Izraelskie siły powietrzne przeprowadziły nalot na stolicę Kataru. Celem było zlikwidowanie przywódców politycznych Hamasu ukrywających się w Ad-Dausze odpowiedzialnych za atak z 7 października 2023 roku. Operacja otrzymała kryptonim „Pisgat ha-Esz” (szczyt ognia).

Na razie nie ma oficjalnej informacji o tożsamości celów. Nieoficjalnie arabskie media podają, że w Ad-Dausze trwała narada całej wierchuszki Hamasu. Obecny miał być między innymi obecny przywódca organizacji na Strefę Gazy i jeden z pięciu szefów politbiura Chalil al‑Hajja.

W oficjalnym izraelskim komunikacie poinformowano, że operacja była wspólnym dziełem Cahalu i służby bezpieczeństwa Szin Bet. Według izraelskich mediów prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump dał Jerozolimie zielone światło do przeprowadzenia operacji.

Eksplozje w dzielnicy Katara, w centralnej części miasta, rozległy się około godziny 15.00 czasu polskiego. W komunikacie podkreślono, że „przed atakiem podjęto kroki mające na celu zminimalizowanie szkód wyrządzonych osobom postronnym” i „użyto broni precyzyjnej”. Notabene komunikat nie wymienia Kataru z nazwy.

Katar potępił Izrael za „tchórzliwy atak”, którego celem były „budynki mieszkalne stanowiące dom kilku członków biura politycznego Hamasu”. Operację określono jako „rażące naruszenie wszystkich praw i norm międzynarodowych”.

Aktualizacja (16.10): Według przedstawiciela katarskich władz szefowie Hamasu zebrali się w Ad-Dausze, aby omówić propozycję rozejmu w Strefie Gazy sformułowaną przez wysłannika Waszyngtonu Steve’a Witkoffa i przedstawioną w ubiegłym tygodniu w Paryżu. Wczoraj premier Kataru Muhammad Abd ar‑Rahman as‑Sani spotkał się w tej sprawie z negocjatorami Hamasu. Tymczasem kancelaria premiera Izraela poinformowała, że Państwo Żydowskie przeprowadziło operację i bierze za nią pełną odpowiedzialność.

Aktualizacja (16.35): Według informacji Reutersa pozyskanych od przedstawicieli Hamasu szefowie organizacji przeżyli nalot. Inne doniesienia wskazują, że zginęły dwie osoby.

Aktualizacja (16.40): Ejnaw Zangauker, matka zakładnika Matana i jedna z czołowych aktywistek sprawy zakładników, opublikowała poruszający wpis na Twitterze: „Drżę ze strachu. Być może właśnie w tym momencie premier w zasadzie zamordował mojego Matana, przypieczętował jego los. Ktokolwiek postanawia celowo narazić życie Matana, morduje go. Dlaczego [Netanjahu] uparcie dąży do zniweczenia wszelkich szans na zawarcie porozu­mie­nia? Tu chodzi o życie mojego dziecka!!! Życie mojego Matana wisi na włosku!! Premier raz po raz sabotuje umowę”. Pani Zangauker była w przeszłości zagorzałą zwolenniczką Likudu, teraz jest autorką najbardziej jadowitych ataków wymierzonych w Bibiego.

Aktualizacja (16.50): Z przymrużeniem oka trzeba stwierdzić, że Katar dowiódł wyjątkowej elastyczności w polityce międzynarodowej: w ciągu dwóch i pół miesiąca stał się celem ataku ze strony Iranu oraz Izraela.

Aktualizacja (17.35): Saudyjski książę koronny Muhammad ibn Salman potępił izraelski atak i zapewnił o poparciu dla braterskiego państwa katarskiego. Realny władca królestwa Saudów zapewnił również, że jest ono „gotowe do wykorzystania wszystkich zdolności w celu wsparcia Kataru”. Nie wiadomo, co dokładnie znaczą te słowa. Pomimo burzliwej relacji między dwoma monarchiami pozostają one częścią Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Bardzo możliwe, że deklaracja ta jest jedynie konwenansem. Wyrazy poparcia przekazały również Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Warto pamiętać, że Katar jest państwem o zasadniczo innej pozycji niż Liban czy Syria. Może pochwalić się statusem major non-NATO ally. Amery­ka­nie utrzymują również swoje siły w bazie lotniczej Al‑Udajd niedaleko Ad‑Dauhy. To właśnie ona była celem irańskiego ataku z czerwca 2025 roku. Wobec tamtego ataku pojawiły się spekulacje, na ile było to ukartowane działanie, obliczone na deeskalację. W tym wypadku trudno doszukiwać się takich kontekstów. Co gorsza, jeśli Amerykanie naprawdę wiedzieli o izraelskim ataku, można mówić nawet o zdradzie. Status głównego sojusznika spoza NATO został nadany Katarowi w 2022 roku przez Joe Bidena.

Nie zmienia to faktu, że władze w Ad‑Dausze są jednym z najważniejszych partnerów Hamasu, przede wszystkim jako sponsor. Jest to również jeden z najbliż­szych sojuszników Ahmada asz‑Szary, jeszcze z czasów jego działalności w Haj’at at‑Tahrir asz‑Szam. Z tego kraju pochodzi też telewizja Al‑Dżazira, która przedstawia konflikt z wyraźnie propalestyń­skiej perspektywy, a jej pracownicy wielokrotnie ginęli w wyniku działań Cahalu. Z tego powodu nietrudno wysnuć wniosek, że pomimo wspólnego sojusznika relacje między Izraelem i Katarem nie należą do najlepszych. Pikanterii dodaje fakt, że Netanjahu i jego otoczenie jest oskarżane o przyjmowanie łapówek od Katarczyków.

Aktualizacja (18.05): Lotnictwo Cahalu prawdopodobnie wykorzystało syryjską przestrzeń powietrzną. Za tą teorią wydają się przemawiać wczorajsze uderzenia o charakterze SEAD (obezwładniania nieprzyjacielskiej obrony przeciwlotniczej) przeprowadzone w okolicach Himsu i Latakii. Biorąc pod uwagę drogę przez Syrię i Irak, izraelscy piloci musieliby przemierzyć około 1900 kilometrów w jedną stronę. Jest to dystans porównywalny do nalotów na terytoria kontrolowane przez Ruch Huti.

Aktualizacja (18.40): Dokładne informacje na temat ataku nadal nie są znane. Według doniesień izraelskich mediów w atakach udział wzięło około dziesięciu myśliwców wspieranych przez latające cysterny. Na cel miało również spaść dziesięć pocisków, nie znamy na ten moment ich typu.

Prawdziwy chaos dzieje się natomiast w sprawie ofiar ataku. W izraelskich mediach pojawia się liczba sześciu wysokich rangą członków Hamasu, których śmierć jest weryfikowana. Według arabskich mediów mowa o pięciu przedstawicielach niższego szczebla. Zapewne będziemy musieli poczekać trochę dłużej, by poznać dokładne skutki ataku. Hamas niechętnie podaje informacje o zgonach swoich przywódców, co tym bardziej stawia sytuację pod znakiem zapytania.

Aktualizacja (20.30): Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt wygłosiła krótkie oświadczenie dotyczące ataków. Według niego izraelskie naloty na amerykańskiego sojusznika nie przybliżyły Stanów Zjednoczonych i Izraela do realizacji swoich celów. Jednocześnie sama chęć zabicia członków Hamasu nie jest niczym złym. Amerykanie mieli dowiedzieć się o ataku i podzielić się tą informacją z Katarczykami. Nie sprecyzowano jednak, kiedy i w jaki sposób zdobyto tę wiedzę. Sam Trump, ubolewający nad miejscem ataku, odbył już rozmowy z premierem Izraela i emirem Kataru.

– Ten niefortunny incydent może posłużyć jako szansa na pokój – powiedziała Leavitt.

Aktualizacja (21.45): Według Białego Domu informacja o izraelskich planach przyszła „tuż przed atakiem”. Co ciekawe, rzecznik katarskiego MSZ Madżid al‑Ansari zdementował informację, że Katar dowiedział się o nalotach zawczasu. Ostrzeżenie miało zostać przekazane już w trakcie nalotu. Katarskie MSW wydało natomiast komunikat, w którym poinformowało o śmierci jednego policjanta w wyniku ataku. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych. Według The Times of Israel Katar poinformował Stany Zjednoczone, że tymczasowo wycofuje się z mediacji pokojowych.

Hamas na ten moment potwierdził śmierć szefa kancelarii Chalila al‑Hajji, Dżihada Lubada, i Hammama al‑Hajji – syna Chalila. Nadal brakuje informacji na temat najważniejszych przedstawicieli Hamasu. Możliwe, że o ich losie dowiemy się ze sporym opóźnieniem.

Aktualizacja (21.55): Okazję do zdobycia pięciu minut sławy wykorzystał Ruch Huti, który zdążył wysłać już dwie salwy dronów i pocisków w kierunku Izraela. Według rzecznika zbrojnego ramienia ruchu zaatakowano okolice Jerozolimy i Ejlatu. Cahal poinformował o włączeniu syren w okolicach stolicy. Ataki najprawdopodobniej nie przyniosły znaczących szkód.

Aktualizacja (22.25): Według Baraka Rawida z serwisu Axios izraelski atak rozwścieczył otoczenie Trumpa. Biały Dom był zaangażowany w negocjacje pokojowe, licząc na odpowiedź Hamasu do końca tego tygodnia. Samo podejście prezydenta do dzisiejszych wydarzeń nie jest w pełni jasne. Szanse, że rozmowy przyniosłyby znaczące efekty, można uznać za niewielkie. Ofensywa izraelska dopiero się rozpoczyna, a nowy układ sił w Gazie jeszcze się nie wyklarował. Nie zmienia to faktu, że urzędnicy Białego Domu po raz kolejny muszą dostosowywać się do nowej sytuacji z powodu jastrzębiej polityki Netanjahu. Oprócz utrudnienia procesu pokojowego amerykańska dyplomacja będzie musiała udobruchać Katar, którego suwerenność została naruszona. W dodatku emirat stracił jednego ze swoich obywateli.

Aktualizacja (22.45): Wbrew poprzednim zapowiedziom premier Kataru Muhammad ibn Abd ar‑Rahman as‑Sani poinformował, że jego państwo będzie kontynuowało mediacje pokojowe. Możliwe, że to wynik amerykańskich zabiegów. Premier określił dzisiejsze wydarzenia jako „moment zwrotny” dla regionu. Jednocześnie zapewnił, że Katar zastrzega sobie prawo do odpowiedzi na atak. O ile może to brzmieć złowrogo, o tyle warto przypomnieć, że podobne oświadczenie wydano po ataku irańskim. Prawdopodobnie i tym razem Katar ograniczy się do działań dyplomatycznych. Pomimo bogactwa Katar jest małym państwem, w dodatku blisko związanym ze Stanami Zjednoczonymi. Dolewanie oliwy do ognia nie przyniosłoby żadnych korzyści, a mogłoby narazić państwo na istotne straty.

Aktualizacja (23.30): Trump wydał na Truth Social oświadczenie, które jest niemal tożsame z komunikatem przedstawionym przez rzeczniczkę Białego Domu. Co istotne, Katar najprawdopodobniej już teraz dostał jakąś formę rekompensaty. Trump miał polecić sekretarzowi stanu Marcowi Rubio, aby sfinalizował porozumienie o współpracy wojskowej z Katarem (Defence Cooperation Agreement). Nie wiadomo dokładnie, jak ma to wyglądać. Zapewne chodzi o realizację umów podpisanych w trakcie wizyty Trumpa w Ad-Dausze w maju tego roku, które obejmują zacieśnienie współpracy i kilka umów zbrojeniowych, między innymi dotyczących dronów MQ-9B, latających cystern KC-46A Pegasus i systemu przeciwlotniczego THAAD.

x.com/IAFsite