Projekt niemieckich fregat typu 126 wydawał się doskonałym przykładem europejskiej współpracy. Zaprojektowane przez holenderskiego Damena, który ponosił pełną odpowiedzialność za projekt realizowany w 80% w Niemczech. Rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza. Budowa prototypowej jednostki stanęła w miejscu, opóźnienia narastają, sytuacja finansowa skomplikowała się. W Berlinie coraz poważniej myśli się o gruntownej rewizji programu.
Informacja o kłopotach F126 pojawiła się na wrześniowym konferencji Marineworkshop organizowanej przez Niemieckie Stowarzyszenie Techniki Obronnej. Według serwisu Defence Network, Damen nie wywiązuje się ze zobowiązań kontraktowych na budowę sześciu fregat ZOP typu 126 w tak dużym stopniu, że Berlin może zerwać umowę i nie zapłacić kar umownych. Serwis powołuje się na trzy źródła, z czego dwa zupełnie od siebie niezależne.
Bardziej szczegółowe informacje podał niedawno holenderski dziennik gospodarczy Financieël Dagblad. Opóźnienia mają sięgać 40 miesięcy, trwają wyjaśnienia prawne, mogące potrwać nawet pół roku. Prowadzona w stoczni Peenewerft w Wolgaście budowa prototypowej fregaty Niedrsachsen stanęła. Żeby jeszcze bardziej skomplikować sytuację holenderska pożyczka pomostowa w wysokości 270 milionów euro nie została dotychczas wykorzystana. Wina nie leży jednak po stronie Damena, lecz rządu Niemiec. Berlin bezpośrednio opłacił podwykonawców. Według informacji gazety Damen może zostać odsunięty od prac, a pełnię pod kontroli nad projektem przejmie niemiecka grupa stoczniowa NVL, będąca częścią Rheinmetalla.
Start des größten Schiffbauprojektes in der Geschichte der #Bundeswehr: Die Fregatte #F126 wird für den Schutz & die Freiheit der Seewege sorgen und eine glaubwürdige Abschreckung darstellen. 70 % der Wertschöpfung zur Fertigung der #Fregatte findet in statt. #Zeitenwende pic.twitter.com/DxGVD6g7wD
— Verteidigungsministerium (@BMVg_Bundeswehr) December 5, 2023
Nie są to jedyne problemy Damena. Spółka joint venture w rumuńskiej Mangalii jest niewypłacalna i przechodzi restrukturyzację. Większościowy partner w przedsięwzięciu, rumuńska państwowa stocznia Șantierul Naval 2 Mai S.A. zarzuca Holendrom nielegalne operacje finansowe i szacuje straty na około 55 milionów euro. Do przejęcia stoczni w Mangalii szykuje się Rheinmetall.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Nie lepiej dzieje się na krajowym podwórku. Holenderska prokuratura prowadzi dwa postępowania przeciwko Damenowi. Pierwsze w sprawie wręczania łapówek, fałszowania dokumentacji i prania brudnych pieniędzy w zagranicznych interesach w latach 2006-2017, drugie dotyczy omijania sankcji nałożonych na Rosję po zajęciu Krymu w roku 2014. Grupa odrzuca wszystkie oskarżenia, jest nawet optymistyczna w sprawie przyszłości fregat typu 126.
Tymczasem w Niemczech
Zasadniczą kwestią pozostają właśnie dalsze losy nowych fregat dla Marine. Anulowanie projektu nie wchodzi w grę. Niemcy zainwestowały już w niego 1,83 miliarda euro, a rezygnacja z budowy okrętów oznaczałaby problemy dla Peenewerft. Wykoleiłoby to też plany modernizacyjne niemieckiej marynarki wojennej. Fregaty typu 126 miały zacząć wchodzić do służby począwszy od roku 2028 wnosząc nowe zdolności w zakresie zwalczania okrętów podwodnych. Obecnie bardziej realistyczny termin to okolice roku 2031. Rezygnacja z F126 oznaczałaby konieczność wydłużenia służby fregat typu 123 i rozszerzoną ich modernizację, co pociąga za sobą dodatkowe koszty i opóźnienia.
W Niemczech często mówi się o zastąpieniu holenderskich fregat rodzimym projektem. Pomysł szczególnie lansuje niemiecki Związek Budownictwa Okrętowego i Techniki Morskiej (VSM). Pierwotnie wskazywano na przystosowanie do działań ZOP fregat typu MEKO A400 oferowanych przez TKMS i NVL. Co istotne, A400 stanowi podstawę również dla fregat przeciwlotniczych typu 127. Tą drogą Marine mogłaby dokonać daleko idącej unifikacji sprzętu. Obecnie częściej mówi się o prostszym i tańszym A200. Sęk w tym, że niezależnie od wyboru TKMS będzie obciążony budową F127 i pierwszą fregatę ZOP będzie mógł dostarczyć najwcześniej w roku 2034. Tak odległy termin jest zaś dla Marine i resortu obrony nieakceptowalny.

Fregata Bayern typu Brandenburg (F123).
(US Navy / Mass Communication Specialist Second Class Mike Banzhaf)
Jak wskazuje serwis ESUT najbardziej rozsądnym rozwiązaniem wydaje się kontynuowanie programu po wprowadzeniu pewnych zmian. Damen uczestniczyłby dalej sprawując nadzór techniczny i zachowując pełnię praw do projektu, jednak głównym udziałowcem, koordynatorem i integratorem stałby się niemiecki NVL. Tym sposobem osiągnięto by niemiecką kontrolę nad całym przedsięwzięciem, uniknięto korowodów prawnych związanych z przekazywaniem praw własności intelektualnej, a także politycznych zadrażnień na linii Haga Berlin. Również holenderski serwis Marineschepen ocenia takie rozwiązanie jako realistyczne. Ostrzega jednak, że wszelkie formalności i przekierowanie setek stanowisk inżynierskich może potrwać nawet dwa lata.
Z punktu widzenia Niemiec pojawia się jeszcze jedna zaleta. NVL jest częścią Rheinametalla, przejęcie programu F126 przez tą grupę skutkowałoby integracją łańcuchów dostaw, a dominującą rolę odgrywałyby w nich niemieckie przedsiębiorstwa.
ESUT rozważa jeszcze kilka innych opcji, wszystkie mają jednak charakter półśrodków. Pierwszym jest bardziej intensywne wdrażanie nawodnych systemów bezzałogowych. Rozwiązanie to postuluje opublikowany w kwietniu 2025 roku dokument Kurs Marine (plik PDF tutaj), kreślący plany rozwoju niemieckiej marynarki wojennej do roku 2035. Niemiecka admiralicja wykazuje duże zainteresowanie morską amunicją krążącą, a także pozyskaniem trzech dużych bezzałogowych „okrętów arsenałów”, mających zapewnić dodatkową siłę ognia fregatom. Biorąc pod uwagę, jak opornie przebiega „dronizacja” Bundeswehry, należy zachować sporą ostrożność. Do tego konceptualizacja wymagań wobec nawodnych bezzałogowców wydaje się jeszcze odległa od zakończenia.
Druga opcja jest przydatna niezależnie od warunków, wymaga jednak poważnych zmian w podejściu Marine, a zwłaszcza administracji. Obecnie główny nacisk kładziony jest na liczbę okrętów, a nie na ich dostępność. Kontrakty musiałyby być negocjowane pod kątem zupełnie innych priorytetów takich jak: remonty, dostępność części zamiennych i rotacja załogi. Ostatnia opcja to rozwiązania pomostowe. Nowe typy okrętów, zwłaszcza do działań na Morzu Północnym i Bałtyku nie muszą być fregatami. Zamiast nich można postawić na mniejsze, wielozadaniowe, modułowe jednostki. Takie OPV+ ma swojej ofercie chociażby Lürssen w postaci patrolowców typu OPV 90 zamówionych przez Bułgarię. Koncepcyjnie powielają one, chociaż na mniejszą skalę, włoskie PPA. W zależności od potrzeb mogą one być konfigurowane jako patrolowce, okręty wielozadaniowe albo lekkie fregaty.
Błędy i lekcje
Damen był do tej pory znany ze sprawnej realizacji kontraktów. Gdzie zatem popełniono błędy w przypadku F126? Okazuje się, że jednym z problemów jest oprogramowanie CAD. Niemcy i Holendrzy używają odmiennych platform, zaś ze względów administracyjnych ich integracja, a szerzej całe zarządzanie projektem okazało się trudniejsze niż początkowo zakładano. Do tego trzeba dodać wspomniane już problemy Damena.
ESUT wskazuje na trzy główne lekcje płynące z dotychczasowych doświadczeń. Nawet w przypadku programów realizowanych przez państwa Unii Europejskiej kluczowymi zagadnieniami okazują się integracja systemów, kontrola nad danymi i zarządzanie projektem. Lepiej żeby te zdolności pozostawały po stronie państwa zamawiającego. To prowadzi do następnego punktu. Jak pokazuje przykład belgijsko-holenderskich niszczycieli min rMCM europejska współpraca działa lepiej gdy uczestniczące w projekcie państwa są współzamawiającymi, a nie zamawiającym i dostawcą. Trzeci wniosek znamy aż za dobrze z krajowego podwórka. W ocenie projektów zbyt często decydującą rolę gra cena, a nie dojrzałość projektu i koszty eksploatacji.
