Kolejna runda walk między Stanami Zjednoczonymi a Iranem na ten moment podąża zgodnie ze scenariuszem, który dobrze znamy z poprzednich aktów. Jednym z najciekawszych elementów obecnej eskalacji są słowa admirała Daryla Caudle’a, szefa sztabu US Navy, który zapowiedział, że US Navy nie wróci w najbliższym czasie do bazy w Bahrajnie. Amerykanie w najbliższych tygodniach mogą również spróbować nowej polityki „zbiornikowiec za zbiornikowiec”.
Pomimo że walki trwają zaledwie od dwóch dni, możemy odhaczyć niemal każdy element typowy dla tego, co widzimy od pół roku. Amerykanie uderzyli przede wszystkim w cele położone na wybrzeżu Iranu. Również pula celów pozostaje podobna, mowa między innymi o obronie przeciwlotniczej, radarach, jednostkach pływających czy łączności. Irańska odpowiedź też była klasyczna i obejmowała ataki na iracki Kurdystan, Jordanię, Bahrajn i Kuwejt.
Po raz kolejny pojawiły się również oskarżenia o atak na ludność cywilną. Według irańskich mediów amerykańskie naloty uderzyły w dom weselny w miasteczku Kuhestak u wybrzeży Ormuzu. Miejsce leży zaledwie 35 kilometrów od miasta Minab, gdzie doszło do najtragiczniejszej w skutkach pomyłki Amerykanów, która pochłonęła życie co najmniej 170 osób, głównie uczennic. Według reżimu tym razem zginęły cztery osoby. W innych miejscach miało zginąć kolejnych 14. CENTCOM przyznał, że wie o doniesieniach irańskich mediów, jednak zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek atakował cele cywilne.
Dwugłos między Waszyngtonem a Teheranem trwa na podłożu politycznym. Według Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej mówimy o desperackich atakach, które dotknęły w dodatku kilku obiektów cywilnych, co jedynie dodaje zapału wojskom reżimu. Według Białego Domu mowa o potężnych działaniach, a Waszyngton ma w zanadrzu środki mogące zmieść całą Islamską Republikę. Trump w ostatnich godzinach zdecydowanie nie gryzł się w język, sugerując, że Irańczycy nie mogą nawet pójść do łazienki w sekrecie przed Amerykanami. Ponadto z uwagi na pełną kontrolę cieśniny przez US Navy Trump zasugerował zmianę nazwy akwenu na Cieśninę Trumpa.
— Rapid Response 47 (@RapidResponse47) September 2, 2026
Po raz kolejny wraca również kwestia min. Trump wczoraj po raz kolejny zaznaczył, że obecnie w Ormuzie ich nie ma, Iran twierdzi, że są, a dwa zbiornikowce w poniedziałek miały zostać porażone przez miny. Wiemy, że mowa o superzbiornikowcach Sidr (IMO: 9854715) należącym do saudyjskiego państwowego przewoźnika Bahri i Senegal Prosperity (IMO: 9532757) należącym do Koreańczyków. W obu przypadkach stało się to w odległości kilkunastu mil morskich od Chasabu w Omanie. W wyniku incydentu na pokładzie Sidra zginęło dwóch filipińskich marynarzy. Co jednak istotne, niezależne ośrodki analityczne mówią o „niezidentyfikowanych pociskach”, co podważa irańskie stanowisko.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Wśród celów zaatakowanych przez Amerykanów 30 sierpnia znalazły się dwie wyrzutnie na wyspie Larak przystosowane do odpalania pocisków z minami morskimi. Ten system swoistego morskiego minowania narzutowego używa zmodyfikowanej wersji pocisku rakietowego Fadżr-5. Jest to metoda bezpieczniejsza niż używanie małych motorówek, które w obliczu amerykańskiego panowania w powietrzu są łatwym łupem.
Video of the Iranian rocket deployed naval mine system which is claimed to be able to deploy hundreds of mines in the sea from the coast in an hour. pic.twitter.com/ba897On0nV
— Mehdi H. (@mhmiranusa) January 24, 2025
Nowa wojna o zbiornikowce?
Nowością w amerykańskich nalotach są ataki na irańskie zbiornikowce, postrzegane jako nowa odsłona taktyki, którą świat widział 40 lat temu podczas wojny iracko-irańskiej. Według serwisu Axios to pierwszy taki przypadek w trakcie tej wojny. Ta decyzja ma być elementem nowej strategii nazywanej „zbiornikowiec za zbiornikowiec”. Na temat samego ataku niewiele jednak wiadomo.
Doniesienia współgrają z naszym niedawnym artykułem dotyczącym obaw amerykańskiego dowództwa odnośnie do kontynuowania wojny na obecnym poziomie intensywności. Niszczenie irańskiej floty handlowej mogłoby stanowić alternatywę dla blokady morskiej, a tym samym odciążyć US Navy. Taka strategia mogłaby jednak wymagać bardziej proaktywnej postawy niż jedynie odpowiedzi na ataki. W dodatku niosłoby to za sobą ryzyko ofiar cywilnych. Biorąc pod uwagę, że hasło „zbiornikowiec za zbiornikowiec” pochodzi od dziennikarzy i nie zostało ogłoszone przez Trumpa, wydaje się, że nie będzie to główna oś walki z Iranem.
US Navy nie wróci do Bahrajnu
Baza morska w Manamie – Naval Support Activity Bahrain – stanowi jedną z najważniejszych placówek amerykańskich na całym Bliskim Wschodzie. To kwatera główna 5. Floty US Navy i sił morskich CENTCOM-u. Już przed rozpoczęciem wojny Amerykanie znacząco zredukowali jej personel, pozostawiając około setki ludzi. Decyzja ta nie powinna dziwić. Manama znajduje się około 200 kilometrów od irańskiego wybrzeża, w dodatku przez swoje znaczenie jest atrakcyjnym celem. Kolejną kwestią jest fakt, że irański wywiad aktywnie działa w Bahrajnie, wykorzystując napięcia między sunnicką dynastią panującą a szyicką większością.
Wygląda na to, że US Navy w najbliższym czasie nie planuje powrotu do Bahrajnu. W poniedziałek 31 sierpnia admirał Daryl Caudle został zapytany przez jednego z żołnierzy w sprawie odzyskania prywatnych przedmiotów z bazy.
– Nie wrócimy tam w najbliższym czasie – powiedział Caudle. – Chcę być w tej kwestii całkowicie szczery.
Nie wiemy, jak bardzo uszkodzona została NSA Bahrain. Nawet jeśli zniszczenia są niewielkie, ryzyko nie pozwala na rozmieszczenie tam znaczących sił. Co gorsza, Amerykanie nie mają dogodnych opcji. Główną placówką logistyczną dla obsługiwania operacji jest obecnie brytyjska Diego Garcia, położona około 4 tysięcy kilometrów od Ormuzu. Odległość jest gwarancją bezpieczeństwa, jednak mocno komplikuje pracę logistykom. Jeśli obecny stan się utrzyma, jedyną dużą amerykańską bazą morską w regionie pozostanie Camp Lemonnier w Dżibuti. Ten jednak skupia się na działaniach w Rogu Afryki.