Wspólna konferencja prasowa Binjamina Netanjahu i Donalda Trumpa może okazać się punktem zwrotnym wojny w Strefie Gazy. Według wypowiedzi polityków Stany Zjednoczone, Izrael i inne państwa regionu zgodziły się na zaproponowany przez Biały Dom plan pokojowy. Hamas nie otrzymał propozycji zawczasu, jednak wedle ustaleń musi wypuścić jeńców 72 godziny po akceptacji Izraela.
Przecieki na temat planów Trumpa pojawiały się już od kilku dni, temat był też intensywnie omawiany w trakcie szczytu Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W rozmowy miały być zaangażowane Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Indonezja i Turcja. Sam Hamas nie został poproszony o opinię wcześniej, co było celowym zabiegiem w celu wywarcia presji. Według samego Trumpa Hamas ma być skłonny do realizacji postanowień. Dokładna liczba państw zaangażowanych w porozumienie nie jest znana.
President Donald J. Trump’s Comprehensive Plan to End the Gaza Conflict:
1. Gaza will be a deradicalized terror-free zone that does not pose a threat to its neighbors.
2. Gaza will be redeveloped for the benefit of the people of Gaza, who have suffered more than enough.
3. If… pic.twitter.com/veqhr9MW28
— Rapid Response 47 (@RapidResponse47) September 29, 2025
Podstawowymi elementami porozumienia mają być demilitaryzacja Strefy Gazy (w tym całego Hamasu) i wypuszczenie wszystkich zakładników. W zamian Izrael zwolniłby swoją część więźniów i stopniowo – w czterech kolejnych etapach – wycofywałby się ze Strefy Gazy. W trakcie konferencji Netanjahu jasno zadeklarował, że w widocznej przyszłości Cahal utrzyma pewien bufor (security perimeter) w regionie.
Władzę przejmie rząd technokratyczny niezwiązany ani z Hamasem, ani z Autonomią Palestyńską. Rząd w Ramallah – który już wyraził się pozytywnie o staraniach Trumpa – ma mieć możliwość przejęcia kontroli nad obszarem jedynie pod warunkiem zrealizowania narzuconych przed Trumpa reform (w tym likwidacji polityki pay for slay, czyli tak zwanego funduszu opieki nad męczennikami). Co istotne, wysiłki na rzecz reform były podjęte wcześniej, ale zostały zignorowane przez Waszyngton.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Nad procesem pokojowym czuwać ma „Rada Pokoju”, której ma przewodniczyć amerykański prezydent (on też najprawdopodobniej wymyślił tę nazwę), a w której ma zasiadać między innymi były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair i inni światowi liderzy. Pozostałe punkty dotyczą przede wszystkim zagadnień deradykalizacji, pomocy humanitarnej i rozwoju gospodarczego regionu. W tym ostatnim udział ma mieć bank światowy, zapewne swoją rolę odegrają również państwa Zatoki Perskiej.
.@POTUS: "To ensure the success of this effort, my plan calls for a new international oversight body — the Board of Peace… which will be headed, not at my request… by a gentleman known as President Donald J. Trump of the United States." pic.twitter.com/h0nFKR3JJA
— Rapid Response 47 (@RapidResponse47) September 29, 2025
W wypowiedzi Trumpa nie zabrakło oczywiście dziwactw. Kilka razy prezydent odnosił się do swoich poprzedników, Baracka Obamy i Joe Bidena. Nakreślił również wizję, w której Iran miałby dołączyć do porozumień abrahamowych, i wyraził uznanie dla sposobu, w jaki walczy Izrael. ONZ i organizacje humanitarne określił mianem „skorumpowanych” lub „zdegenerowanych”. Zgodnie z typową dla niego retoryką obecna umowa ma przynieść „wieczny pokój” na Bliskim Wschodzie.
Sam Netanjahu natomiast nazwał trwającą wojnę starciem cywilizacji z barbarzyństwem. W razie odmowy Hamasu lub niewywiązania się z umowy Izrael ma „samodzielnie zakończyć robotę” niezależnie od warunków. Bibi jasno też wyraził wątpliwości co do zdolności zrealizowania zmian przez Autonomię Palestyńską.
Co możemy wywnioskować na ten moment? Z jednej strony mamy tu wyraźne ustępstwo ze strony Netanjahu. Premier Izraela chwilę przed konferencją przeprosił również Katar za niedawny nalot i zabicie obywatela tego kraju, a nawet zaoferował odszkodowanie. Mimo wszystko propozycja jest bardzo korzystna dla Izraela. Kwestia Strefy Gazy została rozdzielona od Zachodniego Brzegu, co podtrzymuje możliwości dalszej ekspansji w tym regionie.
W osobnym oświadczeniu opublikowanym na Twitterze Netanjahu stwierdził, że cały świat arabski i muzułmański wywiera teraz presję na Hamas. Zapewnił jednak również, że siły Cahalu pozostaną w Strefie Gazy bezterminowo, podczas gdy w opublikowanym zarysie planu założono, iż Cahal wycofa się całkowicie ze Strefy, a jej zabezpieczenie zostanie powierzone siłom międzynarodowym. Podkreślił również, że Izrael będzie się sprzeciwiał ustanowieniu suwerennego państwa palestyńskiego, gdyż stanowiłoby to „nagrodę za terroryzm”.
מסכמים ביקור חשוב בארה״ב.
עדכון קצר ממני אליכם >>
— Benjamin Netanyahu – בנימין נתניהו (@netanyahu) September 29, 2025
Przeszkodą mogą się tu okazać także czerwone linie wytyczone przez ultraprawicowego ministra finansów Becalela Smotricza z Partii Religijnego Syjonizmu. Smotricz oczekuje pełnego rozbrojenia Hamasu i zniszczenia infrastruktury terrorystycznej, co jest jasne i konkretne, ale także „żadnej sugestii o utworzeniu państwa palestyńskiego, które mogłoby zagrozić egzystencji Izraela”. A ta ostatnia kwestia jest już stuprocentowo uznaniowa, bo kto zabroni mu stwierdzić, że każde państwo palestyńskie będzie zagrożeniem dla Izraela?
Sam Trump powiedział, że zdaje sobie sprawę ze sprzeciwu Netanjahu wobec rozwiązania dwupaństwowego. Niemniej punkt 19 planu zakłada przynajmniej teoretyczną możliwość wytyczenia drogi ku palestyńskiej suwerenności i państwowości. Plan jest luźno oparty na wcześniejszych projektach administracji Kosowa i Timoru Wschodniego, które, jak wiadomo, również jako ostatni etap zakładały pełną suwerenność.
Izrael i USA będą miały dużą kontrolę nad procesem wdrażania porozumienia i oceny działań stron. Jeśli uznają to za stosowne, mogą wrócić do agresywnych działań, nie przejmując się już losem zakładników. Udział państw europejskich i muzułmańskich jest ukłonem w ich stronę i źródłem presji na Hamas. Państwa arabskie mają również odpowiadać za współpracę z Hamasem. Zebranie międzynarodowego grona zapewne ma też swoją rolą w zakresie finansowania realizacji planu.
Plan ten, o ile zostanie zaakceptowany przez Hamas, nie rozwiązuje jednak wielu problemów. Konflikt izraelsko-palestyński będzie trwać bez większych szans na rozwiązanie. Władze w Jerozolimie oprócz wypuszczenia więźniów i stopniowego odwrotu nie zostały zobligowane do żadnych stanowczych ustępstw. Sama mowa o regionalnym pokoju jest już typową dla Trumpa retoryką przesady.
Izrael nadal nie podpisał porozumienia z Syrią. Nie wiadomo również, jak na potencjalne porozumienie zareaguje Ruch Huti. Niewiele też zrobiono, aby zmusić Izrael do przyjęcia bardziej pokojowej polityki. Ciekawymi punktami są kwestie deradykalizacji i dialogu międzyreligijnego, punkty te mają sporą szansę zostać wypełniaczami, bez znaczącego wpływu na realia. Deradykalizacja jest konieczna z obu stron, jednak droga do tego będzie radykalnie (nomen omen) trudna.