Rozpoczęta sukcesami w ostatniej odsłonie konfrontacji Indie–Pakistan promocja chińskiego uzbrojenia wkroczyła w nowy etap. Jest nim oczernianie samolotów bojowych Dassault Rafale. Strona francuska mówi o zorganizowanej kampanii oczerniającej największy w ostatnich latach przebój przemysłu zbrojeniowego znad Sekwany. Pekin odrzuca zarzuty.

Domniemany sukces myśliwców J-10CE i pocisków powietrze–powietrze PL-15E w walkach z indyjskim lotnictwem w maju bieżącego roku zachęcił Chiny do aktywniejszego promowania swojego uzbrojenia. Oto chiński myśliwiec zestrzelił chińskim pociskiem myśliwiec zachodniej produkcji, albo nawet trzy, jeśli wierzyć twardziej stąpającym po ziemi źródłom sprzyjającym Pakistanowi. Głównym bohaterem zintensyfikowanego marketingu stał się oczywiście J-10, ale więcej uwagi zaczęto poświęcać także bardziej zaawansowanemu J-35.

Według pragnącego zachować anonimowość źródła we francuskim wywiadzie, na które powołuje się agencja Associated Press, chińskie starania weszły w nową fazę. Działania przeszły od promowania „sprawdzonego w walce sprzętu” do oczerniania uzbrojenia przeciwnika, w tym przypadku Rafale’a. W kampanię miano zaangażować aparat dyplomatyczny, konkretnie attaché wojskowych. Dyplomaci w mundurach mają usiłować przekonać państwa, które już nabyły francuski samolot bojowy, aby nie kupowały kolejnych egzemplarzy, a państwa zainteresowane kupnem próbują odwodzić od takiej decyzji.

Grecki Rafale DG.
(Colin Cooke Photo, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.0)

Gra jest warta świeczki. Według wyliczeń AP portfel zamówień eksportowych na Rafale’e wyniósł do tej pory 323 samoloty. Grono nabywców obejmuje oprócz Indii jeszcze Katar, Chorwację, Grecję, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Serbię i Indonezję. Ta ostatnia zamówiła 42 egzemplarze, a w grę mogą wchodzić kolejne. Tutaj, być może, leży pies pogrzebany.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

STYCZEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 86%

W swym kolekcjonowa­niu myśliw­ców, które w redakcji porów­na­li­śmy do łapania Pokémonów, Indonezja miała być także zainteresowana J-10CE. Według zwykle dobrze poinformowanego bloga Alert 5 decyzja w sprawie kupna chińskich myśliwców miała zostać ogłoszona podczas targów Indo Defence Expo & Forum, które odbyły się w Dżakarcie w dniach 11–14 czerwca tego roku. Nic z tego nie wyszło. Zamiast tego Indonezja podpisała oficjalną umowę na zakup 48 tureckich samolotów bojowych nowej generacji Kaan.

Trudno oczekiwać, by Xi Jinping i reszta lokatorów Zhongnanhai oczekiwali, że po zaledwie dwóch miesiącach intensywnej promocji rozwiązał się worek z zamówieniami. Jeżeli jednak faktycznie prowadzono jakieś rozmowy z Dżakartą w sprawie J-10 i wiązano z nimi nadzieje, to zawód Pekinu jest w pełni zrozumiały. Dlaczego jednak zdecydowano się uderzyć we Francję, a nie w Turcję, która sprzątnęła kontrakt sprzed nosa? Otóż Chinom zależy na dobrych relacjach z Ankarą. To po pierwsze. Po drugie – w grę wchodzi szerszy kontekst.

Francuski Rafale C.
(Jim.van.de.Burgt)

Justin Bronk z brytyjskiego think tanku RUSI w rozmowie z Associated Press zwraca uwagę na rozbudowę przez Francję relacji w dziedzinie bezpieczeństwa z państwami Azji. Paryż prezen­tuje się jako atrakcyjna alternatywa pomagająca uniknąć wciągnięcia w amerykańsko-chińską rywalizację. W Pekinie budzi to niechęć. Jednym z głównych celów jest wszak wyeliminowanie zachodnich wpływów z Azji. Dodatkowym bonusem jest zaszkodzenie sprzedaży francuskiego uzbrojenia i ograniczenie Paryżowi tego lukratywnego i prestiżowego źródła dochodów.

Oprócz aparatu ministerstw spraw zagranicznych i obrony w oczernianie Rafale’a mają też być zaangażowane organa i grupy zajmujące się działaniami w cyberprzestrzeni, szczególnie dezinformacją. W mediach społecznościowych pojawiło się zmanipulowane nagranie, na którym indyjski minister spraw zagranicznych Subrahmanyam Jaishankar jakoby potwierdza utratę trzech Rafale’i.

Chiny osiągają stopniowo coraz większą biegłość w tej materii, czy to jednak wystarczy? Kontrakty zbrojeniowe oparte są na relacjach budowanych latami. Trudno oczekiwać, żeby tradycyjni użytkownicy francuskiego uzbrojenia nagle z niego zrezygnowali, bo namawia ich do tego chiński dyplomata. Warto też zadać retoryczne pytanie, czy w swojej rzekomej ofercie Pekin uwzględnił wzięcie na siebie spłaty kar umownych za zerwane umowy. Liczenie na internetowe kampanie propagandowe też może okazać się chybione. Tylko w Szwajcarii kontrakty zbrojeniowe bywają poddawane pod referendum.

Przytoczmy jeszcze reakcję chińskiego ministerstwa obrony na rewelacje Associated Press: – Zarzuty te są bez­pod­staw­nymi plotkami i pomó­wie­niami. Chiny zawsze przyjmowały rozważne i odpo­wie­dzialne podejście do eksportu wojskowego, odgrywając konstruk­tywną rolę w regionalnym i globalnym pokoju i stabilności – oświadczył resort.

Oczywiście oczernianie konkurencji jest w branży zbrojeniowej normalną praktyką. Chiny nie wyróżniają się tutaj szczególnie. W ostatnich latach najgłośniejsze były kampanie prowadzone przez Rosję. Moskwa miała usilnie starać się zablokować kupno przez Indie połud­niowo­kore­ań­skich samobieżnych zestawów przeciw­lot­ni­czych K30 Biho. Natomiast agencja TASS rozprzestrzeniała pogłoski, jakoby Wietnam był niezadowolony z izraelskiego systemu przeciwlotniczego Spyder-SR.

Chengdu J-10.
(Anna Zvereva, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.0)

Jeżeli Chiny faktycznie prowadziły działania wymierzone w sprzedaż Rafale’i, to najważniejszą nowością jest koordynacja zakulisowych działań dyplomatycznych i prowadzonych w sieci operacji propagandowych. Ujawnienie sprawy przez francuskie służby to inny „znak czasów”, dzisiaj o wszystkim mówi się publicznie.

Takie działania dezinformacyjne ułatwia chaos panujący wokół relacji z ostatnich walk indyjsko-pakistańskich. Pomimo upływu dwóch miesięcy nadal nie udało się ustalić dużo na temat przebiegu i skutków walk. Dowódca francuskiego lotnictwa, generał Jérôme Bellanger, potwierdza utratę przez Indie trzech samolotów, w tym jednego Rafale’a. Pozostałymi dwiema zestrzelonymi maszynami mają być Su-30MKI i – tutaj niespodzianka – Mirage 2000. Wcześniej spekulowano, że trzecim utraconym przez Indie myśliwcem był MiG-29.

Bardzo ciekawa jest rekcja Pakistanu. Rzecznik pakistańskich sił powietrznych, generał broni Aurangzeb Ahmed, stwierdził, że Rafale to „bardzo dobry samolot, pod warunkiem że jest właściwie używany”. Przypomnijmy tutaj spekulacje z czasu krótko po operacji „Sindoor”. Najprawdopodobniej Pakistańczykom udało się zaskoczyć przeciwnika atakiem z dużego dystansu. Rafale, po pierwsze, nie jest maszyną piątej generacji, w warunkach nowoczesnego konfliktu jest więc bardziej narażony niż F-35 czy J-20. Po drugie: indyjskie Rafale’e najprawdopodobniej tworzyły trzon grupy uderzeniowej. Obciążone pociskami manewrującymi i bombami kierowanymi, miały ograniczone możliwości manewrowania i uniknięcia zagrożenia.

Wreszcie, jak pisał Tom Cooper, pakistańscy piloci tworzą liczną grupę w siłach powietrznych Kataru, kolejnego użytkownika Rafale’i. Byłoby co najmniej dziwne, gdyby wywiad wojskowy ISI nie pozyskał tą drogą informacji o mocnych i słabych stronach francuskiego samolotu, a następnie nie wykorzystał tej wiedzy. Przynajmniej część tych danych mogła też zostać udostępniona Chinom.

Klucz egipskich Rafale’i. Napis na kadłubach samolotów głosi: „Tahja Misr” – wiwat Egipt.
(État-major des armées)

Całe zamieszanie wokół Rafale’i spowodowało zrozumiałe zainteresowanie we Francji. 1 lipca minister sił zbrojnych Sébastien Lecornu miał wystąpienie na ten temat przed senatem. Jako że Lecornu wielokrotnie trafił w sedno, warto za serwisem Zone Militaire przytoczyć szersze fragmenty jego wypowiedzi.

– Słyszeliśmy wiele bzdur na temat Rafale’a podczas operacji wojskowych między Indiami a Pakistanem – mówił minister. – Prawdziwą informacją zwrotną, jaką otrzymujemy od poszczególnych państw i sił powietrznych, jest zapotrzebowanie na możliwość bardzo szybkiego odtworzenia zapasów amunicji, zwłaszcza złożonych pocisków rakietowych.

Minister odniósł się także, aczkolwiek pośrednio, do działań dezin­for­ma­cyj­nych podejmowanych przez Chiny.

– Tylko jeden samolot został zestrzelony, a pilot wyszedł z tego bez szwanku. Nie miało to żadnego wpływu na marketing samolotu. Interesująca jest jednak wojna informacyjna, która rozgorzała wokół utraty maszyny. Aby móc sprzedawać myśliwce, trzeba być w pierwszej lidze. A w pierwszej lidze poziom konkurencji jest bezprecedensowo brutalny.

Sarkastycznie można dodać: wojna, strzelają ostrą amunicją, samolot został zestrzelony. Któż mógł się spodziewać? Na koniec Lecornu zwrócił uwagę na jeszcze jeden ciekawy wątek:

– Rafale, który obecnie odnosi sukcesy eksportowe i który nadal będzie odnosił sukcesy eksportowe, stał się celem ataku, ponieważ przeszkadza ludziom. Po tym stwierdzeniu zauważam, że kiedy w Ukrainie zostaje zestrzelony samolot, niezależnie od tego, czy jest on pochodzenia amerykańskiego czy radzieckiego, nikt nie myśli o pisaniu artykułów kwestionujących jakość tego samolotu. To wiele mówi.

Warto przypomnieć tutaj o rosyjskim polowaniu na Abramsy i raportach kwestionujących jakość zachodniego sprzętu pancernego.

Dylan Agbagni via Wikimedia Commons