Izraelski dziennik Ha-Arec opublikował ciekawy artykuł ukazujący starania rządu Menachema Begina oraz całej izraelskiej wspólnoty wywiadowczej i sił zbrojnych, aby pozbawić Saddama Husajna broni jądrowej. Artykuł oparty jest na świeżo opublikowanej książce Michaela „Mikiego” Rona, byłego inżyniera pracującego w ośrodku nuklearnym Dimona na pustyni Negew. Przeprowadzona 7 czerwca 1981 roku operacja „Opera” – izraelski nalot i zniszczenie reaktora Osirak – była jedynie wisienką na torcie szeroko zakrojonej operacji wymierzonej w iracki program nuklearny.

Miki Ron był jednym z wyróżniających się naukowców w Centrum Badań Jądrowych Dimona. Miał za sobą służbę w brygadzie piechoty “Nahal”, ale potem kroki skierował na uczelnie techniczne i finalnie trafił do Dimony. Ron sprawował funkcję dyrektora wydziału produkcji paliwa jądrowego, w którym wówczas produkowano pluton jako materiał rozszczepialny używany do bomb atomowych. Teraz, w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat, postanowił się podzielić swoją wiedzą z opinią publiczną.

Oczywiście zniszczenie reaktora atomowego Osirak (Tammuz 1) przez izraelskie F-16A to historia dobrze już znana (w Polsce sprawozdanie z pierwszej ręki można przeczytać w książce „Głośno i wyraźnie” generała Jiftacha Spektora). Do spraw oczywistych dochodzi jednak współudział agentów Mosadu w tajnej operacji we Francji. Okazuje się, że szpiedzy “Instytutu” wespół z izraelskimi naukowcami sabotowali iracki sprzęt jądrowy już na terytorium francuskim, a Ron potwierdza krążące dotąd spekulacje informacjami z pierwszej ręki.



Decyzję o użyciu sił powietrznych do zaskakującego ataku na niedokończony obiekt podjął rząd Menachema Begina. Wysiłek rządu, wielu agencji państwowych, wspólnoty wywiadowczej, a także pracowników naukowych izraelskiej Komisji Energii Atomowej sięgał jednak znacznie dalej i stanowił naruszenie przez Izrael suwerenności Francji. Książka Mikiego Rona jest bodaj pierwszą publikacją na ten temat sporządzoną przez osobę bezpośrednio zaangażowaną w tytaniczną pracę, którą wykonali Izraelczycy, przeciwdziałając budowie potencjału nuklearnego Iraku. Wcześniej wszelkie informacje miały charakter „doniesień zagranicznych”. Autor nowej książki twierdzi jednak, iż operacja nie osiągnęła swojego celu, gdyż Mosad nie posłuchał rad ekspertów Komisji Energii Atomowej.

Jak się okazuje, Izrael miał bardzo dobry wgląd we francusko-irackie interesy niemal od samego początku istnienia irackiego programu nuklearnego. Już po wojnie Jom Kipur w 1973 roku izraelski premier Icchak Rabin, minister obrony Szimon Peres i minister spraw zagranicznych Jigal Allon ostrzegali, że największe niebezpieczeństwo może przyjść z Iraku. Niewątpliwie do Jerozolimy zaczęły docierać niepokojące informacje o wzrastającej roli Saddama Husajna, który jeszcze na długo przed tym, gdy został prezydentem kraju, walczył o wzmocnienie sił zbrojnych.

Potajemne próby zdobycia broni jądrowej i budowa reaktora badawczego sprowadzonego z Francji spędzały Izraelczykom sen z powiek. Rząd Begina wykorzystał zarówno jawną, jak i tajną dyplomację, próbując wpłynąć na Włochy, Brazylię i w szczególności Francję pod rządami prezydenta Valery’ego Giscarda d’Estainga, żądając, aby kraje te przestały pomagać Saddamowi. Stanowisko Izraela zaostrzyło się wraz z przejęciem władzy przez prawicowy Likud, którego szefem był Menachem Begin. Wówczas po stronie Izraela stanęła administracja amerykańskiego prezydenta Jimmy’ego Cartera.

Gdy presja dyplomatyczna okazała się niewystarczająca, do akcji wkroczyły tajne służby. W działaniach prymat wiedli szpiedzy Mosadu, którymi dowodził Icchak Hofi, wspieranie przez Dyrekcję Wywiadu Wojskowego (ówczesnym szefem był generał dywizji Szlomo Gazit) i pracowników naukowych pod batutą Uziego Eilama. Zadania realizował specjalny zespół znany pod hebrajskim akronimem Nabak (oznaczającym broń niekonwencjonalną). Na jego czele stanął Nahum Admoni, zastępca Hofiego.



Pracowali z nimi członkowie elitarnej jednostki wywiadowczej 8200 i naukowcy z Komisji Energii Atomowej. W tym gronie znalazł się też Miki Ron, który wraz ze swoim kolegą, Matim Halamim, pracował jako specjalny doradca. Ten międzyresortowy zespół nazwano „Nową Erą”. Jego celem było zapobieżenie już u źródła – czyli we Francji – irackim planom zbudowania reaktora, który byłby jedynie przystankiem na drodze do wejścia w posiadanie głowic nuklearnych. Dla Izraela była to wówczas kwestia egzystencjalna. Nie mogą więc dziwić zakrojone na dużą skalę działania specjalistów różnych dziedzin.

Informacje ujawnione w książce Rona ukazują ogrom i wielowymiarowość pracy włożonej pogrzebanie planów Saddama. Mosad wprowadził wielu agentów do francuskich przedsiębiorstw biorących udział w pomocy dla Iraku. Według ujawnionych informacji miało być ich około 2 tysięcy. Dzięki temu Izrael uzyskał dość dokładne informacje od większości francuskich i innych firm zaangażowanych w planowanie i budowę irackiego obiektu. Agenci zdobyli informacje na temat rodzajów materiałów, z których budowano cały kompleks pod Bagdadem, w tym magazynów i laboratoriów.

Izraelscy lotnicy, którzy zbombardowali Osirak. Stoi pierwszy z lewej Jiftach Spektor. Siedzi drugi z prawej dowódca formacji uderzeniowej Zeew Raz, trzeci z prawej przyszły astronauta Ilan Ramon.

Żołnierze Jednostki 8200 zdołali przechwycić rozmowy telefoniczne między pracownikami firm, dzięki czemu uzyskano wzgląd w podejmowane decyzje, a co za tym idzie – wiedziano o przybliżonym terminie ukończenia budowy. Było to nieocenione z perspektywy późniejszej operacji wojskowej. Operacja szpiegowska była też nie lada wyczynem logistycznym, o czym świadczyć może konieczność zatrudnienia osób mówiących po francusku specjalnie do przetworzenia ogromnej ilości zdobywanych informacji. Osoby te zajmowały się podsłuchiwaniem, transkrypcją i rozszyfrowywaniem pozyskiwanych materiałów. Mosadowi udało się również pozyskać wielu irackich inżynierów i fizyków, którzy przyjeżdżali do Francji na szkolenia lub w celu zakupu sprzętu.

Bodaj najciekawszą informacją w książce Rona jest potwierdzenie krążących od ponad czterdziestu lat spekulacji na temat eksplozji w La Seyne-sur-Mer opodal Tulonu – w magazynie przedsiębiorstw CNIM, zajmującego się między innymi produkcją komponentów reaktorów nuklearnych. Operację powierzono jednostce “Kidon”, stanowiącej jeden z najbardziej tajemniczych elementów w strukturze Mosadu (a rewelacje Rona z pewnością przyczynią się do jeszcze większego napompowania jej legendy). Magazyn obserwowano przez kilka tygodni, a operację przeprowadzono w nocy z piątku na sobotę, aby zmniejszyć ryzyko śmierci obywateli francuskich.



Operację przeprowadziło piętnaścioro agentów. Jak pisał kilka dni później New York Times, eksplozje siedmiu ładunków wybuchowych zniszczyły metalowy blok, w którym miały się znaleźć pręty paliwowe. Wstępne raporty, które wyciekły, zanim francuski rząd nałożył blokadę informacyjną, wskazywały, że ładunki były skomplikowane i że umieszczono je w sposób zdradzający dobrą znajomość konstrukcji reaktora. Wkrótce odpowiedzialność za zamach wzięła na siebie nikomu nieznana organizacja aktywistów ekologicznych – nikt oczywiście nie uwierzył w tę deklarację. Podejrzenia od początku padły na Izrael, ale namacalnych dowodów brakowało.

Tutaj autor książki wyjawia swoją frustrację i wskazuje, że operacja miała swoje mankamenty na etapie planowania, a właściwie jeden słaby punkt: brak zgody na udział naukowców, którzy – według Rona – jako jedyni dawali gwarancję, że materiały wybuchowe będą rozmieszczone w kluczowych miejscach i na dobre zniszczą cel. Z perspektywy czasu wydaje się, że Ron miał rację, gdyż operacja Kidonu niewiele dała. Wbrew początkowym doniesieniom blok nie został zniszczony, ale jedynie poważnie uszkodzony i ostatecznie Francuzi zdołali go naprawić. Iracki projekt nuklearny został opóźniony, ale nie tak długo, jak oczekiwał Izrael.

Uznania wśród dowództwa Sił Obronnych Izraela nie zyskały pomysły przeprowadzenia operacji lądowej większymi siłami, choć wszczęto już przygotowania, a Ron udał się do Francji, aby przeanalizować francuski pierwowzór reaktora (noszący nazwę Osiris, od której wzięła się nazwa Osirak), co miało być kluczowe w taktyce mocowania ładunków wybuchowych. Ostatecznie akcję lądową odłożono na półkę, przekazując pałeczkę siłom powietrznym.

Zobacz też: Rosja: Nowa torpeda z napędem elektrycznym w służbie

(haaretz.com)