Dżama’at Nasr al-Islam wa-al-Muslimin, czyli lokalny oddział Al-Ka’idy, jest jedną z głównych sił stojących za wydarzeniami w Mali. Terroryści, sprzymierzeni z azawadzkimi separatystami, przeprowadzili dwie udane operacje, spychając wojska rządowe do głębokiej defensywy. Konflikt niepokoi nie tylko państwa Sahelu, ale również całą Afrykę Zachodnią. Ostatnie doniesienia sugerują, że może do niego dołączyć kraj daleko spoza kontynentu – Stany Zjednoczone.
Według anonimowych źródeł, na które powołują się dziennikarze The Washington Post, administracja prezydenta Donalda Trumpa ma poważnie rozważać interwencję wojskową w Mali. Najprawdopodobniej nie byłaby to lądowa inwazja ani wysłanie komandosów, lecz atak podobny do bożonarodzeniowych bombardowań przeprowadzonych w północnej Nigerii.
The United States is considering a military operation in #Mali – this would be the eighth country targeted by „peacekeeper” Trump.
The #Trump administration is considering military intervention in Mali to strike at the #JNIM group, which is linked to #AlQaeda, according to
1/2 pic.twitter.com/fdDQMFievd— Southern Africa Eye (@eye_southern) July 23, 2026
Jednym z najgłośniejszych zwolenników zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w wojnę w Mali ma być Sebastian Gorka. Starszy dyrektor do spraw przeciwdziałania terroryzmowi w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego ma doradzać przeprowadzenie niesprecyzowanego w formie i zasięgu uderzenia na pozycje malijskiej Al-Ka’idy. Pentagon, Biały Dom i sam Gorka nie udzielili komentarza w tej sprawie.
Anonimowy przedstawiciel amerykańskiej administracji ujawnił, że Waszyngton naciska na partnerów w NATO, aby udzielili wsparcia Sojuszowi Państw Sahelu w walce przeciwko Al-Ka’idzie i Państwu Islamskiemu. SPS jest przymierzem zachodnioafrykańskich junt wojskowych rządzących w Mali, Nigrze i Burkina Faso, które dobrowolnie zerwały większość powiązań z Zachodem i zwróciły się w stronę Rosji.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Potencjalne uderzenie w Mali byłoby interesujące pod względem strategicznym, gdyż nieczęsto można zaobserwować sytuację, w której cele rosyjskich najemników, Kremla, wojskowej junty z globalnego Południa i Waszyngtonu są zbieżne. Bamako, wynajmując Grupę Wagnera, a później jej spadkobiercę, Korpus Afrykański, zerwało stosunki dyplomatyczne z Francją i Stanami Zjednoczonymi, co próbowano przekuć w propagandowy sukces, jednak rzeczywistość jest znacznie bardziej przygnębiająca.
W zeszłym roku malijscy żołnierze i wspierający ich Rosjanie byli odpowiedzialni za śmierć 925 osób, podczas gdy z rąk terrorystów życie straciły 232 osoby. Każe to zastanawiać się, kto jest większym zagrożeniem dla Malijczyków. Dwie skoordynowane ofensywy Al-Ka’idy i Tuaregów pokazały, że rządząca junta w jednym aspekcie jest skuteczna — w przetrwaniu. Rząd utracił kontrolę nad ogromnymi połaciami kraju, a mimo to kurczowo trzyma się władzy.
1- After the #FLA captured #Kidal in April 2026, #Anéfis became one of the most important forward bases for the #Malian army and #Russia’s #AfricaCorps in northern #Mali. Government forces that withdrew from Kidal moved to Anéfis and turned it into their main logistics and… pic.twitter.com/ZRpAkcU00a
— A. Hüseyin Mazı (@ahuseyinmazi) July 10, 2026
Taki był też cel wynajęcia rosyjskich najemników. Junta zdaje się od początku koncentrować na przetrwaniu, a nie na rządzeniu krajem czy poprawie losu jego mieszkańców. Moskwa zapewniła rękami swoich najemników polityczno-militarną kroplówkę, dzięki której Bamako jakoś funkcjonuje. Reżim, jeszcze przed zaognieniem sytuacji, skupiony był na tropieniu wrogów wewnętrznych i pacyfikowaniu wsi podejrzewanych o wspieranie terrorystów. Dobro Malijczyków zawsze znajdowało się na dalszym planie.
Nic tak nie łączy jak wspólny wróg
18 lipca rebelianci przeprowadzili spektakularny atak na malijsko-rosyjski konwój na północ od miasta Anefis (mapa okolicy poniżej). W wyniku starcia zginęło pięćdziesięciu żołnierzy. Liczba poległych najemników nie jest znana. Zarówno Korpus Afrykański, jak i Malijczycy oświadczyli, że zostało przeprowadzone kontruderzenie, o którego skuteczności niewiele wiadomo. Zasadzkę przeprowadziły połączone siły Frontu Wyzwolenia Azawadu i Al-Ka’idy. Obie grupy współpracują bardzo blisko, jednak łączy je wspólny wróg, a nie podobieństwo ideologiczne.
W Mali wierzono, że współpraca z Rosjanami będzie równie owocna co z Francuzami, jednak bez piętna relacji kolonialnych czy oczekiwań natury politycznej. Bamako jednak srogo się rozczarowało. Najemnicy okazali się najskuteczniejsi w walce przeciwko nieuzbrojonym cywilom. W starciu ze zmotywowanym i dobrze zorganizowanym przeciwnikiem prezentowali niewiele wyższy poziom bojowy niż gospodarze.
Obecnie pozycje sił rządowych na północy kraju podtrzymywane są dzięki organizowaniu bardzo kosztownych konwojów osłanianych przez malijskich żołnierzy i rosyjskich najemników. Jest to kolejny przykład tego, jak junta potrafi przetrwać, ale nie efektywnie rządzić. W swojej esencji niewiele różni się to od strategii przyjętej przez lokalną komórkę Państwa Islamskiego, która opanowała niewielki obszar na pograniczu Mali i Nigru — przetrwanie ponad wszystko. W krajach de facto upadłych, takich jak Mali, rząd nie zajmuje się rządzeniem ani dbaniem o obywateli, lecz eksploatacją ekonomiczną i utrzymaniem się za wszelką cenę u sterów wraku państwa.
Czynnikiem, który umożliwia juncie działanie, jest utrzymanie kontroli nad ogromnymi złożami złota na południu. Przemysł wydobywczy jest najważniejszym filarem malijskiej gospodarki. Na lokalnym rynku, obok międzynarodowych gigantów, działają niewielkie, niezarejestrowane punkty wydobycia kontrolowane przez grupy przestępcze. Mimo to większość obrotu znajduje się pod ścisłym nadzorem junty. Cenny kruszec finansowo napędza wszystkich uczestników trwającej wojny domowej. Za jego pomocą Al-Ka’ida kupuje broń, a Bamako rosyjskich najemników.
The Azawad Liberation Front (FLA) ambushed a convoy belonging to Russia’s Africa Corps as it departed Gao for Anéfis to reinforce the city amid ongoing attacks.
During the ambush, a Russian Mi-24 helicopter was shot down, and several trucks and technical vehicles were also… pic.twitter.com/HR4uUym5J0
— OSINTWarfare (@OSINTWarfare) July 5, 2026
Czy potencjalne amerykańskie zaangażowanie zmieni sytuację w Mali? Nie. Waszyngton, jeśli już zdecyduje się uderzyć, prawdopodobnie powtórzy scenariusz nigeryjski — dużo propagandy, wysokie koszty, niewielkie faktyczne efekty. Ponadto współpraca z malijskimi watażkami może ochłodzić relacje między Stanami Zjednoczonymi, a strategicznie ważnymi partnerami w Afryce Zachodniej – Nigerią i ECOWAS. Minister spraw zagranicznych Mali, Abdoulaye Diop, stanowczo odrzucił możliwość zezwolenia na tego rodzaju ataki, zastrzegając jednak, że jego kraj może współpracować z kim tylko chce.
O ile cicha współpraca w zakresie wywiadu jest możliwa, to wyrażenie zgody na przeprowadzenie uderzenia z powietrza byłoby dla junty czymś propagandowo bardzo trudnym. Oparcie niemal całej narracji o agresywną antyzachodniość i promowanie nowego panafrykanizmu sprawia, że przyjęcie wsparcia z Waszyngtonu w takiej formie byłoby trudne do przełknięcia.
Tym bardziej, że prawdopodobnie nie zmieniłyby sytuacji strategicznej. Nawet przeprowadzone w hipotetycznie doskonały sposób uderzenia nie doprowadzą do poważniejszego osłabienia Al-Ka’idy, która z pewnością wykorzysta tego rodzaju współpracę między Stanami Zjednoczonymi i Mali w prowadzonej wojnie informacyjnej.