Izrael kontynuuje walki w Strefie Gazy, a w tle nadal toczy się konflikt z Ruchem Huti. Najgłośniejszym wydarzeniem w ostatnich dniach było ogłoszenie stanu głodu w mieście Gaza przez IPC – oenzetowski system klasyfikowania zagrożenia żywnościowego. Izrael oskarżył osoby zajmujące się raportem o stronniczość, między innymi korzystanie z danych kontrolo­wa­nego przez Hamas ministerstwa zdrowia w Gazie. Innym zarzutem było rzekome obniżenie progu głodu i zmiana metodologii, co zdementowali autorzy.

Dzisiaj uwaga światowych mediów po raz kolejny zwróciła się na Gazę z powodu izraelskiego ataku na Szpital Nasera w Chan Junus. Według doniesień lokalnego ministerstwa zdrowia zginęło co najmniej 20 osób, w tym pięciu dziennikarzy, współpracujących z Reutersem, Associated Press i Al-Dżazirą. Cahal przyznał się do przeprowadzenia ataku, a szef sztabu Ejal Zamir zażądał przeprowadzenia dochodzenia w sprawie ataku.

Atak naj­praw­do­po­dob­niej składał się z dwóch następujących po sobie uderzeń, zwanych z angielska double tap. W lewicowym izraelskim serwisie +972 w ubiegłym miesiącu pojawił się artykuł, z którego wynika, że Cahal przyjął jako standard wykonywanie powtórnych uderzeń na porażony już cel. A chociaż na fundamentalnym poziomie chodzi jedynie o upewnienie się, iż właściwy cel został zlikwidowanym, według +972 Cahal często z premedytacją atakuje ekipy ratownicze przybyłe na miejsce po pierwszym uderzeniu.

Według Palestyńskiego Syndykatu Dziennikarzy od początku wojny zginąć miało ponad 240 Palestyńczyków zajmujących się działalnością prasową. Reakcje Izraela na oskarżenia o zabijanie dziennikarzy różnią się w zależności od przypadku. O zabicie Szirin Abu Akili w maju 2022 roku Cahal początkowo oskarżył Palestyńczyków. Po kilku miesiącach wojskowi wydali raport, który uznawał wysokie praw­do­po­do­bień­stwo ich winy, nikt jednak nie poniósł konsekwencji. W trakcie wojny w Gazie Izrael zazwyczaj unikał komentowania, określał ataki jako niepożądane błędy lub oskarżał dziennikarzy o współpracę z terrorystami.

Po śmierci Anasa asz-Szarifa z rąk Cahalu na +972 opublikowano artykuł sugerujący istnienie specjalnej komórki mającej zajmować się łączeniem dziennikarzy z Hamasem. Według trzech „źródeł wywiadowczych” jednostka miała powstać po atakach 7 października, a jej głównym celem jest usprawiedliwianie działań Cahalu przed światem. Jednostka miała zajmować się między innymi atakiem na Szpital Ludu Arabskiego z 17 października 2023 roku. Ze słów anonimowych źródeł można wysnuć, że jednostka jest częścią Amanu – izraelskiego wywiadu wojskowego.

Jemen: Kolejne ataki na Sanę

Konflikt Ruchu Huti z Izraelem nie wygasł, a jemeńska bojówka od czasu do czasu dokonuje ataków, które są neutralizowane przez Cahal. Izraelczykom zdarzają się potknięcia, a atak z 22 sierpnia wiązał się z kilkoma nieudanymi przechwyceniami, zanim dron Hutich uległ zniszczeniu. Z kolei pocisk balistyczny Hutich rozpadł się w powietrzu i obrona przeciwlotnicza musiała polować na opadające szczątki.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

KWIECIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 81%

Piątkowy atak prawdopodobnie był pierwszym, w którym wykorzystano amunicję kasetową. W odpowiedzi lotnictwo Cahalu przeprowadziło w niedzielę kolejne naloty odwetowe. Celami była infrastruktura energetyczna i okolice pałacu prezydenckiego w Sanie. Według ministerstwa zdrowia podległemu rządowi Hutich w wyniku nalotów miało zginąć 10 osób, a 92 zostały ranne.

Ataki te, podobnie do przeprowadzanych przez Hutich, należy traktować bardziej jako kąsanie przeciwnika niż działania zbrojne obliczone na obezwładnienie wroga. Jednocześnie wydaje się, że ani Izraelczycy, ani Amerykanie nie dysponują wystarczającymi danymi wywiadowczymi, aby pokonać Hutich. Na rzecz tej teorii świadczą znikome osiągnięcia z kampanii prowadzonej od marca do maja 2025 roku. Wiele wskazuje, że problem jemeński będzie obecny aż do końca wojny w Gazie, a może nawet dłużej.

Liban: Cahal wycofa się z kraju cedrów?

Jak Huti okazali się bardzo problematycznym przeciwnikiem (co po dziesięciu latach wojny domowej nie powinno być aż takim zaskoczeniem), tak największym słabeuszem tej wojny okazał się Hezbollah, który według deklaracji libańskiej władzy ma zostać rozbrojony do końca roku. Jest to element szerszego planu mającego na celu wzmocnienie władzy w Libanie, za czym lobbują między innymi Stany Zjednoczone. Libańczykom udało się już odebrać część broni ugrupowaniom palestyńskim działającym na ich terenie. Na początku miesiąca władze poleciły siłom zbrojnym opracowanie planu rozbrojenia Hezbollahu, przede wszystkim z broni ciężkiej. Część bojowników miałaby zostać wcielona do sił zbrojnych i wewnętrznych.

Reakcje w Libanie są zróżnicowane. Część sceny politycznej widzi tu szansę na odbudowanie kraju. Sam Hezbollah i sojuszniczy Amal skrytykowali te pomysły, grożąc kryzysem, a nawet wojną domową. Opinią pośrednią jest żądanie, aby rozbrojenie Hezbollahu było podparte odpowiednimi gwarancjami, mającym zabezpieczyć kraj przed izraelską agresją. Pewną zachętą dla Libańczyków może być deklaracja Binjamina Netanjahu, który zapewnił, że jeśli Bejrut podejmie odpowiednie środki mające na celu rozbrojenie Hezbollahu, Izrael rozpocznie stopniową redukcję sił Cahalu okupujących libańską ziemię. Premier Izraela zaoferował również pomoc w działaniach rozbrojeniowych, ta jednak mogłaby bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Bardzo możliwe, że na deklarację Netanjahu duży wpływ miały Stany Zjednoczone. Ledwie dzień wcześniej izraelski premier spotkał się z Tomem Barrackiem, dyplomatą zaanga­żo­wa­nym w działania na rzecz rozbrojenia Hezbollahu. Realizacja tych założeń byłaby sukcesem dla wszystkich stron. Netanjahu osiągnąłby rzeczywisty sukces, znacząco poprawiający bezpieczeństwo Izraela. Liban zrobiłby krok w kierunku normalności, a Amerykanie pokazaliby swoją sprawczość w polityce bliskowschodniej. Stratny byłby oczywiście Iran i Hezbollah.

Pytaniem otwartym pozostaje, na ile realistyczna jest likwidacja zbrojnego ramienia Hezbollahu. Pomimo mocnych ciosów otrzymanych od Izraelczyków organizacja nadal ma istotne wpływy w Libanie. Pewną ironią, pokazującą zawiłość libańskiej polityki, jest fakt, że Hezbollah jest częścią koalicji rządzącej, która może rozpaść się w wyniku tej decyzji. Przywództwo organizacji musi jednak dokonać istotnego rachunku zysków i strat.

Rozbrojenie będzie wiązało się z większym napływem pomocy międzynarodowej, co pozwoli załagodzić kryzys ekonomiczny, który dotyka również Hezbollah i jego działalność charytatywną. Ponadto możliwe, że proces rozbrajania uda się po pewnym czasie cofnąć. Niewykluczone, że proirańscy politycy będą starali się trzymać kwestie rozbrojenia w martwym punkcie i unikać bezpośredniej konfrontacji. Inną niewiadomą jest, na ile libańskie wojsko, nawet z pomocą międzynarodową, może przeprowadzić skuteczne rozbrojenie. Biorąc pod uwagę jednoczesne osłabienie Hezbollahu i Iranu, okazja na ograniczenie wpływów grupy może szybko się nie powtórzyć.

https://x.com/IAFsite