2 lipca zmarł Katsuyoshi Mikami, ostatni pilot myśliwców pokładowych A6M Zero. Był postacią wyjątkową, nie tylko z uwagi na to, że dożył aż 109 lat. W roku 1940 uczestniczył w bojowym debiucie Zera nad Chongqingiem, gdzie odniósł zwycięstwo powietrzne, jedno z pierwszych zapisanych na konto słynnych myśliwców Mitsubishi. Ponad pół wieku później historia ta miała zaskakującą kontynuację.

Mikami przyszedł na świat 11 maja 1917 roku w prefekturze Aomori. W wieku 17 lat wstąpił do Cesarskiej Marynarki Wojennej. Skierowano go do Yokosuki na szkolenie lotnicze, które ukończył w lipcu 1937 roku. Właśnie wybuchła druga wojna japońsko-chińska, Mikami został przydzielony do 14. Kōkūtai i wysłany na podbój Chin. Latał nad południową częścią kraju.

Jego kariera bojowa nie była jednak długa. Przełożeni bardzo wysoko oceniali jego umiejętności. W trakcie szkolenia nie przegrał ani jednej symulowanej walki powietrznej. Zadaniem postawionym Mikamiemu było testowanie nowego myśliwca pokładowego marynarki wojennej – Mitsubishi A6M. W trakcie tych prób doznał jedynej porażki. W trakcie symulowanej walki został pokonany przez młodszego kolegę, który ukończył szkolenie ledwie we wrześniu 1938 roku. Był to Takeo Okumura, przyszły as, któremu przypisano około 50 zwycięstw powietrznych. Wszystkie odniósł za sterami A6M kolejnych wersji. Okumura zginął 22 września 1943 roku nad Nową Gwineą, zestrzelony w walce z amerykańskimi P-38 i P-40.

Mikami wrócił do Chin w sierpniu 1940 roku tym razem w składzie 12. Kōkūtai. Jednostka operowała z Wuhanu (wówczas Hankou) w środkowej części kraju. Zadaniem jednostki było przetestowanie Zero w walce. Okazję do tego miały dać naloty na Chongqing, tymczasową stolicę Republiki Chińskiej, gdzie schronił się rząd Czang Kaj-szeka. Pierwsza misja, przeprowadzona 19 sierpnia, nie przyniosła zamierzonych rezultatów. Dla chińskich myśliwców priorytetem były japońskie bombowce, a nie walka z ich eskortą. Działania chińskiej obrony były dodatkowo ograniczone małym zasięgiem samolotów i obawą przed atakiem na lotniska, gdy maszyny będą uzupełniać paliwo.

Myśliwce A6M3 nad Wyspami Salomona.
(autor nieznany)

Do tego w erze przed upowszechnieniem się radarów wykrycie wrogich samolotów i naprowadzenie na nie własnych myśliwców nie było łatwym zadaniem. Chińczycy posługiwali się siecią naziemnych posterunków obserwacyjnych, Japończycy wykrywali przeciwnika nad jego terytorium dzięki samolotom rozpoznawczym. Mikami wspominał później, że podejrzewali chińskich lotników o pojawianie się nad Chongqingiem tylko w celu poprawy samopoczucia mieszkańców miasta.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

WRZESIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 61%

Później działania uniemożliwiła niesprzyjająca pogoda. Kolejne misje kończyły się bez kontaktu z wrogiem. W końcu porucznik Saburō Shindo postanowił posłużyć się fortelem. 13 września 13 myśliw­ców A6M2 wyruszyło w eskorcie bombowców G3M2. Po zakończeniu nalotu Zera zawróciły razem z bombowcami, jednak szybko oddzie­liły się od nich. Około godziny 13:50 samolot rozpoznawczy C5M zaobser­wo­wał nad Chongqingiem 34 chińskie myśliwce, dwupła­towe Polikarpowy I-15bis i jedno­pła­towe I-16. Zespół Shindo zawrócił, odrzucił dodatkowe zbiorniki paliwa i około godziny 14.00 nawiązał kontakt bojowy z przeciwnikiem.

Po latach w rozmowie z dziennikarzem Naokim Kōdachim, autorem monumen­tal­nego trzytomowego zbioru wspomnień pilotów Zer, Mikami bardzo chwalił chińskich lotników. Japońskie myśliwce były technicznie bardziej zaawanso­wane, ale Chiń­czycy nadra­biali te braki lepszym wyszkoleniem, zwłaszcza w zakresie walki zespołowej. 13 września nad Chongqingiem chińscy piloci szybko zoriento­wali się, że mają do czynienia z nowym typem samo­lotu i mimo przewagi liczebnej uformowali krąg obronny. Formacja ta skutecznie odpierała ataki.

Dzięki połączeniu zalet A6M2 i swoich umiejętności Mikamiemu udało się wlecieć w środek chińskiego kręgu i go rozerwać. Wówczas zaczęła się walka manewrowa, w której Japończycy mieli przewagę. W jej trakcie Mikami stoczył zacięty pojedynek z pilotem I-15bis. Udało mu się zestrzelić przeciwnika, chociaż sam otrzymał trafienia w oba skrzydła. Wykonał kilka kółek nad rozbitą maszyną zastawiając się, czy nie dobić jej pilota, ale zrezygnował z tego. Chiński lotnik zdobył jego szacunek.

Po półgodzinie walki Chińczykom zaczęło kończyć się paliwo. Intensywnie manew­ru­jąc, udało im się oderwać od przeciwnika i wrócić do bazy. Również Japończykom wskaźnik napełnienia zbiorni­ków zaczynał pokazywać niebezpieczny poziom. Po powrocie do Wuhanu zespół Shindo przypisał sobie 30 pewnych zestrzeleń i osiem prawdopodobnych. Na konto Mikamiego zapisano cztery zwy­cięs­twa. Jak widać, Japończycy zaliczyli sobie więcej zestrzelonych maszyn przeciwnika, niż uczest­ni­czyło w starciu. Chińskie lotnictwo zanotowało tego dnia utratę 13 myśliwców i uszkodze­nie 11 kolejnych. W I-15, którego pilotem był major Loui Yim-qun, było 48 przestrzelin. Zginęło 10 pilotów, ośmiu odniosło rany. Chińczycy przypisali sobie zestrzelenie jednego Zera, ale w rzeczy­wis­to­ści tylko cztery maszyny odniosły uszkodzenia. Wszystkie japońskie myśliwce bezpiecznie powróciły do Wuhanu.

Mikami walczył w Chinach do sierpnia 1941 roku, gdy zwolniono go ze służby z powodu ostrej gruźlicy płucnej. Powrócił w rodzinne strony. Po wojnie prowadził wydawnictwo zajmujące się publikacją podręczników szkolnych i pomocy nauko­wych. Bardzo niechętnie opowiadał o swoich wojennych przeżyciach, chociaż był członkiem stowarzyszenia byłych pilotów myśliwców Zero. Kōdachi w latach 90. musiał, jak sam wspomina, sporo się namęczyć, aby nakłonić Mikamiego do rozmów. W końcu zdobył jednak jego zaufanie, a nawet się zaprzyjaźnił.

Spotkanie po latach

Wróćmy teraz do chińskiego pilota zestrzelonego nad Chongqingiem przez Mikamiego. Był nim Xu Jixiang. To kolejna nietuzinkowa postać. Rówieśnik Japończyka, uczestnik wojny japońsko-chińskiej, weteran „Latających Tygrysów”, walczył w wojnie domowej przeciwko komunistom, a po klęsce nacjonalistów uciekł na Tajwan, skąd dalej walczył, latając odrzutowcami. Ze służby w siłach powietrznych Republiki Chińskiej odszedł dopiero w roku 1973 w randze generała brygady. Podczas długiej służby został zestrzelony tylko raz, właśnie przez Mikamiego.

Do spotkania obu pilotów doszło przez przypadek. W latach 1895–1945 Tajwan był japońską kolonią. W trakcie wojny wielu Tajwańczyków służyło w Cesarskich Wojskach Lądowych i Marynarce wojennej. Pod koniec lat 90. stowarzyszenie tajwańskich byłych lotników służących w japońskiej marynarce wojennej zaprosiło Xu na rocznicowe obchody w Tokio. Przy okazji spotkania z dawnymi wrogami chiński as przyznał się, że chciałby spotkać jedynego pilota, który go zestrzelił.

Xu Jixiang na tle swojego Polikarpowa I-15bis.
(autor nieznany, domena publiczna)

Skierowano go do Saburō Sakaiego, kolejnego asa myśliwskiego latającego na Zerach i autora wydanego także w Polsce Samuraja. Traf chciał, że Sakai osobiście znał wszystkich lotników uczestniczących w bitwie powietrznej na Chongqingiem 13 września 1940 roku. Po rozmowie z Xu stwierdził, że jego relacja to lustrzane odbicie walki opisanej przez Mikamiego.

Dalej było już z górki. Jak relacjonuje Naoki Kōdachi, Sakai natychmiast zadzwonił do Mikamiego i powiedział: „chiński pilot, którego zestrzeliłeś, jest właśnie u mnie w domu”. Obaj piloci spotkali się 15 sierpnia 1998 roku w Tokio i szybko nawiązali nić porozumienia.

– Pan Mikami i ja byliśmy wrogami, kiedy walczyliśmy nad Chongqingiem, ale teraz staliśmy się wspaniałymi przyjaciółmi – stwierdził Xu.

W marcu następnego roku Mikami w towarzystwie Kōdachiego poleciał na Tajwan odwiedzić Xu. Był to jego pierwszy lot od czasów wojny. Obaj piloci utrzymywali kontakt do śmierci Xu w roku 2010.

Kōdachi, który stoi na czele organizacji kontynuującej tradycje stowarzyszenia byłych pilotów Zer, podkreśla, że Mikami był ostatnim pilotem słynnego myśliwca, o którym wiadomo. Bardzo mało to prawdopodobne, ale być może żyje jeszcze jakiś weteran, który nie chciał utrzymywać kontaktów z kolegami z wojska.

via gendai.media