Duński sztab generalny przedłożył resortowi obrony rekomendację rezygnacji z modernizacji trzech fregat rakietowych typu Iver Huitfeldt. Decyzja ta wynika z bardzo wysokich kosztów modernizacji i problemów technicznych, które razem czynią inwestycję nieopłacalną. Zamiast tego uznano za bardziej perspektywiczne skoncentrowanie się na pozyskaniu fregat rakietowych nowej generacji. Ale zarzucenie modernizacji nie oznacza definitywnego końca Huitfeldtów.
W duńskiej marynarce wojennej służą trzy okręty tego typu: Iver Huitfeldt (zwodowany w marcu 2010 roku) oraz Peter Willemoes i Niels Juel (obie zwodowane w grudniu 2010 roku). Fregaty zaprojektowano na bazie doświadczeń z typem Absalon. O ile Absalony stanowią realizację ciekawej wizji okrętu wielozadaniowego, o tyle trójkę Huitfeldów opisuje się w ojczyźnie jako luftforsvarsfregatter – fregaty obrony przeciwlotniczej. Ich zasadnicze uzbrojenie stanowi 32‑komorowa wyrzutnia pionowa Mk. 41 VLS z pociskami SM-2 Block IIIA, dwa pakiety wyrzutni Mk. 56 VLS z 48 pociskami Evolved Sea Sparrow, osiem pocisków przeciwokrętowych Harpoon i dwa działa OTO Melara kalibru 76 milimetrów.
Prócz tego okręty wyposażone są w opracowany przez Thalesa zintegrowany system obrony powietrznej składający się z radiolokatora wielofunkcyjnego APAR z anteną klasy AESA pracującego w paśmie I/J, radiolokatora przeszukiwania przestrzeni powietrznej SMART-L z anteną klasy PESA pracującego w paśmie L i systemu kontroli uzbrojenia Terma C‑Flex. Analogiczny zestaw systemów zaimplementowano także na holenderskich fregatach typu De Zeven Provinciën.
Wydawać się by mogło, że z tak bogatym i zaawansowanym pakietem sensorów i uzbrojenia okręty powinny być najsprawniejszymi i najpotężniejszymi jednostkami w duńskiej flocie, zaś priorytetem powinno być utrzymywanie ich w jak najwyższej gotowości. Niestety życie lubi pisać zupełnie inne scenariusze. Pod koniec stycznia 2024 roku duński rząd skierował Ivera Huitfeldta na Morze Czerwone do uczestnictwa w operacji „Prosperity Guardian”, mającej zapewnić statkom handlowym idącym przez Kanał Sueski i cieśninę Bab al‑Mandab ochronę przed atakami ze strony ruchu Huti.
Okręt szybko zanotował sukcesy, jednak okazało się, że z powodu konfliktu między radarem a systemem kierowania ogniem fregata nie była w stanie odpalić pocisków przeciwlotniczych. W dodatku amunicja artyleryjska rzekomo miała być wadliwa – pociski wybuchały tuż po opuszczeniu luf dział artylerii głównej. Z kolei cztery miesiące później doszło do incydentu z udziałem Nielsa Juela w porcie wojennym Korsør. W czasie rutynowych testów sprawności wyrzutni pocisków doszło do usterki, przez którą załoga nie była w stanie wyłączyć wyrzutni Harpoonów.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Sztab generalny podkreśla, że zidentyfikowane usterki w oprogramowaniu systemów walki dotyczą wszystkich trzech okrętów serii. Niestety problem jest na tyle skomplikowany, że zespół serwisowy od blisko roku nie jest w stanie wyeliminować problemów. Dodatkowo problemy natury technicznej ograniczały gotowość operacyjną, przez to nie zawsze okręty mogły uczestniczyć w ćwiczeniach czy realizować sowich planowanych zadań. Na przykład w połowie ubiegłego roku pierwsza fregata serii nie przejęła funkcji okrętu flagowego Stałego Zespołu Sił Morskich NATO (SNMG1).
Część usterek najprawdopodobniej udało się wyeliminować – niedawno zauważono F361 z dwiema nowymi armatami automatycznymi OTO Melara Super Rapid, które najpewniej po doświadczeniach z Morza Czerwonego zastąpiły wcześniejsze armaty w odmianie Compact. Natomiast aby wyeliminować wcześniej wykryte wady należałoby wymienić sensory okrętów, co planowano zrobić przy okazji remontu i modernizacji. Sztab generalny oszacował jednak, że koszt prac to nawet kilkaset milionów euro, przez co bardziej opłacanym jest pozyskanie nowych okrętów.
HDMS Iver Huitfeldt arrived in Leith today.
Newly fitted with two new 76mm Super Rapid guns in as result of experience in the Red Sea.
Via @dcullen_photo pic.twitter.com/gx8XNZTWVo
— Navy Lookout (@NavyLookout) May 21, 2025
W kwietniu informowaliśmy o nowych planach rozwoju duńskiej marynarki wojennej w perspektywie krótko- i długoterminowej. Priorytetem na najbliższe miesiące będzie wdrożenie nowych okrętów patrolowych, do ochrony infrastruktury krytycznej i wód terytorialnych. W kolejnych latach rozpocznie się procedura pozyskania fregat rakietowych nowej generacji.
Minister obrony Troels Lund Poulsen przy okazji przedstawienia wstępnych planów podkreślił, że fregaty typu Iver Huitfeldt pozostaną w służbie jeszcze dziesięć lat. W opublikowanym wówczas oświadczeniu zapewniono, że duże okręty, w tym fregaty, zostaną zbudowane w Danii lub przy znacznym zaangażowaniu tamtejszego przemysłu stoczniowego. Wsparcie w budowie fregat rakietowych zaproponować miał duński armator Maersk – jeden z największych właścicieli flot statków handlowych na świecie.
Jako że duńskie stocznie zdolne budować duże okręty zostały zamknięte lata temu, Maersk zasugerował budowę fregat w Korei Południowej. Prace mogłyby zostać zlecone jednej ze stoczni, w której armator zamawia statki na potrzeby własnej floty. Okręty mogłyby powstawać w całości w Korei Południowej. Druga opcja zakłada budowę w Korei poszczególnych sekcji kadłubów, które następnie zostałyby przetransportowane do Danii. Tam byłyby łączone i wyposażane. Ewentualnie gotowe kadłuby przechodziłyby w Danii jedynie proces wyposażania.

Fregata rakietowa Peter Willemoes (F362) typu Iver Huitfeldt w gdyńskim porcie wojennym.
(Maciej Hypś, konflikty.pl)
Podobnie budowano Huitfeldty. Bloki kadłuba powstały w stoczniach litewskich i estońskich, po czym przetransportowano je do duńskiej stoczni Odense Staalskibsværft, gdzie były łączone w całość. Możliwe, że Duńczycy zdecydują się na podobny model budowy także tym razem. Stocznia zakończyła jednak działalność w 2012 roku, a jej teren częściowo przekształcono pod potrzeby sektora offshore.
Kadłub typu Huitfeldt ponadto stał się bazą dla brytyjskich fregat typu 31 vel Arrowhead 140, a tym samym – dla polskich Mieczników (fregat projektu 106).
Duńska scena polityczna chce zobowiązać rząd do skierowania zamówienia na fregaty w krajowych stoczniach, do czego nawoływali przedstawiciele partii demokratycznej, socjalistycznej i ludowej. Jednakże duński resort obrony opublikował wspólne porozumienie dotyczące przyszłości Søværnet, zawarte przez kilka opcji tamtejszej sceny politycznej. Przyznano w nim, że strony dążą do ulokowania zamówień na okręty patrolowe, zaopatrzeniowe i fregaty na terenie Królestwa Danii, w miarę możliwości.
Natomiast ostatnie wypowiedzi przedstawicieli duńskiego resortu obrony wskazują, że plan pozyskania nowych fregat znacznie przyśpieszył. Podkreślono przy tym, że wsparcie krajowego przemysłu stoczniowego jest ważne, jednak okręty mają pozostać pozyskane możliwie najszybciej. Stąd też odbiera się to jako ruch w kierunku pozyskania okrętów w zagranicznych stoczniach.
Sztab generalny nie chce odsyłać Huitfeldtów do stoczni złomowych. Fregaty przeklasyfikowane zostałyby jako pełnomorskie okręty patrolowe dalekiego zasięgu i wspierałyby przybrzeżne (i zapracowane) patrolowce typu Diana. Z fregat zdemontowano by część uzbrojenia i sensorów. Jeśli ostatecznie rząd przystałby na taką propozycje, Huitfeldty najpewniej przeszłyby remont połączony z częściowym dostosowaniem do nowej funkcji. Zmiany nie dotkną jednak Absalonów. Oczywiście jest to jedynie rekomendacja ze strony duńskiej generalicji, a ostateczna decyzja co do przyszłości fregat należy do rządu.
