W Szwajcarii na sile przybiera dyskusja czy zrezygnować z kupna wielozadaniowych samolotów bojowych F-35A Lightning II. Powodów jest wiele, ale najważniejsze to wzrost kosztów programu i wysokie cła nałożone na Helwecję przez administrację Donalda Trumpa. Szwajcarski rząd na razie nie zamierza rezygnować z myśliwców, aczkolwiek kierujący resortem obrony Martin Pfister myśli już o alternatywnych rozwiązaniach.
Dla szwajcarskiego lotnictwa była to prawdziwa droga przez mękę. Kilkanaście lat, referenda, anulowane przetargi, lewicowi pacyfiści kwestionujący zasadność kupna nowych myśliwców. Wreszcie we wrześniu 2022 roku podpisano kontrakt przewidujący zakup 36 F-35A za 6 miliardów franków. Umowa wydawała się niemałym sukcesem. Dostawy miały być realizowane w ramach procedury Foreign Military Sales (FMS), a cena miała być stała, wywalczono też montaż czterech maszyn w Szwajcarii.
Pierwsze ciemne chmury pojawiły się latem 2023 roku. Nowo mianowany szef Federalnego Urzędu Zamówień Obronnych Armasuisse Urs Loher stwierdził, że nie dowierza, aby cena za F-35 miała być stała. Trzeba pokrótce przedstawić tę postać. Kierująca wówczas resortem obrony Viola Amherd w ramach reanimacji sił zbrojnych i walki z przekrętami w umowach z wojskiem postanowiła powierzyć kierownictwo Armasuisse nie, jak dotychczas, urzędnikowi, lecz komuś obeznanemu z przemysłem zbrojeniowym. Jej wybór padł na dyrektora Thales Schweiz.
Loher zaskoczył wszystkich już na samym początku, stwierdzając, że „z powodów zawodowych jest przeciwnikiem F-35″. Swoją niewiarę w stałą cenę tłumaczył następująco.
– Ideą programu Foreign Military Sale jest umożliwienie innym krajom korzystania z dogodnych warunków, jakie rząd USA uzyskuje od producentów – mówił. – Rząd nie chce zarabiać, ale nie chce też tracić pieniędzy. Jeśli więc cena wzrośnie, wzrost ten zostanie przeniesiony na klienta. Zastanawiałem się: dlaczego Szwajcaria, która nie jest znana jako najbiedniejszy kraj, miałaby stanowić wyjątek od tej zasady?
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Pesymizm okazał się uzasadniony. Burza wybuchła 11 czerwca tego roku w trakcie wizyty Lohera w Waszyngtonie. Dowiedział się on wówczas, że Szwajcaria będzie musiała zapłacić za samoloty od 650 milionów do nawet 1,3 miliarda franków więcej. W innych krajach rząd zacisnąłby zęby i zaczął szukać pieniędzy, ale w Helwecji jest inaczej. Obywatele w referendum zaakceptowali kupno 36 myśliwców za 6 miliardów i koniec. To rząd musi się tłumaczyć, dlaczego zawarł umowę z nierzetelnym dostawcą. Jeżeli tłumaczenia będą niesatysfakcjonujące, politycy odpowiedzialni za umowę zostaną rozliczeni.
Oliwy do ognia dolali dziennikarze Arthur Rutishauser i Adrian Schmid, którzy wyliczyli, że oferta Lockheeda Martina była niedoszacowana i F-35 będą w rzeczywistości kosztować 10 miliardów franków.
Nie był to koniec kłopotów dla Rady Federalnej, pełniącej funkcję rządu. Okazało się, że Amerykanie inaczej niż Szwajcarzy rozumieją stałą cenę. Peter Kunz, profesor prawa gospodarczego na Uniwersytecie Berneńskim, tłumaczy to w następujący sposób.
— „At fixed prices” odnosi się po prostu do ceny ustalonej gdzie indziej. Jest to powszechnie wiadome – mówi Kunz.
Sprawa sięga jednak głębiej. Przygotowując się do kupna F-35A, departament obrony powoływał się na ekspertyzę prawną na temat zasadności procedury wyboru samolotu, sporządzoną przez znaną kancelarię prawną Homburger z Zurychu za pół miliona franków. Następnie Loher w imieniu Armasuisse zamówił jeszcze dwie kolejne ekspertyzy prawne dotyczące ceny stałej. Ekspertyzy nie zostały upublicznione, a jak zwraca uwagę profesor Kunz, nawet praktykant u Homburger musiałby wiedzieć, co w Stanach Zjednoczonych oznacza „at fixed prices”. Wychodzi na to, że w ekspertyzach pisano to, co zamawiający chciał usłyszeć, a pełen obaw Loher zamówił dodatkowe ekspertyzy, by służyły mu za piorunochron. Sprawa nie jest błaha, albowiem władze federalne wydają rocznie na ekspertyzy zewnętrzne 673 miliony franków.
Dodajmy jeszcze, że wzrost kosztów F-35A przypomina Szwajcarom nieprzyjemne doświadczenia z przeszłości. W latach 60. wybuchła afera na tle eksplozji kosztów pozyskania z Francji 30 myśliwców Mirage III. Samoloty ostatecznie weszły do służby i były eksploatowane do roku 1999.

Amerykański, holenderski i duński F-35A nad Arizoną.
(USAF / Airman 1st Class Dominic Tyler 56th Fighter Wing Public Affairs)
Wreszcie nadszedł 7 sierpnia i objęcie Helwecji amerykańskimi cłami w wysokości 39%. Natychmiast podniosły się głosy, by wykorzystać kontrakty na F-35A i pięć systemów Patriot jako kartę przetargową w negocjacjach z Białym Domem. Pełniąca rotacyjnie obowiązki głowy państwa Karin Keller-Sutter zdecydowanie odrzuciła takie pomysły.
Co dalej?
Oczywiście nie rozwiązało to kwestii, co dalej z F-35A i ich rosnącą ceną. Lewica najchętniej zerwałaby umowę.
– Trump jest skrajnie prawicowym szaleńcem, z którym Szwajcaria nie powinna prowadzić handlu bronią – argumentował już w marcu współprzewodniczący Partii Socjalistycznej Cédric Wermuth. Antypatia do Trumpa to słaby powód do zrywania kontraktu, zwłaszcza gdy Helwecja zapłaciła już 900 milionów dolarów (724 miliony franków) za samoloty. Do tego, jak ostrzega Hans-Peter Portmann z liberalnej FDP, zerwanie umowy może zaowocować podniesieniem ceł na szwajcarskie produkty.
Jednak nawet wśród FDP, do tej zdecydowanie opowiadającej się za pozyskaniem Lightningów II, widać spadek entuzjazmu wobec amerykańskiego myśliwca. Wywodzący się z tej partii szef resortu obrony Martin Pfister rozważa ograniczenie liczby zamówionych samolotów, tak by zmieścić się w 6 miliardach franków. Portmann nie uważa tego za najlepsze rozwiązanie. Postuluje on odbiór sześciu opłaconych już samolotów i rezygnację z pozostałych. W ich miejsce miałoby zostać kupionych 30 tańszych europejskich myśliwców, w grę wchodzą zatem Rafale, Eurofighter i Gripen.

Niemiecki Eurofighter Typhoon w towarzystwie izraelskiego F-16I.
(Amit Agronov / IDF Spokesperson’s Unit / CC BY-SA 3.0)
Używanie równolegle dwóch typów samolotów bojowych nie byłoby dla szwajcarskiego lotnictwa czymś nowym. Obecnie równolegle eksploatowane są F-5EF Tiger i F/A-18C/D Hornet. Z drugiej strony wprowadzenie tylko sześciu F-35A jest pod względem eksploatacyjnym, organizacyjnym i operacyjnym kompletnie pozbawione sensu.
Są i zupełnie przeciwne głosy. Claude Nicollier, były pilot wojskowy i kosmonauta, a obecnie doradca departamentu obrony, w rozmowie z Neue Zürcher Zeitung am Sonntag stwierdził, że należy zwiększyć zamówienie na F-35A do 50 sztuk. Już w roku 2019 Nicollier uważał, że 36 samolotów to za mało w stosunku do potrzeby i należałoby zamówić 40 maszyn. W obecnej sytuacji geopolitycznej i militarnej, argumentuje, 50 wielozadaniowych samolotów bojowych to minimum. Nicollier uważa Lightninga II za odpowiedni samolot dla szwajcarskich sił powietrznych, a ewentualne zerwanie umowy za „najgorsze, co moglibyśmy zrobić”.
Przewodnicząca parlamentarnej komisji do spraw polityki bezpieczeństwa Priska Seiler Graf stwierdziła, że wypowiedź Nicolliera może rozumieć tylko jako prowokację. Według socjalistycznej polityczki w obecnej sytuacji należy się wstrzymać i na nowo przemyśleć całą koncepcję obrony powietrznej kraju. Seiler Graf podnosi jedną słuszną kwestię – w dotychczasowych planach w ogóle nie odniesiono się do obrony przed atakami z użyciem bezzałogowców.

