Boeing został wybrany na konstruktora F/A-XX – pokładowego samolotu bojowego szóstej generacji dla amerykańskiej marynarki wojennej. Kontrakt obejmuje „pozyskanie egzemplarzy testowych do prób naziemnych, badań zdatności do lotu oraz testów integracji systemów i uzbrojenia”. Jego wartość na etapie rozwoju pełno­skalo­wego określono na 20 miliardów dolarów. Wybór ten czyni Boeinga jedynym dostawcą myśliwców szóstej generacji dla amerykańskich sił zbrojnych.

Wraz z komunikatem prasowym Boeing – który pokonał w ostatniej fazie rywalizacji Northropa Grummana – opublikował wizualizację F/A-XX. To jej przyjrzymy się w pierwszej kolejności. Oczywiście czynimy to ze świadomością, że to tylko rysunek. Zapewne nie wziął się z powietrza, ale też nie ma gwarancji, że w jakimkolwiek stopniu odwzorowuje istniejące projekty.

Widzimy przede wszystkim układ bez stateczników pionowych. Tego akurat mogliśmy się spodziewać, praktycznie wszystkie wizje artystyczne Boeinga publikowane od co najmniej siedmiu lat prezentowały tę filozofię (choć oczywiście trzeba brać poprawkę na to, że nie istniał wówczas projekt, na którym artysta mógłby się wzorować). Poza tym o sylwetce nie da się powiedzieć dużo, ale jedno nie ulega wątpliwości: płatowiec jest masywny i gruby. Mamy do czynienia z maszyną kładącą nacisk na działania uderzeniowe i duży zasięg.

Wczesna wizja F/A-XX Boeinga.
(Boeing)

Ponownie: bez zaskoczenia. Od dawna wiadomo było, że nowy myśliwiec ma osiągać wysoką prędkość, najlepiej z możliwością supercruise (osiągania i utrzymywania naddźwiękowej prędkości przelotowej bez użycia dopalacza), mieć zasięg o jedną czwartą większy w porównaniu z F/A-18E/F czy F-35C oraz organiczną zdolność do współpracy z samolotami bezzałogowymi różnych klas i typów.

Płat ma niewielki wznios dodatni, tę cechę widzieliśmy już w wizualizacjach F-47. Przednie stery wysokości są niestety słabo widoczne. O podobieństwie nosa do Raptora i Lightninga II nawet nie warto wspominać. Fizyki się nie oszuka. Podobnie oczywistością jest solidna goleń podwozia.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 70%

Osłona kabiny wygląda na jednoczęściową, sama kopułka, bez wiatrochronu, to także pokłosie wymogów stealth. Ale co ważniejsze, kabina jest wyraźnie jednoosobowa. Ponownie, to tylko rysunek, niewykluczone, że wersja dwumiejscowa jest w planach. Z jednej strony popularna jest filozofia, wedle której nowoczesne samoloty bojowe powinny mieć dwuosobową załogę, tak aby pilot mógł się skupić na pilotażu (i walce), podczas gdy operator zawiaduje działaniami kilku albo kilkunastu lojalnych skrzydłowych.

Ale czy w dobie rozwoju sztucznej inteligencji ktoś taki będzie potrzebny? Czy jeden człowiek nie da rady tego wszystkiego ogarnąć? Na to pytanie odpowiedź poznamy dopiero za kilka lat.

Wizualizacja F-47.
(USAF)

Z przymrużeniem oka można zwrócić uwagę na parę okrywającą sylwetkę F/A-XX. Ma on wchodzić do służby w US Navy od lat 30., kiedy katapulty elektromagnetyczne (EMALS) będą już normą na nowych lotniskowcach US Navy. Trzeci z nich, USS Enterprise (CVN 80), ma wejść do służby w 2031 roku. Katapulta parowa to przeżytek. Szkopuł w tym, że Donald Trump jest wyraźnie w niej zakochany i chce zmodyfikować pod tym kątem projekt Fordów. Pomysł jest absurdalny, bez dwóch zdań, ale Boeing taką prostą sztuczką na rysunku może się podlizać prezydentowi.

– F/A-XX stanowi kluczowy filar naszego zobowiązania do utrzymania pokoju poprzez siłę – stwierdził Michael P. Duffey, podsekretarz obrony ds. zakupów i utrzymania gotowości. – F/A-XX pozwoli zdominować przestrzeń powietrzną w warunkach przeciwdziałania przeciwnika, zwiększy zasięg operacyjny i zapewni żołnierzom decydującą przewagę bojową.

W marcu 2025 roku Boeing uzyskał prawo do opracowania i produkcji myśliwca nowej generacji dla US Air Force – F-47. Tym sposobem główni konkurenci Boeinga – Lockheed Martin i Northrop Grumman – zostali na dobrą sprawę wysiudani z sektora myśliwców szóstej generacji.

Nowy samolot zajmie miejsce Super Hornetów i Growlerów, także produkowanych przez Boeinga, chociaż za powstanie YF-17, z którego wywodzi się Hornet, odpowiadał Northrop.
(US Navy / Mass Communication Specialist 3rd Class Justin R. Pacheco)

Jest w tym oczywista logika. Northrop nie ma kontraktu na myśliwce, ale produkuje obecnie bombowce nowej generacji B-21 Raider, a Lockheed jeszcze przez długie lata będzie zarabiał miliardy na F-35. Tymczasem Boeingowi jeszcze dwa lata temu groziło całkowite zamknięcie pionu samolotów bojowych. Pojawiały się nawet sugestie, że Boeing może w ogóle wycofać się z produkcji samolotów wojskowych niebędących jedynie konwersjami samolotów pasażerskich – jak P-8A Poseidon.

Innymi słowy: Boeing jako jedyny z wielkiej trójki nie miał programu samolotu nowej generacji, trudno więc się dziwić, że Pentagon chciał dodać pary koncernowi z Seattle (choć obecnie mającemu siedzibę w Wirginii), zwłaszcza że od lat ma on bliskie powiązania z Donaldem Trumpem. Ale skupienie produkcji obu typów w jednym przedsiębiorstwie oznacza brak konkurencji. Skutki tego widzimy obecnie w przypadku Lockheeda, mającego monopol na piątą generację.

I tak oto jedna firma produkowała będzie cztery kluczowe samoloty: szkolne T-7A Red Hawk, latające cysterny KC-46 Pegasus i dwa myśliwce.

W tym kontekście pojawia się kolejne pytanie, na które nie mamy odpowiedzi: do jakiego stopnia F-47 i F/A-XX będą tożsame? Nie da się wykluczyć, że ten drugi będzie po prostu pokładową wersją tego pierwszego. Teoretycznie zapewniłoby to duże oszczędności i uprościłoby logistykę. Takie rozwiązanie może się odbić czkawką, vide: casus F-35, choć trzeba pamiętać, że to F-35B, a nie klasyczny pokładowy F-35C, był głównym źródłem komplikacji technicznych. Ale Phantom II czy nawet klasyczny Hornet (z powodzeniem używany jako myśliwiec bazowania lądowego w Europie) dowodzą, że takie podejście może działać.

Wizualizacja myśliwca F/A-XX zaprezentowana przez koncern Northrop Grumman.
(Northrop Grumman)

Według nieoficjalnych informacji marynarka wojenna była bliska ogłoszenia zwycięzcy w programie F/A-XX już w marcu ubiegłego roku, zaraz po tym, jak USAF ogłosił wybór Boeinga F-47. W zasadzie nie wiadomo, dlaczego nie doszło wtedy do ogłoszenia zwycięzcy. Być może zainterweniowali politycy, którzy mieli dla tego programu inne plany, bowiem już w czerwcu 2025 roku Pentagon oficjalnie ogłosił, że na przyszły rok budżetowy zawnioskuje jedynie o pieniądze na dokończenie wstępnego projektu samolotu, a następnie zamrozi cały program F/A-XX na czas nieokreślony. Miało to powstrzymać rywalizację obu programów o te same zasoby.

– Nic w naszych siłach zbrojnych nie ma takiej zdolności do projekcji siły z morza jak lotniskowcowa grupa uderzeniowa z jej kluczowym elementem, którym jest lotniskowiec z napędem jądrowym – oświadczył w ubiegłym roku szef operacji marynarki wojennej, admirał Daryl Caudle, w czasie przesłuchania przed nominacją na to stanowisko. – Żeby utrzymać ten potencjał uderzeniowy, skrzydło lotnictwa pokładowego musi się składać z najbardziej zaawansowanych myśliwców. Jeśli marynarka wojenna nie będzie w stanie w rozsądnym czasie wprowadzić do służby myśliwca szóstej generacji, jej zdolność do utrzymania przewagi nad równorzędnym przeciwnikiem będzie zagrożona. Bez zastępstwa dla F/A-18E/F i EA-18G marynarka będzie zmuszona do kolejnej modernizacji samolotów czwartej generacji i zwiększonych zakupów myśliwców piątej generacji, aby spróbować rywalizować z samolotami szóstej generacji, które już latają u potencjalnego przeciwnika.

Program F/A-XX rozpoczął się w poprzedniej dekadzie, ale właściwie nigdy nie był traktowany priorytetowo. Super Hornety były jeszcze względnie młode, wchodziła wersja Block III, a przede wszystkim na lotniskowcach w większej liczbie zaczęły się pojawiać F-35C. Tymczasem dowództwo US Navy miało ważniejsze sprawy na głowie. W ostatnich latach regularnie powraca temat niedostatecznych mocy produkcyjnych amerykańskich stoczni oraz opóźnień w opracowywaniu i budowie nowych okrętów. Ich koszty rosną, a terminy dostaw się wydłużają.

USS Gerald R. Ford w marcu 2022 roku podczas ćwiczeń kwalifikacyjnych komponentu lotniczego.
(US Navy / Mass Communication Specialist 3rd Class Jackson Adkins)

Centralne miejsce w planach US Navy zajmują podwodne nosiciele pocisków balistycznych typu Columbia. Ich status jest niepodważalny, bo stanowią kluczowy element amerykańskiej triady jądrowej. Wszystkie pozostałe programy są realizowane w ramach dostępnych środków pozostałych po zaspokojeniu programu Columbia.

Tych programów jest wiele: budowa kolejnych serii wielozadaniowych atomowych okrętów podwodnych typu Virginia, opracowanie nowej generacji jednostek tej klasy, program fregat typu Constellation, niszczyciel nowej generacji DDG(X), okręty desantowe czy wreszcie budowa lotniskowców typu Ford. Do tego trzeba dodać ogromne wydatki na utrzymanie floty okrętów i samolotów już będących w linii. Na opracowania nowego samolotu nie zostawało wiele funduszy.

Mimo wszystko nowy myśliwiec pokładowy jest niezbędny US Navy, bo Chińczycy nie śpią, a lotnictwo pokładowe jest predestynowane do odegrania kluczowej roli w ewentualnej wojnie.

Boeing