Ofensywa Cahalu w Strefie Gazy postępuje, jednak nadal mówimy o wczesnej fazie operacji. Wojska izraelskie mają kontrolować 40% miasta Gaza. Jak bumerang wraca natomiast temat zawieszenia broni w Gazie, za czym usilnie optują Stany Zjednoczone. Wczoraj prezydent Donald Trump oświadczył, że Waszyngton jest zaangażowany w „głębokie negocjacje” z przedstawicielami Hamasu, mające na celu wypuszczenie wszystkich pozostających w Gazie zakładników.

Trump w swoim stylu zapowiedział, że w razie odmowy „staną się paskudne rzeczy”, które jednak będą zależały od Izraela. Pojawiła się również marchewka: w czwartkowym poście w serwisie Truth Social prezydent zapewnił, że wypuszczenie zakładników zakończy wojnę, co oznaczałoby akceptację istnienia Hamasu.

Słowa Trumpa zawsze trzeba traktować z rezerwą, ale najprawdopodobniej nie są bez pokrycia. W czwartek 4 września w Paryżu Steve Witkoff rzekomo spotkał się z katarskimi negocjatorami. Stany Zjednoczone miały również stworzyć plan porozumienia. Rozmowy budzą jednak sceptycyzm. Hamas nie został rozgromiony, więc zapewne nadal będzie stawiał warunki. Jednocześnie Binjamin Netanjahu też musiałby cofnąć się ze swoich żądań, co wywołałoby kolejną burzę w koalicji.

Presja na Izrael nie jest jedynie domeną państw europejskich i arabskich, ale również wydarzeń w samej Gazie. Według Trumpa nie jest wykluczone, że kolejni izraelscy zakładnicy zginęli. Miał on słyszeć o śmierci części z nich. Informacja ta nie została jednak potwierdzona przez Jerozolimę. Obecnie, według oficjalnych danych, co najmniej 20 osób z 48 osób nadal żyje, a 26 na pewno nie żyje.

Izrael traci wpływy

Inną ciekawą wypowiedzią Trumpa z ostatnich dni są jego obawy o słabnące wpływy Izraela w amerykańskiej polityce. Według prezydenta Jerozolima miała „utracić całkowitą kontrolę nad Kongresem”. Co ciekawe, według zwolennika hasła „America First!” jest to niepożądane zjawisko.

– Izrael miał najsilniejsze lobby w Kongresie, jakie kiedykolwiek widziałem, ze wszystkich podmiotów, firm, korporacji czy państw – powiedział.

Czasy te miały się skończyć, co najbardziej jest widoczne wśród demokratów i młodszych republikanów. Według Trumpa osłabianie wpływów izraelskich trwa od około piętnastu lat, a kiedyś nie można było zostać poważnym politykiem, krytykując Izrael. Obecne przykłady, między innymi kongresmenki Alexandrii Ocasio-Cortez, pokazują zmianę w tym obszarze. Trump przyznał, że nawet wygrywając wojnę militarnie, Izrael przegrywa ją na polu wizerunkowym.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 63%

O pogarszających się (ale nadal bardzo dobrych) relacjach amerykańsko-izraelskich pisaliśmy już kilkukrotnie. W artykułach na temat wojny w Gazie wspominaliśmy między innymi o spadającym poparciu Izraela wśród amerykańskiego społeczeństwa i zmęczeniu urzędników Białego Domu polityką Benjamina Netanjahu. Również Trump w trakcie kampanii wyborczej 2024 roku wskazywał, że jego polityka wobec Izraela nie zyskuje wystarczającego uznania.

Jeśli natomiast zgodnie ze słowami Trumpa cofniemy się o piętnaście lat, możemy doszukiwać się początku tego procesu w Operacji „Płynny Ołów” z 2008 roku, w której Izrael (podobnie jak Hamas) został oskarżony o całą listę zbrodni wojennych. Do głównych oskarżeń wobec strony izraelskiej należało wykorzystanie żywych tarcz, białego fosforu i odpowiedzialności zbiorowej.

Wypowiedź Trumpa pokazuje również, jak specyficzna jest relacja obu państw. Wpływy lobby proizraelskiego przez część polityków są uznawane za coś pozytywnego. Wynika to zarówno z kultury amerykańskiego protestantyzmu, zimnowojennego myślenia czy znaczenia społeczności żydowskiej w Stanach Zjednoczonych. Spadek, o którym mówi Trump, nie oznacza oczywiście, że relacje Jerozolimy z Waszyngtonem stały się chłodne. Dzisiaj szef sztabu Cahalu Ejal Zamir spotkał się z nowym dowódcą CENTCOM-u admirałem Bradem Cooperem. W trakcie rozmowy zapewne poruszono tematy związane z Iranem, Hezbollahem i Ruchem Huti.

Autonomia Palestyńska w coraz gorszym stanie

Według izraelskich mediów wysoko postawieni funkcjonariusze Szin Betu wyrazili zaniepokojenie sytuacją na terytoriach Zachodniego Brzegu jako zagrażającej przyszłości Autonomii Palestyńskiej. Chodzi przede wszystkim o kwestie gospodarcze, w tym dostęp do usług, bezrobocie, niskie pensje w sektorze publicznym i bezpieczeństwa. Problemy te mogą doprowadzić do wybuchu niezadowolenia i upadku władzy niepopularnego Mahmuda Abbasa.

Problemy palestyńskiego budżetu nasiliły się z powodu decyzji izraelskiego ministra finansów Becalela Smotricza. Radykalny koalicjant Netanjahu wstrzymał wsparcie finansowe z Jerozolimy w tym roku.

Spór Izraela z Autonomią Palestyńską trwał jeszcze przed wojną w związku z polityką Ramallah polegająca na wypłacaniu pieniędzy rodzinom osób zabitych lub aresztowanych przez siły izraelskie. Izrael zaczął zmniejszać przelewy o kwoty przeznaczone na wypłaty rodzinom. W czerwcu władze Autonomii zaprosiły Amerykanów, aby certyfikowali nowy system, mający zastąpić politykę „pay for slay”. Stany Zjednoczone zignorowały ofertę.

Wielu polityków izraelskich patrzy z pożądaniem na terytoria Zachodniego Brzegu, a Izrael na przekór prawu międzynarodowemu nadal wspiera nielegalne osiedla na tym terytorium. Sam Smotricz przedstawił w tym tygodniu plan obejmujący aneksję 82% Zachodniego Brzegu. Oczywiście na ten moment to tylko plany, w dodatku przedstawiciela skrajnego ugrupowania. Bardziej niepokojące jest przegłosowanie uchwały uznającej Zachodni Brzeg za nieodłączną część Izraela. Głosowanie przeszło większością 71 do 13 głosów.

Terytoria Zachodniego Brzegu kontrolowane są przez Al-Fatah (Palestyński Ruch Wyzwolenia Narodowego), ugrupowanie polityczno-zbrojne oficjalne rządzące Autonomią. To właśnie jego przywódcą był Jaser Arafat. Pomimo że władze w Ramallah nie uczestniczą w wojnie, Zachodni Brzeg stał się obszarem ograniczonych walk między grupami palestyńskimi, Cahalem i żydowskimi osadnikami.

Według danych ONZ w atakach i zamieszkach na Zachodnim Brzegu zginęły co najmniej 974 osoby – 930 Palestyńczyków i 44 Izraelczyków. Wśród tych pierwszych 910 osób straciło życie z rąk Cahalu, 13 zostało zabitych przez osadników, a w przypadku siedmiu nie ma jasności, kto bezpośrednio odpowiada za śmierć danej osoby.

x.com/idfonline