O tym, że amerykański przekaz dotyczący wojny z Iranem nie zawsze oddaje stan faktyczny, wiemy nie od dzisiaj. Najnowsze doniesienia wskazują, że zniszczenia w amerykańskich bazach na Bliskim Wschodzie są większe, niż deklarowano. Jak na ironię, część z nich Irańczycy spowodowali amerykańską bronią. Jednocześnie wojna, jak i toczące się w jej tle negocjacje, nadal utrzymują się w stanie zawieszenia. Tymczasem pierwszy raz od 2003 roku mamy na Bliskim Wschodzie już trzy amerykańskie lotniskowce.

Zniszczone bazy

Jak donosi NBC News, irańskie ataki na amerykańskie instalacje z początku wojny okazały się o wiele bardziej dotkliwe, niż przyznawał Waszyngton. Informacje te mają pochodzić od trzech anonimowych źródeł.

O tym, że może coś być na rzeczy, słychać było od dłuższego czasu. Na początku miesiąca ABC News opublikowało zdjęcia satelitarne wykonane przez Planet Labs ukazujące zniszczenia w bazach w Kuwejcie i bazie Piątej Floty w Manamie. Pentagon najpierw zażądał od prywatnych firm satelitarnych, aby opóźniały publikowanie zdjęć tego typu, a następnie, aby w ogóle ich nie ujawniały.

Swoje niezadowolenie wyrażało również kilku polityków Partii Republikańskiej, którym Pentagon odmówił udzielenia informacji na temat rozmiaru zniszczeń i kosztów jakie za sobą niosą. Sprawa jest szczególnie frustrująca dla polityków, którzy muszą rozważać prośby o zwiększenie budżetu na zbrojenia, nie mogąc zyskać pełnego obrazu sytuacji.

Co wiemy o zniszczeniach? Tak naprawdę niewiele. Duże straty miała ponieść baza w Manamie, gdzie trafiony został budynek dowództwa Piątej Floty. Również inne części bazy doznały uszkodzeń. W Kuwejcie zniszczono kilka hangarów i magazynów. W katarskiej bazie Al-Udejd zniszczono pas startowy. W irackim Irbilu na straty spisano magazyn amunicji.

Według Mackenzie Eaglen z American Enteprise Institute koszty naprawy infrastruktury wyniosą około 5 miliardów dolarów. Suma ta nie zawiera w sobie kosztów uzbrojenia, zniszczonych samolotów, radarów i innego sprzętu. Tocząca się w Kongresie dyskusja co do zwiększenia budżetu obronnego dotyczy o wiele większych kwot, wynoszących 100, a nawet 200 miliardów w zależności od źródła.

O tym, że obecny budżet, nie dorasta do ambicji Białego Domu słyszeliśmy jeszcze przed wojną. Na rok fiskalny 2026 wstępnie przewidziano około 800 miliardów, potem kwotę tę zwiększono do biliona dolarów, mniej więcej tyle ile wynosi całe PKB Polski. W styczniu Trump postulował, by w 2027 roku fiskalnym (październik 2026 – wrzesień 2027) kwota ta wynosiła 1,5 biliona. Zwiększenie budżetu nie wynika jedynie z powodu wojny z Iranem, ale również takich projektów jak „pancerniki” typu Trump.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 63%

Ile kosztuje sama wojna z Iranem? Według think tanku CSIS, powołującego się na Departament Wojny, pierwsze sześć dni obciążyło podatników na około 11 miliardów dolarów, do 12. dnia kwota ta wynosiło już 16,5 miliarda. W przeważającej większości to koszt amunicji, a straty w infrastrukturze wynosiły 1,4 miliarda. Obecnie nie mamy żadnej oficjalnej kwoty. W dodatku wyliczenia te zawsze są w pewien sposób wadliwe. Dokładne koszty wojny to nie tylko wydatki obronne, ale również zmiany na światowych rynkach, których efekty są trudne do wyliczenia. W Internecie istnieją trackery wydatków związanych z wojną w Iranie, podające jednak bardzo rozbieżne kwoty.

Irański F-5

Pewnym tragikomicznym rechotem historii są doniesienia NBC, że zniszczeń w Camp Buehring – kuwejckiej bazie US Army – dokonał pojedynczy myśliwiec F-5. Informacja ta pochodzi od dwóch amerykańskich urzędników. Jeśli jest to prawda, mamy do czynienia z niezwykle rzadkim przypadkiem penetracji amerykańskiej obrony przeciwlotniczej przez nieprzyjacielski samolot. Byłoby to szokujące, biorąc pod uwagę (teoretycznie) silną obronę przeciwlotniczą baz w tym rejonie, jak również wiek maszyny. Notabene nie wiemy, czy myśliwiec po udanym ataku zdołał wrócić do bazy, czy też został zestrzelony.

Samolot najprawdopodobniej zbliżył się do bazy na małej wysokości i zrzucił konwencjonalną, niekierowaną bombę. To w pewnym stopniu wyjaśnia, jak Irańczyk znalazł lukę w obronie przeciwlotniczej między pociskami Patriot a obroną niższego szczebla, a zarazem wskazuje na problem w integracji amerykańskich systemów. Oczywiście, żadna obrona nie jest w pełni skuteczna, a nawet tanie irańskie drony czasem trafią w cel. Nie zmienia to faktu, że sytuacje takie zawsze wymagają analizy.

Samoloty Northrop F-5 (we wczesnych wersjach znane jako Freedom Fighter, potem jako Tiger II) weszły do służby w 1964 roku. W Stanach Zjednoczonych wykorzystywane są jedynie w roli „agresorów” przez prywatne przedsiębiorstwa. Maszyny z tej rodziny służą w sposób klasyczny jedynie w biedniejszych państwach, nieczujących dużej presji na modernizację swoich sił powietrznych.

Skąd amerykańskie myśliwce wzięły się w Iranie? Trafiły tam jeszcze przed rewolucją, w latach 70. Łącznie szach dysponował 181 F-5 w wersjach E, F i RF-5A. Część maszyn zdołała przetrwać wszystkie wojny Islamskiej Republiki i do dziś służy w ich siłach zbrojnych. Z rodziny F-5 wywodzą się również rodzime irańskie wersje o nazwach Sa’eghe, Azarachsz i Kousar. Być może nalot na Camp Buehring to dzieło którejś z tych lokalnych wariacji na temat Tigera II.

Najbardziej egzotycznym użytkownikiem F-5E jest Ruch Huti, który zdobył jedną maszynę na jemeńskim wojsku rządowym. Myśliwiec służy przede wszystkim do celów propagandowych, takich jak parady czy inspirowany filmem Top Gun teledysk. 12 takich samolotów trafiło do Jemenu Północnego w 1979 roku w trakcie drugiej wojny jemeńskiej. Konflikt między dwoma państwami jemeńskimi skończył się na tyle szybko, że te nie zdążyły zostać wykorzystane.

Trzeci lotniskowiec

W 2011 roku Barack Obama ogłosił „piwot na Pacyfik” (dokładniej „Pivot to Asia” czyli zwrot do Azji, rozumianej jedynie jako Azja Wschodnia), mający przenieść uwagę Waszyngtonu z Bliskiego Wschodu na obszar pacyficzny. Na temat rywalizacji z Chinami, budowy chińskich lotniskowców czy znaczenia łańcuchów wysp napisano wiele analiz, książek i artykułów. O ile całkowite podważanie rywalizacji na Pacyfiku byłoby błędem, o tyle nietrudno się uśmiechnąć, widząc kolejne siły przemieszczane na Bliski Wschód.

Po raz pierwszy od 2003 roku mamy w regionie aż trzy amerykańskie „super­lotnis­kowce”. W czwartek CENTCOM potwierdził przybycie w obszar działań USS George H.W. Bush (CVN 77). W regionie już wcześniej znajdowały się USS Abraham Lincoln (CVN 72) i USS Gerald R. Ford (CVN 78). Ten ostatni, po dłuższym pobycie na Morzu Śródziemnym, w tym w Chorwacji, gdzie przeszedł prowizoryczne naprawy, przeszedł tydzień temu na Morze Czerwone. Łącznie trzy okręty są w stanie wystawić ponad 200 samolotów.

Trzy lotniskowce na Bliskim Wschodzie mogły być obecne również w 2012. W tamtej sytuacji mowa jednak o krótkiej chwili kiedy Lincoln luzował USS John C. Stennis (CVN 74), a w regionie był również USS Carl Vinson (CVN 70). Nie jest jednak pewne, czy w którym­kolwiek momencie trzy okręty były na obszarze odpowie­dzial­no­ści CENTCOM-u. Nawet jeśli, była to incydentalna sytuacja związana z rotacją, a nie wspólne działanie trzech grup uderzeniowych.

Ściągniecie tak dużych sił jest związane z blokadą Iranu, może również wskazywać na plany siłowego przełamania impasu. Wiemy, że Trump chce zniszczyć wszystkie irańskie szybkie łodzie wykorzystywane do blokady cieśniny Ormuz. Ale chociaż każda taka motorówka z osobna to banalnie łatwy cel, kolektywnie są wyjątkowo odporne, Iran ma ich bowiem kilkaset.

Doktorat z logistyki

Tak operację „Epic Fury” określił Robert Hein z Dowództwa Wojskowego Transportu Morskiego. Jednym z głównych wyzwań logistycznych jest kwestia tankowania okrętów. Zazwyczaj czynności tych dokonywano w portach. Obecnie jednak z powodu zniszczeń w infrastrukturze i podwyższonego ryzyka takich działań alternatywą stały się tankowania na morzu. Pozwala to na utrzymanie w linii okrętów, które w przeciwnym razie musiałyby rotować w celu zatankowania z daleka od obszaru działań. W obecnym systemie rotacji dokonują wynajęte zbiornikowce.

Proces ten nie jest jednak bez wad. O ile cywilne jednostki w założeniu tylko uzupełniają okręty logistyczne, o tyle duże zapotrzebowania wymaga konwertowania pierwotnie cywilnych jednostek, by mogły przekazywać ropę okrętom pierwszej linii. Tankowanie z wykorzystaniem cywilnych jednostek jest jednak trudniejsze ze względu na ich gorszą manewrowość. Ponadto uzupełnienie zbiornika niszczyciela w taki sposób może zająć nawet sześć godzin. Długie tankowanie z wykorzystaniem konwertowanego statku cywilnego wiąże się też z potrzebą zapewnienia odpowiedniej ochrony.

Takie rozproszenie logistyki przyprawia o ból głowy logistyków, jednak może się opłacić. Nie chodzi tutaj jedynie o większe bezpieczeństwo okrętów nieopodal Iranu. Potencjalny konflikt z Chinami również może wymagać tankowania okrętów z daleka od baz. Przećwiczenie takiej formy działania może być korzystne na przyszłość. Sam pomysł nie jest wszakże nowy, a US Navy wróciła do stosowania transferów między zbiornikowcami i okrętami logistycznymi w 2015 roku.

Negocjacje w formie zdalnej

Negocjacyjna telenowela trwa, a obie strony zdają się coraz mniej wierzyć w sens rozmów. Wczoraj Trump odwołał wizytę w Islamabadzie. Prezydent uznał długą podróż za stratę czasu, mówiąc, że nawet Irańczycy nie wiedzą, kto u nich podejmuje decyzje. Podkreślił również, że Iran nie ma żadnych kart w ręce. W razie potrzeby jest jednak dostępny pod telefonem.

Do Islamabadu przyjechał irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi, jednak bez marszałka parlamentu Muhammada Ghalibafa. Irańczycy również są zmęczeni patem i zaczynają tracić zaufanie do strony pakistańskiej, która w ich oczach chce jedynie podlizać się Trumpowi i pomagać Amerykanom w wodzeniu Teheranu za nos. Dla samego Pakistanu upadek rozmów niewątpliwie będzie porażką, chociaż biorąc pod uwagę, jak rozbieżne są stanowiska obu stron, trudno szukać tam winy.

Retoryka Stanów Zjednoczonych pozostaje niezmienna. Amerykanie chcą, aby Iran nigdy nie wszedł w posiadanie broni jądrowej, jednocześnie podkreślając swoją przewagę na polu militarnym. Specjalna Operacja Wojskowa Trumpa już teraz trwa dłużej, niż zapowiadano (pięć tygodni). Przybycie nowego lotniskowca może zwiastować plany wznowienia intensywniejszych działań zbrojnych.

Niewykluczone, że Amerykanie będą planowali grać w wojnę na wyniszczenie. Byłyby to szczególnie złe wiadomości dla Europy i Chin, zależnych od lokalnych surowców. Dla Białego Domu taki scenariusz również nie byłby korzystny, biorąc pod uwagę niezadowolenie obywateli z przedłużającego się konfliktu i wzrostu cen paliwa. Obecnie uwaga mediów na kilka dni będzie pochłonięta kolejnym zamachem na Trumpa, jednak prędzej czy później temat się wyczerpie. Oczywiście Iran jest najbardziej stratny na wojnie, jednak w tym wypadku mamy do czynienia z inną kalkulacją, nie jest to odległa interwencja, ale walka o regionalną pozycję i przyszłość reżimu.

US Navy / Mass Communication Specialist Seaman Soley Reed