Japonia od wieków słynie z niekon­wen­cjo­nal­nych rozwiązań w dziedzinie uzbrojenia. Najnowszą odsłonę tej tradycji prezentuje projekt przyszłorocznego budżetu ministerstwa obrony. Znalazły się w nim środki na rozwój ASM-3 Kai, określonego jako „lotniczy pocisk przeciw­okrę­towy/przeciw­lot­ni­czy”. Pomysł wydaje się szalony, ale po bliższym przyjrzeniu się nabiera sensu.

Propozycja resortu obrony może być nieoczekiwanym finałem pełnej zwrotów akcji historii naddźwiękowego lotniczego pocisku przeciw­okrę­to­wego dalekiego zasięgu ASM-3. Prace nad nim trwają już od 2010 roku, produkcję seryjną zatrzymano krótko po uruchomieniu z uwagi na zmianę wymagań, a doniesienia o postępach projektu dementowało ministerstwo obrony.

Początkowo pocisk miał mieć zasięg 200 kilometrów. Jednak już w 2021 roku zapowiedziano wersję ASM-3A o zasięgu zwiększonym do 400 kilometrów. Także ten pocisk ma doczekać się kolejnej wersji o zasięgu wydłużonym do tysiąca kilometrów.

ASM-3 Kai (chociaż spotykane jest też oznaczenie ASM-3ER) to oryginalnie pocisk przeciwokrętowy dalekiego zasięgu z aktywnym naprowadzeniem radiolokacyjnym. Jednostką napędową jest jednak nie silnik rakietowy, lecz strumieniowy.

Przyczyna jego powstania była prosta. Powietrzne Siły Samoobrony (Kōkū Jieitai) szukały uzbrojenia pozwalającego zwalczać okręty spoza zasięgu ich obrony przeciwlotniczej. Chodzi tutaj oczywiście o chińską marynarkę wojenną, chociaż Rosja to kolejny potencjalny przeciwnik dysponujący rozwiniętymi zdolnościami obrony przeciwlotniczej.

Po kilku latach braku informacji wydaje się, że prace nad ASM-3 nabrały rozpędu. Od grudnia ubiegłego roku japońscy spotterzy zamieścili w sieci kilka zdjęć samolotu bojowego Mitsubishi F-2B z podwieszonymi pociskami, mogącymi być ASM-3 Kai.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 78%

Prace muszą przebiegać sprawnie, bowiem ministerstwo obrony zakłada w projekcie budżetu uruchomienie produkcji seryjnej pocisku do końca marca 2028 roku. Pierwsze egzemplarze mają trafić do jednostek w roku budżetowym 2030. Jeśli więc wszystko pójdzie dobrze – a ostatnimi czasy japońskie firmy trzymają się harmono­gra­mów – to F-2 mają sporą szansę zakończyć służbę z nowym uzbrojeniem. Warto w tym miejscu przypomnieć, że pod koniec lipca zauważono F-2B z jednostki testowej Kōkū Jieitai z podwieszonymi poddźwiękowymi pociskami powietrze woda XASM-4.

Co jednak ze zwalczaniem celów powietrznych? Po ASM-3 nie należy oczekiwać wybitnej manewrowości. Zapewne też Powietrznym siłom Samoobrony nie o to chodzi. Liczy się zasięg. Jeśli przeciwko celom nawodnym ma on wynieść 400 kilometrów, w przypadku celów powietrznych będzie to więcej. Kolejnym atutem może być aktywny system naprowadzania radarowego. Do tego ASM-3 Kai w wersji powietrze–powietrze nie będzie stosowany przeciwko myśliwcom, ale znacznie większym i mniej zwrotnym celom.

Konieczna jest tutaj dygresja na temat ewolucji walki powietrznej w ciągu ostatnich kilku dekad, będącej efektem między innymi izraelskich doświadczeń z walk z syryjskim lotnictwem w latach 80. Przyjęto, że starcia będą toczyć się na coraz większych dystansach. W takich warunkach bardziej liczy się ograniczona wykrywalność niż wysoka manewrowość. Takie założenia przyświecały pracom nad F-35. Lightningi II mają razić przeciwnika z dużego dystansu, zanim same zostaną wykryte.

Ciekawego przykładu dostarcza tutaj rzekomy przeciek ze szkolenia chińskich pilotów. Instruktor zapytał, dlaczego lotnik angażuje się w manewrową walkę powietrzną na krótkim dystansie. Jeden z uczestników odpowiedział, że dlatego, iż ma przewagę zwrotności.

– Błąd, dlatego, iż jesteś naprawdę głupi – odpowiedział instruktor.

Wywalczenie przewagi w powietrzu w walce z równorzędnym przeciwnikiem to nie tylko wyeliminowanie jego myśliwców. Współczesne lotnictwo to złożony system systemów, w którym myśliwce są tylko efektorem, zależnym od innych samolotów. Dlatego Chińczycy zaczęli inwestować w pociski dalekiego zasięgu w celu zwalczania amerykańskich samolotów wczesnego ostrzegania i latających cystern. W odpowiedzi na te wymagania powstały pociski PL-15, PL-16 i PL-17/20. O PL-15E zrobiło się głośno w ubiegłym roku, po ich skutecznym wykorzystaniu przez pakistańskie J-10CE przeciwko indyjskiemu lotnictwu.

Zasięg PL-15 szacowany jest na ponad 200 kilometrów, PL-17 – na 400 kilometrów. PL-16 jest najbardziej tajemniczy z tej trójki, można jednak założyć że będzie miał najmniejszy zasięg. Chińskie lotnictwo zażądało kompaktowego pocisku, mieszczącego się w głównej komorze uzbrojenia J-20. Myśliwiec ten może zabrać cztery PL-15, liczba zabieranych PL-16 ma zaś wynosić sześć.

Powietrzne Siły Samoobrony nie mają odpowiednika tego uzbrojenia. Ich głównym pociskiem do zwalczania celów poza zasięgiem wzroku są AIM-120C AMRAAM i rodzimy AAM-4B, oba o zasięgu około 100 kilometrów. Od kilku lat trwają prowadzone wspólnie z Brytyjczykami prace nad JNAAM (Joint New Air-to-Air Missile). W praktyce będzie to Meteor z udoskonalonym systemem naprowadzania japońskiego pocisku AAM-4B, w którym zastosowany zostanie radar AESA. Tym sposobem Kōkū Jieitai uzyska możliwość zwalczania celów na dystansie około 200 kilometrów. Będzie to znaczny postęp, nadal jednak niewystarczający wobec istniejących zagrożeń.

Wizje ewentualnej wojny z Chinami koncentrują się na chińskich atakach na amerykańskie bazy, z odległym Guamem na czele. Na cele te ma spaść ulewa pocisków balistycznych i manewrujących odpalanych z wyrzutni lądowych, okrętów i bombowców H-6. Japonia jest jednak znacznie bliżej niż Guam, na jej terytorium są amerykańskie bazy, a Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza ćwiczy też ataki na japońskie instalacje wojskowe. Nietrudno więc o wizję chińskich bombowców odpalających salwy pocisków bezpiecznie znad własnego terytorium.

Na to zagrożenie zwraca uwagę niedawny raport Hudson Institute zatytułowany „Strengthening the Front Line: Transforming the Japan Self-Defense Force for Twenty-First-Century Deterrence” (Wzmocnienie pierwszej linii obrony. Transformacja Sił Samoobrony Japonii na potrzeby odstraszania w XXI wieku; plik PDF tutaj). ASM-3 Kai wydaje się zatem odpowiedzią na to wyzwanie. Możliwość zwalczania nie tylko chińskich bombowców, ale także samolotów wczesnego ostrzegania i latających cystern nad Chinami, a właściwie tą ich częścią położoną najbliżej Japonii, powinna wpłynąć na kalkulacje Pekinu.

W tym samym kierunku zmierza też Pentagon. Szczególny nacisk na pociski powietrze-powietrze kładzie US Navy, która ponownie znalazła się w sytuacji z czasów zimnej wojny. Powstały wówczas pocisk AIM-54 Phoenix i myśliwiec F-14 Tomcat, zaprojektowane do zwalczania wrogich środków napadu powietrznego jak najdalej od lotniskowców. Głównym ich celem były radzieckie bombowce przenoszące pociski przeciwokrętowe i manewrujące. Pod tym względem historia zatoczyła koło.

W USA powstał już szeroki wachlarz takiego uzbrojenia, powoli wprowadzanego do służby. Najnowszym przykładem jest AIM-424 Malice o zasięgu 250 mil morskich (463 kilometry). Jest też AIM-260 o zasięgu przekraczającym 120 mil (193 kilometry), mający się cechować większą manewrowością w końcowej fazie lotu, czyli podczas właściwego ataku na cel. Pocisk ten doczekał się już pierwszego zamówienia eksportowego z Australii. Kolejny pocisk to AIM-174B Gunslinger, czyli lotnicza wersja okrętowego SM-6. Ten ostatni został już zintegrowany z Super Hornetami US Navy.

O ile planowane wykorzystanie ASM-3 Kai w roli pocisku powietrze–powietrze może dziwić, o tyle wykorzystanie pocisków rakietowych niezgodnie z ich deklarowanym przeznaczeniem nie jest niczym nowym. Najczęściej jednak dotyczy to pocisków przeciwlotniczych. Rosjanie wykorzystywali system S-300 do atakowania celów naziemnych w Ukrainie.

Jerry Gunner, Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0