Negocjacje między Iranem i Stanami Zjednoczonymi nadal trwają, ale kolejna runda rozmów zakończyła się bez porozumienia. Znów pojawiły się wypowiedzi o „znaczących postępach”, tym razem ze strony ministra spraw zagranicznych Omanu. Irańczyk zaangażowany w rozmowy przyznał anonimowo dziennikarzom The Washington Post, że przed stronami jeszcze długa droga, ale negocjacje nadal mają być „poważne”. Pewna dozę optymizmu wyraziła również strona amerykańska. Sam Donald Trump ma być niezadowolony z postępów, ale deklaruje, że nie podjął jeszcze decyzji, co zrobić dalej. Szanse na dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu, jakkolwiek niewielkie, nadal istnieją.

Argumentów przemawiających za nadchodzącym atakiem na Iran jest jednak coraz więcej. Dzisiaj Departament Stanu ogłosił autoryzację wycofania z Izraela całego personelu dyplomatycznego, który nie jest wymagany do funkcjonowania placówki w sytuacji awaryjnej. Oficjalnym powodem ma być terroryzm i niepokoje społeczne. Te zjawiska do pewnego stopnia dotykają Izrael, jednak w ostatnim czasie trudno znaleźć powody, aby akurat teraz ogłosić taką decyzję. W poniedziałek i we wtorek kraj odwiedzi Marco Rubio. Ambasador Mike Huckabee powiedział, że każdy pracownik, który chce opuścić kraj, powinien zrobić to jeszcze dzisiaj.

Również państwa europejskie – między innymi Niemcy i Włochy – wydały komunikaty. Turcja anulowała jutrzejsze loty do Teheranu. Wielka Brytania ograniczyła działalność swojej placówki do usług zdalnych. Nasze MSZ zaapelowało o natychmiastowe opuszczenie Iranu i Libanu. Odnośnie do Izraela ograniczono się jedynie do odradzenia podróży do tego kraju.

W sprawie Libanu warto zaznaczyć, że władze tego kraju starają się nie dopuścić do zaangażowania Hezbollahu w potencjalny konflikt. Kilka dni temu media obiegła informacja o słowach anonimowego przedstawiciela Partii Boga”, według którego grupa nie podejmie działań zbrojnych w razie umiarkowanego ataku na Iran. W praktyce jednak „umiarkowany” atak może szybko eskalować. Hezbollah na ten moment nie dopuścił do swojego rozbrojenia, a Izraelowi do dzisiaj zdarza się dokonywać nalotów w celu zniszczenia infrastruktury organizacji.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

KWIECIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 82%

W polityce również nadal wrze. Trump kontynuuje retorykę, wedle której chce rozwiązania pokojowego, ale w razie potrzeby nie zawaha się przed wykorzystaniem siły. Ciekawą wypowiedź zaliczył za to J.D. Vance, według którego nie ma ryzyka, żeby Stany Zjednoczone zostały wciągnięte w długoletnią wojnę z Iranem. To oczywiście wywiązało skojarzenia z Irakiem.

– Uważam, że musimy unikać powtarzania błędów z przeszłości – powiedział wiceprezydent. – Uważam również, że musimy unikać nadmiernego uczenia się na błędach przeszłości. To, że jeden prezydent zawalił konflikt zbrojny, nie oznacza, że nigdy więcej nie możemy się angażować w konflikt zbrojny. Musimy być ostrożni, ale myślę, że prezydent jest ostrożny.

Słowa te budzą więcej obaw niż spokoju. Trzeba jednak przyznać, że jeśli Amerykanie ograniczą się do wojny powietrznej, konflikt zapewne nie potrwa latami, a sam Trump zdecydowanie ma zamiłowanie to załatwiania spraw szybko. Co prawda w przypadku nalotów na Ruch Huti okazało się, że jemeńskich terrorystów nie ta się unicestwić zgodnie z obietnicami, ale nawet wtedy wyjście z konfliktu było relatywnie proste, chociaż nieco niezgrabne. Pytaniem pozostaje, jak sprawy potoczyłyby się, gdyby Waszyngton starał się doprowadzić do upadku Islamskiej Republiki.

Tymczasem Rubio dziś wieczorem czasu polskiego ogłosił uznanie Iranu za państwo sponsora bezprawnego pozbawiania wolności (na wzór państw sponsorów terroryzmu) w związku z „okrutnym przetrzymywaniem niewinnych Amerykanów i obywateli innych państw w celu użycia ich jako politycznej karty przetargowej”. Zakrawa to na ponury żart w kontekście bandytyzmu amerykańskiej służby celno-imigracyjnej ICE, dla której „bezprawne pozbawianie wolności” stało się fundamentem działalności.

Rozmieszczenie sił

Nie tylko dyplomaci odbywają podróże. Z katarskiej bazy Al-Udejd wycofano latające cysterny KC-135 Stratotanker. Ich liczbę szacuje się na 7–15 sztuk. Wcześniej opisywaliśmy już częściowe wycofywanie personelu z tej bazy. Jednocześnie w Katarze nadal stacjonują samoloty transportowe C-130 Hercules i C-17A Globemas­ter III. Baza ta stała się już celem irańskiego ataku odwetowego w ubiegłym roku.

Jak dowodzą zdjęcia satelitarne wykonane i upublicznione przez Chińczyków, co najmniej 11 myśliwców F-22A Raptor obecnie znajduje się w bazie izraelskich Owda na południu kraju. Miało ich być 12, ale jeden z samolotów musiał zawrócić z powodu problemów technicznych. Co najmniej sześć kolejnych F-22 przybyło na początku tygodnia do RAF Lakenheath w Anglii. W ostatnich dniach wylądowały tam także kolejne F-35A, a dziś w nocy do Lakenheath przebazowano co najmniej dziesięć dodatkowych z Seymour Johnson. Około 30 F-35A stacjonuje obecnie w bazie imienia Mowaffaka as-Saltiego w północnej Jordanii.

Satellite imagery reveals 11 F-22 Israeli aircraft at Ovda Airbase.

[image or embed]

— True Agency – EN (@newsrealtime.bsky.social) February 26, 2026 at 9:40 AM

W Izraelu – ale w porcie lotniczym Ben Guriona – znajduje się obecnie także dziewięć KC-46A Pegasusów i pięć KC-135R Stratotankerów. Może to mieć kluczowe znaczenie dla zaangażowania izraelskich sił powietrznych w operację irańską. Jak wielokrotnie pisaliśmy, przedpotopowe Boeingi KC-707 nie dają już odpowiedniej gwarancji sprawności, a bez nich uderzenie na tak odległy cel jak irańskie instalacje jądrowe staje się jeszcze trudniejszy. Nie jest to niemożliwe, jak dowiodły wydarzenia ubiegłego roku, ale ryzyko znacząco rośnie. Tajemnicą poliszynela jest to, że wiele samolotów biorących udział w uderzeniach na Iran lądowało w Izraelu praktycznie na oparach. Amerykańskie latające cysterny mogłyby rozwiązać ten problem.

Dość zabawna, przynajmniej z perspektywy lądu, jest sytuacja lotniskowca USS Gerald R. Ford (CVN 78), który odnotował problemy z systemem kanalizacyjnym. Wąskie rury na okręcie są zatykane, co wiąże się z częstymi awariami w ponad 600 ubikacjach na pokładzie. Utrudnienia te były odnotowywane już wcześniej, ale obecnie mają się nasilać. Jednostka boryka się też z awariami innych systemów takich jak katapulty elektromagnetyczne czy sensory. Ford jest w morzu od czerwca ubiegłego roku i brał udział w działaniach w Wenezueli. W dodatku mowa o pierwszej jednostce tego typu, co naturalnie wiąże się z pewnymi mankamentami.

Problemy Forda zapewne nie budzą entuzjazmu wśród marynarzy, ale najprawdopodobniej nie zagrażają realizacji postawionych przed nimi zadań. Czy w takim razie możemy spodziewać się ataku lada moment? Jak wspominaliśmy wcześniej, piątkowe zamknięcie nowojorskiej giełdy o godzinie 0.30 czasu irańskiego byłoby dobrym momentem do ataku. W przypadku czerwcowych nalotów decyzja o ograniczeniu personelu dyplomatycznego została ogłoszona na osiem dni przed początkiem działań zbrojnych. Za kilka dni mamy również planowaną wizytę Marca Rubio w Izraelu. Silne i nadal narastające napięcie bez wątpienia jest elementem negocjacji, trudno jednak przewidywać kiedy dojdzie do ataku, ten jednak cały czas jest wysoce prawdopodobny.

US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Nathaly Cruz