Porozumienie uzgodnione przez Teheran i Waszyngton przy pośrednictwie dyplomatów z Pakistanu i Kataru wywołało burzę w izraelskiej polityce. Kiedy Donald Trump ogłosił, że starania negocjatorów przyniosły skutek, w Państwie Żydowskim najpierw zapanowało osłupienie. Po zaskakująco długim czasie partie ustaliły w końcu (niezbyt zaskakujący) przekaz dnia. Netanjahu stara się ogłosić sukces, opozycja miesza go z błotem, a koalicjanci Bibiego również wyrażają niezadowolenie, jednak nie atakują bezpośrednio premiera.
Powszechnie uważa się, że to Izrael pchnął Stany Zjednoczone w wojnę z Iranem, a następnie pragnął, aby trwała dłużej. Państwo Żydowskie postrzega Islamską Republikę jako żywotne zagrożenie dla swojego istnienia. Nie jest to bezzasadne, Izrael jest w Iranie nazywany „małym Szatanem” obok większego, amerykańskiego.
Ktoś oczywiście mógłby przypomnieć, że to Izraelczycy jako pierwsi sprowadzili broń nuklearną na Bliski Wschód, nawet jeśli do tego regionu zaliczymy odległy Pakistan. Ta osoba mogłaby też wspomnieć, że w trakcie wojny iracko-irańskiej rząd premiera Menachema Begina potajemnie wspierał Iran. O ironio, Begin pochodził z tej samej partii co Netanjahu, czyli Likudu, którego zresztą był współzałożycielem.
Netanjahu zorganizował w poniedziałek wieczorem pierwszą od trzech miesięcy konferencję prasową, starając się ugasić propagandowy pożar. Premier zapewnił, że działania bojowe zakończyły się sukcesem i zapobiegły unicestwieniu Izraela przez Iran posiadający broń nuklearną, ale przyznał, że nadal nie wie, co jest zapisane w porozumieniu. Izrael został całkowicie odsunięty na boczny tor w trakcie procesu negocjacyjnego.
💥Netanyahu's "Israeli carnage speech." He just said "we saved Israelis from mass death," then, cringingly, adds "we brought back all of the hostages, down to the last one." pic.twitter.com/oQRFGh4eGC
— Noga Tarnopolsky נגה טרנופולסקי نوغا ترنوبولسكي (@NTarnopolsky) June 15, 2026
– Z porozumieniem czy bez porozumienia, Iran nie będzie miał broni jądrowej, ani dziś, ani jutro, dopóki jestem premierem Izraela, to się nie stanie – oświadczył Bibi. – Zaatakowaliśmy naukowców z programu nuklearnego, wyeliminowaliśmy przywódców reżimu terrorystycznego, zniszczyliśmy instalacje nuklearne, zniszczyliśmy rakiety i zdecydowaną większość fabryk produkujących rakiety.
Szkopuł w tym, że premier składał podobne deklaracje po operacji „Naród jak Lwica”. Ktoś mógłby zauważyć, że Iran wyjątkowo szybko odbudował swoje dwa sztandarowe programy zbrojeniowe. No chyba, że Bibi rażąco mijał się z prawdą. Ale w takim razie trzeba zapytać: jak duży potencjał rakietowy udało się Iranowi zachować? Według szacunków amerykańskiego wywiadu, o których miesiąc temu pisał New York Times, Irańczykom udało się odtworzyć gotowość operacyjną 30 spośród 33 stanowisk rakietowych wzdłuż Ormuzu. W służbie pozostaje 70% przedwojennego stanu mobilnych wyrzutni pocisków balistycznych i manewrujących oraz podobny odsetek samych pocisków. Sprawnych jest też 90% podziemnych składów pocisków i stanowisk odpalania w skali całego kraju.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Zapytany przez dziennikarza, kto tu komu dyktuje warunki, Netanjahu podkreślił, że Izrael „musi brać pod uwagę” wolę Waszyngtonu, ponieważ to Trump „wysłał amerykańskie wojsko, aby walczyło z nami przeciwko wspólnemu wrogowi”.
– Istnieje między nami relacja partnerów, którzy się znają – mówił Netanjahu o stosunkach z Trumpem. – Wielokrotnie się zgadzamy, czasami się nie zgadzamy. Tak się dzieje w najlepszych rodzinach.
Netanjahu nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy Trump pozwoli Izraelowi zaatakować Iran na własną rękę albo podjąć samodzielne działania przeciwko Hezbollahowi w Libanie, ale zapewnił, że Izrael „zrobi wszystko, co konieczne”, aby uniemożliwić Iranowi uzyskanie broni jądrowej, a Cahal pozostanie w strefie buforowej w południowym Libanie „tak długo, jak będzie to konieczne”.
– Iran chciał, żebyśmy się stamtąd wycofali – mówił Bibi. – To się nie stało. Wiecie, dlaczego tak się nie stało? Między innymi dlatego, że byłem bardzo, bardzo stanowczy. Byłem bardzo, bardzo zdecydowany w tej sprawie. I myślę, że nasi amerykańscy przyjaciele szanują tę stanowczość i to stanowcze stanowisko.
Według anonimowych rozmówców The Jerusalem Post pododdziały Cahalu pozostaną w Libanie, ale nie będą prowadziły działań zbrojnych, jeśli nie zostaną najpierw zaatakowane przez Hezbollah. Obecnie wiemy już, że ataki i kontrataki nadal trwają.
Trzeba jednak odnotować, iż dziś o 1.00 nad ranem czasu polskiego Trump oświadczył w swoim serwisie społecznościowym Truth Social, że Iran zgodził się nigdy nie wejść w posiadanie broni nuklearnej, a informacje o tym, że USA wypłacą Iranowi kontrybucję, to „fake news wypuszczony przez demokratów”. Ale nikt tak naprawdę nie mówił o przelewie z Waszyngtonu do Teheranu. Chodziło raczej o jakąś formę funduszu przeznaczonego na inwestycje. Kilka godzin wcześniej Financial Times informował, że Biały Dom rozważa utworzenie funduszu o wartości 300 miliardów dolarów z pieniędzy spółek zainteresowanych inwestowaniem w Iranie.
Koalicjanci krytykują Amerykę
Koalicjanci Netanjahu, mogący pozwolić sobie na większą swobodę w wypowiedziach, szybko dali do zrozumienia, co myślą o zawartym porozumieniu. Widać jednak, iż ich krytyka unika wspominania o samym Netanjahu i zazwyczaj jest jedynie wyrazem niezadowolenia. Według Itamara Ben Gwira, ministra bezpieczeństwa publicznego i lidera partii ultraprawicowych oszołomów Żydowska Siła, porozumienie amerykańsko-irańskie nie jest wiążące dla Izraela.
– Za każdym razem, gdy ulegaliśmy presji międzynarodowej kosztem bezpieczeństwa Izraela, płaciliśmy krwawą cenę z nawiązką – pisze minister na dawnym Twitterze. – Tak było w przypadku porozumień z Oslo, tak było w przypadku porozumienia libańskiego z 2006 roku i tak było w każdym okresie izolacji w Strefie Gazy, który wybuchł nam w twarz. Podkreślamy: kochamy Stany Zjednoczone i jesteśmy wdzięczni prezydentowi Trumpowi. Ale jednak państwo Izrael nie jest republiką bananową.
Ben Gwir wezwał do pozostania w Libanie i prowadzenia polityki, w której każdy atak Hezbollahu to kolejne bombardowanie Bejrutu. Oznacza to, że jego wizja przyszłości wojny w Libanie jest bardzo podobna do poglądów prezentowanych w tekście JPost.
ההסכם של טראמפ אינו מחייב אותנו. ישראל לא כפופה לארצות הברית ואנחנו מדינה עצמאית וריבונית!
חובתנו לאזרחי ישראל לחיילי צה״ל ולעם היהודי וחובתנו ההיסטורית לנרדפים ולנרצחים היהודים באלפי שנות גלות, להעניק ביטחון ליהודים בארץ ישראל.
בכל פעם שנכנענו ללחץ בינלאומי על חשבון ביטחון…
— איתמר בן גביר (@itamarbengvir) June 15, 2026
Becalel Smotricz, minister finansów i lider Partii Religijnego Syjonizmu (takoż ultraprawicowych oszołomów), również wyraził niezadowolenie, jednocześnie odpuszczając rządowi:
– Porozumienie z Iranem jest złe dla Izraela i dla całego wolnego świata – napisał. – Kropka. Wspólna kampania przyniosła wiele sukcesów w osłabianiu Iranu i nie pójdą one na marne. Będziemy musieli kontynuować kampanię, aby obalić reżim samodzielnie i w kreatywny sposób, i zapewnić, że Iran nigdy nie będzie posiadał broni jądrowej. Żaden z kandydatów, którzy uważają się za odpowiednich na premiera, nie wytrzymałby nawet 10% presji wywieranej obecnie na rząd Izraela, a zwłaszcza na osobę na jego czele.
Według Smotricza w Libanie Izrael będzie testowany, a on popiera całkowitą swobodę Cahalu w walce z Hezbollahem.
Opozycja czuje krew
Przedstawiciele izraelskiej opozycji nie mają złudzeń, kogo krytykować za strategiczną porażkę swojego kraju. Jednym z najbardziej zagorzałych krytyków jest Naftali Bennett, który wraz z Jairem Lapidem przewodzi opozycji.
– Kadencja rządu Netanjahu rozpoczęła się wojną domową [sporem o sądownictwo i masowymi protestami – przyp. red.], potem przeszłą masakrę z 7 października i zakończyła się historyczną porażką w walce z Iranem – powiedział.
Zapytany o to, co zrobiłby inaczej, Bennett wskazałby, że lepiej wykorzystałby proizraelskość Trumpa, bardziej skupiłby się na wizerunku Izraela za granicą i ukróceniu „tiktokowych ministrów”. Jego wojny miałyby być krótkie i rozstrzygające, w odróżnieniu od wyczerpujących działań rządu Netanjahu. Iran zostałby dodatkowo przyciśnięty ekonomicznie. Wszystko to ma zacząć się wraz z objęciem przez niego władzy, wtedy zacznie się „odliczanie do upadku reżimu w Iranie”.
O ile słowa te dużo obiecują, o tyle poza kwestiami większego zaangażowania w budowę izraelskiego PR ciężko doszukać się konkretów. Obietnice krótkich, zwycięskich wojen są nierealne, a każdy członek Osi Oporu zdaje sobie sprawę, że zdolność wytrzymania jak największej liczby ciosów przy zachowaniu potencjału ofensywnego jest kluczem do sukcesu. Lepsze relacje z Trumpem może byłyby osiągalne. Prezydent podobno nie przepada za Bibim, który bez wątpienia jest krnąbrnym partnerem. Wątpliwe jednak, aby Bennett był w stanie zrobić więcej niż Netanjahu. Samo zaangażowanie USA w dwie wojny z Iranem to sukces, inną sprawą jest fakt, że okazało się niewystarczające.
Jedną z najciekawszych osi krytyki, tym razem z pozycji dziennikarsko-eksperckiej, reprezentuje Josi Melman, wybitny izraelski dziennikarz zajmujący się tematyką izraelskich sił zbrojnych i służb specjalnych (jest współautorem wydanej w Polsce książki Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela). Według Melmana cała wojna 2026 roku nie była konieczna, a jej cele – nierealne, postawione tylko po to, by następnie nieustannie je zmieniać. Mimo wszystko Iran i jego sojusznicy są mocniej poobijani od Izraela, a porozumienie może dać stronom czas na oddech. Idea całkowitego pobicia Iranu legła jednak w gruzach.