Rozejm w Zatoce Perskiej po raz kolejny się załamał, by odrodzić się na nowo. Amerykanie dokonali pokaźnego odwetu za strąconego Apache’a, Iran zrewanżował się atakami na państwa arabskie. Dzisiaj Donald Trump zapowiadał serię potężnych nalotów. Groźba wytrzymała ledwie kilka godzin. Trump ogłosił porozumienie z Iranem, nie podał jednak żadnych szczegółów, a sojusznicy mają nic nie wiedzieć o zawartych umowach.

Amerykański odwet

Amerykańska odpowiedź za strącony śmigłowiec okazała się całkiem pokaźna. Według Trumpa odpalono 49 pocisków Tomahawk, wykorzystano również samoloty bojowe. Szczegółów na temat ataków nie ma za wiele. Według komunikatu CENTCOM-u celami były przede wszystkim stacje radiolokacyjne i stanowiska dowodzenia. Według amerykańskiego prezydenta przywódcy Iranu mieli prosić o zaprzestanie ataków, co jednak zapewne jest typową dla Trumpa przesadą. Według Al-Dżaziry do ataków doszło w miastach Karadż i Abjek w pobliżu Teheranu, miastach wzdłuż cieśniny Ormuz oraz na wyspie Keszm.

Według telewizji CNN istnieją dowody, że amerykańskie ataki uszkodziły dwa zbiorniki retencyjne w powiecie Sirik. Informacja ta pochodzi przede wszystkim z irańskich mediów, jednak analizy amerykańskich dziennikarzy wskazały na prawdopodobieństwo takiego scenariusza. Biorąc pod uwagę poprzednie deklaracje Trumpa o niszczeniu cywilizacji, nie można wykluczyć, że przeprowadzono takie uderzenie i że był to rozmyślnie wybrany cel, którego porażenie miało odcisnąć piętno na ludności cywilnej. Według mediów irańskich zniszczenia naprawiono w 12 godzin, co wskazuje, że uszkodzenia nie były poważne.

Nie pierwszy raz piszemy o bezpieczeństwie wodnym w kontekście tej wojny. Zarówno Amerykanom, jak i Irańczykom zdarzyło się już atakować stacje odsalania wody. W Iranie retencja wody pitnej ma kluczowe znaczenie, a tej zimy sytuacja była na tyle poważna, że w Teheranie ogłoszono dodatkowe dni wolne. Oprócz zmian klimatu, wojen i rosnących potrzeb ważnym czynnikiem wpływającym na irańskie problemy jest niedoinwestowanie tego sektora, który jest dalej na liście priorytetów niż kwestie wojskowe.

W tej sprawie zapytano sekretarza wojny Pete’a Hegsetha, który nie zaprzeczył, ale też nie potwierdził tych oskarżeń:

– To właśnie ten rodzaj nieszczerych pytań, jakie słyszę od mediów, podważających motywy ludzi po naszej stronie, którzy są niesamowicie profesjonalni i niesamowicie skuteczni! – powiedział.

– Będziemy uderzać w nich mocno, na naszych warunkach, w cele, które poprawiają środowisko operacyjne i osłabiają zdolności irańskie – dodał w dalszej części.

Iran atakuje

Teheran również uznał, że dalsze podtrzymywanie rozmów nie ma zbytniego sensu, i rozpoczął działania odwetowe, w sporej mierze skierowane przeciwko arabskim sojusznikom Stanów Zjednoczonych. Jordania poinformowała o przechwyceniu 20 pocisków. Na cel zostały wzięte również bazy Szajch Isa w Bahrajnie oraz Ali as-Salem i Ahmad al-Dżaber w Kuwejcie. Najmocniejszych, chociaż nadal niewielkich, strat doznał Bahrajn. Wyniku ataku doszło do uszkodzeń domów i samochodów w Manamie i Madinat Hamad (dosłownie „miasto Hamada”, czyli obecnego króla Bahrajnu). W ataku lekko ranna została 11-letnia dziewczynka uderzona odłamkami.

Umowa czy wymówka?

O tym, że Trump rzuca groźby na wiatr, wiemy od dawna. Dzisiaj po południu prezydent zapowiedział, że w nocy dojdzie do bardzo silnych uderzeń, a w niedalekiej przyszłości nawet do zajęcia wyspy Chark i przejęcia przez Amerykanów kontroli nad irańską infrastrukturą petrochemiczną podobnie, jak stało się to w Wenezueli. W wywiadzie dla FOX News Trump mówił, że do ataków dojdzie, jeśli Iran nie podpisze umowy, które może być „największym dealem w historii świata”. Owa wspaniała ugoda miała zakładać de facto kapitulację Iranu. W wywiadzie po raz kolejny pojawiły się również tezy o całkowitym obezwładnieniu Iranu.

Moment napięcia potrwał kilka godzin. Dziś wieczorem Trump oświadczył, że jakaś forma porozumienia została zawarta i zatwierdzona przez irańskich przywódców, a wkrótce zostanie wyznaczone miejsce, gdzie podpiszę się umowę. W rozmowach udział wzięły Izrael, Arabia Saudyjska, ZEA, Katar, Turcja, Pakistan, Bahrajn, Kuwejt, Jordania, Egipt i inne państwa. Blokada morska ma funkcjonować do czasu zrealizowania transakcji.

Problem w tym, że nie wiemy, co dokładnie zostało ustalone. Teoretycznie taki komunikat może świadczyć o końcu wojny. Forma budzi jednak zastrzeżenia. Jeden lakoniczny wpis na Truth Social nie pasuje do takiego wydarzenia. Prawdziwe zawarcie pokoju, zwłaszcza tego uznawanego za korzystny, spotkałoby się z większą celebracją. Z tego powodu istnieją obawy, że teoria TACO (Trump Always Chickens Out – Trump zawsze wydyga) po raz kolejny się sprawdza, a porozumienie może jedynie stanowić wymówkę dla wstrzymania działań bojowych. Weźmy pod uwagę, że to właśnie dzisiaj rozpoczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej, których Stany Zjednoczone są głównym gospodarzem.

Na ten moment strona irańska nie opublikowała żadnego komunikatu, a Izraelczycy mają nic nie wiedzieć o porozumieniu.

Zestrzelony śmigłowiec

A na koniec musimy się jeszcze pochylić nad kwestią zestrzelonego AH-64. Albo może raczej: „zestrzelonego” w cudzysłowie. Wciąż tak naprawdę nie wiemy, co się stało, z wyjątkiem jednego faktu, co do którego zgadzają się wszystkie źródła: śmigłowiec zderzył się w powietrzu z irańskim dronem. Jakim? Nie wiadomo, ale nieoficjalne doniesienia mówią o samolocie pocisku z osławionej rodziny Szahed. A jeśli tak, wniosek jest prosty: nie było celowego zestrzelenia, ale przypadkowe zderzenie w powietrzu. Co z kolei stawia amerykańskie naloty odwetowe w zupełnie innym świetle.

US Navy