Izraelskie ministerstwo obrony wspólnie z przedsiębiorstwem Elbit Systems przeprowadziły udany eksperyment polegający na zestrzeleniu bezzałogowego statku powietrznego za pomocą lasera zainstalowanego na innym samolocie. Nosicielem lasera była Cessna 208B Grand Caravan. Po kilkusekundowym oddziaływaniu lasera cel wpadł w niekontrolowany korkociąg i spadł. Za przeprowadzenie prób odpowiadała 151. Rakietowa Jednostka Doświadczalna izraelskich wojsk lotniczych z bazy Palmachim, zwana skrótowo Janat 151.

Próby zorganizowano w centralnej części Izraela, gdzie Janat 151 dysponuje ośrodkiem doświadczalnym “Poligon 82”. W ich trakcie zrealizowano kilka różnych scenariuszy i zestrzelono nieokreśloną liczbę dronów. Cele niszczono na dystansie około jednego kilometra. Niewielki zasięg i długi czas oddziaływania konieczny do zestrzelenia drona wskazują, że mamy do czynienia z czystym eksperymentem, a nie testem prototypu rozwiązania gotowego do zastosowania na samolotach bojowych. Tam zasięg musi być znacznie większy, a moc lasera na tyle duża, aby do zniszczenia celu doszło w bardzo krótkim czasie, najlepiej poniżej sekundy.



– Chcę pogratulować Dyrektoriatowi Badań Obronnych, Elbitowi i siłom powietrznym dokonania przełomu technicznego – powiedział minister obrony Benny Ganc. – Dzisiaj uczyniliśmy kolejny krok ku wielowarstwowej obronie powietrznej Izraela. System laserowy doda nową warstwę obrony na dalekich dystansach przeciwko różnorodnym celom, chroniąc państwo przy znacznie niższych kosztach.

Nie ujawniono niestety rodzaju użytego lasera. Według ministerstwa obrony wykorzystanie broni laserowej do obrony przeciwlotniczej ma wiele zalet. Jedną z nich są koszty – znacznie niższe niż w przypadku wystrzeliwania pocisków rakietowych ziemia–powietrze lub podrywania myśliwców. Zaletą jest również możliwość zwalczania dronów na dalekich dystansach i na dużej wysokości. Ponadto jedno stanowisko laserowe może pokryć dużą powierzchnię kraju.

Laser zamontowany w lewej burcie Cessny 208B Grand Caravan.
(ministerstwo obrony Izraela)

– Jesteśmy dumni z bycia w awangardzie opracowywania tych strategicznych zdolności wspólnie z ministerstwem obrony i siłami powietrznymi – powiedział Oren Sabag, menadżer generalny Elbit Systems ISTAR. – Próby zakończyły się sukcesem dzięki wykorzystaniu wielu unikalnych rozwiązań technicznych. Naszym zdaniem zastosowanie lasera dużej mocy do taniego niszczenia rakiet i samolotów bezzałogowych blisko rejonów ich startów, a z dala od obszarów zamieszkanych będzie znaczącym ulepszeniem możliwości obrony Izraela.

Prace nad laserem do obrony przeciwlotniczej prowadzone są w Izraelu od kilku lat. W 2020 roku ogłoszono, że zamiarem ministerstwa obrony jest wprowadzenie go do służby operacyjnej w ciągu półtora roku. Wśród zalet broni laserowej wymienia się jej bezgłośność, szybkość reakcji, niewidzialność i niskie koszty. Te ostatnie mają szczególne znaczenie, jeśli wziąć pod uwagę, że obecnie do zwalczania małych (i tanich) komercyjnych bezzałogowych statków latających wykorzystuje się efektory systemu Żelazna Kopuła. Co więcej, możliwość ciągłego oddziaływania (dopóki laser ma zasilanie) ułatwi zwalczanie rojów dronów.

Obecnie Izrael wykorzystuje jeszcze amerykańskie systemy Patriot, ale docelowo chciałby się opierać wyłącznie na systemach rodzimej produkcji. Najniższą warstwę ma stanowić. Żelazna Kopuła, zdolna do przechwycenia pocisków rakietowych i małych dronów w odległości do 70 kilometrów. Proca Dawida (która według danych producenta jest w stanie zwalczać cele z odległości 40–300 kilometrów od stanowisk systemu i na wysokości 50 kilometrów za pomocą pocisków przeciwrakietowych Stunner) jest pośrednią warstwą ochrony między najniższą a zestawami Chec 2 i 3, przeznaczonymi do niszczenia pocisków balistycznych dalekiego zasięgu. Problem w tym, że wystrzelenie przez Żelazną Kopułę pocisku Tamir kosztuje około 49 tysięcy dolarów. Wygenerowanie wiązki laserowej ma kosztować jedynie około trzech dolarów.



Prace nad bronią laserową są prowadzone z różnym skutkiem od wielu lat także w innych państwach. Najbardziej znane są programy amerykańskie. Jednym z najbardziej ambitnych programów był YAL-1. Latający laser miał stanowić pierwszą linię obrony przed pociskami balistycznymi. Jego sercem miał być laser tlenowo-jodowy COIL (Chemical Oxygen Iodine Laser), emitujący niewidzialną dla ludzkiego oka wiązkę o długości fali 1,315 mikrometra.

Laser miał podgrzewać korpus pocisku, aby ten wskutek zmniejszonej przez temperaturę wytrzymałości sam rozpadł się na kawałki pod wpływem przeciążeń. Pojedynczy „strzał” miałby trwać od trzech do pięciu sekund, co po uwzględnieniu fazy namierzania i celowania dawało dwanaście sekund od wykrycia do zniszczenia celu. Przyjęto, że samolot będzie zabierał dość paliwa (substancji o składzie zbliżonym do paliwa rakietowego) na dwadzieścia „strzałów” do pocisków międzykontynentalnych lub nawet czterdzieści do małych i wrażliwych pocisków taktycznych.

YAL-1 w locie. Wieżyczka z głowicą lasera w pozycji bojowej.
(fot. US Missile Defense Agency)

Mimo udanych prób przeprowadzonych w latach 2010–2011 w kolejnym roku program anulowano. Główną przyczyną okazały się wysokie koszty i problematyczne taktyka użycia wymuszająca dyżurowanie samolotu w pobliżu wrogiej przestrzeni powietrznej lub wręcz w jej obrębie.

Natomiast od 2016 roku prowadzony jest program Self-Protect High Energy Laser Demonstrator (SHiELD), który ma zapewniać samolotom możliwość obrony przed pociskami ziemia–powietrze i powietrze–powietrze poruszającymi się z prędkością naddźwiękową. Zastosowany laser ma mieć możliwość zniszczenia wrogiej rakiety w locie lub przynajmniej uszkodzenia jej systemu naprowadzania na podczerwień lub radaru.



W 2018 roku przeprowadzono zakończone powodzeniem testy w locie makiety zasobnika podczepionego do myśliwca F-15. Później nastąpiło udane zestrzelenie pocisku powietrze–powietrze laserem umieszczonym na ziemi, który odwzorowywał wybrane charakterystyki zasobnika SHiELD. Próba całości jest planowana na 2024 rok budżetowy.

Opracowanie lotniczego lasera bojowego jest dużym wyzwaniem. W odróżnieniu od pocisków rakietowych z zapalnikami zbliżeniowymi wiązka lasera musi trafić bezpośrednio w cel. W zależności od mocy lasera i wytrzymałości celu musi ona oddziaływać na cel, dokładnie na ten sam punkt, przez kilkanaście do kilkudziesięciu sekund. Utrzymanie wiązki na celu przy wysokich prędkościach nosiciela i zmierzającego w jego kierunku pocisku, z uwzględnieniem gwałtownych manewrów, turbulencji czy siły wiatru, jest zadaniem bardzo trudnym.

Zobacz też: Francja zbuduje nową generację podwodnych nosicieli pocisków balistycznych

(flightglobal.com)

Ministerstwo Obrony Izraela