Skutki wtorkowego uderzenia izrael­skiego lotnictwa na stolicę Kataru wciąż nie są znane. Nie wiadomo, czy udało się zabić któregokolwiek z pięciu głównych przywódców Hamasu. Wiadomo za to, że operacja „Pisgat ha-Esz” (szczyt ognia) zmieniła kształt bliskowschodniej architektury bezpieczeństwa. A najnowsze doniesienia wskazują, iż nawet w samym Izraelu może ona mieć długofalowe skutki.

Przypomnijmy: celem uderzenia byli ludzie, którzy po śmierci Jahji Sinwara kolektywnie przejęli władzę nad Hamasem. Są to: Chalil al-Hajja, Chalid Maszal (poprzed­nika Ismaila Hanijji na stanowisku szefa politbiura), Zahir Dżabarin, Muhammad Ismail Darwisz i piąty, nieznany z nazwiska człowiek. Według izraelskich mediów służby wywiadowcze szacują, że chociaż wszyscy oni byli obecni na zebraniu, kiedy na budynek spadły pociski, wszyscy wciąż żyją.

Hamas na ten moment potwierdził śmierć szefa kancelarii Chalila al‑Hajji, Dżihada Lubada, i Ham­mama al‑Hajji – syna Chalila. Łącznie miało zginąć sześć osób, w tym jeden Katarczyk. Jedyną wskazówką co do samego Chalila, uchodzącego za najpotężniejszego z całej piątki, jest jego nieobecność na pogrzebie syna. Może to oznaczać, że został poważnie ranny i jest przykuty do łóżka, ale równie dobrze może oznaczać, iż po prostu ukrywa się w obawie przed powtórką.

Za kabiną tego F-15I widoczna jest owiewka systemu łączności satelitarnej ELK-1891. Niewielką liczbę Ra’amów (a także F-15D) wyposażono w ten system, aby przystosować je do roli maszyn prowadzących formacje uderzeniowe.
(x.com/IAFsite)

Po serii udanych, a czasem wręcz spektakularnych likwidacji kluczowych osobistości w struk­tu­rach nie­przy­ja­ciela Izrael doznał naj­praw­do­po­dob­niej pierwszej porażki. Owszem, może się okazać, że jednak wszyscy, albo przynajmniej niektórzy z pięciu głównych celów jednak pożegnali się z tym światem. Hamas i Hezbollah zawsze starają się opóźnić upublicznienie informacji o śmierci najwyższych rangą przywódców. Przyczyny łatwo się domyślić, chodzi o zapobieżenie panice i skonsolidowanie poparcia. Oficjalną wiadomość o śmierci Muhammada Sinwara podano z trzymiesięcznym opóźnieniem. Wydaje się jednak, iż Al-Hajja, podobnie jak Hasan Nasr Allah, jest zbyt ważny, aby wieść o jego śmierci (o ile faktycznie nie żyje) dało się ukrywać dużo dłużej.

Izrael wykonał ryzykowny krok – i się potknął. A teraz przyjdzie zapłacić frycowe.

Mosad

Świeże ustalenia The Washington Post wskazują, że Izraelczycy mieli na stole inny plan zabicia wodzów Hamasu, ale Dawid Barnea, dyrektor najsłynniejszej izraelskiej agencji szpiegowskiej, odmówił jego wykonania. Decyzja ta, świadcząca również o dużej autonomii Mosadu (który i tak formalnie podlega tylko premierowi), zmusiła Netanjahu do wybrania bardziej spektakularnego ataku lotniczego.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 91%

Plan zakładał użycie agentów izraelskich przebywających na miejscu w Katarze. Barnea uznał jednak, iż likwidacja hamasowców w Katarze wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem reperkusji politycznych. To właśnie Barnea jako jeden z głównych izraelskich negocjatorów (obok generała dywizji w stanie spoczynku Nicana Alona) od dwóch lat kultywował dobre stosunki z Katarczykami pośredniczącymi w rozmowach w sprawie rozejmu i uwolnienia zakładników.

Trzeba podkreślić, że nikt w izraelskim kierownictwie politycznym i wojskowym nie ma wątpliwości co do tego, iż prominentnych hamasowców trzeba będzie prędzej czy później zlikwidować. Operacje tego typu nie są niczym nowym dla Mosadu. W ostatnim czasie możemy kojarzyć je przede wszystkim z zabijaniem irańskich naukowców, jednak działania tego typu prowadzono wcześniej także w Europie, i także tu nie obyło się bez tragicznej w skutkach kompromitacji. Opory Barnei dotyczą nie tyle kwestii „czy”, ile „kiedy”, a jego stanowisko brzmi: „nie teraz”.

Sprzeciw z tego samego powodu – obawy o los negocjacji i przeżycie zakładników – miał zgłosić także ramatkal (szef sztabu Cahalu), generał broni Ejal Zamir. Został jednak przegłosowany, gdyż po stronie Bibiego stanęli minister spraw strategicznych Ron Dermer i minister obrony Jisrael Kac.

Tym sposobem Netanjahu, któremu wyraźnie zależało na doprowadzeniu sprawy do końca jak najszybciej i wykorzystaniu nadarzającej się okazji – pięciu wodzów Hamasu w jednym miejscu w jednym momencie — wydał rozkaz ataku lotniczego. Drogą nad Syrią w kierunku Kataru wyruszyło piętnaście samolotów bojowych. Wkrótce potem na budynek, w którym zebrali się hamasowcy, spadło dziesięć pocisków nieujawnionego typu.

Donald Trump i Binjamin Netanjahu z małżonkami w Jerozolimie, maj 2017 roku.
(Executive Office of the President of the United States)

Według analityka Davida Makovsky’ego cytowanego przez WaPo Bibi mógł stracić cierpliwość do negocjacji i negocjatorów. Podczas gdy Barnea wciąż wierzył, że rozmowy za pośrednic­twem Katarczyków mogą wciąż przynieść jakiś skutek, Netanjahu uznał, że stanowią one tylko niepotrzebny ciężar spowalniający ofensywę w Gazie.

Stosunki na Bliskim Wschodzie

Katar jest formalnie bardzo bliskim sojusznikiem USA, może pochwalić się statusem major non-NATO ally, nadanym w 2022 roku przez Joe Bidena. Amery­ka­nie utrzymują również swoje siły w bazie lotniczej Al‑Udajd niedaleko Ad‑Dauhy. To właśnie ona była celem irańskiego ataku z czerwca 2025 roku. Co gorsza, jeśli Amerykanie naprawdę wiedzieli o izraelskim ataku, można mówić nawet o zdradzie.

Trzeba też pamiętać, że Katar kultywuje bliski związek z samym Donaldem Trumpem. Emirat podarował mu (w sposób niekoniecznie zgodny z prawem, delikatnie mówiąc) Boeinga 747-8 do konwersji do roli nowego samolotu prezydenckiego. Można przypuszczać, że w oczach samych Katarczyków taki trybut miał zapewnić bezpieczeństwo w razie ewentualnej scysji z Izraelem. Z drugiej strony Katar przez wiele lat był najważniejszym darczyńcą Hamasu (w końcowym okresie za zgodą Izraela, a później także Stanów Zjednoczonych). Łącznie z emiratu trafiło do Gazy blisko 2 miliardy dolarów. Z trzeciej strony – Netanjahu i jego otoczenie jest oskarżane o przyjmowanie łapówek od Katarczyków.

Trump podczas wizyty w bazie Al-Udejd w Katarze, maj tego roku.
(Official White House Photo / Daniel Torok)

Z wypowiedzi Trumpa jak zwykle trudno uskładać spójny obraz. Trump (ustami własnymi i służby prasowej Białego Domu) mówił, że nic nie wiedział o nalocie, że nic, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, nie jest w stanie go zaskoczyć, że Izraelczycy nie konsultowali się z Amerykanami i że przekazał Katarowi zawczasu ostrzeżenie.

Faktycznie, Amerykanie wykryli izraelską formację uderzeniową w powietrzu i zwrócili się do Izraelczyków z pytaniem, co się dzieje. Odpowiedź nadeszła jednak, kiedy pociski były już w drodze do celu. Teoretycznie mogło to dać czas na szybki kontakt z Ad-Dauhą, natomiast sami Katarczycy wkrótce zdementowali doniesienia, jakoby zostali przez kogokolwiek ostrzeżeni. Wiadomość od Amerykanów nadeszła równo z izraelskimi pociskami.

Według serwisu Politico bliski współpracownik Trumpa stwierdził anonimowo, że za każdym razem, kiedy Izrael jest bliski postępów w negocjacjach, Bibi zrzuca na kogoś bomby, i właśnie to podejście szczególnie frustruje Trumpa. Prezydent był ponoć rozwścieczony nalotem na Katar, a według Baraka Rawida z serwisu Axios zażądał od Netanjahu, aby ten już więcej nie atakował hamasowców przebywających w emiracie.

O tym, że Bibi faktycznie zrobił sobie pod górkę w Waszyngtonie, i o tym, jak mała jest międzynarodowa akceptacja jego działań, najlepiej świadczy głosowanie w Radzie Bezpieczeń­stwa, gdzie USA poparły wraz z pozostałymi czternastoma członkami stanowisko potępiające izraelskie ataki. Komunikat nie wymienia jednak Izraela z nazwy.

Tymczasem amerykański sekretarz stanu Marco Rubio podkreślił, że chociaż Waszyngton jest niezadowolony, nie zamierza w żaden sposób zmieniać swoich strategicznych więzi z Izraelem. Amerykanie zaczęli też łatanie relacji z Katarem, Rubio i wiceprezydent J.D. Vance spotkali się już z premierem emiratu Muhammaden ibn Abd ar-Rahamanem As-Sanim. Trudno jednak wyobrazić sobie powrót do business as usual.

Zakładnicy

Według nieoficjalnych doniesień przywódcy Hamasu, na których spadł izraelskie pociski, zebrali się na naradę poświęconą najnowszej propozycji rozejmu w Strefie Gazy i uwolnienia wszystkich zakładników. Propozycji, dodajmy, mającej źródło w Białym Domu i będącej powodem do dumy samego Trumpa. Przecieki z izraelskiej strony negocjacji sugerowały, że Hamas faktycznie zareagował na nią przychylniej niż na większość wcześniejszych.

Przeciwnicy Netanjahu odczytali więc operację „Pisgat ha-Esz” jako próbę storpedowania rozmów pod przykrywką słusznej zemsty. Podczas dzisiejszej manifestacji w Tel Awiwie pojawiło się między innymi hasło: „Netanjahu, przestań zwodzić prezydenta Trumpa”. Z kolei przemawiająca do demonstrantów była zakładniczka Sharon Alony Cunio niemalże wprost oskarżyła premiera o sabotowanie negocjacji.

Także Ejnaw Zangauker, matka zakładnika Matana i jedna z czołowych aktywistek sprawy zakładników, nie szczędziła Bibiemu gorzkich słów. Pani Zangauker, niegdyś zagorzała zwolenniczka Likudu, zdążyła już nazwać Bibiego „fara­onem, który ściąga na nas plagę pierwo­rod­nych”, a dziś stwierdziła, że Izrael stał się świadkiem wielkiej klęski premiera kładącego na szali życie zakładników w trakcie negocjacji.

x.com/idfonline