Australia wybrała nowe fregaty wielozada­niowe. Kontrakt otrzyma koncern Mitsu­bishi Heavy Industries (MHI), proponujący zmodyfikowany typ Mogami. Jest to pierwszy duży kontrakt eksportowy japońskiego przemysłu zbrojeniowego od czasów drugiej wojny światowej. Australia zamierza pozyskać najprawdopodobniej jedenaście lekkich fregat, które staną się następcami jednostek typu Anzac.

Australijskie ministerstwo obrony ogłosiło wybór typu Mogami dziś rano czasu lokalnego (tuż po północy czasu polskiego). W oświadczeniu podkreślono, że wyboru dokonano w następstwie rygorystycznej i konkurencyjnej procedury przetargowej, ale ze względu na determinację rządu udało się podjąć decyzję o kilka miesięcy wcześniej, niż pierwotnie planowano.

Na liście preferowanych kandydatów oprócz Mogami znalazły się nie­miec­kie fregaty projektu MEKO A200, połud­nio­wo­ko­re­ań­skie FFX Daegu oraz propo­no­wana przez hiszpańską Navantię koncepcja fregat lekkich Alfa 3000, na których projekcie bazują saudyjskie korwety typu Al‑Dżubajl. Zadania sta­wiane przed okrętami „poziomu 2” to przede wszystkim szeroko rozumiane misje eskortowe, z obroną konwojów i zespołów floty przed okrętami pod­wod­nymi i środkami napadu powietrz­nego. Oprócz tego na liście życzeń Royal Australian Navy znalazły się zwal­czanie celów nawodnych i lądowych.

W końcowym etapie programu SEA 3000 z Japończykami rywalizował już tylko koncern ThyssenKrupp Marine Systems, proponujący MEKO A200 (notabene typ Anzac także jest członkiem szeroko rozgałęzionej rodziny MEKO). Canberra podkreśla, że nasi zachodni sąsiedzi przedstawili konkurencyjną propozycję, cechującą się wysoką jakością, i dziękuje im za profesjonalną postawę w trakcie całego przetargu.

Fregata rakietowa HMAS Ballarat typu Anzac.
(US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Shelby M. Tucker)

Teraz Australijczyków czekają bezpośrednie negocjacje z MHI i rządem Japonii w sprawie szczegółów kontraktu. Jego podpisanie spodziewane jest w roku 2026. Pierwsze trzy fregaty powstaną w Japonii, pierwsza z nich zostanie przekazana Australii w roku 2029 i wejdzie do służby w roku 2030. Oświadczenie australijskiego resortu obrony wbija tu szpilę poprzedniemu rządowi liberałów Scotta Morrisona, który zamierzał wprowadzić nowe fregaty do służby pięć lat później.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

KWIECIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 82%

Resort zaznacza, że „obok fregat typu Hunter i zmodernizowanych niszczycieli typu Hobart oraz inwestycji w zaawansowane pociski [pociski manewrujące Tomahawk, integrowane właśnie z Hobartami – przyp. red.] fregaty wielozadaniowe będą stanowiły kluczową część planów rządu Albanesego mających zwiększyć ponaddwukrotnie stan liczebny nawodnej floty bojowej australijskiej marynarki wojennej”. Wartość pierwszej fazy kontraktu szacowana jest na 10 miliardów dolarów australijskich, czyli około 24 miliardów złotych, ale kwota obejmuje także przygotowanie bazy przemysłowej w Kraju Kangurów.

Tak w teorii, jak i w opinii samych Japończyków typ Mogami jest opty­mal­nym wyborem dla Australii. O fregatach tego typu pisaliśmy szerzej tutaj, dlatego teraz ograniczymy się do wypunktowania spraw, które mogłyby być korzystne z australijskiego punktu widzenia.

Fregata Noshiro (FFM 3) typu Mogami wraz z lekkim lotniskowcem Izumo (DDH 183) w 2024 roku.
(Kaijō Jieitai)

Mitsubishi zaprojektowało stosunkowo kompaktowy okręt eskortowy, będący próbą odpowiedzi na dwa kluczowe wyzwania stojące przed Morskimi Siłami Samoobrony. Pierwszym jest konieczność odpowiedzi na rozbudowę chińskiej marynarki, drugim – starzenie się popu­lacji, a tym samym kurczenie się japońskich rezerw ludzkich. Potrzebne są więc okręty przewyższające chińskie odpowiedniki, a jednocześnie możliwe do budowy w dużej liczbie i obsadzone przez relatywnie małą załogę. Wprawdzie Australia nie narzeka jeszcze, dzięki imigracji, na starzenie się społeczeństwa, ale chętnych do służby w wojsku brakuje.

Dzięki daleko posuniętej automatyzacji udało się ograniczyć liczebność załogi do 90 osób. Zastosowano wiele zaawan­so­wa­nych i nowa­tor­skich rozwiązań, w tym wykorzystanie rzeczy­wis­tości rozsze­rzo­nej i dookolny ekran pokry­wa­jący wszyst­kie ściany na stanowisku dowo­dze­nia. Stanowisko ma być także zin­te­gro­wane z bojowym centrum informacji i centralą kierowania maszynownią. Kolejną istotną nowością jest przystosowanie okrętów do wyko­rzys­tania na dużą skalę bez­za­ło­gowców nawod­nych i pod­wod­nych. Wprawdzie dla Japończyków priorytetem jest użycie systemów bezzałogowych do działań przeciw­mi­no­wych, jednak sama koncepcja jest elastyczna. To istotne dla Australii, która też stawia na bez­za­łogowce.

Udoskonalony typ Mogami będzie większy. Wyporność standardowa wzrośnie z 3,9 tysiąca ton do 4,5 tysiąca albo nawet 4,9 tysiąca ton. Kadłub ma zostać wydłużony o mniej więcej 10 metrów. Japoński resort obrony dość ogólnikowo wypowiada się na temat przyszłych fregat. Wzmocnione mają zostać zdolności zwalczania okrętów podwodnych, na uzbrojenie mają trafić nowe pociski przeciw­lot­nicze średniego zasięgu, a także nowe pociski przeciw­okrę­towe dalekiego zasięgu, zapewne z możliwością atakowania celów lądowych.

Pod względem uzbrojenia główną różnicą będzie 32-komorowa wyrzutnia pionowa Mk 41. Bazowy typ Mogami (wbrew pierwotnemu projektowi) w ogóle nie dysponuje takim uzbro­je­niem. Dopiero w tym roku Kaijō Jieitai rozpoczęło proces integracji wyrzutni pionowych. Koncern MHI zainstalował 16-komorowy moduł na siódmym okręcie serii – Niyodo (FFM 7, na zdjęciu powyżej). Zmodernizowane okręty zachowają oczywiście charakterystyczną nadbudówkę z antenami ścianowymi (zmodernizowanej) stacji radio­loka­cyj­nej OPY-2 klasy AESA, ale nie wiadomo, czy w wersji eksportowej pozostanie na miejscu bodaj najbardziej wyróżniający się element konstrukcyjny: maszt zintegrowany NORA-50 UNIted COmbined Radio aNtenna (co zwija się w słowo Unicorn, czyli jednorożec). MHI prezentowało też koncepcje z bardziej klasycznymi masztami.

Tokio sygnalizowało, że oferta jest specjalnie skrojona pod potrzeby Australii. Do tego cały czas mocny japoński przemysł stoczniowy oferuje możliwość szybkiej realizacji zamówienia. Australia chce otrzymać okręty względnie szybko, dlatego partia pierwszych trzech fregat ma powstać za granicą. Dopiero następne jednostki będą budowane w Australii. Tutaj zaczynają się schody. Japońskie stocznie nie mają doświad­cze­nia ani w budowie okrętów na zamówienie klientów zagranicznych, ani w transferze technologii.

To dopiero początek problemów. Pierwszy okręt serii jeszcze nie istnieje. Tymczasem wybór Mogami oznacza konieczność przy­sto­so­wania fregat do systemów elektro­nicz­nych i uzbro­jenia wska­za­nych przez klienta. Wprawdzie amery­kańskie uzbro­je­nie stosowane przez Royal Australian Navy jest znane Japończykom, ale systemy łączności i zarządzania walką to już inna sprawa. Tutaj powstaje największe ryzyko opóźnień i wzrostu kosztów, regularnie trapiących austra­lijskie programy wojskowe. Najśwież­szym przykładem są fregaty typu Hunter i śmigłowce MRH90 Taipan.

Wybór japońskich fregat pozwoli zacieśnić dwustronną współpracę, a taki cel stawia sobie Canberra. Powstaje też możliwość dywersyfikacji, a tym samym zmniejszenia zależności w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego od USA i Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony krytycy, tacy jak Marcus Hellyer z think tanku Strategic Analysis Australia, atakują samą koncepcję okrętów „poziomu 2”. Rok temu w rozmowie z serwisem Shephard Hellyer wytykał, że liczba zadań stawianych przed lekkimi fregatami doprowadzi do powsta­nia „miniaturowej gwiazdy śmierci”. To zaś powtarzanie niemal wszystkich błędów, które spowodowały problemy trapiące program typu Hunter (a także amerykański program Constellation).

Dla Japonii to przełom w eksporcie uzbrojenia. Tokio od dobrej dekady stara się promować japońskie uzbrojenie na rynkach zagranicznych, nie zanotowało jednak istotnych sukcesów. W obliczu kolejnych tryumfów połud­nio­wo­ko­re­ań­skiej zbrojeniówki rodzi to zrozumiałą frustrację. Trudno więc się dziwić, że oferta dla Australii została solidnie przygotowana.

Na ten rok rząd premiera Shigeru Ishiby zaplanował przygotowanie strategii zwiększenia eksportu sprzętu wojskowego przez zwiększenie międzynarodowej konkurencyjności przemysłu obronnego. Japoński przemysł nie dorobił się żadnego koncernu zbrojeniowego na miarę Lockheeda Martina, BAE Systems czy Rheinmetalla. Za większość produkcji na rzecz wojska odpowiada pięć firm: Mitsubishi Heavy Industries, Kawasaki Heavy Industries, Fujitsu, NEC i Mitsubishi Electric. Jest to jednak dla nich margines działalności, z którego obroty nie stanowią istotnego źródła zysków. Do tego z racji obowiązujących od roku 1967 ograniczeń Japończykom nie udało się stworzyć globalnej sieci powiązań i kontaktów ani zdobyć tradycyjnych klientów.

Warto przypomnieć, że to już drugie japońskie podejście do dużego austra­lij­skiego przetargu. W postę­po­wa­niu na nowe konwencjonalne okręty podwodne dla Royal Australian Navy uczestniczył typ Sōryū. Ostatecznie wygrali Francuzi z typem Shortfin Barra­cuda. Ale wobec kolejnych opóźnień, wzrostu kosztów i trudnych negocjacji, spowodowanych w dużej mierze wymaganiami strony australijskiej program został anulowany w atmosferze skandalu i zastąpiony przez SSN‑AUKUS.

海上自衛隊