Komisja budżetowa Bundestagu zatwierdziła pozyskanie modułów systemu przeciwlotniczego IRIS-T SLM dla niemieckich fregat rakietowych typu F125 Baden-Württemberg. Tym samym okręty, krytykowane z powodu skromnego uzbrojenia, otrzymają w końcu system pozwalający na zwalczanie zagrożeń powietrznych na większych odległościach. Rok temu system testowo zintegrowano z jedną z fregat, co otworzyło drogę do szerszego wdrożenia w niemieckiej marynarce, a także potencjalnego eksportu.

Program formalnie zatwierdzono 24 września, co ogłoszono dzień później. Według niemieckiego ministerstwa obrony, zdolności samoobrony fregat F125 mają zostać rozszerzone w odpowiedzi na obecne zagrożenia z powietrza jednocześnie podkreślając, że pocisk rakietowy średniego zasięgu IRIS-T SLM (odpalany z wyrzutni lądowych) sprawdził się w realnych działaniach bojowych podczas wojny rosyjsko-ukraińskiej.

O pozyskaniu systemu przesądził pozytywny wynik ubiegłorocznego testu. Wówczas moduł ogniowy został zintegrowany z fregatą typu F125 i przeszedł „chrzest” podczas ćwiczeń „Maritime Firing Exercise 2025” – największych od blisko trzech dekad ćwiczeń niemieckiej floty wraz ze strzelaniami artyleryjskimi i rakietowymi u wybrzeży wyspy Andøya w Norwegii. Odpalono wówczas kilka pocisków przeciwlotniczych IRIS-T z osadzonej na fregacie wyrzutni.

Nowa wersja niemieckiego systemu przeciwlotniczego otrzymała nazwę AAW (Anti Air Warfare Module). Diehl podkreśla, że system – od opracowania koncepcji do integracji z okrętem i strzelań – powstał w dziesięć miesięcy. Zdaniem producenta opracowanie modułu AAW stanowi kolejny krok w rozwoju sprawdzonego systemu rodziny IRIS-T. W 2024 roku dowództwo Marine zapowiedziało dozbrojenie fregat w systemy przeciwlotnicze powstałe na bazie IRIS-T.

Fregaty typu 125 są krytykowane za zbyt słabe uzbrojenie. Okręty o wyporności rzędu 7200 ton nie otrzymały na przykład systemu przeciwlotniczego średniego zasięgu. W pierw­szej dekadzie obecnego stulecia dowództwo Marine wpadło bowiem na pomysł budowy „fregaty ekspedycyjnej”. Chodziło wówczas o stworzenie jednostek o dużym zasięgu, optymalizo­wa­nych pod kątem udziału w konfliktach asymetrycz­nych czy misjach antypirackich.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 70%

Tak więc do samoobrony okręty dysponują wyłącznie dwiema wyrzutniami pocisków przeciw­lot­ni­czych krótkiego zasięgu RIM-116 RAM Block II i wyrzutniami celów pozornych. Stąd w obecnej konfi­gu­racji ich przydatność w pełno­skalo­wym konflikcie jest wątpliwa i już po aneksji Krymu w 2014 roku zrozumiano, że okręty te okazały się nieprzydatne. Z tego powodu prototy­powy Baden-Württemberg (F222) w 2024 roku podczas powrotu z Oceanu Indyjskiego ominął Morze Czerwone, na którym Huti atakowali za pomocą bez­zało­gow­ców okręty i statki handlowe.

Zasięg pocisków RIM-116 to około 9 kilometrów i w praktyce mogą służyć jednie w roli systemu obrony bezpośredniej, które nie bez powodu nazywane są systemem ostatniej szansy. W przypadku F125 jest to także system jedynej szansy. Teraz okręty dostaną „długie ręce” – wersja SLM umożliwia zwalczanie celów w odległości 40 kilometrów.

Główne uzbrojenie artyleryjskie fregat F125 stanowi uniwersalna armata OTO Melara 127/64 Lightweight kalibru 127 milimetrów o donośności 60 kilometrów, a przy wykorzystaniu amunicji precyzyjnej Vulcano – nawet 120 kilometrów, co jest już pewnym atutem. Do zwalczania okrętów przeciwnika służą dwie poczwórne wyrzutnie z pociskami przeciw­okrę­to­wymi Harpoon.

Niemiecka fregata Baden-Wurttemberg (F222) typu F125 podczas ćwiczeń RIMPAC 2024.
(U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 1st Class John Bellino)

Samo rozwiązanie przedstawione przez Diehla jest interesujące. Wyrzutnię IRIS-T ulokowano na specjalnie zaprojektowanej platformie na pokładzie między masztem a kominami. Zintegrowanie wyrzutni z systemami zarządzania walką i sensorami okrętu nie powinno stanowić większego problemu. Stąd potencjalnie wiele państw może sięgnąć po podobne rozwiązanie. Nie każdy okręt jest na tyle duży, by otrzymać wyrzutnię pionową dla systemów przeciwlotniczych. Niewykluczone, że system trafi również na starsze fregaty typów 123 Brandenburg i 124 Sachsen.

Z części starszych okrętów można zdemontować przestarzałe lub zbędne uzbrojenie. Można też skorzystać z miejsca pomiędzy masztami lub innej wolnej przestrzeni, jak w przypadku polskiej korwety patrolowej ORP Ślązak i testowej fregaty F125. Jednak w przypadku Ślązaka z głośnych zapowiedzi modernizacji i dozbrojenia na razie nic nie wyszło. A skoro o polskiej flocie mowa, warto w tym miejscu na chwilę zatrzymać się nad Wisłą.

Miecznik

Konflikty od lat bacznie obserwują rozwój programu fregat rakieto­wych „Miecznik” i kibi­cują ich wdrożeniu. Jednak w ostatnich dniach pojawiły się informacje, które wskazują, że polskie fregaty projektu 106 mogą stać się odpowiednikiem „ekspe­dy­cyj­nych” fregat F125. Dlaczego? Ano dlatego, że prawdopodobnie polskie okręty mogą nigdy nie zobaczyć pocisków przeciwlotniczych CAMM-MR i ER.

„Mieczniki” otrzymają wyrzutnie pionowe Mk 41, których efektorem będzie brytyjski system przeciwlotniczy Sea Ceptor, oparty na rodzinie pocisków CAMM. Każda z komór wyrzutni pionowej będzie mogła pomieścić po cztery pociski. W późniejszym czasie fregaty otrzymają nowe rakiety CAMM w odmianach o zwiększonym zasięgu: ER (40 kilometrów) i MR (około 100 kilometrów, pełniące funkcję „nisko­kosz­to­wego” pocisku przechwytującego).

Okazało się, że rozwój pocisku CAMM-MR jest w powijakach. W odpowiedzi na niedawną interpelację Ministerstwo Obrony przekazało, że program znajduje się w fazie uzgodnień pomiędzy stroną polską a brytyjską. Cały program utknął na bardzo wczesnym etapie analityczno-koncepcyjnym. Obecnie trwają prace nad modelem biznesowym i finansowaniem fazy koncepcyjno-analitycznej programu CAMM-MR, za którą odpowiadają PGZ i MBDA pod nadzorem Agencji Uzbrojenia. Stąd integracja CAMM-MR z fregatami będzie zależeć od tempa rozwoju pocisku.

Światełkiem w tunelu jest powyższy komunikat Agencji Uzbrojenia, która informowała o postępach przedsięwzięcia. Nie zmienia to faktu, że CAMM-MR szybko nie zobaczymy. Podobnie zresztą CAMM-ER może nieprędko trafić na „Mieczniki” z prozaicznego powodu: CAMM-ER nie został zintegrowany z wyrzutnią Mk 41 przez żadnego użytkownika. Tak więc Polska, chcąc używać CAMM-ów-ER z fregat, musiałaby zapłacić za integrację. A na razie resort obrony nie podjął jakichkolwiek ruchów w tym kierunku. Tak więc na razie „Mieczniki” będą dysponować jedynie standardowymi pociskami CAMM do lokalnej obrony powietrznej, a nie tak, jak informuje resort – obrony powietrznej północnej części kraju.

Wracając do morskiej wersji wyrzutni IRIS-T: takie rozwiązanie może być dużo tańsze niż pozyskanie wyrzutni pionowej i integracja z okrętem. Oczywiście pytaniem jest odporność lądowej wyrzutni na trudne warunki morskie – wilgoć, niskie temperatury i wodę morską.

Nie jest to też jedyne przestawione rozwiązanie tego typu. Lockheed Martin testowo zintegrował USS Montgomery (LCS 8) typu Indepen­dence z wyrzutnią M903 systemu przeciw­lot­ni­czego Patriot uzbrojoną w pociski PAC-3 MSE. Koncepcja przedstawiona przez Lockheeda ma pokazać decydentom, jak stosunkowo łatwo można zapewnić parasol przeciw­lot­ni­czy siłom ekspedycyjnym i okrętom.

Zdaniem koncernu rozmieszczenie Patriotów na pokładzie okrętów w ramach zinteg­ro­wa­nej obrony przeciw­lot­ni­czej mogłoby pomóc Amerykanom i sojusznikom w poten­cjal­nym konflikcie z Chinami na Pacyfiku. Pekin stawia na rozwój systemów rakietowych, a te stanowią poważne zagrożenie dla słabiej uzbrojonych okrętów. Mowa tutaj oczywiście nie tylko o LCS‑ach, ale również o lżejszych jednostkach desan­to­wych czy okrętach wsparcia, niedysponujących zaawansowanymi systemami samoobrony.

USS Nantucket (LCS 27) was commissioned today, Nov 16, 2024. Note the MK 70 Payload Delivery System on her Flight Deck. People love to hate LCS, but every one in service frees a DDG from drug enforcement and basic presence ops. [Album]
by
u/XMGAU in
WarshipPorn

Z kolei w 2024 roku zaobserwowano rosyjską korwetę projektu 22800 Karakurt należącą do Floty Bałtyckiej z zainstalowanym systemem Tor-M2KM w rufowej części kadłuba. Kilka lat wcześniej izraelska marynarka wojenna przeprowadziła testowe strzelania przy użyciu lądowej wyrzutni systemu Żelazna Kopuła umieszczonej na pokładzie korwety rakietowej typu Sa’ar 5.

Do innych „doraźnych” rozwiązań można zaliczyć też kontenerowe moduły uzbrojenia. Na przykład LCS-y testowano z kontenerowym modułem uzbrojenia Mk 70 Payload Delivery System (PDS). Program modernizacyjny otrzymał nazwę Over the Horizon Weapons System (system broni pozahoryzontalnej).

System Mk 70 umożliwia odpalanie ze skonteneryzowanej wyrzutni pionowej Mk 41 między innymi pocisków przeciwlotniczych SM-2, SM-6 (RIM-174 Standard Extended Range Active Missile) i pocisków manewrujących Tomahawk. Trzy lata temu na pokładzie USS Savannah (LCS 28) typu Independence przeprowadzono próbne strzelania z wyrzutni Mk 70, odpalając pocisk SM-6. Z kolei podczas przyjęcia do służby pod koniec 2024 roku USS Nantucket (LCS 27) typu Freedom był już wyposażony w PDS. Z wyrzutni Mk 70 korzystają też bezzałogowe jednostki opracowane w ramach programu „Ghost Fleet Overlord”.

US Navy / Mass Communication Specialist 1st Class John Bellino