Bombardowania Wenezueli połączone z ujęciem Nicolása Maduro wywołało poruszenie na całym świecie. Atak na południowoamerykańskie państwo może jednak nie być jedyną operacją, którą Waszyngton planuje na ten miesiąc. Protesty w Iranie nadal eskalują, a kolejni demonstrujący zostali zabici. Tymczasem premier Izraela Binjamin Netanjahu dołączył do gróźb kierowanych w stronę irańskiego reżimu.

Dzisiejszy wieczór kończy ósmy dzień protestów w Iranie. Demonstrujący nie tracą zapału, podobnie do wojsk rządowych, które sięgają po coraz większą przemoc w celu stłumienia wystąpień. Na ten moment liczba ofiar wynosi około 17 osób, rośnie również liczba rannych i aresztowanych. Protesty miały się pojawić w 25 z 31 irańskich prowincji, obejmując łącznie 60 miast. O ile liczba ta może budzić wrażenie, nie wszędzie wystąpienia są duże i nadal nie możemy mówić o masowej rewolucji jak w 2022 roku.

Najbardziej krwawym wydarzeniem był protesty w szahrestanie (powiecie) Malekszaki w prowincji Ilam przy granicy w Irakiem. Relatywnie niewielkie, prowincjonalne wystąpienie doprowadziło do śmierci co najmniej czterech osób, które zostały zastrzelone przez siły bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę udostępnione nagranie, manifestacja najprawdopodobniej odbywała się pod budynkiem rządowym. Według dostępnych w internecie geolokalizacji budynek ten należy do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

O ile filmy i inne treści rozpowszechniane w internecie mogą sugerować inaczej, na ten moment nie widzimy jakichkolwiek przesłanek świadczących o kruchości irańskiego państwa. Reżim jest oczywiście „zmuszony” do walki ze swoją ludnością, jednak nie można zauważyć jakichkolwiek przesłanek świadczących o jego dekompozycji.

Zaniepokojenie wywołuje natomiast rosnąca presja ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych, które nie wykluczają działań ofensywnych, oficjalnie w ramach odwetu za zabitych protestujących. Bardziej realnym powodem są jednak odbudowywane zdolności wojskowe Iranu. W poprzednim tekście na temat demonstracji w Iranie wspominaliśmy o spotkaniu na Florydzie i słowach Donalda Trumpa. Dzisiaj swoją cegiełkę dołożył również Netanjahu.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

– Rząd Izraela, Państwo Izrael i moja własna polityka utożsamiają się z walką narodu irańskiego, z jego dążeniem do wolności, swobody i sprawiedliwości – powiedział Netanjahu. – Jest całkiem możliwe, że znajdujemy się w momencie, w którym naród irański bierze swój los we własne ręce.

Słowa te są przede wszystkim groźbą, służącą również jako szykowanie swoistego casus belli do następnej konfrontacji. Biorąc pod uwagę obecną skalę protestów, moment, w którym „naród irański bierze swój los we własne ręce”, wydaje się całkiem odległy. Oczywiście, nie wszystko można przewidzieć, a upadek Asada zdecydowanie był zaskoczeniem dla świata. Nie zmienia to faktu, że obecnie raczej nie warto stawiać pieniędzy na ucieczkę Chameneiego do Moskwy.

Słowa premiera Izraela, podobnie do słów Trumpa, stały się również istotną pożywką dla rządowej propagandy. Dzisiaj w centrum Teheranu pojawił się wielki baner przedstawiający trumny okryte amerykańskimi i izraelskimi flagami z podpisem „Uważajcie na swoich żołnierzy”.

Narracja o zagranicznym niebezpieczeństwie jest realizowana nie tylko w odniesieniu do zagrożenia z zewnątrz, ale również do tego z wewnątrz. W irańskich mediach forsowana jest narracja, w której uzasadnione protesty stały się polem do działania dla opłacanej przez Izrael i Zachód agentury. Według władz część aresztowanych osób miała przyznać się do otrzymywania pieniędzy zza granicy w zamian za prowokowanie policjantów. Wrogie agencje wywiadowcze mają również uzbrajać grupy zajmujące się atakowaniem sił bezpieczeństwa.

Czerpanie informacji o rzeczywistości z portali pokroju Tehran Times nie jest oczywiście dobrym pomysłem, stanowi jednak wskaźnik, jak władza podchodzi do obecnych wydarzeń. Do samej działalności wywiadowczej w Iranie oczywiście nikt się nie przyzna, chociaż wiadomo, że państwo to zostało dobrze zinfiltrowane przez izraelski (i pewnie amerykański) wywiad.

Według jednej z teorii Izrael miał powszechnie wykorzystywać afgańskich uchodźców, którzy, zmagając się z biedą, chętnie wykonywali działania na rzecz wrogiego wywiadu. Skala tego zjawiska jest trudna do ocenienia, Afgańczycy stali się jednak kozłem ofiarnym reżimu po wojnie dwunastodniowej. Warto pamiętać, że w irańskiej pamięci narodowej do dzisiaj ważnym elementem jest operacja „Ajax”, która doprowadziła rękami Amerykanów i Brytyjczyków do zamachu stanu w Iranie i wprowadzeniu dyktatury w Iranie.

Samo podsycanie niepokojów w kraju byłoby na rękę Izraelowi i Stanom Zjednoczonym, które, utrudniając życie Teheranowi, zmuszałyby go do odwrócenia uwagi od działań regionalnych i odbudowy potencjału militarnego. Taki scenariusz można w takim razie uznać za prawdopodobny. Nawet jeśli jest to prawda, nie zmienia to faktu, że największym wrogiem Iranu jest właśnie Islamska Republika, która sama od wielu lat tworzy warunki powodujące kolejne serie protestów.

Ayoub Ghaderi, Mehr News Agency