Trzecim najwyższym przywódcą w historii Iranu został Modżtaba Chamenei. Decyzja ta – już oficjalnie ogłoszona przez stronę irańską – nie jest zaskoczeniem. Syn poprzedniego przywódcy przewijał się w analizach jako jeden z najbardziej prawdopodobnych wyborów. Chamenei Junior nie odgrywał istotnych ról w irańskim aparacie władzy, ma jednak dobre kontakty z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej i szyickim klerem.
Ideologicznie raczej nie należy mówić o rewolucji, chociaż zdecydowanie mamy do czynienia ze zmianą pokoleniową. Urodzony w 1969 roku Modżtaba był dzieckiem w czasach Irańskiej Rewolucji, a i obecnie, mając 56 lat, jest stosunkowo młodym politykiem. W regionie młodszymi przywódcami swoich państw są jedynie emir Muhammad As-Sani z Kataru i Muhammad ibn Salman z Arabii Saudyjskiej. Ten drugi de iure jest jednak „tylko” premierem i księciem koronnym, a oficjalnie władzę pełni 90-letni król Salman.
Najwyższym przywódcą zostaje się poprzez wybór złożonej z duchownych Rady Ekspertów. Ta jednak nie zgromadziła się fizycznie, przez co część zainteresowanych wyraziła obiekcje. Modżtaba nie został wybrany jednogłośnie. Wątpliwe, żeby w obliczu obecnego wyzwania reżim rzucił się sobie do gardeł, warto jednak obserwować, jaki autorytet będzie miał nowy lider Iranu wewnątrz własnego systemu. Tak oto Iran po raz kolejny otrzymał dziedzicznego przywódcę.
… legalizm, czy chęć utrudnienia Modżtabie Chamenei’emu przejęcia władzy, czy obydwa? Raczej to ostanie. Prawdopodobnie opozycja wobec niego wysuwa kandydaturę S. Laridżaniego (nie mylić a Alim). Kilku członków ZE oświadczyło, że eksperci „wyrazili już swoją opinię” i teraz…2/3
— Marcin Krzyżanowski (@makrzyz) March 8, 2026
Inną kwestią jest to, że taki zaszczyt jest również swoistym wyrokiem śmierci. Donald Trump już poinformował, że nie jest zadowolony z wyniku wyborów. Chamenei bez wątpienia stanie się celem priorytetowym dla sił izraelskich i amerykańskich.
Amerykańscy specjalsi wkroczą do Iranu?
Administracja amerykańska, przede wszystkim słowami sekretarza obrony (wojny) Pete’a Hegsetha, dawała do zrozumienia, że nie chce stawiać czerwonych linii w kontekście tego, jak daleko posunie się w wojnie z Iranem. Według serwisu Axios przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Izraela dyskutowali na temat operacji wojsk specjalnych, której celem byłoby przejęcie zapasów irańskiego uranu.
Nie jest tajemnicą, że jeden z profili misji Delty to właśnie zdobywanie głowic jądrowych i materiałów rozszczepialnych. Ba, po przystąpieniu naszego kraju do NATO Delta ćwiczyła takie operacje w Bornem Sulinowie.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Jedną z omawianych opcji ma być zabranie w teren naukowców, którzy dokonaliby zubożenia uranu na miejscu. Cały scenariusz jest jednak niezwykle ryzykowny. Około 450 kilogramów uranu znajduje się w najściślej strzeżonych miejscach w Iranie. Operacja wymagałaby również wejścia do irańskich podziemnych instalacji. Amerykanie zdecydowanie są zdolni do przeprowadzania brawurowych operacji, w tym wywiezienia z Wenezueli jej prezydenta. Podobnie w tym wypadku konieczne byłoby całkowite sparaliżowanie obrony wroga.
Inną operacją na terytorium Iranu braną pod uwagę jest zajęcie wyspy Chark, na której znajduje się terminal odpowiadający za 90% eksportu irańskiej ropy.
Ataki na wodę
W ciągu ostatnich dni doszło do dwóch ataków wycelowanych w stacje uzdatniania wody. Wczoraj pojawiła się informacja na temat amerykańskiego ataku na instalację w Keszm – największym mieście wyspy o tej samej nazwie. Do uderzenia wykorzystano prawdopodobnie pocisk balistycznych PrSM (ta wojna to chrzest bojowy dla tej broni). Trump, zapytany o tę sytuację zmienił temat, określając Irańczyków jako „jednych z najgorszych ludzi na świecie”.
– Nie wiem nic o zakładach odsalania wody, mogę tylko powiedzieć, że jeśli oni narzekają na zakład odsalania wody, to my narzekamy na to, że nie powinni obcinać głów dzieciom – powiedział amerykański prezydent.
Asked if the US attacked a desalination plant in Iran, Pres. Trump says Iranians are "among the most evil people ever on earth."
"They cut babies' heads off—they chop women in half…"
"I know nothing about a desalinization plant, other than to say, if they're complaining about… pic.twitter.com/dnbqWEfDQO
— Chris Menahan 🇺🇸 (@infolibnews) March 8, 2026
Dzisiaj Iran odpowiedział, atakując stację uzdatniania wody w Bahrajnie. Minister spraw zagranicznych Islamskiej Republiki tłumaczył tę decyzję odpowiedzią na amerykański atak. O ile dwa uderzenia nie zmieniają sytuacji w sposób diametralny, o tyle jeśli sytuacja zacznie eskalować, może to stanowić duże zagrożenie dla mieszkańców regionu.
Odsalanie wody morskiej jest energochłonnym procesem, ale w warunkach bliskowschodnich często stanowi najlepszą opcję dla zapewnienia dostaw mieszkańcom. Pustynne tereny państw Zatoki Perskiej nie mają wielu źródeł wody pitnej. W przypadku górzystego Iranu transformacja wody morskiej nie jest aż tak ważna, jednak kilka miesięcy temu państwo to borykało się z kryzysem w dostępie do wody, a władze ogłosiły dodatkowe dni wolne w Teheranie, aby ograniczać konsumpcję. Jeśli w wyniku walk zniszczone zostaną tamy i zbiorniki retencyjne, kraj może mierzyć się z wielkim zagrożeniem. Państwa Zatoki Perskiej zapewne starają się wywrzeć presję na Stany Zjednoczone, aby nie łamać dalej tego tabu.
Bahrain says an Iranian strike damaged a desalination plant, marking a new phase of the conflict targeting water infrastructure.
Gulf countries rely heavily on desalination.
Qatar nearly 100%, Kuwait and Bahrain ~90%, Oman 86%, Saudi Arabia 70%.
The strike came after… pic.twitter.com/XgEJ0M6YR3
— Clash Report (@clashreport) March 8, 2026
Tego typu ataki są oczywiście zbrodniami wojennymi. Nie tylko są to ataki na infrastrukturę cywilną, ale również mogą być interpretowane jako stosowanie głodu (pragnienia) jako broni. W tradycji muzułmańskiej działania takie jak zatruwanie studni czy niszczenie drzew owocowych było często uznawane za zakazane. Praktyka oczywiście bywała różna, a niektórzy myśliciele dopuszczali wyjątki podczas działań wojennych. Nie zmienia to faktu, że woda, czy to w czasach proroka czy w obecnych, jest na tym terenie szczególnie cenna.
Huti wejdą do konfliktu?
Od ponad tygodnia obserwatorzy konfliktu w Jemenie uważnie patrzą na Hutich. Jemeńscy rebelianci oczywiście wyrazili poparcie dla Iranu, jednak ograniczyli się do biernego obserwowania sytuacji. Pojawiły się nawet doniesienia na temat rzekomego sporu między przedstawicielami Hutich i Iranu.
Ruch Huti nie powinien być traktowany jedynie jako irańska grupa wpływu. Huti mają własną ideologię, a wsparcie z Teheranu pojawiło się dopiero po kilku latach walki z władzami Saleha. Nie zmienia to faktu, że bez Sił Ghods i sieci przemytniczych grupa nigdy nie zyskałaby takiej siły. Z tego powodu wysoce prawdopodobne jest, że na jakimś etapie konfliktu Huti zaczną działania, aby odciążyć Teheran. Pytaniem pozostaje również, jakie dokładne działania podejmą okupanci Sany. Na stole jest oczywiście wznowienie kampanii w cieśninie Bab al-Mandab czy wysyłanie pocisków na Izrael. Niewykluczone jednak, że Huti mogą pójść dalej i zaatakować Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Co istotne, ostatnie doniesienia jemeńskich dziennikarzy wskazują, że Huti rozpoczęli mobilizację i ewakuowali część infrastruktury z Sany. Szczególnie to drugie sugeruje, że Huti spodziewają się działań lotniczych na swoim terytorium. Mobilizacja wojsk może natomiast wskazywać działania lądowe. Huti mogą w ten sposób zabezpieczać swoje wybrzeże przed potencjalnymi działaniami amerykańskimi. Może to być również próba ataku skierowana przeciwko legalnemu rządowi Jemenu. Inną opcją jest lądowy atak na Arabię Saudyjską, co jednak jest mało prawdopodobne. Huti są silni w skali Jemenu, ale w starciu z Saudyjczykami na ich własnym terytorium nie mieliby dużych szans.
Szumne zapowiedzi z obu stron
Furorę w mediach robią filmy przedstawiające płonące irańskie bazy paliwowe. Pożary zadymiły irańską stolicę, ale sceneria ta nie ma jedynie efektu psychologicznego. Taki poziom zanieczyszczenia nie tylko wpływa na powietrze, ale również prowadzi do powstania kwaśnych deszczy, co wpłynie na jakość życia w obszarach dotkniętych atakami. Mieszkańcy Teheranu i okolic cytowani przez magazyn Time mówią, że w mieście i okolicznych miejscowościach pada czarny deszcz, nawet ponad 100 kilometrów od zbombardowanych magazynów, a w samym Teheranie trudno jest oddychać. Władze zaleciły mieszkańcom stolicy niewychodzenie z domu, ponieważ naftowe opady mogą prowadzić do oparzeń chemicznych.
It is raining oil in Tehran this morning after major airstrikes on oil facilities in the South and West of the Iranian capital. @CNN @cnni pic.twitter.com/2FBD9EnO9p
— Frederik Pleitgen (@fpleitgenCNN) March 8, 2026
Na ten moment obie strony oficjalnie są dobrej myśli. Amerykański sekretarz energii Chris Wright powiedział, że Iran jest na tyle zmęczony, że wkrótce żegluga w cieśninie Ormuz wróci do normy. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiedział natomiast intensyfikację ataków. Wiceprezydent Mohammad Reza Aref powiedział, że celem Iranu jest wypędzenie Amerykanów z Bliskiego Wschodu.
.@SecretaryWright: "The plan is to get oil, and natural gas, and fertilizer, and all of the products from the Gulf flowing through the straits… One large tanker has already gone through the straits with no issues at all… energy will flow soon." pic.twitter.com/wtvJNyJM2f
— Rapid Response 47 (@RapidResponse47) March 8, 2026
Tymczasem Pentagon poinformował o śmierci siódmego członka sił zbrojnych poległego w czasie operacji „Epic Fury”. Osoba ta – jej tożsamości nie ujawniono – została ciężko ranna już 1 marca, wskutek irańskiego ataku na amerykańską placówkę wojskową w Arabii Saudyjskiej.
Służba prasowa Cahalu powiadomiła dziś o zniszczeniu kwatery głównej sił powietrznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Pasdarani mają odrębne siły zbrojne, działające w koordynacji z Arteszem (wojskiem regularnym), ale mu niepodlegające.
The Israeli Air Force destroyed the headquarters of Iran's Islamic Revolutionary Guard Corps' air force in Tehran during a recent wave of strikes, IDF spokesman Brig. Gen. Effie Defrin says in a press conference.
Defrin says Iran "managed the fire of missiles and drones at… pic.twitter.com/ztlvStQK0m
— Emanuel (Mannie) Fabian (@manniefabian) March 8, 2026
Basidżowcy dostają pogróżki?
W Internecie pojawiają się informacje mówiące o ciekawej kampanii psychologicznej. Setki członków Basidżu – paramilitarnej formacji podległej Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej, wykorzystywanej również do walki z demonstrującymi – mają otrzymywać poprzez komunikator Telegram wiadomości z pogróżkami. Ich treść jest następująca:
Oprawco z Basidżu! Jesteś całkowicie pod naszą obserwacją!!! Albo się poddaj, albo uciekaj i ratuj swoje życie!! Wiemy, jakie zbrodnie popełniłeś przeciwko narodowi Iranu. Zidentyfikowaliśmy ciebie i wszystkich twoich towarzyszy. Zemsta się rozpoczęła. Gdziekolwiek pójdziesz, jesteś i będziesz naszym celem! Natychmiast się poddaj albo uciekaj, żeby ocalić swoje bezwartościowe życie! Drugiego ostrzeżenia nie będzie!
BREAKING: Thousands of Basij members across Iran are reportedly receiving threatening messages on Telegram from unknown accounts, warning them:
"You are completely under our surveillance. We know what crimes you committed against the Iranian people. We have identified you and… pic.twitter.com/DUeJ4wuTj0
— Nariman Gharib (@NarimanGharib) March 8, 2026
Trudno ocenić jak duża jest skala tego zjawisko. Tym bardziej nie wiemy, kto jest autorem tej akcji. Oczywiście jednym z głównych kandydatów są izraelskie lub amerykańskie służby. Izraelczycy byli już posądzani między innymi o telefony do irańskich generałów.
Czy FBI jest gotowe na zagrożenie?
The Washington Post poruszył pewien mniej oczywisty aspekt konfliktu. Amerykańskie działania na Bliskim Wschodzie są wyzwaniem dla amerykańskiego systemu bezpieczeństwa wewnętrznego. Nie chodzi tylko o pojedynczych terrorystów chcących wziąć odwet. Irańskie służby działały i zapewne nadal działają na amerykańskim terytorium. W 2011 roku Teheran posądzono o próbę zamachu na saudyjskiego ambasadora w USA.
Jak pisaliśmy kilka dni temu, obecnym szefem FBI jest Kash Patel, krytykowany za nieodpowiednie zarządzanie zasobami biura i wykorzystywanie go w roli prywatnej agencji ochrony dla swojej partnerki Alexis Wilkins. Instytucja została dotknięta falą zwolnień, odejść i przeniesień, obejmujących również ekspertów związanych z zagrożeniami wywodzącymi się z Bliskiego Wschodu. Niechęć Trumpa do amerykańskiej wspólnoty wywiadowczej nie jest nowa i w sporej mierze wynika z prowadzenia dochodzeń dotyczących obecnego prezydenta. Ponadto obecnie jednym z głównych priorytetów Waszyngtonu są działania wobec imigracji, które również angażują FBI i prokuraturę.
USA, jak wszystkie inne kraje, mają ograniczone zasoby. W tym wypadku wielkość kraju działa dwojako. Co prawda Ameryka dysponuje świetnymi uczelniami i pokaźnym budżetem, jednak jako gigantyczne i różnorodne państwo wymaga dużych wysiłków w obszarze kontrwywiadu. Liczba ekspertów zajmujących się kontrwywiadem i/lub potencjalnym zagrożeniem ze strony Irańczyków jest ograniczona, a proces kształtowania takich osób nie jest łatwy czy szybki.
Kurdowie
Barak Rawid z serwisu Axios pisze, iż „iraccy Kurdowie znajdują się w potrójnych kleszczach”: nie wiedzą, czy mogą ufać Trumpowi, ale zarazem są pod presją rodaków z Iranu, którzy chcą walczyć z reżimem, i pod presją Iranu, grożącego odwetem za każdy atak z terytorium Iraku. Wojna w Iranie zagraża swoistej małej stabilizacji, którą udało się wytworzyć w irackim Kurdystanie.
– Nie potrzebują pocisków hipersonicznych, żeby nas skrzywdzić – powiedział w rozmowie z Axiosem przedstawiciel Rządu Regionalnego Kurdystanu. – 200 dronów Szahed mogłoby wyrządzić tu duże szkody. Nie mamy systemów obrony powietrznej. Nie mamy żadnych sposobów, aby zestrzelić te obiekty.
– Z pewnością zachowujemy neutralność jako iraccy Kurdowie, ponieważ nie mamy jasności co do polityki USA – powiedziało to samo źródło. – Czy chodzi o całkowitą zmianę reżimu? Czy tylko o zmiany osobowe? Naszym zdaniem zmiana reżimu nie może nastąpić bez obecności wojsk lądowych, a USA nie wysyłają tam swoich wojsk.