Kiedy tylko wydaje się, że sytuacja na Haiti nie może być gorsza, rzeczywistość udowadnia, że jednak może. I to znacznie gorsza. W przypadku działań przeciwko lokalnym gangom od dawna nie należy mówić o działaniach stabilizacyjnych czy porządkowych, lecz o regularnej wojnie domowej, w której różnica między bojownikiem a zwykłym Haitańczykiem niebez­piecz­nie się zaciera. Obserwatorzy podkreślają, że włączenie się w konflikt zagranicznych najemników i grup samoobrony może doprowadzić do eksplozji nadużyć i przestępstw wobec cywilów.

Z gangami walczą policjanci, żołnierze, członkowie międzynarodowej misji policyjnej MSS prowadzonej przez Kenijczyków, najemnicy, a nawet powołane oddolnie siły lokalne formacje samoobrony. Według danych przedstawicieli ONZ (link do pliku pdf tutaj) między kwietniem a czerwcem 2025 roku na Haiti zginęło 1520 osób, a ponad 600 zostało rannych. Zauważalny jest ogromny wzrost liczby starć, w których wykorzystano drony.

Rząd nie ma pomysłu na rozwiązanie kryzysu. Ostatnim krokiem było wprowadzenie 9 sierpnia trzymiesięcznego stanu wyjątkowego i zmiana na stanowisku szefa policji. André Jonas Vladimir Paraison objął stanowisko w wyjątkowo trudnym momencie. Około 90% stolicy kontrolowane jest przez gangi, a jego poprzednik oskarżany był o brak inicjatywy i zbyt zachowawcze działania w walce z przestępcami. Haitańska policja jest nie tylko słabo opłacana i przesiąknięta korupcją, ale również nieprzygotowana do działania w takich warunkach. W Port-au-Prince pozostaje niewiele miejsca na operacje typowo policyjne. Miasto jest strefą wojny, która staje się coraz bardziej krwawa.

Spośród zabitych od kwietnia do czerwca aż 64% zginęło w wyniku działań służb mundurowych. Zbiegło się to w czasie ze znaczącym spowolnieniem ekspansji terytorialnej gangów w Port-au-Prince. Poszczególne dzielnice kontrolowane są przez określone grupy przestępcze, które nie podejmują wielu prób powiększania swoich domen. Ośmieliło to siły rządowe, które przeszły do ataku, jednak nie wszędzie gangi są w odwrocie. Bandyci intensyfikują działania w sąsiednich departamentach, szczególnie Artibonite i Centre. Przestępcy kontrolują miasta Mirebalais i Saut d’Eau oraz wszystkie szlaki lądowe w kierunku Dominikany.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Siły porządkowe zorganizowały ofensywy w Port-au-Prince w dzielnicach Grand Ravine, Martissant i Village-de-Dieu. Tam też odnotowano najwyższy wzrost liczby zabitych. Ofiary przestępców to często osoby oskarżone o niepodporządkowanie się dzielnicowym watażkom lub współpracę z lokalnymi grupami samoobrony czy wojskiem. Należy pamiętać, że haitańska przemoc jest zróżnicowana w swoim okrucieństwie. To nie tylko walka o władzę czy wpływy. 28 maja członkowie gangu Wharf Jeremie poderżnęli gardła piętnastu starszym mężczyznom podczas rzekomej ceremonii wudu. Rozkaz wydał stojący na czele grupy Monel Felix „Micanor” vel „Wa Mikanò”.

Tego rodzaju zbrodnie nie są jednak codziennością. Większość gangów zabija dla pieniędzy i władzy. W Croix-des-Bouquets i Tabarre lokalni bossowie próbują tworzyć równoległe struktury para państwowe i sprawować faktyczną władzę nad dzielnicami. Kontakty z przedstawicielami władzy karane są bardzo surowo. Gang 400 Mawozo spalił żywcem 15-letnią dziewczynkę w jej domu. Miała to być kara za niepodporządkowanie się mieszkańców narzuconym regułom.

Równie brutalni są gangsterzy z Cité Soleil, którzy niemal za wszystko karzą śmiercią — od nieposłuszeństwa przez utrzymywanie kontaktów z wojskiem po kradzieże. Niektórzy mieszkańcy decydują się żyć zgodnie z zasadami wprowadzanymi przez gangi. Głośny był przypadek grupy cywilów, która złapała domniemanego złodzieja w Mergerze i oddała go w ręce członków 103 Zombie. Gangsterzy znęcali się nad pojmanym, a następnie uwolnili go po wpłaceniu przez rodzinę „grzywny” w wysokości prawie 4 tysięcy dolarów.

Część gangów zdecydowała się uderzyć na cele w sąsiednich departamentach, szczególnie tam, gdzie miejscowe siły bezpieczeństwa wydają się osłabione. Do takiej sytuacji doszło w Artibonite. Bandyci z grupy Gran Grif zaatakowali posterunek w Ségur. Przewaga liczebna napastników sprawiła, że członkowie misji międzynarodowej MSS zostali zmuszeni do porzucenia pozycji i ucieczki. W wyniku starcia zginęło 57 osób, z czego ogromna większość we własnych domach w wyniku przypadkowych postrzałów.

Znaczny wzrost liczby zgonów na haitańskich ulicach związany jest bezpośrednio z ofensywą sił rządowych. Około 85% wszystkich zabitych to członkowie gangów. Konieczność działania w warunkach miejskich sprawia, że odnotowano aż 15% ofiar wśród cywilów niezwiązanych z grupami przestępczymi. Warto wspomnieć, że jak na skalę przemocy straty po stronie rządowej pozostają niewielkie. W okresie od kwietnia do czerwca poległo dwóch policjantów i dwóch żołnierzy, a jedenastu odniosło obrażenia.

Doświadczenia walk na terenie Ukrainy i wojny domowej w Sudanie wielokrotnie pokazywały przewagę, jaką dają drony. Władze Haiti również włączyły do swojego arsenału latające bezzałogowce. Szeroko wykorzystywane są proste cywilne urządzenia dostępne na platformach sprzedażowych za około 200 dolarów i stosownie przerobione. Według ekspertów możliwe, że używane są materiały wybuchowe oparte na produkowanym chałupniczo czarnym prochu lub ładunki wykorzystywane w górnictwie. Operatorami mają być pracownicy kolejnej firmy Erika Prince’a.

Vectus Global miała zdobyć dziesięcioletni kontrakt, którego cena była wysoka — przejęcie kontroli nad haitańskim systemem podatkowym. Większość działających na Haiti najemników ma pochodzić z Europy, Stanów Zjednoczonych i Salwadoru. Ich zadania mają obejmować szeroki zakres działań, od pilotowania bezzałogowców, przez prowadzenie wywiadu elektronicznego aż po użycie snajperów.

Bwa kalé — sprawiedliwość ulicy

Wojsko i policja od lat nie jest w stanie zapanować nad stale pogarszającą się sytuacją w kraju. Wiele społeczności zdecydowało się wziąć sprawy w swoje ręce. W ten sposób powstały lokalne grupy samoobrony — bwa kalé. Uzbrojone w maczety, pałki i zdobyczną broń palną milicje patrolują ulice Port-au-Prince i Artibonite. Ich „sprawiedliwość” wymierzana jest szybko i brutalnie. Członkowie tego rodzaju formacji w analizowanym okresie odpowiadali za 12% wszystkich zabójstw.

Działają bez jakiejkolwiek kontroli ze strony państwa. Nie ograniczają ich przepisy czy regulacje. W takich warunkach powszechnie dochodzi do nadużyć. Wystarczy podejrzenie o kontakty z gangami, aby znaleźć się na celowniku. Taki los spotkał 55 osób zasieczonych maczetami w Petite-Rivière-de-l’Artibonite, które oskarżono o wspieranie Gran Grif. W departamencie Centre członkowie koalicji milicji Back Feray urządzali polowania na członków 400 Mawozo. Często ich sposób działania niewiele różni się od tego przyjętego przez bandytów, z którymi walczą. Z perspektywy haitańskich służb bwa kalé są cichym sojusznikiem w wojnie z gangami. Policjanci, działając de facto w warunkach wojny domowej, wolą współpracować z milicjami, niż badać potencjalne nadużycia ze strony ich członków.

W wyniku śledztwa odkryto siatkę przestępczą działającą na terenie Stanów Zjednoczonych, która finansowo wspierała haitańskie gangi. Prokurator generalny ogłosił wyznaczenie nagrody w wysokości 5 milionów dolarów za informacje mogące doprowadzić do aresztowania Jimmy’ego „Barbecue” Cheriziera — jednego z najpotężniejszych bossów. Jego człowiekiem odpowiedzialnym za pozyskiwanie funduszy wśród haitańskiej diaspory miał być zatrzymany w Teksasie obywatel amerykański Bazile Richardson, posługujący się pseudonimami Fredo, Fred Lion, Leo Danger i Lepe Blode.

Grupa Viv Ansanm, czyli „wspólne życie”, której przewodzi Barbecue, od 2020 roku pozostaje najpotężniejszą koalicją gangów w Port-au-Prince. Warto wspomnieć, że haitański pół­świa­tek pełen jest niezwykle barwnych postaci. Cherizier jest byłym policjantem i samozwańczym rewolucjonistą, którego idolem jest Papa Doc Duvalier. Innym jest Izo, łączący karierę zawodowego bandyty i You­Tube’owego rapera. Jest również Ti Gabriel, znany przede wszystkim jako playboy mający kilkanaście oficjalnych żon. Haitańskie podziemie jest mieszanką osobowości, ambicji i wszechwładzy. Tworzy to wybuchowe połączenie, które przyniosło śmierć i zniszczenie.

Cała władza w ręce gangów

Jak doszło do tego, że uliczne gangi zdobyły tak silną pozycję? Obalenie rodu Duvalierów nie przyniosło Haitańczykom pokoju i prosperity. Zamiast odnowienia instytucji i odbudowy państwa społe­czeń­stwo stanęło w obliczu nowych problemów. Tworzące się elity musiały zmierzyć się nie tylko z interwencją wojskową ONZ, ale również z wątpliwą lojalnością wojska. Próbujący walczyć o władzę politycy zwrócili się w stronę grup przestępczych, które – bez presji ze strony Tonton Macoute – doskonale wykorzystały chaos i oplotły każdego, kto próbował zdobyć wpływy polityczne.

Od pierwszego demo­kra­tycz­nie wybra­nego prezydenta Jeana-Bertranda Aristide’a przez zamordowanego w 2021 roku Jovenela Moïse’a aż po członków rządzącej obecnie Prezydenckiej Rady Przejściowej – większość czołowych uczestników życia politycznego oskarżana była o rozbudowane kontakty z gangami. Za prezydentury Ariela Henry’ego ataki ze strony bandytów się nasiliły. Nie tłumaczy to jednak, w jaki sposób bandyci zdołali de facto zmienić Haiti w kraj upadły porównywany z Somalią.

W krajach z rozwiniętym i dobrze zorganizowanym półświatkiem zazwyczaj działa kilka konkurujących ze sobą grup. W Haiti również tak było. Najważniejszymi gangami były Rodzina G5 i Sojusznicy kierowana przez Cheriziera oraz GPep, której przewodził Gabriel „Ti Gabriel” Jean-Pierre. Gangsterzy rywalizowali o dominację nad Port-au-Prince w typowej wojnie gangów. „Barbecue” zwietrzył jednak okazję do wspólnej walki przeciwko rządowi. Organizacje zawarły sojusz określany jako viv ansamn. Umożliwiło to rzucenie wyzwania państwu.

Army National Guard / Spc. Agustin Montanez