Grono państw zainteresowanych nabyciem używanego sprzętu japońskich Sił Samoobrony od lat było spore, jednak pierwsze kroki na tym polu można było podjąć dopiero po kolejnej liberalizacji japońskich przepisów wiosną tego roku. Od tamtego momentu kolejka rośnie, a do tego znalazł się w niej dość egzotyczny potencjalny nabywca: Chile.

O sprawie jako pierwszy poinformował 7 września serwis Defensa.com. Według zdobytych informacji w grę wchodzi przekazanie niszczycieli (fregat) typów Murasame (na zdjęciu tytułowym), Takanami lub Akizuki. Niestety, nie wiadomo, ile okrętów Chile chciałoby nabyć, w jakiej perspektywie czasowej i przede wszystkim za ile.

Sprawa wywołała zrozumiałe poruszenie w Japonii. Pytania na ten temat szef sztabu Morskich Sił Samoobrony, admirał Akira Saitō, otrzymał już na konferencji prasowej 8 września. Niestety, dużo nie powiedział, jedynie potwierdził, że przekazanie Chile jednostek trzech wspomnianych typów faktycznie jest brane pod uwagę. Nie wiadomo nawet, czy zainteresowanie ze strony Santiago przekształci się w formalną umowę.

— Chile to odległy kraj, ale jest to kraj sąsiadujący z nami przez Ocean Spokojny — stwierdził admirał Saitō, gdy dziennikarze dziwili się zainteresowaniu japońskimi okrętami ze strony tak niespodziewanego kraju.

Niszczyciel Ōnami typu Takanami.
(Kaijō Jieitai)

Dlaczego Chile rozważa pozyskanie japońskich niszczycieli? Trzon chilijskiej floty nawodnej stanowi osiem fregat czterech typów. Lista ta przedstawia się następująco:

  • Almirante Williams (FF-19) brytyjskiego typu 22 serii 2, w służbie od roku 2003;
  • trzy jednostki brytyjskiego typu 23, przyjęte do służby w latach 2006–2008: Almirante Condell (FF-06), Almirante Lynch (FF-07) i Almirante Cochrane (FF-05);
  • Almirante Riveros (FF-18) i Almirante Blanco Encalada (FF-15) holenderskiego typu Karel Doorman, wprowadzone do służby w latach 2005–2007;
  • Almirante Latorre (FFG-14) i Capitán Prat (FFG-11) australijskiego typu Adelaide, które podniosły banderę w roku 2020.

Jak widać, nie są to jednostki nowe. Pora ich odejścia ze służby zbliża się dużymi krokami. Chile podjęło ambitny plan odejścia od kupna okrętów z drugiej ręki i w następnej dekadzie chce wprowadzić jednostki nowego typu, budowane w krajowych stoczniach. Sęk w tym, że nie rozpoczęto jeszcze nawet procedury wyboru typu fregat.

Chilijska marynarka uważa osiem fregat za niezbędne minimum do wypełniania swoich zadań, stoi więc w obliczu luki obejmującej jeden lub dwa okręty. Stąd też ponowne poszukiwanie używanych jednostek. W grę wchodzi nabycie czwartej jednostki typu 23, HMS Argyll.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 70%

Zwrócono też uwagę na Japonię. W sierpniu ubiegłego roku Santiago i Tokio podpisały umowę o współpracy obronnej. W styczniu w ambasadzie w Tokio otwarto biuro attaché wojskowego. 30 sierpnia doszło do spotkania ministrów spraw zagranicznych Toshimitsu Motegiego i Francisca Péreza Mackenny. W japońskim komunikacie ze spotkania wskazano na zainteresowanie współpracą wojskową. Japońskie okręty są dobrze utrzymane i prezentują dobry potencjał bojowy, chociaż ich wadą jest często unikatowe uzbrojenie rakietowe i systemy elektroniczne niestosowane nigdzie indziej.

Do tego Chile mierzy wysoko, wszystkie trzy typy niszczycieli branych pod uwagę są nowe. Dotyczy to zwłaszcza typu Akizuki. Cztery jednostki weszły do służby w latach 2012–2014.

Dlaczego więc Kaijō Jieitai bierze pod uwagę pozbycie się tych okrętów? Według informacji pojawiających się w japońskich mediach i serwisach społecznościowych przyczyną są braki kadrowe, skompletowanie załóg niszczycieli staje się coraz trudniejsze. W takich warunkach dowództwo Morskich Sił Samoobrony zaczęło myśleć o szybszym wycofaniu ze służby starszych jednostek i wprowadzeniu na ich miejsce fregat typu Mogami, projektowanych z myślą o obsadzeniu przez niewielką załogę.

Budowa dwóch ostatnich okrętów pierwszej serii zbliża się ku końcowi, ruszyła już budowa dwóch pierwszych jednostek udoskonalonej wersji Mogami kai, a w planach ma być trzecia seria, licząca podobnie jak dwie poprzednie 12 fregat.

Przy tempie budowy wynoszącym dwa okręty rocznie, szybkie zastąpienie starszych niszczycieli jest jak najbardziej realne, tym bardziej że rząd zainicjował program zwiększania zdolności produkcyjnych japońskiego przemysłu stoczniowego. Na fali sukcesów w postaci zamówienia z Australii, wzięciu pod uwagę w nowym postępowaniu na fregaty dla US Navy, pojawiają się spekulacje o możliwym zaoferowaniu udoskonalonego typu Mogami także Chile.

Rozmowy w sprawie pozyskania używanych japońskich okrętów prowadzą Filipiny i Indonezja. Filipiński sekretarz obrony Gilberto Teodoro Junior poinformował 7 lipca, że udało się dojść do finalnego porozumienia i obecnie trwają procedury administracyjne. Tym sposobem Filipiny mają otrzymać aż pięć niszczycieli eskortowych (w zasadzie fregat lekkich lub dużych korwet) typu Abukuma. Okręty mają zostać przekazane w ciągu dwóch–trzech lat.

Bardziej skomplikowana jest sprawa z Indonezją. Dżakarta wyraża zainteresowanie japońskimi używanymi niszczycielami typu Asagiri, ale na tym nie koniec. Na początku dekady Indonezja zwróciła uwagę na fregaty typu Mogami. Ostatecznie w postępowaniu zwyciężyły włoskie fregaty typu FREMM, uzupełnione następnie przez patrolowce PPA, fregaty Arrowhead 140 projektu Babcocka, a wreszcie tureckie fregaty typu İstif. Teraz Dżakarta znów przebąkuje o zainteresowaniu typem Mogami. Można odnieść wrażenie, że podobnie jak w przypadku samolotów Indonezja chce „złapać je wszystkie”.

Z uwagi na presję ze strony Chin na Morzu Południowochińskim państwa Azji Południowo-Wschodniej od lat starają się zachęcić Japonię do przekazania im wycofywanego ze służby sprzętu Jieitai. Największym obiektem pożądania są morskie samoloty patrolowe P-3C, które pozwoliłyby na skuteczniejsze dozorowanie spornych akwenów. Potencjalna lista życzeń jest oczywiście dłuższa i obejmuje potencjalnie wszystko co zalega w japońskich magazynach.

W samej Japonii rozważa się przekazanie myśliwców Mitsubishi F-2. Wycofywanie tych maszyn ma się zacząć w przyszłej dekadzie. Z uwagi na optymalizację pod kątem ataków na cele nawodne F-2 mogą one okazać się atrakcyjne dla państw Azji Południowo-Wschodniej.

Listy życzeń były regularnie prezentowane od dobrych dziesięciu lat, na przeszkodzie stawały jednak restrykcyjne japońskie przepisy. Gruntowna rewizja zasad eksportu uzbrojenia i sprzętu wojskowego nastąpiła dopiero w kwietniu tego roku. Wbrew pozorom japońska broń nie będzie sprzedawana wszystkim chętnym, a jedynie państwom, z którymi Japonia ma podpi­sane porozumienia o ochronie informacji tajnych. W tej grupie są Filipiny, Indonezja, Malezja, Singapur i Wietnam. Chile natomiast ma podpisaną umowę o wymianie informacji wojskowych, co może być punktem wyjścia do szerszego porozumienia o ochronie informacji tajnych.

Kaijō Jieitai