Co najmniej 10 osób służących w amerykańskich siłach zbrojnych zostało rannych – w tym dwie ciężko – we wczorajszym irański ataku na bazę lotniczą Al-Amir Sultan w centralnej części Arabii Saudyjskiej. Irańczykom udało się także uszkodzić co najmniej dwie latające cysterny należące do US Air Force. W internecie pojawiły się już zdjęcia satelitarne dowodzące, że jeden KC-135 został zniszczony, a kilka kolejnych mogło doznać pomniejszych uszkodzeń.
Dwa tygodnie temu Iran przypuścił podobny atak tego rodzaju na tę samą bazę. Wówczas uszkodzonych zostało pięć latających cystern. Wciąż nie ma jasności co do skali uszkodzeń. Pentagon zapewnia, że wszystkie zostaną przywrócone do służby. Zdjęcia takie jak to, mające rzekomo pokazywać maszynę zniszczoną przez Irańczyków, w rzeczywistości pokazują Stratotankera zniszczonego lata temu podczas prób w USA.
Satellite imagery appears to confirm a U.S. Air Force KC-135 Stratotanker has been destroyed and several others possibly damaged, as a result of an Iranian attack earlier today, utilizing ballistic missiles and drones, against Prince Sultan Air Base in Saudi Arabia.
Image… pic.twitter.com/o7x32UjUOb
— OSINTdefender (@sentdefender) March 27, 2026
Na razie nie wiadomo, jakiego środka rażenia użyto. Najbardziej prawdopodobnym kandydatem jest oczywiście pocisk balistyczny krótkiego zasięgu. Przed wojną Iran miał ich około 3 tysięcy. Ale trzeba też dopuścić użycie drona. Kilka dni temu iracka bojówka działająca w ramach irańskiej sieci ugrupowań proxy przeprowadziła udany atak na bazę Victory przy bagdadzkim porcie lotniczym i zniszczyła, lub przynajmniej uszkodziła, śmigłowiec ewakuacji medycznej HH-60M za pomocą drona FPV. Trudno uniknąć skojarzeń z ukraińską operacją „Pajęczyna”.
An Iranian-backed militia carried out a successful FPV drone strike on Camp Victory in Iraq yesterday, successfully hitting multiple targets.
Seen here, one of the FPV attack munitions hits a parked UH-60 Black Hawk. pic.twitter.com/ngY8td9ONZ
— OSINTtechnical (@Osinttechnical) March 25, 2026
W toku czterech tygodni amerykańsko-izraelskiej kampanii porażono ponad 16 tysięcy celów – z których ogromną większość stanowi „drobnica” w rodzaju mobilnych wyrzutni pocisków rakietowych, samolotów czy niewielkich łodzi motorowych – ale Iran, jak widać, nie stracił zdolności do bolesnego szczypania przeciwników. Jak informuje Reuters, amerykański wywiad szacuje, że wyeliminowano z pewnością zaledwie jedną trzecią irańskiego arsenału rakietowego. Liczba ta jest jednak obarczona marginesem błędu, nie uwzględnia też ataków izraelskiego lotnictwa. Izraelczycy twierdzą, że zneutralizowali 335 mobilnych wyrzutni, to jest około trzech czwartych szacowanego stanu przedwojennego.
Do tej pory w toku wojny zginęło 13 Amerykanów, w tym sześcioro lotników w katastrofie KC-135 dwa tygodnie temu. Rannych zostało już ponad 300 amerykańskich żołnierzy, chociaż większość lekko.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Każda wyłączona z akcji latająca cysterna ma też bezpośrednie przełożenie na sprawność amerykańskiego lotnictwa. Liczba samolotolotów bojowych nad Iranem bezpośrednio zależy od tego, czy poszczególne maszyny będą w stanie zaopatrywać się w paliwo. Mniej latających cystern to mniej wykonanych lotów. Oczywiście mniejszą liczbę samolotów tankujących można równoważyć tym, że będą one spędzały więcej czasu w powietrzu. Ale to pociąga za sobą większe obciążenie załóg (które i tak już jest wysokie), co zwiększa ryzyko błędów i wypadków. A jeśli na dodatek Pentagon szykuje operację lądową (nad tą kwestią pochylimy się w osobnym artykule), znaczenie latających cystern wzrośnie jeszcze bardziej.
Tymczasem zagrożenie powtarzającymi się atakami na amerykańskie bazy wzrosło do tego stopnia, że amerykańskie wojsko przeszło na pracę zdalną. I to bynajmniej nie jest żart, choć oczywiście nie dotyczy to wojska in toto. Jak informuje The New York Times, Irańczycy „zmusili wielu amerykańskich żołnierzy do przeniesienia się do hoteli i biur w całym regionie”. W normalnym trybie działa jedynie komponent bojowy sił powietrznych i marynarki wojennej. Pasdarani wystosowali apele do ludności o zgłaszanie miejsc, w których kryje się amerykański personel.

Irański pocisk balistyczny średniego zasięgu Dezful ujawniono w lutym 2019 roku. Według deklaratywnych danych ma zasięg 1000 kilometrów.
(Rahbar Emamdadi, Mehr News Agency)
Całej bazy lotniczej oczywiście nie da się ukryć w hotelu w Kairze. Trzeba więc zabezpieczyć go w inny sposób. Dowództwo Centralne Sił Powietrznych szuka wykonawcy gotowego zbudować podziemny umocniony ośrodek dowodzenia i schronohangary w katarskiej bazie Al-Udejd, największej amerykańskiej placówce wojskowej na Bliskim Wschodzie. Proces jednak potrwa, przyznanie kontraktu nastąpić ma dopiero w styczniu… 2028 roku.
Tymczasem Amerykanom zaczyna brakować amunicji. Jak pisze The Washington Post, amerykańskie siły zbrojne odpaliły w toku wojny już ponad 850 Tomahawków, większość w pierwszych dniach. Tempo ich zużycia wywołuje niepokoje w Pentagonie. MacKenzie Eaglen, analityczka cytowana przez gazetę, szacuje, że przed wojną US Navy posiadała około 4 tysięcy Tomahawków. Inni eksperci wskazują liczbę bliższą 3 tysiącom. Zapasy więc istnieją, ale po pierwsze: trzeba te pociski ściągnąć na Bliski Wschód i załadować na okręty, a po drugie: co się stanie, jeśli trzeba będzie walczyć z Chinami? Na domiar złego, zapasy efektorów do systemów przeciwlotniczych THAAD i Patriot też zostały przetrzebione.
Prezydent Donald Trump wyraźnie szuka sposobów, aby jakoś zakończyć konflikt, który do tej pory zdołał jedynie podkopać pozycję Stanów Zjednoczonych na arenie światowej, wstrząsnąć światową gospodarką i spowodować gwałtowny wzrost cen paliwa. Trudno nawet mówić o zmianie u steru władzy, skoro nowy najwyższy przywódca, Modżtaba Chamenei, zamierza kontynuować kurs ojca. Zmiana jest, na dobrą sprawę, czysto metrykalna, a Trump miota się od gróźb do prób ugłaskiwania Teheranu. Z kolei sekretarz stanu Marco Rubio przyznał, że wojna może potrwać jeszcze cztery tygodnie (co oznacza dwa tygodnie dłużej, niż wcześniej ogłoszony plan). Według NYT saudyjski książę koronny Muhammad ibn Salman namawia prezydenta do kontynuowania wojny aż do skutku.
Ale wczoraj w Miami Beach Trump, rzec by można, przeszedł ludzkie pojęcie. W przemówieniu wygłoszonym na organizowanej przez Saudów konferencji Future Investment Initiative Institute amerykański prezydent powiedział o księciu (lub o jego ojcu, trudno wywnioskować z tego bełkotu, ale król już nie udziela się publicznie) rzecz następującą:
„Ale niedawno byliśmy razem, spojrzał na mnie i powiedział: «Wiesz, to niesamowite. Rok temu byliście martwym krajem. Teraz jesteście najgorętszym krajem na świecie». Nie sądził, że to się wydarzy. Nie myślał, że będzie mnie całował po tyłku. Naprawdę nie myślał. Myślał, że będzie [sic!] kolejnym amerykańskim prezydentem nieudacznikiem, a kraj chyli się ku upadkowi. Ale teraz musi być dla mnie miły. Powiedzcie mu, żeby był dla mnie miły. Musi być. Ale to było naprawdę coś. Wiem, co powiedział. Powiedział: «Wiesz, to niesamowite, prezydencie» – to bardzo inteligentny, ale normalny facet – «Wiesz, to niesamowite, prezydencie. Rok temu, w tym przypadku, to było półtora roku. To było sześć miesięcy temu. Ale rok temu byliście martwym krajem. Teraz jesteście dosłownie najgorętszym krajem na świecie»”.
President Trump mocks Saudi Arabia’s Crown Prince Bin Salman:
“He didn’t think he would be kissing my ass, he really didn’t…and now he has to be nice to me….he better be nice to me, he’s gotta be..” pic.twitter.com/42TLKf0zsN
— South Asia Index (@SouthAsiaIndex) March 28, 2026
W tym samym wystąpieniu Trump raczył podzielić się przemyśleniami na temat NATO:
„Nawiasem mówiąc, jesteśmy bardzo rozczarowani NATO. Nie przyszło nam z pomocą. Właściwie nie starałem się za bardzo, bo chciałem coś udowodnić. Nie sprzedałem. Pewnie myślą, że jestem kiepskim sprzedawcą. Zapytałem prezydenta Francji Macrona: «Chciałbyś nam pomóc?». Miły facet. To miły facet. Zapytałem: «Emmanuel, chciałbyś nam pomóc?». Odpowiedział: «Tak, tak, tak. Jak tylko wojna się skończy, wyślemy okręty». Powiedziałem: «Nie, nie, nie chcę ich, kiedy wojna się skończy. Chcę je, zanim zaczniemy». A Wielka Brytania – nasz najstarszy sojusznik. Nikt nigdy nie myślał, że to możliwe. Powiedziałem premierowi: «Panie premierze, chcielibyśmy… ma pan dwa lotniskowce. Są małe. Nie są zbyt dobre. Wiem, że nie pływają szybko i wiem, że nie działają zbyt dobrze, ale prawdopodobnie moglibyśmy ich użyć, może dla śmigłowców». A oni odpowiedzieli: «Tak». Więc zapytałem: «Kiedy będą gotowe?». Odpowiedzieli: «Może za miesiąc lub dwa». Zapytałem: «Czy zamierza pan nam pomóc?». Odpowiedzieli: «Tak, tak, pomożemy panu. Kiedy wojna się skończy, będziemy tam»”.
Odpowiadając później na pytanie od dziennikarza, Trump dodał:
„Uważam, że NATO popełniło straszny błąd, nie wysyłając nawet niewielkiej ilości uzbrojenia – nie doceniając nawet do tego, co robiliśmy dla świata i co robiliśmy przeciwko Iranowi. Nigdy nie uważałem tego za bardzo ryzykowne, ale wojna zawsze jest ryzykiem. Wiecie, na wojnie dzieje się wiele dziwnych rzeczy – bardzo złych. Ale nie uważałem tego za duże ryzyko. Wiem, jak potężne jest nasze wojsko – zdecydowanie najlepsze wojsko na świecie. Nie było nikogo porównywalnego. Nie sądziłem, że istnieje duże ryzyko, ale wojna zawsze niesie ze sobą niespodzianki. Mogą to być bardzo złe niespodzianki. Wojny są przegrywane. Wiele wojen jest przegrywanych. Myślisz, że kraj kogoś zmiecie z powierzchni ziemi, a on sam zostaje zmieciony. Więc to zawsze jest ryzykowne. Ale myślę, że ogromnym błędem było to, że NATO po prostu nie istniało. Po prostu go nie było. Stany Zjednoczone zarobią na tym mnóstwo pieniędzy, ponieważ wydajemy setki miliardów dolarów rocznie na NATO, setki miliardów na ich ochronę. Zawsze bylibyśmy przy nich. Ale teraz, patrząc na ich działania, myślę, że nie musimy tego robić”.
Pozostawimy te wypowiedzi bez komentarza. Bo co tu komentować?