Prawdopodobnie po raz pierwszy od rozpoczęcia wojny z Iranem US Air Force straciło samolot nad terytorium nieprzyjaciela. F-15E Strike Eagle prawdopodobnie został zestrzelony. Okoliczności wciąż są niejasne, ale źródła, na które powołuje się między innymi Reuters, mówią o takiej właśnie przyczynie. Trwa operacja poszukiwawczo-ratownicza, los dwuosobowej załogi pozostaje nieznany.

Irańskie media opublikowały już zdjęcia szczątków samolotu. Tamtejsi dziennikarze podają wprawdzie, że jest to wrak F-35, ale na zdjęciach łatwo zidentyfikować elementy F-15E – maszyny należącej do 494. Eskadry Myśliwskiej z RAF Lakenheath. Jako że odnaleziono jeden fotel wyrzucany, media podają, że co najmniej jeden lotnik na pewno zdołał się katapultować. Do incydentu doszło prawdopodobnie na terenie ostanu Kohgiluje wa Bujerahmad w południowo-zachodnim Iranie.

Lotników szukają obie strony. Irańskie władze zaoferowały nagrodę wynoszącą, w równowartości, około 60 tysięcy dolarów za doprowadzenie do pojmania choć jednego Amerykanina. Dla reżimu w Teheranie taki jeniec byłby cenną kartą przetargową, dla trumpistów – upokorzeniem. W apelu podkreślono, że Amerykanie mają być doprowadzeni żywi i że nie wolno ich w żaden sposób maltretować. Nieoficjalne doniesienia mówią, że tysiące cywilów zaangażowało się w poszukiwania, wielu używa prywatnych samochodów.

Amerykanie, jak zwykle, zmobilizowali maksymalne siły, zgodnie z procedurami wypracowanymi jeszcze w czasie wojny wietnamskiej. O tym, jaką wagę przywiązują Amerykanie do tej kwestii, dobrze świadczy poniższy film wykonany przez cywila w irańskim Chuzestanie. Widzimy tu samolot HC-130J Combat King II przekazujący paliwo śmigłowcom MH-60G Pave Hawk.

Oba typy to wyspecjalizowane maszyny do działań CSAR. Zdumiewające jest to, że wykonują tak newralgiczną operację jak tankowanie w powietrzu nad terytorium przeciwnika. Wystarczyłby jeden żołnierz z naramienną wyrzutnią pocisków przeciwlotniczych, albo nawet działko kalibru 23 milimetry z kompetentną obsadą, aby zadać Amerykanom wyjątkowo bolesny cios. To zresztą też lekcja z Wietnamu: siły ratownicze stanowią smakowity cel, przeciwnik aktywnie na nie poluje, dlatego muszą równoważyć własne bezpieczeństwo z pośpiechem i skutecznością w poszukiwaniu zestrzelonych lotników. Tu wskazówka bez dwóch zdań wychyla się w stronę pośpiechu.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Rzecz jasna, zespół ratowniczy (rescue package, jak powiedzieliby Amerykanie) nie lata sam, ale zawsze ze wsparciem samolotów uderzeniowych i myśliwskich. Podstawowym zadaniem tych pierwszych jest obezwładnianie obrony przeciwlotniczej. Do dzisiejszej operacji zaangażowano samoloty bliskiego wsparcia A-10C Thunderbolt II i drony MQ-9 Reaper.

Irańska agencja prasowa Tasnim zdążyła już poinformować, że amerykańska akcja ratownicza zakończyła się klęską, ale komunikat wciąż uparcie mówi o F-35, a nie F-15, i tylko o jednym członku załogi. Informację tę należy wobec tego traktować ze sporą dozą sceptycyzmu.

To pierwszy przypadek zestrzelenia amerykańskiego samolotu przez Irańczyków, ale oczywiście nie pierwszy w ogóle. Na samym początku wojny aż trzy F-15E zostały strącone przez kuwejckiego Horneta w okolicznościach, które wciąż budzą zdumienie i doczekały się zdecydowanie większej liczby pytań niż odpowiedzi.

19 marca amerykański F-35A został uszkodzony nad Iranem, a pilot doznał niegroźnych obrażeń od odłamków. Tydzień później Irańczykom prawie udało się upolować Super Horneta za pomocą przenośnej wyrzutni pocisków rakietowych. Jak widać, chociaż irańskie wojska lotnicze zostały de facto zneutralizowane, irańska obrona przeciwlotnicza, nawet jeśli zdziesiątkowana, wciąż funkcjonuje.

Aktualizacja (18.20): Jak dowiedzieli się dziennikarze CBS, jeden z członków załogi został odnaleziony i ewakuowany.

Aktualizacja (22.35): Amerykanie stracili kolejny samolot. Tym razem ofiarą irańskiej obrony przeciwlotniczej padł A-10 Thunderbolt II. Według źródeł The Washington Post pilot zdołał doprowadzić ciężko uszkodzoną maszynę do kuwejckiej przestrzeni powietrznej i tam się katapultował. Wciąż trwają poszukiwania drugiego lotnika z zestrzelonego wcześniej F-15E. Poza tym dwa śmigłowce Black Hawk – co należy rozumieć jako ratownicze MH-60G Pave Hawki wykonujące zadanie CSAR – zostały uszkodzone przez ostrzał z ziemi, a część ich załóg doznała obrażeń.

Z dostępnych informacji wynika, że pechowy Warthog nie uczestniczył w zabez­pie­cza­niu operacji poszukiwawczej, gdyż został strącony mniej więcej w tym samym czasie co F-15E.

Aktualizacja (01.10): W internecie, nawet w niektórych renomowanych serwisach, krąży poniższe nagranie mające jakoby przedstawiać zestrzelenie A-10. Tyle że to nie jest A-10. To jest MQ-9 Reaper (lub jakaś konstrukcja z tej rodziny). Amerykanie stracili w tej wojnie już kilka maszyn tego typu.

Aktualizacja (01.45): Pojawiło się zdjęcie przedstawiające A-10 z uszkodzonym sterem kierunku. Czy jest autentyczne? Nie wiadomo. Poza tym uszczknięcie takiego drobnego kawałka nie spowodowałoby utraty słynącego z odporności Warthoga, chyba że maszyna doznała jeszcze jakichś innych, niewidocznych tu uszkodzeń. Ale jeśli zdjęcie jest autentyczne, mamy tu raczej do czynienia z innym A-10, lekko i niegroźnie uszkodzonym.

Tymczasem krążą sprzeczne informacje o tym zestrzelonym. Część źródeł, jak The Washington Post, mówi, że rozbił się w Kuwejcie. Inne mówią, że w wodach cieśniny Ormuz.

US Air Force / Senior Airman Jonah Bliss