Do debaty o stosunkach między­naro­do­wych wrócił temat Falklandów. Według niepotwier­dzo­nych informacji podanych przez Reutersa Amerykanie w wewnętrznej korespondencji analizują różne pomysły na ukaranie sojuszników za odmowę udzielenia pomocy w konfrontacji z Iranem. Na pierwszy plan wybiły się przede wszystkim dwie amerykańskie propozycje: zawieszenie lub usunięcie Hiszpanii z NATO (co jest prawnie niemożliwe) oraz słabo zawoalowana sugestia, że Stany Zjednoczone mogą poprzeć żądania Argentyny w kwestii przynależności Falklandów.

Dla pełnego obrazu sytuacji dobrze byłoby najpierw choćby pokrótce przedstawić historię sporu o Falklandy/Malwiny. Nie ma pewności co do odkrycia i pierwszych osadników na położonych na południowym Atlantyku Falklandach. W zależności od tego, kogo spytamy, możemy otrzymać odpowiedź, że pierwszymi odkrywcami wysp byli: Ferdynand Magellan, Amerigo Vespucci, John Davis, John Strong (którego oficjalnie uznaje kartografia anglosaska i który nadał wyspom nazwę Falklandy od ówczesnego skarbnika Admiralicji, lorda Falklanda), Sebald van Weert czy niezidentyfikowani bliżej Francuzi, którzy nazwali je Îles Malouines, skąd później wzięła się nazwa Malwiny (Islas Malvinas).

W epoce kolonialnej wyspy wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk i były pod kontrolą kolejno: Brytyjczyków, Francuzów, Hiszpanów, Zjednoczonych Prowincji La Platy (Argentyny), aż w końcu w roku 1833 archipelag ponownie znalazł się pod kontrolą Brytyjczyków, którzy w 1908 roku uregulowali jego status prawny, tworząc terytorium zależne.

Stan ten trwa aż do dzisiaj, z krótką przerwą, kiedy w 1982 roku Argentyna podjęła próbę siłowego zajęcia wysp, co spotkało się ze zdecydowaną reakcją Wielkiej Brytanii i w konsekwencji doprowadziło do wojny między oboma krajami.

HMS Invincible wraca do kraju po wojnie.
(Royal Navy)

Brytyjczycy wojnę wygrali, ale nie spowodowało to wycofania argentyńskich roszczeń do archipelagu. Swoją argumentację opierają na tym, że gdy Hiszpania wycofała się z Falklandów, przeszły one pod kontrolę Zjednoczonych Prowincji La Platy, których następcą jest Argentyna. Od zakończenia wojny Argentyńczycy co pewien czas podnoszą zagadnienie przynależności Falklandów na arenie międzynarodowej.

Warto przy tym zauważyć, że Brytyjczycy nie trzymają Falklandów na siłę, wbrew woli mieszkań­ców. Przeciwnie – zorganizowane w 2013 roku referendum wykazało, że 99,8% głosują­cych chce pozostać przy Wielkiej Brytanii. W liczbach bez­względ­nych wynik wynosił 1513 do 3. Frekwencja sięgnęła ponad 90% uprawnionych do głoso­wania. Tak więc Brytyjczycy powo­łują się nie tylko na prawa historyczne, ale przede wszystkim na prawo do samostanowienia ludności. Argentyna odrzuca wynik referendum, argumentując, że głosowanie przez ludzi, którzy zostali tam przesied­leni przez rzekomego okupanta nie ma żadnego znaczenia.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 63%

– Dzisiaj Malwiny są bardziej argentyńskie niż kiedykolwiek – stwierdziła wiceprezydentka Argentyny Victoria Villarruel. – Dyskusja dotycząca przynależności wysp toczy się między państwami, dlatego Wielka Brytania musi negocjować bezpośrednio z Argentyną. Mieszkańcy wysp są Anglikami żyjącymi na terytorium Argentyny i dlatego nie są częścią dyskusji. Jeśli czują się Anglikami, powinni udać się tysiące mil stąd, do swojego kraju.

USA nigdy do końca nie określiły swojego stanowiska w kwestii archipelagu. Poprzednie administracje uznawały brytyjską zwierzchność de facto, ale nie zajęły stanowiska odnośnie do przynależności wysp de iure. Niemniej, w godzinie największej próby, w czasie wojny w 1982 roku, Amerykanie udzielili Wielkiej Brytanii pomocy w wojnie z Argentyną. Między innymi zgodzili się na użycie bazy Wideawake na Wyspie Wniebowstąpienia, a także szybko dostarczyli pociski powietrze–powietrze AIM-9L, które odegrały ważną rolę w wywalczeniu przez Brytyjczyków przewagi powietrznej nad wyspami.

Lipiec 1982 roku, tuż po wojnie. HMS Hermes na pierwszym planie – wracający do kraju. Przez chwilę towarzyszy mu HMS Illustrious, który kierował się na południe, aby zabezpieczać Falklandy.
(Rosedale7175)

Jednak gdy chodzi o ich interes, Amerykanie potrafią być brutalni nawet dla teoretycznie najbliższego sojusznika. Tak stało się na przykład przy okazji sprzedaży do Argentyny używanych duńskich F-16. Po zakończeniu wojny o Falklandy Brytyjczycy nałożyli na Argentynę własne embargo na dostawy uzbrojenia, zwłaszcza takiego, które mogłoby zostać wykorzystane do ponownego zagrożenia wyspom. Skutecznie udało się im zablokować sprzedaż Argentynie Gripenów i FA-50. Było to możliwe, ponieważ oba samoloty mają w sobie części produkcji brytyjskiej.

Z F-16 sprawa wyglądała inaczej, gdyż są to samoloty całkowicie amerykańskie. Mimo to Brytyj­czycy liczyli, że USA się z nimi skonsultują. Jednak Waszyngton przy okazji kilku spotkań dał jasno do zrozumienia, że w tej kwestii Brytyjczycy nie mają nic do powiedzenia i transakcja dojdzie do skutku. Ameryka­nom zależało na sprzedaży F-16 do Argentyny, ponieważ istniało ryzyko, że w przeciwnym wypadku to południowoamerykańskie państwo zwróci się o samoloty do Chin. Waszyngton nie chciał pozwolić na zdobycie przez Chiny wojskowego i gospodarczego przyczółka w Ameryce.

Przedstawiciele amerykańskiego rządu nie komentują oficjalnie prawdziwości doniesień Reutersa. Rzecznik Departamentu Obrony powiedział jedynie, że prezydent ma mocne argumenty, by sprawić, żeby sojusznicy nie byli jedynie papierowym tygrysem, ale też robili, co do nich należy. Przywołał przy tym słowa Donalda Trumpa, że sojusznicy nie stanęli u boku USA mimo wszystkiego, co USA zrobiły dla NATO.

Brytyjczycy podeszli do doniesień medialnych z powagą.

– W przeszłości mieszkańcy Falklandów ogromną większością zagłosowali za pozostaniem brytyjskim terytorium zamorskim, a my zawsze popieraliśmy ich prawo do samostanowienia – stwierdził rzecznik rządu brytyjskiego. – Stanowisko rządu w tej sprawie nie może być bardziej jasne, suwerenność należy do Wielkiej Brytanii. Jasno i konsekwentnie prezentowaliśmy to stanowisko kolejnym rządom amerykańskim i nic tego nie zmieni.

Podobne jest stanowisko całej brytyjskiej sceny politycznej. Przedstawiciel rządu Falklandów powiedział, że pokłada pełne zaufanie w brytyjskim rządzie, który zobowiązał się do obrony prawa mieszkańców do samostanowienia. Liderka Partii konserwatywnej, Kemi Badenoch, nazwała amerykańskie groźby kompletnym nonsensem. Nigel Farage powiedział, że nie ma o czym rozmawiać i nie ma możliwości powrotu do debaty o przynależności wysp. Lider liberalnych demokratów, sir Ed Davey, wzywał nawet do odwołania wizyty króla Karola III w USA, do czego, jak wiemy, nie doszło.

Brytyjscy politycy generalnie są coraz bardziej sceptyczni co do swojego najlepszego sojusznika. Sir Christian Turner, brytyjski ambasador w Waszyngtonie, w lutym w czasie spotkania ze studentami zakwestionował nawet słynne specjalne relacje łączące oba kraje.

– Sądzę, że jest chyba tylko jeden kraj mający specjalne relacje z USA, i jest to prawdopodobnie Izrael – powiedział Turner w czasie nieoficjalnej, ale nagranej rozmowy ze studentami. – Są rzeczy, które robimy wspólnie, których nie robią żadne dwa inne państwa na świecie, ale z pewnością jesteśmy w końcu ery i czasy się zmieniają. Jako Europa nie możemy polegać wyłącznie na amerykańskim parasolu. Więc nasze specjalne relacje, jeśli chcecie je tak nazywać, będą kontynuowane, ale uważam, że się zmienią.

Reakcje brytyjskich polityków na ujawnienie tej wypowiedzi dotyczą raczej tego, że ambasador nie powinien tak mówić, a przynajmniej nie dać się nagrać, a nie tego, że nie mówi prawdy. Rzecznik rządu ograniczył się do poinformowania, że są to prywatne opinie ambasadora i nie wyrażają one stanowiska rządu.

Kryzys w specjalnych relacjach brytyjsko-amerykańskich jest dostrzegany powszechnie wśród brytyjskiej klasy politycznej. Sam termin „specjalne relacje” odnosi się do bardzo ścisłej współpracy wojskowej i wywiadowczej obu krajów, szczególnie w obszarze broni jądrowej. Wielka Brytania jest jedynym państwem, z którym Amerykanie podzielili się tajemnicami jądrowymi, w tym projektami głowic jądrowych. Niektóre głowice obu państw są ze sobą kompatybilne, Brytyjczycy używają amerykańskich pocisków Trident II, a oba państwa prowadzą wspólne badania jądrowe czy serwis głowic. Jednocześnie w Wielkiej Brytanii trwa dyskusja, co się stanie z tamtejszym arsenałem jądrowym w wypadku zerwania przyjaznych stosunków z USA. Niedługo opublikujemy szerszy artykuł na ten temat.

HMS Prince of Wales (na pierwszym planie) i HMS Queen Elizabeth idą po raz pierwszy w jednej formacji, maj 2021 roku.
(POPhot Jay Allen, UK MOD © Crown copyright 2021)

Na koniec warto zauważyć, że – mimo pozyskania F-16 – w przewidywalnej przyszłości Argentyna nie będzie w stanie zbrojnie zagrozić Falklandom. Na archipelagu stale stacjonuje kontyngent czterech myśliwców Typhoon, które w razie potrzeby może zostać wzmocniony kolejnymi maszynami. Dysponując flotą kilkunastu latających cystern Royal Air Force mogą szybko wysłać tam dodatkowe samoloty.

Ponadto, chociaż Royal Navy jest znacznie słabsza niż w 1982 roku, dysponuje dwoma lotniskowcami z myśliwcami F-35, a także myśliwskimi okrętami podwodnymi z napędem jądrowym. Do tego cały kontyngent wojsk brytyjskich stacjonujący na Falklandach jest znacznie silniejszy niż w 1982 roku i dysponuje między innymi systemem przeciwlotniczym Sky Sabre uzbrojonym w pociski CAMM. Argentyna nie ma ani odpowiednio silnej marynarki wojennej ani lotnictwa wsparcia (transportowce, latające cysterny itp.) aby przeprowadzić skuteczną inwazję i bronić wysp przed brytyjskim kontratakiem.

Sgt Rob Travis / MoD / Crown copyright 2018