Amerykańsko-izraelskie naloty na Iran wydają się coraz bardziej prawdopodobne. Według ostatnich doniesień US Air Force gromadzi siły na Bliskim Wschodzie, co może stanowić preludium do ataku. Tymczasem odcięcie internetu zmniejszyło dostęp do informacji na temat protestów w Iranie. Te jednak nadal trwają, przynosząc coraz więcej ofiar.

Według The New York Timesa doradcy Donalda Trumpa przedstawili mu informacje o potencjalnych opcjach operacji przeciwko Iranowi, mające również obejmować uderzenia na cele niewojskowe w Teheranie. Administracja prezydenta, zapytana o zamiar zbombardowania Iranu, odesłała dziennikarzy do mediów społecznościowych Donalda Trumpa, które od dłuższego czasu wskazują na gotowość do działań ofensywnych.

Budowanie potencjału na Bliskim wschodzie postępuje. Dziennikarz Babak Taghwaji, irański dysydent przebywający na emigracji, poinformował, że dwanaście myśliwców F-15E Strike Eagle z 4. Skrzydła Myśliwskiego USAF-u zmierza na Bliski Wschód. Jeśli wiadomości podawane przez Tahjwajego są prawdziwe, maszyny dotrą do celu jutro. Pewnym kontrargumentem jest nieobecność amerykańskich lotniskowców w regionie. Najbliższy, USS Abraham Lincoln (CVN 72), znajduje się na Morzu Południowochińskim. Jego przemieszczenie zajęłoby około tygodnia i nie pozostałoby niezauważone.

O ile wiara Trumpa w globalną sieć sojuszy jest zdecydowanie na niskim poziomie, o tyle warto zastanowić się, jak potencjalne ataki wpłyną na sytuację w regionie. Zwolennikiem operacji jest oczywiście Izrael, a premier Binjamin Netanjahu dzisiaj snuł marzenia o upadku Islamskiej Republiki i odrodzeniu partnerstwa Jerozolimy i Teheranu. Arabscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych obecnie nie wyrazili swojego stanowiska.

Konflikt ten byłby ciosem dla gospodarek Zatoki Perskiej, które kolejny raz musiałyby zamykać lotniska w związku z działaniami w regionie, co w niewielkiej skali dzieje się nawet teraz. Ponadto groźby Iranu były kierowane również wobec personelu w amerykańskich bazach w regionie. Do tych należą między innymi bazy lotnicze w katarskim Al-Udejd i emirackiej Az-Zafrze, jak również baza US Navy w Bahrajnie. W ciągu ostatnich miesięcy możemy zauważyć, że Trump nadal ceni sobie przyjaźń zatokowców. Pytaniem pozostaje, jak potencjalne naloty wpłyną na manifestacje. Mogłyby one stanowić dobrą okazję dla Teheranu, żeby zmobilizować własnych zwolenników i zastosować efekt „gromadzenia się wokół flagi”.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

O pomoc do Donalda Trumpa zwrócił się również Reza Pahlawi, który coraz mocniej kreuje się na kandydata do objęcia władzy po Chameneim. Pomimo całego szału, jaki wywołuje postać księcia koronnego, należy mieć na uwadze, że rzeczywistość medialna nie zawsze w pełni odzwierciedla fakty. Pahlawi ma grupy zwolenników w kraju, a przede wszystkim za granicą, ale nie wszystkie grupy opozycyjne wykorzystujące flagę z lwem są zainteresowane powrotem monarchii.

Część diaspory popiera inne ugrupowania emigracyjne pokroju Mudżahedinów Ludowych, których ojciec Rezy zwalczał równie zawzięcie co chomeinistów. Nie zapominajmy również, że diaspora nigdy nie jest pełnym odzwierciedleniem społeczeństwa w kraju, zwłaszcza w przypadku państw autokratycznych. Warto zaznaczyć, że protesty dotyczą również diaspory, która wyraża w krajach zachodnich swoją solidarność z rodakami w kraju.

Starcia w Iranie coraz brutalniejsze

Netblocks, firma monitorująca ruch w globalnej sieci, poinformowała, że ogólnokrajowa przerwa w dostawie internetu w Iranie podczas protestów trwa już ponad 60 godzin. Już pierwszego dnia blackoutu zauważono, że liczba widocznych adresów IPv6 w Iranie spadła o ~98,5%. Nie jest to sytuacja niespotykana. W 2019 roku władze wyłączyły internet na tydzień. Warto obserwować, jak długo będzie to trwało tym razem.

Oczywiście wyłączenie internetu nie dotyczy Chamenejego, który nadal regularnie publikuje wpisy na Twitterze, zapewniając, że Stany Zjednoczone pożałują, jeśli zdecydują się zaatakować Iran. Na znak poparcia demonstrujących administratorzy serwisu zmienili flagę Iranu na wersję z lwem. Co ciekawe, Twitter do dzisiaj wykorzystuje flagę Islamskiej Republiki Afganistanu, która przestała istnieć w 2021 roku. Zmiany są widoczne w wersji przeglądarkowej.

Co wiemy na temat samych wystąpień? Trwają nadal w wielu miejscach kraju, prowadząc do coraz większej liczby ofiar. W mediach pojawiły się zróżnicowane liczby dotyczące zabitych Irańczyków. Organizacja Iran Human Rights mówi o co najmniej 192 zabitych, a jeszcze dwa dni temu mówiła o 51. Niektóre media (Newsweek, Times of Israel, Associated Press) wskazują na liczbę 538 podawaną przez organizację HRANA.

Bardziej radykalne szacunki podawała Iran International bazująca w Londynie, według której w ciągu ostatnich dwóch dni miało zginąć co najmniej 2 tysiące osób. To jednak oznaczałoby, że w ciągu 48 godzin władza zabiła więcej osób niż w serii protestów po śmierci Mahsy Amini w latach 2022–2023 (około 500) i w latach 2019–2020 (1000–1500 według źródeł zachodnich). Dzisiejszy dzień jest czternastym od początku demonstracji.

US Air Force / Airman 1st Class Gerald Willis