Royal Fleet Auxiliary (RFA) ponownie boryka się z poważnymi problemami finansowymi, które bezpośrednio przekładają się na braki kadrowe i ograniczoną dostępność jednostek. Cięcia budżetowe sprawiają, że marynarze służący we flocie pomocniczej otwarcie wyrażają niezadowolenie z poziomu wynagrodzeń. Dodatkowo w wyniku ograniczania kosztów kolejne okręty zostały skierowane do rezerwy. Sytuacja jest na tyle poważna, że związki zawodowe zaczynają rozważać przeprowadzenie strajku generalnego.

W większości flot, jak na przykład w polskiej Marynarce Wojennej, okręty pomocnicze są obsadzone przez żoł­nie­rzy zawodowych. Stanowią one nie­roz­łączną część sił okrętowych, zgro­ma­dzone w dywizjonach pomoc­ni­czych jednostek pływających (PJP). Taki kształt sił stanowi światowy standard, jednakże niektóre państwa, jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, zbudowały flotę pomocniczą zupełnie inaczej.

Amerykańskie okręty pomocnicze należą bezpośrednio do US Navy. Noszą jednak prefiks USNS (United States Naval Ship) i obsadzone są przez załogi mieszane złożone z personelu zawodowego sił zbrojnych i cywilów. Brytyjczycy nato­miast utworzyli na początku ubiegłego wieku zupełnie osobną flotę sił pomocniczych, dowodzoną i obsadzoną przez marynarzy floty handlowej, wykwa­li­fi­ko­wanych rezer­wis­tów Royal Navy i garstkę czynnego personelu wojskowego, głównie do używania uzbrojenia. Człon­kowie RFA noszą mundury brytyjskiej marynarki wojennej z dystynkcjami marynarki handlowej.

RFA Tidespring (A136) uzupełniający zapasy japońskiemu niszczycielowi Setogiri (DD‑156) typu Asagiri.
(海上自衛隊)

Specyfika brytyjskiej floty pomocniczej poniekąd stanowi źródło problemów. Dodatkowo przez częściowo cywilny charakter RFA jej personel i okręty podlegają nieco odmiennym przepisom. Wynagrodzenie personelu Royal Navy i Royal Fleet Auxiliary jest zbliżone, jednak często marynarze floty pomocniczej mogą zarobić zdecydowanie większe pieniądze na kontraktach u cywilnych armatorów. Zwłaszcza ci dysponujący specjalistycznym doświadczeniem, na przykład z zakresu mechaniki. Wprawdzie w ostatnim czasie pensje w RFA wzrosły, jednak wciąż pewna część marynarzy decyduje się zakończyć służbę i przejść stricte do marynarki handlowej.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Nie powinno to stanowić zaskoczenia – w końcu do pracy chodzi się z reguły dla pieniędzy, a nie pasji. A pasję do pływania na statkach można realizować również u cywilnych armatorów. W efekcie obecnie RFA liczy około 1750 członków, tymczasem blisko dwa lata wcześniej służyło tam 1840 osób. W praktyce oznacza to, że wiele jednostek pomocniczych obsadzonych jest załogą na mini­mal­nym poziomie umoż­li­wia­ją­cym bezpieczną eksploatację.

Braki kadrowe w rzeczy­wis­tości oscylują w granicach 20–30%. Doprowadziły one do tego, że w lipcu specja­lis­tyczny okręt przeciwminowy Stirling Castle, dotąd należący do floty pomocniczej, został włączony bezpośrednio w skład Royal Navy.

HMS Stirling Castle.
(LPhot Daniel Bladen / UK MOD © Crown copyright 2025)

Rzecznik związku zawodowego RMT, reprezentującego większość marynarzy Royal Fleet Auxiliary, powiedział serwisowi Navy Lookout, że prowadzone jest wśród członków RFA głosowanie w sprawie ewentualnego strajku i jednocześnie kontynuowane są rozmowy w celu osiągnięcia porozumienia na drodze negocjacji. Panuje jednak głębokie rozczarowanie powolnym tempem rozmów i brakiem konkretnych zobowiązań do poprawy warunków pracy, tak aby odpowiadały wysiłkowi i odpowiedzialności marynarzy RFA. Związek zawodowy Nautilus, zrzeszający oficerów, rozpoczął głosowanie nad przystąpieniem do strajku jeszcze 18 listopada.

W styczniu 2025 roku marynarze opowiedzieli się za zakończeniem długotrwałego sporu płacowego po przedstawieniu znaczącej podwyżki, mającej zrekompensować wieloletni spadek realnych wynagrodzeń. Pojawiają się jednak informacje, że RFA wycofała się z uzgodnień dotyczących porozumienia płacowego na 2024 rok, a zapowiadana – i uznawana za niewystarczającą – oferta na 2025 rok wciąż nie została formalnie przedstawiona.

Przez ostatnie trzy lata znaczna liczba marynarzy zdecydowała się zakończyć służbę w RFA i przejść na kontakty u cywilnych armatorów. Znaleźć chętnych na ich miejsce nie jest łatwo. Już istnieje problem z kompletowaniem załóg części jednostek floty pomocniczej, a trzeba pamiętać, że w latach 30. RFA otrzyma nowe okręty zabezpieczenia, które również będzie trzeba obsadzić. Zachęty do służby nie stanowi również solidny system emerytalny.

Braki kadrowe dotykają też inne gałęzie sił okrętowych RFA, kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii. Okręt desantowy RFA Lyme Bay pozostaje w Gibraltarze z załogą szkieletową, a RFA Mounts Bay – mimo zakończonego remontu i pełnej obsady – nie wyjdzie w morze przed nowym rokiem budżetowym z powodu cięć, co ponownie oznacza brak aktywnych jednostek desantowych. Trzeci okręt – RFA Cardigan Bay – od września ubiegłego roku przebywa w rezerwie z powodu niemożności skompletowania załogi. W ten sposób, po wycofaniu pary okrętów desantowych typu Albion i sprzedaży jednego z nich Brazylii, brytyjskie siły zbrojne nie mają żadnych operacyjnych okrętów desantowych.

Okręt desantowy RFA Lyme Bay typu Bay u wybrzeży Kuwejtu. Na drugim planie niszczyciel min HMS Chiddingfold typu Hunt.
(LA(Phot) Stuart Hill / MOD)

Lepiej wygląda sytuacja zbiornikowców: RFA Tidespring przechodzi remont po kilkumiesięcznym rozmieszeniu w morzu, RFA Tidesurge wspierał działania NATO na północnym Atlantyku i kilka dni temu śledził formację rosyjskich okrętów, obejmującej między innymi okręt podwodny Krasnodar. RFA Tideforce wrócił niedawno do bazy morskiej w Portlandzie, a Tiderace kończy remont i kompletację załogi przed powrotem do służby operacyjnej.

Wciąż nie wyklarowała się sytuacja RFA Argus (A135), będącego specyficznym okrętem wielo­zada­nio­wym skupionym na wsparciu operacji lotniczych. Choć w marcu przeszedł remont, inspektorzy uznali latem, że nie nadaje się do żeglugi i cofnęli jednostce certyfikat bezpieczeństwa. Ich zdaniem stan techniczny Argusa stanowi zagrożenie nie tylko dla środowiska, ale również załogi. Zakończony w marcu remont pozwolił usunąć część długo nierozwiązanych usterek, ograniczone fundusze uniemożliwiły realizację pełnego zakresu prac.

W efekcie Argus wciąż ma kilka poważnych problemów technicznych, między innymi nieszczelne drzwi przeciwpożarowe, uporczywe wycieki z jednego ze zbiorników balastowych i zużytą uszczelką głównej windy dla śmigłowców, która nie została wymieniona. Od tego czasu okręt wciąż pozostaje nieoperacyjny przez wycofany certyfikat.

LPhot Paul Hall / UK MOD © Crown copyright 2025