Zbliżająca się 80. rocznica kapitulacji Japonii zagwarantowała wysyp chińskich nowości militarnych. Przygotowania do defilady zwycięstwa w Pekinie ujawniły nowy sprzęt wojsk lądowych i rakietowych. Przemysł lotniczy nie pozostaje w tyle i zademonstrował dwie nowe konstrukcje. Najpierw był tiltrotor, pierwsza znana chińska konstrukcja tej klasy. Następnie pojawił się śmigłowiec w układzie hybrydowym znanym z Raidera Sikorsky’ego.

Na początek słowo wyjaśnienia. W redakcji posługujemy się terminem tiltrotor z braku dobrego polskiego odpowiednika. Pojawiający się często w publikacjach termin „zmiennopłat” nie jest poprawny. W tego typu statkach powietrznych płat nie zmienia położenia względem kadłuba.

Oczywiście oba chińskie wiropłaty nie miały oficjalnej prezentacji. Po prostu w sieci pojawiły się zdjęcia z prób. Z tego powodu o konstrukcjach tych można niewiele powiedzieć. Tiltrotor miał według niepotwierdzonych doniesień zostać opracowany przez zakłady lotnicze w Hefei, spółkę zależną zakładów lotniczych z Harbinu, najbardziej znanych obecnie z produkcji śmigłowców Z-9, czyli klonów francuskich AS365, lekkich śmigłowców bojowych Z-19 i wielozadaniowych Z-20. Do tych ostatnich przylgnęła nazwa „Copyhawk”. Fakt, maszyna wywodzi się z rodziny S-70 Hawk i zewnętrznie jest bliźniaczo podobna do UH-60, ale Chińczycy wprowadzili sporo zmian. Najbardziej widoczną jest zastąpienie czterołopatowego wirnika pięciołopatowym.

Z kolei tiltrotor zewnętrznie jest bardzo podobny do Leonardo AW609. Zbliżone wydają się też rozmiary obu maszyn. Jest jedna zasadnicza różnica. W AW609 obracają się całe gondole silników, podobnie jak w V-22 Ospreyu. Z kolei chińscy inżynierowie poszli tropem Bella V-280 Valora (MV-75) – unoszą się jedynie przednie części gondol. Takie rozwiązanie ma być prostsze i zapewnić większą niezawodność.

Właśnie do niezawodności sprowadza się cały problem z tiltrotorami. Układ taki obiecuje liczne korzyści: szybkość i zasięg na poziomie samolotów z zachowaniem wszystkich zalet śmigłowców. Jednak pierwsza maszyna tej klasy używana na szerszą skalę, V-22 Osprey, okazała się trudna w eksploatacji. Z powodu wypadków i katastrof flota należąca do US Navy i US Marine Corps jest regularnie uziemiana. MV-75 ma być już znacznie bardziej dopracowaną konstrukcją, która w US Army zastąpi Black Hawki w ramach programu FLRAA (Future Long-Range Assault Aircraft).

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Chińscy konstruktorzy zwrócili uwagę na zalety układu tiltrotor już lata temu. W roku 2013 korporacja lotnicza AVIC, której częścią są zakłady z Harbinu, poinformowała o rozpoczęciu prac nad pionowzlotem o nazwie Lanjing (płetwal błękitny). Miała to być jednak ciężka (jak sama nazwa wskazuje) maszyna transportowa. Zapowiedziano dwa warianty, jeden o udźwigu 20 ton, drugi – aż 40 ton.

Obserwując amerykańskie doświadczenia, AVIC zdecydował się na nieco inną konfigurację niż w V-22. Lanjing miał otrzymać dwa płaty i cztery wirniki, każdy zamontowany na końcu skrzydła. Takie rozwiązanie ma zapewnić większą niezawodność, manewrowość i bezpieczeństwo niż w wypadku Ospreya.

W kolejnych latach chińskie firmy lotnicze prezentowały liczne modele tiltrotorów, chociaż ostatnio widoczny wyraźnie był zwrot w stronę maszyn bezzałogowych. Warto tutaj zwrócić uwagę na oficjalnie ujawnionego w ubiegłym roku R6000 Lanying z zakładów lotniczych z Wuhu. Przy maksymalnej masie startowej w okolicach 6 ton bezzałogowiec znajduje się z grubsza w tej samej kategorii wagowej co AW609. Konstrukcją najwyraźniej zainteresowało się wojsko, szukające dużych dronów transportowych.

Drugi z wiropłatów, o którym informacje pojawiły się kilka dni później, wygląda jak klon S-97 Raidera, co zyskało mu już przezwisko „Copyraider”. Zastosowano taką sama konfigurację napędu: współosiowy wirnik główny i śmigło pchające. Wirnik główny wygląda na sztywną konstrukcję. Szacowane wymiary maszyny również są zbliżone do Raidera. Taki sam jest układ podwozia. Jedyną widoczną różnicą jest rozmieszczenie stateczników pionowych. W S-97 są one zwrócone w dół, w chińskim śmigłowcu – w górę.

Również tutaj nie powinno być zaskoczenia. Szybki śmigłowiec to kolejny projekt ogłoszony przez AVIC w roku 2013. Celem prac było stworzenie maszyny zdolnej rozwijać prędkość 500 kilometrów na godzinę. Żeby było jeszcze ciekawiej, w chińskich komentarzach pojawiają się informacje, że „Copyraider” został oblatany już w kwietniu tego roku, jednak w natłoku informacji o myśliwcach następnej generacji nikt nie zwrócił na to uwagi. Ostatnie zdjęcia mają zaś przedstawiać drugą konfigurację demonstratora.

Jak już pisaliśmy, chińscy eksperci nie uważają, że era śmigłowców zbliża się ku końcowi. Straty rosyjskich śmigłowców w wojnie przeciw Ukrainie są oceniane jako umiarkowane jak na pełnoskalowy konflikt o dużej intensywności. Pojawiają się nawet sugestie, że w przypadku inwazji na Tajwan ChALW liczy się ze znacznie większymi stratami wśród swoich wiropłatów.

S-97 Raider.
(Sikorsky Aircraft Corporation)

Komponent śmigłowcowy chińskich wojsk lądowych jest intensywnie rozbudowywany. Według zestawienia Military Balance 2025 liczy on obecnie ponad 320 bojowych Z-10 i Z-19 oraz przeszło 720 maszyn wielozadaniowych i transportowych. W tej drugiej grupie najliczniej reprezentowane są rosyjskie Mi-17 i pochodne, chociaż szybko rośnie liczba Z-20.

Śmigłowce uznano za bardzo przydatny środek w przypadku inwazji na Tajwan. Wyspa leży stosunkowo blisko kontynentu, jednak charakter jej wybrzeża nie ułatwia desantu morskiego. W takich warunkach desant śmigłowcowy w celu opanowania lotnisk i portów wydaje się idealnym rozwiązaniem. Po wstępnym przygotowaniu w postaci ataków rakietowych i lotniczych kawaleria powietrzna „przeskakuje” nad obroną wybrzeża i toruje drogę dla transportu lotniczego i morskiego głównych sił inwa­zyj­nych. Śmigłowce transportowe i prze­wo­żone przez nie pod­od­działy potrze­bują osłony i wsparcia, które najlepiej mogą zapewnić śmigłowce bojowe. Poza tym Amerykanie, czyli jednocześnie wróg i wzór do naśladowania, także inwestują w wiropłaty następnej generacji.

Wniosek z doświadczeń wojny rosyjsko ukraińskiej jest prosty: trzeba zwiększyć przeżywalność śmigłowców na polu walki. Jednym z rozwiązań jest tworzenie mieszanych zespołów z bezzałogowcami, drugim – wprowadzanie nowych konstrukcji. W ubiegłym roku pojawił się nowy śmigłowiec bojowy zbudowany na bazie wielozadaniowego Z-20, cechujący się większym zasięgiem, udźwigiem i prawdopodobnie także opancerzeniem niż Z-10 i Z-19. Tiltrotor i „Copyraider” to kolejne kroki.

Harbin Z-19.
(Alert5, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Takie maszyny mogą znacznie szybciej pokonać Cieśninę Tajwańską, skracając czas, jaki obrona ma na reakcję. Tym samym rosną szanse opanowania nie tylko obiektów takich jak porty, lotniska, ale także pałacu prezydenckiego i budynków rządowych. „Dekapitacja” przywództwa Republiki Chińskiej na samym początku inwazji zwiększa szanse na szybkie zakończenie konfliktu, także poprzez wybicie Amerykanom z ręki powodu do interwencji.

Ale nie samym Tajwanem ChALW żyje. Większa prędkość i zasięg, zdolność operowania z pokładów okrętów i krótkich lądowisk przyda się także na Morzu Południowochińskim. Chiny zbudowały na spornych obszarach sztuczne wyspy, a na części z nich lotniska z pasami startowymi o długości nawet 3 tysięcy metrów. Jednak wytrzymałość tych lądowisk jest kwestionowana. Wiropłaty mają tutaj mniejsze wymagania, ich rozmieszczenie może też być traktowane jako mniej eskalacyjne.

x.com/Rational314159