Amerykańskie Dowództwo Centralne poinformowało o utracie latającej cysterny Boeing KC-135 Stratotanker uczestniczącej w operacji „Epic Fury”. Jak wynika z komunikatu, doszło do zderzenia dwu samolotów, z których jeden rozbił się gdzieś w zachodnim Iraku, a drugi wylądował bezpiecznie. Podkreślono też, że był to wypadek, a nie efekt działań bojowych.

Wprawdzie nie podano oficjalnie, że drugim samolotem w tym incydencie również był KC-135, istnieje kluczowy dowód, który na to wskazuje. W internecie pojawiło się zdjęcie maszyny tego typu, która wylądowała w izraelskim porcie lotniczym imienia Dawida Ben Guriona i której statecznik pionowy jest poważnie uszkodzony.

Samolot, który wylądował w Izraelu, reprezentuje wariant RT-135, zdolny nie tylko do tankowania innych samolotów, ale też do bycia tankowanym. To, wraz z charakterem uszkodzeń, sugeruje, że doszło do zderzenia podczas tankowania, kiedy samolot opuszczający strefę dyżurowania oddawał nadmiar paliwa maszynie przejmującej dyżur.

Według Reutersa na pokładzie rozbitej maszyny znajdowało się sześć osób. Jeśli drugi Stratotanker rozbił się, a nie lądował awaryjnie, szanse na ocalenie kogokolwiek są zerowe. Załogi Stratotankerów nie otrzymują spadochronów. Usunięto je z wyposażenia już blisko 20 lat temu w ramach programu mającego obniżyć ich masę, ale prawda jest też taka, że opuszczenie walącego się ku ziemi samolotu byłoby skrajnie trudne.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

To czwarty samolot utracony przez amerykańskie siły zbrojne w toku „Epic Fury” po trzech F-15E strąconych (we wciąż tajemniczych okolicznościach) przez kuwejckiego Horneta. Zarazem to pierwszy przypadek utraty KC-135 w warunkach bojowych od maja 2013 roku. Wówczas w Kirgistanie rozbił się samolot tego typu zabezpieczający działania nad Afganistanem. Zginęły trzy osoby.

O tym, jak delikatna jest operacja tankowania dużego samolotu, przypomina to słynne nagranie. To akurat NATO-wski E-3 Sentry, ale zasada jest ta sama. Tymczasem flota latających cystern US Air Force jest i tak obciążona ponad normę i lotnicy muszą latać w czasie, kiedy powinni odpoczywać (co oczywiście mogło się przyczynić do tego wypadku). A teraz jeszcze zabraknie dwóch maszyn.

Aktualizacja (16.25): CENTCOM potwierdził nieuniknione: cała sześcioosobowa załoga latającej cysterny straciła życie. Trwa dochodzenie w sprawie przyczyn wypadku. Wyklarowała się także kwestia samolotu o numerze 63-8017, który wylądował w Izraelu. Zamieszanie w publicznie dostępnych bazach danych sprawiło, że egzemplarz ten został zidentyfikowany (także przez nas) jako KC-135 w konfiguracji zdolnej do odbierania paliwa w powietrzu. Nie znamy jednak numeru rozbitej maszyny. Scenariusz tankowania między dwoma KC-135 pozostaje więc możliwy, ale niepotwierdzony.

KC-747

Pozostając w temacie latających cystern, odnotujmy, że 7 marca Izraelczycy zniszczyli w Mehrabadzie KC-747. Mówimy bowiem o jedynym na świecie Jumbo Jecie skonfigurowanym do roli samolotu tankowania powietrz­nego i najstarszym wciąż latającym samolocie z tej rodziny. W przeszło­ści były wprawdzie dwa, ale jeden już dawno został doszczętnie skani­ba­lizowany. O prawdopodobnym zniszczeniu tej maszyny słyszeliśmy już wcześniej, ale teraz dostaliśmy jednoznaczny dowód.

Sankcje

Stany Zjednoczone tymczasowo zniosły sankcje nałożone na dostawy rosyjskiej ropy. Ma to uspokoić rynki i spowolnić gwałtowny wzrost cen ropy. Iran już wcześniej groził, że wywinduje ceny ropy do poziomu 200 dolarów za baryłkę. Aby przeciwdziałać temu zagrożeniu, 32 państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej zgodziły się sięgnąć po 400 milionów baryłek ropy ze swoich rezerw, ale pomogło to tylko na chwilę. Po krótkotrwałym spadku cena znów zbliża się do 100 dolarów za baryłkę.

Licencja wydana przez amerykański Departament Skarbu pozwala Rosji rozpocząć sprzedaż około 128 milionów baryłek ropy naftowej, która została już załadowana na zbiornikowce objęte wcześniej sankcjami. Licencja wygasa po 30 dniach. Sekretarz skarbu Scott Bessent oświadczył, że sprzedaż tej ropy „nie przyniesie znaczących korzyści finansowych rosyjskiemu rządowi, który większość dochodów z energii czerpie z podatków pobieranych w miejscu wydobycia”.

Już wcześniej administracja Trumpa udzieliła 30-dniowego pozwolenia na zakup rosyjskiej ropy przez Indie. Nowa licencja dopuszcza sprzedaż na całym świecie. Dzięki tej decyzji Władimir Putin stał się jednym z tych polityków, którzy czerpią największe korzyści z amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem. Sankcje na rosyjską ropę naftową zostały nałożono w następstwie inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Skorzystać może, paradoksalnie, także Iran. Tamtejszy rząd i Pasdarani prawdopodobnie są właścicielami wielu zbiornikowców tworzących „flotę cieni”.

– To tylko podkreśla, że ​​Rosja jest największym zwycięzcą tego konfliktu – powiedział Brett Erickson, dyrektor zarządzający firmy konsultingowej Obsidian Risk Advisors, cytowany przez The Washington Post. – To pokazuje, że tak naprawdę nie byliśmy przygotowani do tej wojny. Nie doceniliśmy tego, jak daleko Irańczycy są gotowi się posunąć w cieśninie Ormuz.

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że Rosja dostarcza Teheranowi informacje o potencjalnych celach dla irańskich pocisków balistycznych i dronów. Pakiety danych obejmują także informacje o położeniu okrętów i miejscach rozmieszczenia samolotów.

Korea

Amerykanie zabrali na Bliski Wschód pociski z baterii systemu przeciwrakietowego THAAD rozmieszczonej w pobliżu wsi Seongju w centralnej części Korei Południowej, opodal Daegu. O tym, że wycofanie elementów baterii jest poważnie rozważane, słyszeliśmy już wiele dni temu, ale teraz w sieci pojawiło się nagranie pokazujące najprawdopodobniej wyjazd wyrzutni pod osłoną nocy.

Sprawa nie jest jednak aż tak poważna, jak alarmują niektóre media. Stanowisko baterii nie zostało zdemontowane, a radiolokator – jej mózg i serce – pozostał na miejscu. Amerykanie zabrali jedynie sześć wyrzutni, i to nie dla samych wyrzutni, ale dla drzemiących w ich wnętrzu pocisków, po prostu dlatego, że muszą uzupełnić zapasy amunicji zużytej do zabezpieczania bliskowschodnich sojuszników. Pociski wyładowano z wyrzutni w bazie lotniczej Osan, a same wyrzutnie, już puste, wróciły na miejsce.

Niemniej w Korei wybuchła mała afera. Dziesięć lat temu sprowadzenie THAAD-a do Seongju wzbudziło ogromne kontrowersje. Mieszkańcy tej okolicy protestowali w obawie, iż ich domy staną się celem dla pocisków rakietowych z Północy. Władze w Seulu przekonywały, że THAAD to najlepszy sposób na obronę kraju przed tym zagrożeniem. Wycofanie elementów systemu THAAD z Korei wywołało pytania o zaangażowanie Donalda Trumpa w bezpieczeństwo Korei Południowej – najważniejszego sojusznika USA w Azji Wschodniej, obok Japonii.

Problemy Forda

Załoga lotniskowca USS Gerald R. Ford (CVN 78), przebywającego obecnie na Morzu Czerwonym, ma powody do narzekania. Najpewniej spędzi w morzu minimum 300 dni i ustanowi nowy rekord epoki po wojnie wietnamskiej.

Okręt wyszedł z portu wojennego Norfolk w stanie Wirginia 24 czerwca ubiegłego roku. Po kilku miesiącach w Europie w październiku ubiegłego roku odwołano go na zachodnią półkulę. Wkrótce wziął tam udział w operacji „Absolute Resolve”, zakończonej pojmaniem Nicolása Maduro. Od tego czasu Ford przebywał na Karaibach. W lutym ruszył z powrotem na naszą stronę Atlantyku.

Trzy tygodnie temu pisaliśmy, że Ford odnotował problemy z systemem kanalizacyjnym. Wąskie rury na okręcie są zatykane, co wiąże się z częstymi awariami w ponad 600 ubikacjach na pokładzie. Utrudnienia te były odnotowywane już wcześniej, ale zaczęły się nasilać. Jednostka boryka się też z awariami innych systemów takich jak katapulty elektromagnetyczne czy sensory.

Jakby tego wszystkiego było mało, wczoraj wybuchł pożar w głównej pralni okrętu. W oświadczeniu CENTCOM-u podkreślono, że „przyczyna pożaru nie była związana z działaniami bojowymi”, a sytuacja została opanowana. Dwóch marynarzy doznało obrażeń niezagrażających życiu.

US Air Force / Staff Sgt. Jerry Fleshman