyraźny znak czasów i zmiany podejścia do kwestii nuklearnych, przynajmniej wśród części polityków.

Na początek słów kilka o samym Maeharze. Zasiada w parlamencie z ramienia Partii Restauracji (Nippon Ishin no Kai), ugrupowania prawicowego, ale o silnej japońskiej specyfice, wymykającej się podziałom znanym z Europy. W największym uproszczeniu Ishin no Kai można porównać do Konfederacji, i to bardziej tej części reprezentowanej przez Sławomira Mentzena. Z drugiej strony Seiji Maehara to bardzo doświadczony polityk z przeszłością w mainstreamowych partiach i kilku rządach. W Izbie Reprezentantów zasiada nieprzerwanie od roku 1993, a od roku 2000 cały czas reprezentuje ten sam okręg wyborczy z Kioto.

Przez większość politycznej kariery należał do centrowej Partii Demokratycznej i to w jej szeregach osiągnął najwyższe stanowiska. Był ministrem spraw zagranicznych w gabinecie Naoto Kana w latach 2010–2011. Na tym stanowisku zyskał rozgłos dzięki kontrowersyjnym wypowiedziom i jastrzębiemu stanowisku.

Jak widać, mimo upływu lat pewne rzeczy się nie zmieniają. W rozmowie z dziennikiem The Japan Times Maehara stwierdził, że Japonia powinna „najszybciej, jak się da”, pozyskać osiem wielo­zada­nio­wych atomowych okrętów podwodnych. Punktem wyjścia dla Maehary był przeprowadzony 6 lipca przez Chiny test między­konty­nen­tal­nego pocisku balistycz­nego odpalanego z okrętów podwodnych. Pocisk wystrzelono z Morza Żółtego lub północnej części Morza Południowo­chiń­skiego, a spadł w rejonie Kiribati. Nie wiadomo, który pocisk testowano, nowszy JL-3 czy starszy JL-2.

Zdaniem Maehary Japonia stoi przed „momentem głębokiej transformacji strategicznej”. W obliczu rozbudowy chińskiej floty podwodnej i coraz częstszego zapuszczania się Marynarki Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w rejon drugiego łańcucha wysp (ciągnącego się od Wysp Japońskich przez Guam do Nowej Gwinei), nie ma innego wyjścia jak wyposażyć Morskie Siły Samoobrony w wielozadaniowe atomowe okręty podwodne o większym niż jednostki konwencjonalne zasięgu.

Kolejnym postulatem jest szersze wykorzystanie bezzałogowych pojazdów podwodnych w celu „maksymalizacji odstraszania”. Dodajmy, że podwodne drony są elementem japońskiej koncepcji SHIELD – kompleksowego systemu obrony wybrzeża wykorzystującego szeroką gamę systemów bezzałogowych.

Krótka historia japońskich SSN

Kiedy w 2021 roku Australia zdecydowała się pozyskać okręty podwodne o napędzie jądrowym, pojawiło się pytanie kto może pójść w jej ślady. Z uwagi na dobrze rozwiniętą energetykę jądrową z silnym zapleczem naukowym i prężny przemysł stoczniowy najmocniejszym kandydatem wydawała się Japonia. Pewne doświadczenia na tym polu nawet już były, żeby wspomnieć atomowy frachtowiec Mutsu zbudowany w latach 60.

Tyle teorii. Praktyka wyglądała zdecydowanie gorzej. Pierwsze przymiarki w tym kierunku poczyniono już na przełomie wieków. Trwały wówczas przygotowania do rewizji Narodowej Strategii Bezpieczeństwa, Wytycznych Narodowego Programu Obrony i średnioterminowych wytycznych polityki obronnej. Uznano jednak, iż budowa atomowych okrętów podwodnych jest nieopłacalna ze względu na wysokie koszty konstrukcji i eksploatacji, a do tego niezgodna z ustawą o energetyce jądrowej, podkreślającą konieczność pokojowego wykorzystania atomu. Kolejnymi argumentami przeciw były spodziewane skrajnie negatywne reakcje własnej opinii publicznej i państw sąsiednich, zwłaszcza Chin i Korei Południowej.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

WRZESIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 59%

Temat wrócił jesienią roku 2021 za sprawą Australii. Również wówczas trwały przygotowania do rewizji Narodowej Strategii Bezpieczeństwa. Na pierwszym posiedzeniu Rady do spraw Przyspieszonego Przeglądu Obronnego ówczesny minister obrony Nobuo Kishi stwierdził, że „wszystkie opcje zostaną przedyskutowane bez uprzedzeń”. Zastanawiano się wówczas, czy w grę wchodzi też pozyskanie atomowych okrętów podwodnych.

Dywagacje dywagacjami, ale istniał jeszcze jeden czynnik, znacznie bardziej ograniczający jakiekolwiek ambicje na tym polu niż krajowa legislacja i obawy o polityczne konsekwencje. Japoński, a także południowokoreański program energetyki jądrowej są w dużym stopniu kontrolowane przez USA, które między innymi dostarczają paliwo jądrowe do reaktorów. Krótko mówiąc, bez zielonego światła z Waszyngtonu Tokio i Seul mogą zapomnieć o atomowych ambicjach. Sprawa uległa diametralnej zmianie w ubiegłym roku, gdy Donald Trump wyraził zgodę na uruchomienie południowo­koreań­skiego programu atomowego okrętu podwodnego.

Sygnał został odebrany także w Japonii, gdzie w grę weszły kolejne dwa czynniki. Znów trwa rewizja Narodowej Strategii Bezpieczeństwa i towarzyszących jej dokumentów. Do tego dochodzą plany uzbrojenia okrętów podwodnych w pociski manewrujące krajowej produkcji. Bardzo prawdopodobne, że następna generacja jednostek otrzyma wyrzutnie pionowe.

Według doniesień medialnych panel ekspertów przy ministerstwie obrony zlecił resortowi nie tylko wyposażenie przyszłych okrętów podwodnych w wyrzutnie pionowe, ale także „rozwa­że­nie wykorzys­ta­nia syste­mów napędowych nowej generacji bez ograniczeń wynikających z dotychczasowych praktyk”. Tym sposobem uzyskany ma zostać większy zasięg i wydłużony czas operowania w zanurzeniu. Pytany o sprawę nowy minister obrony Shinjirō Koizumi nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi.

„Syste­my napędowe nowej generacji” niekoniecznie oznaczają napęd jądrowy per se. Równie dobrze może chodzić o kompaktowe reaktory nowej generacji, nad którymi pracują japońskie firmy. Wprawdzie ich głównym celem jest stworzenie taniej, wydajnej i odpornej na trzęsienia ziemi zdecentralizowanej sieci energetycznej, jednak urządzenia takie mogą nadawać się do zainstalowania na pokładach okrętów podwodnych, gdzie będą pełnić funkcję napędu niezależnego od powietrza. Szerzej o tej koncepcji pisaliśmy tutaj. Jednostki z takim hybrydowym napędem określane są skrótem SSKN. Sam pomysł narodził się jeszcze w trakcie zimnej wojny, jednak praktycznej realizacji najprawdopodobniej doczekał się dopiero teraz w postaci chińskiego eksperymentalnego okrętu podwodnego typu 041.

Blog kaigo-sos wskazuje powody, dla których pozyskanie atomowych okrętów podwodnych jest dla Japonii opcją warta rozważenia. Japońskie konwencjonalne okręty podwodne należą do największych na świecie i zaliczane są do najlepszych, osiągają jednak granice swojego rozwoju. Chodzi tutaj o balans między rozmiarami kadłuba a prędkością w zanurzeniu. Im więcej wyrzutni pionowych dowództwo Kaijō Jieitai będzie chciało upchnąć w kadłubie, tym większy będzie musiał on być. To zaś będzie wymagać układu napędowego o większej mocy.

Taigei – pierwszy przedstawiciel najnowszego typu japońskich (konwencjonalnych) okrętów podwodnych.
(Hunini, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Prędkość w zanurzeniu będzie odgrywać coraz większą rolę. Wraz z wprowadzeniem myśliwców pokładowych F-35B i przebudową niszczycieli śmigłowcowych typu Izumo na pełnoprawne lotniskowce lekkie trzeba będzie pomyśleć o włączeniu w skład ich eskorty także okrętów podwodnych. Z uwagi na wysoką prędkość, z jaką operują grupy lotnis­kow­cowe, w grę wchodzą tutaj jedynie atomowe okręty podwodne.

Wracając do polityki

Maehara ze swoim stwierdzeniem o konieczności pozyskania atomowych okrętów podwodnych nie wyskoczył niczym królik z kapelusza. Polityk ten, podobnie jak Ishin no Kai, intensywnie eksploatuje ten temat. Podczas posiedzenia parlamentarnej komisji obrony z 24 kwietnia bieżącego roku Maehara postulował jak najszybsze wprowadzenie okrętów podwodnych z VLS. Ażeby zaoszczędzić na czasie, pierwsza transza takich jednostek powinna mieć napęd konwencjonalny, jednak w przypadku drugiej zalecał poważne rozważenie napędu atomowego.

Na tym samym posiedzeniu dopytywał o tę kwestię ministra Koizumiego. Ten podkreślił zalety napędu jądrowego i po raz kolejny stwierdził, że nie należy wykluczać takiej opcji.

Sam Maehara podkreśla, że zdaje sobie sprawę z wyzwań, jakie stwarza projek­to­wa­nie, budowa, wdrożenie i eksploatacja atomowych okrętów podwodnych. Na obronę swojej koncepcji przytacza dwa dodatkowe argumenty. Pierwszym jest „gwałtownie pogarszające się regionalne środowisko bezpieczeństwa”. Drugi to ułatwienie współpracy z sojusznikami i partnerami. USA wykorzystują wyłącznie jednostki nuklearne, podobnie Wielka Brytania i Francja. Jeżeli Australii i Korei Południo­wej uda się zrealizować swoje ambicje na tym polu, Japonia zostanie w tyle. Zdaniem Maehary Waszyngton będzie pozytywnie nastawiony do pomysłu japońskich SSN/SSKN.

Nie jest to koniec ambicji Ishin no Kai. Partia postuluje zwiększenie wydatków na obronę do 3% PKB do roku 2033. Maehara 24 czerwca rozmawiał w tej sprawie z szefową rządu Sanae Takaichi. Towarzyszył mu Yasukazu Hamada z Partii Liberalno-Demokratycznej, który również popiera większe wydatki na obronę. Ishin no Kai jest koalicjantem PLD, nie objęła jednak żadnych stanowisk rządowych.

Największe kontrowersje budzi jednak trzeci pomysł Ishin no Kai, związany ze zwiększaniem zdolności militarnych i skuteczniejszego odstraszania Chin i Korei Północnej. Jest nim rewizja „Trzech Zasad” nuklearnych. Nie chodzi tutaj o pozyskanie broni atomowej. Wprawdzie pomysł powraca regularnie w japońskiej debacie publicznej, jest jednak obwarowany wyjątkowo silnym tabu, a wszystkie analizy wykazywały, że koszty zdecydowanie przewyższą korzyści. Poparcie dla posiadania niezależnego arsenału jądrowego w zależności od sondażu sięga nawet 16%, jednocześnie znaczna część respondentów wątpi w rozszerzone odstraszanie Stanów Zjednoczonych. Dla porównania: w Korei Południowej za pozyskaniem własnego arsenału nuklearnego opowiada się trzy czwarte respondentów.

USS California (SSN 781), ósmy okręt typu Virginia.
(US Navy / Chris Oxley).

„Trzy Zasady” wprowadził w roku 1957 rząd premiera Nobusukego Kishiego. Zakładają one: zakaz produkcji, posiadania i sprowadzania na terytorium Japonii broni atomowej. W następnej dekadzie premier Eisaku Satō rozszerzył je do „Czterech Filarów”: promowania wykorzystania energii nuklearnej do celów pokojowych, globalnego rozbrojenia jądrowego, polegania na amerykańskim odstraszaniu atomowym i „Trzech Zasad”.

Jednak północnokoreański program jądrowy i rozbudowa chińskiego arsenału atomowego skłoniły przynajmniej do ponownego przemyślenia dotychczasowej japońskiej polityki nuklearnej. W grudniu ubiegłego roku anonimowy urzędnik z kancelarii Takaichi powiedział dziennikarzom, że Japonia powinna rozpocząć dyskusję na temat pozyskania broni jądrowej. W artykule dla Japońskiego Instytutu Podstaw Narodowych Masashi Murano zaproponował rozpoczęcie dyskusji od ewentualnej zgody na sprowadzenie amerykańskiej broni jądrowej do kraju. Dotyka to ostatniej z „Trzech Zasad”, która w praktyce była fikcją. Odtajnione dokumenty ujawniły, że przez cały okres zimnej wojny rządy USA i Japonii zawierały tajne porozumienia w sprawie składowania amerykańskich głowic na terenie kraju.

Właśnie tę kwestię chce poddać rewizji Ishin no Kai. Seiji Maehara dowodzi, że w obliczu zachodzących zmian taki krok zwiększyłby skuteczność amerykańskiego rozszerzonego odstraszania. Poboczną kwestia są plany przywrócenia na uzbrojenie okrętów US Navy pocisków manewrujących z głowicami jądrowymi. W myśl obecnych przepisów utrudnią one operowanie amerykańskich okrętów z japońskich baz. Istnieje jednak furtka w regulacjach. Były partyjny kolega Maehary i jego poprzednik w fotelu ministra spraw zagranicznych Katsuya Okada już w roku 2010 zasugerował, że w sytuacjach wyjątkowych jednostki US Navy z bronią atomową na pokładzie będą mogły zawijać do japońskich portów.

Maehara odbija piłeczkę. W jego opinii rewizja przepisów ułatwiłaby współpracę z USA i była dobrym sygnałem brania na siebie większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo własne i regionu. Maehara nie jest przy tym największym jastrzębiem w szeregach Ishin no Kai. Niektórzy z jego partyjnych kolegów poruszają kwestię systemu analogicznego do NATO Nuclear Sharing i zalecają ​​przeprowadzenie „przeglądu kwestii instytucjonalnych i prawnych oraz koncepcji operacyjnych”.

LA(Phot) Stu Hill / MOD News Licence