Szykowane powoli do wycofania ze służby australijskie śmigłowce bojowe Tiger mogą dostać nowe życie. Rząd premiera Anthony’ego Albanesego rozważa przekazanie maszyn Ukrainie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że Kraj Kangurów chce w ten sposób pozbyć się gorącego (i śmierdzącego) kartofla. W końcu Tigery poniosły tam całkowitą klęskę. Ale w rzeczywistości Australijczycy sami sprowadzili na siebie te problemy, a Tigery byłyby ciekawą opcją dla Ukrainy.

Zacznijmy od początku. Nasz serwis na bieżąco obserwuje telenowelę z australijskimi Tigerami w roli głównej. Pod koniec ubiegłego miesiąca pisaliśmy o tym, że ich następcy – śmigłowce bojowe AH-64E Apache – rozpoczęły loty w ramach służby liniowej. Dostawy mają dobiec końca w 2029 roku. AH-64E docelowo staną się (podobnie jak wcześniej Tigery) także maszynami pokładowymi. Będą stacjonowały na śmigłowcowcach desantowych HMAS Canberra (L02) i HMAS Adelaide (L01).

Tamtejsza flota Tigerów liczy dwadzieścia dwa egzemplarze, z których pierwsze zaczęły służbę w grudniu 2004 roku. Obecne plany zakładają, że ostatnie egzemplarze zostaną wycofane pod koniec 2027 roku lub na samym początku 2028. Teoretycznie dostawy na step mogłyby się rozpocząć już w przyszłym roku.

Na czym polegał problem Tigerów? Ich zmasowana krytyka zaczęła się już w roku 2016 od negatywnej opinii w Białej Księdze ministerstwa obrony i raportu ANAO (tamtejszego odpowiednika NIK-u). Ten drugi okazał się wręcz jadowity. Powszechnie uznano go za niesprawiedliwy i stronniczy, wymieniał bowiem aż siedemdziesiąt sześć braków i ubytków, w tym sześćdziesiąt „krytycznych”. Szkopuł w tym, że wszystkie te braki były w istocie później­szymi modyfikacjami opracowanymi przez producenta, nieistniejącymi jeszcze w 2004 roku.

Para australijskich Tigerów podczas Riverfire 2012 w Brisbane.
(Andrew Mercer, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Krytyka była więc słuszna w najwęższym, najbardziej formalnym i bezużytecznym sensie, natomiast nijak się miała do warunków w świecie rzeczywistym. Nigel Pittaway z Australian Defence Magazine użył określenia hatchet job – miażdżąca krytyka rujnująca reputację. Notabene, skoro o reputacji mowa, warto odnotować, że wiadomo, iż pod względem wizerunkowym w oczach decydentów Tigerom zaszkodziło skojarzenie z innym europejskim śmigłowcem – MRH90 Taipanem, czyli NHIndustries NH90TTH, który również sprawiał problemy techniczne i ostatecznie został wycofany ze służby w niesławie w 2023 roku.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Co gorsza, Biała Księga z niewiadomych powodów de facto przekreśliła kompleksowy program modernizacji ARHCAP (Capability Assurance Program). To właśnie tutaj pojawił się postulat zorganizowania nowego programu Land 4503. Wkrótce zaczęły też spływać wstępne (przedprzetargowe) oferty od producentów.

Konkurentami Boeinga w programie Land 4503 były konsorcjum Bella i BAE Systems Australia, którego propozycją był AH-1Z Viper, oraz Airbus, który oferował zmodernizowaną i dopracowaną wersję Tigera. Airbus najwyraźniej nie chciał oddawać zwycięstwa walkowerem, ale obiektywnie trzeba przyznać, że jego szanse na zwycięstwo były praktycznie zerowe. Australijczycy po prostu stracili zaufanie do konstrukcji jako takiej – na własne życzenie.

MRH90 Taipan i Tigery podczas ćwiczeń „Vigilant Scimitar 2020”.
(Department of Defence / LT Jonathon Smyth)

W pierwszych latach służby mnożyły się usterki, z których wiele spowodowanych było prawdopodobnie niską jakością pracy i niewłaściwą kontrolą jakości w zakładach w Brisbane, gdzie wyprodukowano większość australijskiej floty zgodnie ze zobowiązaniami offsetowymi. Odnotowano nawet przypadki przedostawania się do kabiny dymu ze spalonych konden­sa­to­rów. Co gorsza, niewłaściwie zorganizowany proces pozyskiwania części zamiennych oznaczał, że mechanicy musieli czekać z naprawami do momentu, aż nadejdą części zamienne z Europy. I w tym wypadku trudno jednak mieć pretensje do śmigłowca jako takiego.

W 2015 roku – według tego samego raportu ANAO – każdego dnia gotowych do lotu było średnio 3,5 śmigłowca wobec oczekiwanych 12. Kiedy więc w 2016 roku podejmowano decyzję o wymianie śmigłowców, poziom gotowości rzeczywiście był niezadowalający, wyraźnie jednak się poprawił w ciągu minionych pięciu lat. Rozwiązano także problemy z działaniami ze śmigłowcowców typu Canberra, co dla Australijczyków było jednym z kluczowych wymogów (pod tym kątem Bell promował AH-1Z).

Ostatecznie Tigery dopiero w 2019 roku przeszły weryfikację zdolności pokładowych na HMAS Canberra. Okręt zabrał cztery śmigłowce i osiemdziesiąt osób personelu wojsk lądowych (w tym dwunastu lotników). Co szczególnie ciekawe, przed zaokrętowaniem śmigłowce prze­wie­ziono na pokładzie RAAF-owskiego C-17 z Darwin (gdzie stacjonują na co dzień) do Kuala Lumpur. W środo­wisku pokładowym wartościową cechą Tigera okazał się jego stosunkowo niewielki – w porównaniu choćby z AH-64 – rozmiar.

Tiger ARH podczas ćwiczeń „Rogue Ambush 21-1”.
(Department of Defence)

Australijskie Tigery są jeszcze względnie nowe i wszystko wskazuje, że (jak na złość) w ciągu ostatnich lat nie miały znaczących problemów z gotowością ani sprawnością techniczną. Generał dywizji David Hafner, stojący na czele dowództwa lotnictwa wojsk lądowych, zapewnia, że Tigery z powodzeniem wypełniają zobowiązania operacyjne. Flota Tigerów jest jednak w fazie przejściowej, śmigłowce będą teraz stopniowo wycofywane ze służby, a personel będzie kierowany do jednostek wyposażonych w AH-64E. Hafner wyraża się też z wdzięcz­nością o Tigerze jako o platformie, która pozwoliła australijskiemu wojsku skokowo rozwinąć zdolności w zakresie użycia wiropłatów.

Kto bogatemu zabroni?

Tu trzeba wrócić do kwestii Taipanów. W grudniu 2023 roku wyszło na jaw, że mechanicy australijskich sił zbrojnych rozpoczęli potajemny demontaż MRH90. Części następnie zakopano na terenie pustynnego składowiska. Sprawa wzbudziła jednak pewne kontrowersje. Według różnych szacunków każdy Taipan może być warty na rynku wtórnym od 10 milionów do nawet ponad 20 milionów dolarów australijskich (czyli do około 51 milionów złotych), mówimy więc o kwocie – w naj­gor­szym razie – blisko pół miliarda dolarów. Trzeba być nie lada bogatym krajem, żeby pogrzebać w piasku taki majątek. Nic też dziwnego, że operację zaczęto realizować w tajemnicy.

Krążyły plotki o możliwej sprzedaży kilku lub kilkunastu egzemplarzy Indonezji, ale na plotkach się skończyło. Z czasem pojawił się jednak poważny kontrahent zainteresowany przejęciem wszystkich (albo przynajmniej większości) śmigłowców. Oczywiście była to Ukraina.

To nowoczesne maszyny, dobrze przystosowane do działania na małych wysokościach i w nocy (konieczność na nasyconym obroną przeciwlotniczą polu walki w Ukrainie), a przy tym mało wyeksploatowane. Na dodatek Ukraińcy mogliby korzystać bezpośrednio ze wsparcia technicz­nego Niemiec i Francji, a oba te kraje dobrze sobie radzą ze swoimi NH90. W najgorszym razie można by wykorzystać Taipany w ramach swoistego Ringtauschu à rebours. To znaczy Ukra­ina przekazałaby Niemcom lub Francji NH90 (które te państwa następnie inkorporowałyby do swoich flot) w zamian za inne wiropłaty. Dajmy na to: Francja mogłaby odstąpić stare śmigłowce rodziny Puma, które mają tę zaletę, że są już dobrze znane w Ukrainie i (pomimo tragicznego wypadku, w którym zginął minister spraw wewnętrznych Denys Monastyrski) cieszą się dobrą opinią.

Ostatecznie nic z tych planów nie wyszło. Organizacje reprezentujące Australijczyków pochodzenia ukraińskiego (jest to grono liczące około 40 tysięcy osób) ostro protestowały przeciwko takiemu marnotrawstwu.

Australia a Ukraina

Kraj Kangurów już wcześniej zapewniał Ukrainie różnorodne wsparcie wojskowe. Przede wszystkim rok temu zgodził się przekazać 49 wycofywanych ze służby czołgów M1A1 AIM SA Abrams w ramach pakietu pomocowego o wartości 245 milionów dolarów australijskich (646 milionów złotych według ówczesnego kursu). Oddanie Ukraińcom starych Abramsów jest możliwe dzięki temu, że Canberra zaczęła już odbierać nowe M1A2 SEPv3.

Australijskie F/A-18A w pobliżu Guamu.
(US Air Force / Senior Airman Matthew Bruch)

Ukraina była też przez pewien czas zainteresowana przejęciem australijskich myśliwców F/⁠A-18A/⁠B Hornet, ale i tym razem na słowach się skończyło. Najpierw minister obrony Richard Marles stwierdził, że przekazanie Ukrainie Hornetów może się okazać zbyt skomplikowane do zrealizowania w praktyce, gdyż wiązałoby się z ogromnymi wyzwaniami logistycznymi i technicznymi. A później sami Ukraińcy oświadczyli, że nie są zainteresowani „latającymi śmieciami”. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Ukraina podobnie wyrażała się o Mirage’ach 2000, a jednak ostatecznie wzięła je i z powodzeniem ich używa.

Wydaje się, że obcesowość Ukraińców wobec Hornetów to pokłosie kwestii Taipanów. Nieoficjalnie wiadomo, że Australijczycy teoretycznie byli gotowi odstąpić śmigłowce Kijowowi, ale ten spóźnił się z dopełnieniem kwestii formalnych, co wzbudziło irytację Ukraińców na zasadzie: „no nie mogliście trochę poczekać?”. Być może rząd Albanesego chce jednymi wiropłatami zadośćuczynić europejskiemu sojusznikowi za nadmiar formalizmu w stosunku do innych wiropłatów. Ukraina miałaby tu po swojej stronie coś, na co Australia nie mogła liczyć: geograficzną bliskość producenta.

Doniesienia o śmierci śmigłowca bojowego, które widzieliśmy w pierwszych latach wojny w Ukrainie, okazały się przesadzone. Owszem, dronizacja sprawiła, że środowisko stało się bardziej niebezpieczne. Wymusiło to zmianę taktyki, przede wszystkim postawienie na loty z dużą prędkością, ale w tych nowych ramach śmigłowce wciąż działają z powodzeniem. Jak już pisaliśmy, chińscy eksperci nie uważają, że era śmigłowców zbliża się ku końcowi. Straty rosyjskich śmigłowców w wojnie przeciw Ukrainie są oceniane jako umiarkowane jak na pełnoskalowy konflikt o dużej intensywności. Pojawiają się nawet sugestie, że w przypadku inwazji na Tajwan ChALW liczy się ze znacznie większymi stratami wśród swoich wiropłatów.

CAPT Gavin Partridge / Department of Defence