Jednym z tematów rozpalających amerykańskie siły powietrzne jest kwestia przyszłości samolotów wczesnego ostrzegania i dowodzenia. Dotychczasowe E-3 Sentry wymagają pilnego zastąpienia, a dyskusja toczy się wokół tego, jak to zrobić. Jedni chcą, do czasu wdrożenia kosmicznego systemu rozpoznania powietrznego (Air Moving Target Indicator), wprowadzić rozwiązanie pomostowe w postaci E-7 Wedgetaila, inni woleliby tańsze E-2 Hawkeye’e. Z kolej jeszcze inni wskazują, że satelity i E-7 powinny funkcjonować równolegle. A wszystkiemu przygląda się NATO, które stoi przed podobnymi dylematami.
W serwisie Breaking Defence swoimi przemyśleniami na ten temat podzielił się podpułkownik Grant Georgulis, zajmujący się zarządzaniem powietrznym polem bitwy w ramach północnoamerykańskiego dowództwa obrony powietrznej NORAD i dowództwa północnego US Air Force. Według niego krótkoterminowo trzeba jak najbardziej przyspieszyć dostawy E-7 dla sił powietrznych, a docelowo stworzyć warstwowy system kontroli przestrzeni powietrznej, w którym satelity i samoloty wczesnego ostrzegania funkcjonowałyby równolegle i wzajemnie się uzupełniały.
Podpułkownik Georgulis przede wszystkim wskazuje na niezrozumienie przez wielu istoty kierowania powietrznym polem bitwy. W jego opinii w toczącej się dyskusji następuje zbyt duże uproszczenie i sprowadzenie roli samolotów wczesnego ostrzegania i dowodzenia do umiejscowionego wysoko radaru wykrywającego cele na obszarze dziesiątek tysięcy kilometrów kwadratowych. Tym w rzeczywistości będzie właśnie kosmiczny Air Moving Target Indicator i w takiej roli rzeczywiście satelity mogą pewnego dnia zastąpić samoloty.
Jednak o znaczeniu samolotów wczesnego ostrzegania i dowodzenia stanowią pracujący na pokładzie kontrolerzy naprowadzania. Podpułkownik Georgulis wskazuje, że o ile obiekty w przestrzeni powietrznej może wykrywać właściwie dowolne urządzenie, o tyle walką kierują ludzie potrafiący zaplanować misje, naprowadzający myśliwce i zarządzający dekonfliktacją. Dysponowanie surowymi danymi nie oferuje znacznej przewagi. Trzeba je jeszcze odpowiednio zinterpretować, wpasować w zamierzenia dowódców i w czasie rzeczywistym kierować zasobami.
Pułkownik przywołuje tu przykład „Pustynnej Burzy”, gdy za trzydzieści osiem spośród czterdziestu jeden zestrzeleń irackich samolotów odpowiadały myśliwce naprowadzane przez kontrolerów z E-3. Podobnie w czasie bitwy o Wielką Brytanię same radary Home Chain na niewiele by się przydały, gdyby nie kontrolerzy potrafiący wykorzystać te dane do naprowadzania brytyjskich eskadr na bombowce Luftwaffe.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Ponadto autor argumentuje, dlaczego nie można anulować E-7 na rzecz E-2. Jest to powtórzenie argumentów, które już przytaczaliśmy. E-2D Hawkeye to co prawda maszyna o równie zaawansowanym radarze jak E-7, ale ogólnie mniejszych możliwościach pod względem zasięgu, wysokości lotu czy zdolności do równoległego kierowania kilkoma grupami samolotów. A do tego wywodząca się z marynarki wojennej, a przez to niekompatybilna z całym systemem logistycznym US Air Force. E-2D nie jest w stanie zapewnić kontroli przestrzeni powietrznej na całym teatrze działań, bo został zaprojektowany w innym celu. Do tego E-7 dysponuje pewnymi zdolnościami rozpoznawczymi wykraczającymi poza monitorowanie przestrzeni powietrznej, których E-2D nie ma.
Jeśli zaś chodzi o satelity rozpoznawcze, Georgulis wskazuje na ograniczenia domeny kosmicznej. Satelity kosmicznego systemu AMTI mogą być oślepione laserem, zniszczone wyspecjalizowaną bronią antysatelitarną, cyberatakiem lub w wyniku kosmicznej eksplozji jądrowej. Tym samym poleganie jedynie na kosmicznym systemie rozpoznania może pozbawić Amerykanów dostępu do danych w czasie rzeczywistym w kluczowym momencie wojny. Nie całkowicie, bo posiadając konstelację kilkudziesięciu lub kilkuset satelitów i ewentualnie zapasowe na Ziemi w gotowości do startu, te zniszczone można względnie szybko uzupełnić. Ale nie można wykluczać zsynchronizowanego ataku na satelity, który „oślepi” amerykańskie lotnictwo na kluczowe kilkadziesiąt minut ataku na Ziemi.
Stąd konieczność posiadania warstwowego systemu rozpoznania powietrznego łączącego sensory satelitarne, lotnicze i naziemne w postaci centrów kontroli i raportowania wyposażonych w radary AN/TPY-4. Taka struktura pozwoli wykorzystać zalety obejmujące stałą obecność satelitów nad danym obszarem z elastycznością E-7 z kontrolerami na pokładzie i wspierane naziemnymi stanowiskami zapasowymi. W konkluzji autor stwierdza, że w okresie narastającego napięcia międzynarodowego amerykańskie siły powietrzne nie mogą sobie pozwolić na pokładanie wszystkich nadziei w niesprawdzonym systemie kosmicznym, który może być niedostępny jeszcze przez wiele lat. Dlatego powinno się jak najszybciej wdrożyć E-7.
W związku z dyskusją prowadzoną w Stanach Zjednoczonych także NATO zaczęło ponownie rozważać swoją decyzję o wyborze E-7A na następcę E-3. W listopadzie 2023 roku agencja NSPA (NATO Support and Procurement Agency), zajmująca się zamówieniami wojskowymi na rzecz Sojuszu Północnoatlantyckiego, ogłosiła, że zwycięzcą konkursu na nowy samolot wczesnego ostrzegania i kontroli został E-7A Wedgetail. Planowane jest zamówienie czternastu samolotów, z których pierwszy ma być gotowy do służby operacyjnej w 2031 roku.
Chociaż samoloty będą należały do NATO, ich zakup będzie finansowany z budżetów poszczególnych państw. Na razie do programu Initial Alliance Future Surveillance and Control (iAFSC) zapisało się osiem krajów: Belgia, Dania, Niemcy, Luksemburg, Holandia, Norwegia, Rumunia i Stany Zjednoczone. W kontekście ostatnich wydarzeń dla NATO kluczowym aspektem staje się to, czy ewentualne anulowanie zakupu E-7 dla US Air Force przełoży się na wycofanie Amerykanów z programu iAFSC. Jeśliby się tak stało, oznaczałoby to zakup mniejszej liczby samolotów, co poskutkowałoby wyższą ceną jednostkową. Alternatywnie, przy zachowaniu tej samej liczby maszyn, każdy kraj musiałby wyłożyć więcej pieniędzy.
W takim wypadku europejskie państwa NATO mogłyby rozglądać się za rozwiązaniem konkurencyjnym wobec E-7 – najlepiej pochodzącym z europejskiego przemysłu. W takim wypadku oczywistym rozwiązaniem mógłby być Saab GlobalEye, który był już oferowany NATO, ale przegrał z E-7. W Europie samoloty tego typu zostały już zamówione przez Szwecję i wybrane przez Francję.
Pod koniec września agencja NSPA ma dokonać przeglądu programu, który będzie zawierał między innymi podział kosztów pomiędzy poszczególnych jego uczestników. Wtedy też zostaną przedstawione dostępne opcje. A jedną z prawdopodobnych jest przyjęcie postawy wyczekującej na to, jakie ostatecznie będą losy E-7 w Stanach Zjednoczonych po głosowaniach Kongresu nad budżetem obronnym.


