Jak informują amerykańskie media, Stany Zjednoczone opracowały 15-punktowy ramowy projekt porozumienia mającego na celu zakończenie wojny z Iranem. Dokument przekazano Teheranowi za pośrednictwem Pakistanu. Oprócz amerykańskich urzędników proszących o zachowanie anonimowości informację o propozycji potwierdził także minister spraw zagranicznych Egiptu Badr Abd al-Atti.
Ale najwyraźniej nic z tego nie wyjdzie. Minister spraw zagranicznych Abbas Araghczi stwierdził, że Iran nie prowadzi obecnie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakończenia wojny i nie zamierza tego robić. Przyznał jednak, choć bez konkretów, iż Waszyngton faktycznie przesyłał różne koncepcje za pośrednictwem mediatorów.
Obecnie nie znamy treści wszystkich 15 punktów. Najwięcej informacji podał izraelski Kanał 12, który ujawnił 14 zagadnień. Wiarygodność tej listy nie jest jednak możliwa do zweryfikowania. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała na konferencji prasowej, że w krążących po sieci informacjach znajduje się ziarno prawdy, jednak prezentowany plan nie jest prawdziwą wersją.
Co w takim razie znalazło się w doniesieniach Kanału 12? Całkiem ciekawe rzeczy:
- Demontaż istniejących zdolności nuklearnych.
- Deklaracja, że Iran nigdy nie będzie dążył do pozyskania broni nuklearnej.
- Zaprzestanie wzbogacania uranu.
- Przekazanie obecnych zapasów wzbogaconego uranu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.
- Zburzenie ośrodków w Natanzie, Isfahanie i Fordo.
- Udostępnienie wszystkich informacji na temat programu nuklearnego MAEA.
- Zaprzestanie wspierania ugrupowań zbrojnych w regionie.
- Porzucenie irańskich ugrupowań proxy, czyli tak zwanej Osi Oporu.
- Otwarcie cieśniny Ormuz.
- Decyzja odnośnie do programu balistycznego zostanie odłożona na później, ale będzie obejmować ograniczenie ilości i zasięgu pocisków.
- Pociski będą wykorzystywane wyłącznie do samoobrony.
- Sankcje na Iran zostaną zniesione.
- Iran będzie mógł rozwijań program nuklearny do celów cywilnych.
- Brak istnienia mechanizmu snapback sanctions.
Sama propozycja wydaje się korzystna dla obu stron. Zniesienie sankcji wobec Iranu na pewno nie spotka się z zadowoleniem Izraela. Ponadto byłoby to bardzo daleko idące ustępstwo. Nawet podpisane w 2015 roku porozumienie nuklearne (JCPOA) nie obejmowało zniesienia wszystkich sankcji. Bez wątpienia taki ruch byłby dużym ryzykiem. Iran ma tradycję łamania takich porozumień. Reżim mógłby wykorzystać ten czas na złapanie oddechu, by dalej prowadzić starą politykę.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Sam Iran również musiałby wiele poświęcić. Zaprzestanie wspierania ugrupowań Osi Oporu byłoby dużym ciosem dla regionalnych wpływów. Trudno jednak oczekiwać, że Teheran nie starałby się ominąć tego zakazu. Zaprzestanie rozwoju programu nuklearnego i ograniczenie programu balistycznego byłoby znaczącym ograniczeniem potencjału odstraszania.
Biorąc pod uwagę te kwestie, można powiedzieć, że mamy do czynienia z ciekawym kompromisem. Trump ogłosiłby sukces, że pozbył się irańskiego uranu. Iran mógłby natomiast odbudować swoją gospodarkę. W praktyce jednak porozumienie takie byłoby mocno niestabilne. Nawet mniej radykalne JCPOA miało problemy z implementacją, przedstawiona przez Kanał 12 wizja jest w porównaniu do poprzedniego porozumienia utopijna.
Podobne zdanie wydaje się mieć Teheran. Według jednego z irańskich dyplomatów porozumienie „nie wygląda dobrze nawet na papierze”. Irańska telewizja Press TV podała kontrpropozycję Iranu uwzględniającą całkowite zaprzestanie agresji, powstanie konkretnych mechanizmów mających na celu zapobieżenie wznowieniu wojny, odszkodowania wojenne i reparacje, zaprzestanie walk ze wszystkimi grupami Osi Oporu oraz uznanie irańskiej kontroli nad Ormuzem. Pytaniem pozostaje, na ile ta deklaracja wynika z istnienia faktycznych rozmów, a na ile jest jedynie zawoalowanym komunikatem sprowadzającym się do: nie mamy o czym rozmawiać.
Karoline Leavitt oświadczyła wczoraj na tej samej konferencji, że Trump „jest gotowy rozpętać piekło” w Iranie, jeśli kraj ten nie przyjmie do wiadomości, że został „pokonany militarnie”. Według Leavitt Trump „zadba o to, aby Iran został uderzony mocniej niż kiedykolwiek wcześniej”.
Izrael
Tydzień temu pisaliśmy o tym, że według ustaleń The Washington Post przedstawiciele władz Izraela powiedzieli amerykańskim dyplomatom, że chociaż Izrael publicznie wzywa do powstania ludowego, izraelskie służby oceniają, iż protestujący „zostaną wymordowani”, jeśli wyjdą na ulice.
Tymczasem, jak informuje Axios, wątek ten ma ciąg dalszy. Premier Izraela Benjamin Netanjahu chciał w zeszłym tygodniu wezwać Irańczyków do wyjścia na ulice, ale Trump ostrzegł go, że to nazbyt ryzykowne.
– Dlaczego, do cholery, mielibyśmy mówić ludziom, żeby wyszli na ulice, skoro zostaną wybici do nogi? – powiedział Trump Bibiemu.
Barak Rawid z Axiosa zwraca uwagę, że Netanjahu uznaje stworzenie warunków do powstania ludowego za jeden głównych celów Izraela, tymczasem że Trump – według źródeł w Waszyngtonie – uznaje ewentualną zmianę reżimu za „bonus”, a nie główny cel. Na początku wojny mówił wprawdzie, że naród irański będzie miał szansę przejąć władzę, ale od tamtej pory temat jakby wyparował.