W ramach ponadpartyjnej umowy politycy z Partii Republikańskiej i Partii Demokratycznej złożyli projekt ustawy o zwiększeniu uznania, odrodzenia, utrzymania i pamięci o Thunderbolcie. Celem ustawy jest zachowanie w służbie samolotów szturmowych A-10C Thunderbolt II przynajmniej do 2033 roku oraz zezwolenie na ich wycofanie dopiero po opracowaniu ich pełnoprawnego następcy.

Po angielsku tytuł ustawy brzmi Bolstering Recognition, Resurgence, Retention, and Remembrance of the Thunderbolt Act. Fantazyjna nazwa została nadana nieprzypadkowo. Po jej skróceniu powstaje BRRRRT – będące onomatopeją strzelającego działka GAU-8 Avenger, jednoznacznie kojarzącego się z A-10.

Wnioskodawcą jest republikański kongresmen z Arizony, były oficer wywiadu US Army, Abe Hamadeh. Wspiera go demokratyczny kongresmen z Karoliny Północnej Don Davis. Obaj zasiadają w podkomisji do spraw sił zbrojnych, która odpowiada między innymi za strukturę organizacyjną sił zbrojnych. Na listę wnioskodawców wpisało się także czterech innych republikanów, w tym ci reprezentujący Georgię i Missouri, gdzie znajdują się dwie ostatnie bazy A-10.

A-10 Thunderbolt II należący do Lotniczej Gwardii Narodowej stanu Michigan. Pod prawym skrzydłem widoczny zasobnik AN/AAQ-28 Litening.
(US Air National Guard / Airman 1st Class Jacob Hessen)

W projekcie ustawy znajduje się nakaz utrzymania w służbie czynnej co najmniej 126 samolotów A-10 do roku budżetowego 2033. Jeśli zostanie przyjęta, ustawa odwraca również wdrożone już dziania zmierzające do całkowitego wycofania tych samolotów w 2030 roku. Chodzi między innymi o wznowienie szkolenia nowych pilotów i mechaników mających obsługiwać te maszyny. Przegłosowanie ustawy oznaczałoby konieczność przywrócenia do stanu lotnego pewnej liczby A-10 przechowywanych na pustynnym składowisku Aerospace Maintenance and Regeneration Group w bazie Davis-Monthan.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

WRZESIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 61%

Jak wielokrotnie pisaliśmy, Departament Obrony i siły powietrzne próbowały wycofać ze służby ten typ samolotu co najmniej od 2014 roku, a pierwsze przymiarki czyniono jeszcze w latach 90. Głównymi powodami były potrzeba oszczędności i zmiana filozofii, która kładzie większy nacisk na samoloty wielozadaniowe. Mimo że A-10C nie przystaje już do współczesnego i nowoczesnego pola walki, decyzja o rychłym wycofaniu A-10 wzbudziła jednak ogromne kontrowersje, krytykowano ją w Kongresie, suchej nitki nie zostawił na niej również amerykański odpowiednik Najwyższej Izby Kontroli. O ocalenie Thunderboltów stoczono zaciętą walkę, która w styczniu 2016 roku zakończyła się częściowym sukcesem.

Od tamtego momentu właściwie każdego roku przy okazji tworzenia budżetu dla sił zbrojnych, dowództwo sił powietrznych stara się pozbyć A-10, a politycy, zwłaszcza ci z przeszłością w wojskach lądowych, ich bronią. Na początku trwającego roku budżetowego, rozpoczętego w październiku 2025 roku, US Air Force dysponowały 162 A-10C i chciały je wszystkie wycofać. Kongres odmówił nakazując utrzymanie co najmniej 103 egzemplarzy w służbie.

A-10 na drogowym odcinku lotniskowym w stanie Michigan.
(USAF / Alex M. Miller)

Pomijając wiek maszyn i ich rzekome niedostosowanie do współczesnych wojen, dla dowództwa sił powietrznych największym minusem A-10 jest dziś jego wyspecjalizowanie w jednej misji – bliskim wsparciu wojsk lądowych. Wszystkie inne samoloty taktyczne amerykańskich sił powietrznych są w większym lub mniejszym stopniu wielozadaniowe – nawet F-22. Wysłanie A-10 wraz z kontyngentem oznacza dla dowódcy, że nie może tego samolotu wykorzystać do niczego innego. Gdyby w jego miejsce miał F-16 czy F-35, mógłby je wykorzystać w zależności od potrzeb do zadań myśliwskich, bombardowania czy bliskiego wsparcia. Z A-10 nie ma tego komfortu.

BRRRRT Act staje w kontrze do takiego rozumowania. Jeśli wejdzie w życie, amerykańskie siły zbrojne będą musiały przyjąć do uzbrojenia samolot, którego podstawowym zadaniem będzie udzielanie bezpośredniego wsparcia wojskom lądowym. Ma to być jej podstawowe zadanie, a więc tego kryterium nie będzie spełniał myśliwiec, który będzie można przy okazji wykorzystać do zrzucania bomb w ramach misji wsparcia bezpośredniego.

Wycofanie A-10 będzie mogło nastąpić dopiero gdy sekretarz sił powietrznych oficjalnie zatwierdzi dany typ samolotu jako maszynę bliskiego wsparcia. Ma to być samolot istniejący fizycznie, a nie tylko projekt. Wskazanie i zatwierdzenie takiego samolotu będzie musiało być potwierdzone przez sekretarza wojsk lądowych, komendanta US Marine Corps i dowódcę US Special Operations Command.

– A-10 wielokrotnie potwierdzał swoją wartość na polu walki, ratując życie Amerykanów i zapewniając niezrównane bliskie wsparcie powietrzne, gdy nasi żołnierze potrzebowali go najbardziej – powiedział Abe Hamadeh. – BRRRRT Act gwarantuje, że nie wycofamy sprawdzonego systemu walki zanim nie zostanie wdrożony jego bezpośredni następca.

W przypadku gdyby ustawa BRRRRT nie została przyjęta, wnioskodawcy mogą spróbować przenieść jej zapisy do procedowanego projektu ustawy o wydatkach obronnych na kolejny rok budżetowy.

A-10 był niekochanym dzieckiem w rodzinie sił powietrznych od samego początku. Dowództwo US Air Force uważało, że lotnictwo jest od bardziej wzniosłych misji niż wsparcie bezpośrednie wojsk lądowych. Lotnictwo chciało toczyć walki powietrzne, izolować pole walki czy atakować cele strategiczne. Wykorzystywało do tego zaawansowane, szybkie i latające wysoko samoloty. Wsparciem wojsk lądowych miały się zająć śmigłowce.

Tyle że US Army chciała w tej roli wykorzystać również samoloty i była na tyle zdeterminowana, że rozważała samodzielne wdrożenie takiej maszyny. Siły powietrzne nie chciały dopuścić do powstania lotnictwa wojsk lądowych dysponującego samolotami bojowymi i dlatego ostatecznie zaakceptowały A-10, ale nigdy nie darzyły go specjalną estymą.

A-10C w norweskiej bazie Andøya.
(US Air National Guard / Tech. Sgt. Enjoli Saunders)

Co innego żołnierze wojsk lądowych. Dla nich A-10 był widomym znakiem tego, że ktoś nad nimi czuwa. Znacznie wyraźniejszym niż latający na wysokości kilku kilometrów wielozadaniowy samolot bojowy czy bombowiec strategiczny, chociaż w większości wypadków oba mogły zapewnić równie skuteczne wsparcie oddziałom lądowym. Tym bardziej dzisiaj, gdy na wyposażeniu są precyzyjne zasobniki celownicze i uzbrojenie precyzyjne w rodzaju SDB czy APKWS, możliwe do użycia w pobliżu własnych wojsk bez nadmiernego ryzyka strat pobocznych.

Niemniej w określonych sytuacjach A-10 nadal mogą odgrywać pożyteczną rolę. Chodzi głownie o zdolność do operowania na małej wysokości przy małej prędkości. W połączeniu z niewielkim promieniem skrętu umożliwia to pilotowi znacznie lepsze obserwowanie terenu niż pilotowi szybkiego samolotu wielozadaniowego. Ci drudzy mają oczywiście do dyspozycji zasobniki obserwacyjno-celownicze, ale nie mają one wszystkich zdolności Mk 1 Eyeball, jak z przymrużeniem, nomen omen, oka określa się zwyczajne gałki oczne. Dlatego widzieliśmy A-10 zaangażowane w niedawne operacje ratowania pilotów F-15E zestrzelonego nad Iranem. Zanim F-16 wykona zwrot i odnajdzie cel obiektywem zasobnika, pilot Warthoga może już robić BRRRRT.

US Air Force / Staff Sgt. Ryan Callaghan