Już nie tylko pociski przeciwlotnicze i artyleria okrętowa, nie tylko myśliwce pokładowe i bazowania lądowego, ale także śmigłowce mają na koncie zestrzelenia dronów wypuszczanych przez Hutich. Dowództwo operacji EUNAVFOR „Aspides” poinformowało o zestrzeleniu przez francuski śmigłowiec UAV-a stwarzającego zagrożenie dla żeglugi na Morzu Czerwonym.

Nie ujawniono praktycznie żadnych informacji na temat zestrzelenia, poza tą, iż dokonał go śmigłowiec zaokrętowany na francuskim niszczycielu. Wszystko wskazuje, że był to AS565 Panther – chyba że jest coś, czego nie wiemy o francuskiej obecności wojskowej w tym regionie. Niszczyciel to oczywiście fregata typu FREMM, Languedoc (D 653) lub Alsace (D 656). Jednostki tego typu klasyfikowane są normalnie jako fregaty, ale w Marine nationale noszą numery burtowe zaczynające się od litery „D”, jak destroyer.



Pierwsze kadry filmu pokazują statek, co zapewne ma sugerować, że to właśnie on był celem ataku. Następnie widzimy drona. Proste skrzydła drona i usterzenie motylkowe wskazują, że mamy do czynienia z przedstawicielem rodziny Samad lub Chatif, w amerykańskiej nomenklaturze coraz częściej określanymi jako jednokierunkowe uderzeniowe (OWA) bezzałogowe aparaty latające. Po naszemu są to samoloty pociski. Na filmie nie widać samego momentu zestrzelenia, ale słychać dźwięk, który najpewniej jest odgłosem wystrzałów z pokładowego karabinu maszynowego.

Operacja EUNAVFOR „Aspides” odbywa się pod przewod­nictwem Włoch, a siedzibą dla dowództwa jest grecka Larisa. Dowódcą operacji jest komodor Wasilios Griparis, a bezpośrednim dowódcą komponentu bojo­we­go – kontradmirał Stefano Costantino. Fregata Lanquedoc (jak na ironię reprezentująca wariant ZOP, a nie przeciwlotniczy, typu FREMM) ma już wielo­mie­sięcz­ne doświadczenie w walce z Huti. Pierwsze drony francuski okręt zestrzelił 9 grud­nia ubiegłego roku. Alsace, należąca do podtypu przeciwlotniczego FREMM DA, pojawiła się na Morzu Czerwonym w styczniu. Poniżej film z jej działań przed kilkoma dniami.

Użycie śmigłowców jako swoistych myśliwców antydronowych to kolejny potencjalny sposób na zrównoważenie kluczowej obecnie przewagi małych i tanich UAV-ów w starciu z klasyczną rakietową obroną przeciwlotniczą: dysproporcji cenowej. Pociski przeciwlotnicze Standard, zależnie od wersji, mogą kosztować nawet ponad 4 miliony dolarów. Koszt małego samolotu pocisku zamyka się w kilkudziesięciu tysiącach. Nawet dla bajecznie bogatych sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych długofalowe utrzymanie takiej wymiany jest nierealne.



Do tego dochodzi kwestia zapasu amunicji. Na przykład fregata Languedoc może przenosić szesnaście pocisków przeciwlotniczych Aster 15. Alsace przenosi dwa razy więcej pocisków (i do tego również w wersji Aster 30 o większym zasięgu), a na przykład brytyjski niszczyciel HMS Diamond (D34) – aż czterdzieści osiem. Ale nawet Diamond musiał zawinąć do bazy w Gibraltarze w celu uzupełnienia amunicji. Poprzez oznaczenia na nadbudówce załoga chwaliła się dziewięcioma zestrzeleniami.

Huti są w stanie codziennie wypuszczać po kilka dronów, ale rekordowego dnia – 9 marca – państwa zachodnie strąciły ponad trzydzieści różnego rodzaju celów. W ostatnich dniach rebelianci jakby spuścili z tonu, ale bynajmniej nie zaprzestali ataków na żeglugę. Nie można więc wykluczyć kolejnego ataku z użyciem trzydziestu albo czterdziestu dronów i pocisków balistycznych.

Na ogół nie każdy dron i pocisk musi być zestrzelony; niektóre z tego czy innego powodu nie są w stanie zagrozić żadnej jednostce, więc można im dać zakończyć lot naturalnie w odmętach Morza Czerwonego czy Zatoki Adeńskiej. Ale z drugiej strony nie ma gwarancji, że kolejny duży atak obejmie rozległy obszar. Wręcz przeciwnie – Huti mogą spróbować przeciążyć obronę przeciwlotniczą pojedynczego okrętu. Dlatego też praktycznie każda jednostka biorąca udział w operacjach „Aspides” i „Prosperity Guardian” musi być przygotowana do strącenia dużej liczby celów pojawiających się w krótkich odstępach czasowych, potencjalnie nawet przez kilka dni z rzędu. Rakietowe systemy przeciwlotnicze nie są przystosowane do radzenia sobie z takimi masowymi zagrożeniami.



Praktycznie jedynym rozwiązaniem jest tu artyleria (w co wliczamy tak klasyczną artylerię, jak i artyleryjskie zestawy obrony bezpośredniej). Ale śmigłowce mogą stanowić cenne uzupełnienie, i to na dwa sposoby. Po pierwsze: jak widzieliśmy dzisiaj, mogą zwalczać nieprzyjacielskie drony. Do tego mogą to robić w stosunkowo dużej odległości od okrętu. Pociski Aster 15 mają zasięg około 30 kilometrów, a działo Super Rapid kalibru 76 mili­metrów na niszczycielu Caio Duilio zestrzeliło drona w odległości 11 kilometrów. AS565 Panther, jeśli nie jest obciążony ładunkiem, może dyżurować dwie godziny w odległości około 200 kilometrów od okrętu macierzystego.

Po drugie: śmigłowce mogą być, z braku lepszego określenia, powietrznymi stanowiskami klasyfikacji celów. Jeżeli w niewielkiej odległości od siebie, ale w pobliżu śmigłowca, pojawi się kilka dronów, dzięki obrazowi z kamery będzie można je zidentyfikować wizualnie i ocenić, które – zależnie od typu – stwarzają największe zagrożenie.

Trzeba też pamiętać, że zachodnie okręty nie są tam po to, aby bronić siebie. Ich zadaniem jest obrona żeglugi. Unijna operacja praktykuje zbieranie swoistych minikonwojów, które pokonują Morze Czerwone pod osłoną jednego okrętu. Przez pierwszy miesiąc „Aspides” eskortowano w ten sposób trzydzieści pięć statków. Pojedynczy okręt z oczywistych względów nie może być w dwóch miejscach jednocześnie, ale okręt i śmigłowiec – już tak. W połączeniu ze skutecznymi środkami rozpoznania (którymi koalicja dysponuje, czego dowodzi regularne niszczenie pocisków przed odpaleniem) śmigłowce mogą rozszerzyć strefę ochrony i zapewniać przynajmniej częściową ochronę statkom niemającym eskorty.



W przypadku tanich, wolno latających UAV-ów dodatkową zaletą śmigłowca jest to, iż jest on w stanie dorównać celowi prędkością. Dorównać, rzecz jasna, w dół, a nie w górę. Dla nowoczesnego samolotu bojowego wiele dronów to cele zbyt małe i zbyt wolne. W ostatnich latach przekonali się o tym zwłaszcza Saudyjczycy, którzy do niszczenia dronów Hutich musieli zacząć używać kosztownych pocisków AIM-120 AMRAAM.

Wiadomo, że swoje śmigłowce bojowe AH-64 Apache do obrony przed bezzałogowcami wykorzystuje Singapur, zaś izraelskie maszyny tego typu mają na koncie co najmniej jedno potwierdzone zestrzelenie drona. Takie użycie śmigłowców prawdopodobnie ćwiczyły już Chiny, a można założyć w ciemno, że wiele innych państw, jeśli jeszcze nie zaczęły stosować tej koncepcji w praktyce, to przynajmniej nad nią myślą.

US Navy / Quarter Master 1st Class (SW) David J. Conrad