Dzisiaj w nocy Donald Trump podpisał polecenie wykonawcze podnoszące status Arabii Saudyjskiej do poziomu głównego sojusznika spoza NATO (major non-NATO ally). Królestwo jest już czwartym państwem znad Zatoki Perskiej mającym tej przywilej. Decyzja została podjęta przy okazji waszyngtońskiej wizyty księcia koronnego Muhammada ibn Salmana, który po raz kolejny zdecydował się na pokaźne zakupy za Atlantykiem.

Transakcyjny charakter stosunków saudyjsko-amerykańskich widzieliśmy już w pierwszej kadencji Donalda Trumpa, który wydaje się dobrze rozumieć z saudyjskim następcą tronu (i faktycznym władcą królestwa). Podstawą tej relacji są głośne kontrakty zbrojeniowe, mające rozwijać amerykański przemysł. Saudyjczycy, oprócz samej broni, również liczą na pobudzenie własnej produkcji i ściągniecie amerykańskich inwestycji do kraju, który prędzej czy później będzie musiał nauczyć się żyć bez ropy. Od sukcesu tej transformacji może zależeć przyszłość dynastii Saudów.

Jak tym razem wygląda amerykańsko-saudyjski deal? Podniesienie Arabii Saudyjskiej do statusu MNNA to przede wszystkim gwarancja dalszej współpracy z USA w dziedzinie bezpieczeństwa i ułatwienie dalszych zakupów zbrojeniowych. Rijad będzie mógł również łatwiej uczestniczyć w pracach badawczo rozwojowych.

Wśród państw Zatoki takim statusem mogą pochwalić się Kuwejt, Bahrajn i Katar. Ten ostatni zyskał status MNNA w 2022 roku. Wśród państw arabskich statusem tym mogą pochwalić się również Jordania, Maroko, Tunezja i Egipt. Warto pamiętać jednak, iż odnosi się on przede wszystkim do współpracy zbrojeniowej, nie niosąc za sobą istotnych zobowiązań politycznych. Status ten mają również Brazylia i Pakistan, które trudno nazwać bliskimi sojusznikami Waszyngtonu. Nie zmienia to faktu, że jest on gestem zaufania i istotną manifestacją polityczną.

Drugim sukcesem Saudyjczyków jest zrobienie kolejnego kroku w sprawie potencjalnego kupna samolotów F-35. Szczegółów nadal nie ma wiele, jednak Stany Zjednoczone oficjalnie zaakceptowały taką możliwość. Nie pierwszy raz maszyny te miałyby trafić nad Zatokę Perską. Wcześniej do kupna przymierzały się Zjednoczone Emiraty Arabskie, jednak dojście do władzy Joe Bidena pokrzyżowało te plany.

Potencjalne sfinalizowanie tego zakupu może stanowić istotny przełom w bliskowschodnim układzie sił. O ile Lightning II jest powszechnie wykorzystywany w Europie czy nad Pacyfikiem, o tyle na Bliskim Wschodzie monopol na te maszyny ma Izrael. Jest to złamanie pewnego tabu, które znalazło nawet umocowanie w ustawodawstwie. Na mocy Arms Export Control Act Amerykanie nie mogą eksportować broni, która mogłaby podważyć militarną przewagę jakościową Izraela nad potencjalnymi zagrożeniami. Zapis ten nie definiuje jednak, kto stanowi zagrożenie dla Państwa Żydowskiego.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Temat ten pośrednio wiąże się z kolejnym sukcesem Muhammada bin Salmana, który zdołał rozdzielić sprawę uznania Izraela i dalszej współpracy zbrojeniowej z USA. Donald Trump nie kryje, że bardzo chętnie widziałby Arabię Saudyjską jako kolejnego sygnatariusza Porozumień Abrahamowych. Przed wybuchem wojny w Gazie pojawiały się plotki o tego typu intencjach, a blisko związany z Rijadem Bahrajn podjął taki krok w 2020 roku. W obecnej chwili taka decyzja byłaby bardzo ryzykowna dla wizerunku królestwa i samego króla Salmana, który dzierży tytuł Obrońcy Dwóch Świętych Meczetów.

Nie zmienia to faktu, że współpraca Izraela z państwami arabskimi nadal po cichu funkcjonuje, co jest motywowane zagrożeniem ze strony Iranu i jego sojuszników. Nie jest to jednak precedens, Tunezja, Kuwejt i Katar również nie uznają Izraela, a pomimo to cieszą się statusem MNNA.

Oprócz zysków na płaszczyźnie militarno-politycznej Saudyjczykom udało się zawrzeć kilka porozumień natury gospodarczej. Dokumenty dotyczyły współpracy w dziedzinie cywilnego wykorzystania energii nuklearnej, sztucznej inteligencji czy usług finansowych. W najbliższych tygodniach mają odbyć się negocjacje dotyczące redukcji ceł i uatrakcyjnienia środowiska inwestycyjnego.

Co w takim razie zyskali Amerykanie? Najbardziej namacalną korzyścią jest zakup blisko 300 czołgów Abrams. Na ten moment nie wiadomo za wiele na temat tej umowy, przede wszystkim nie wiadomo, o jaką dokładnie wersję chodzi (obecnie Rijad ma do dyspozycji 575 czołgów w wersji M1A2S). Arabię Saudyjską podejrzewa się również o plany zakupu 130 dronów MQ-9B.

Warto zaznaczyć, że zapowiedzi obfitych kontraktów zbrojeniowych i saudyjskich inwestycji w USA pojawiały się już w maju. Dokument Białego Domu z tamtego okresu wspomina o sprzedaży broni wartej niemal 142 miliardy dolarów i ponad 600 miliardach w saudyjskich inwestycjach. Warto mieć jednak na uwadze, że liczby te mogą być „napompowane” i odbiegać o tego, co zostanie zrealizowane.

Obecna wizyta księcia koronnego w Waszyngtonie jest również ważna z przyczyn politycznych. Izraelski atak na Katar podważył zaufanie państw Zatoki Perskiej do Waszyngtonu, a w następnych tygodniach widzieliśmy intensywną pracę Amerykanów w celu zadośćuczynienia Katarczykom. O ile dla Amerykanów najważniejszym sojusznikiem w regionie jest i będzie Izrael, o tyle państwa Zatoki Perskiej również stanowią atrakcyjnych partnerów. Obecność w regionie pozwala Amerykanom wywierać większą presję na Iran czy kontrolować kluczowe szlaki żeglugowe. Ponadto państwa Zatoki Perskiej z racji swojego bogactwa, pozycji politycznej i relatywnie słabej zbrojeniówki stanowią istotny kierunek eksportu amerykańskiego uzbrojenia.

W trakcie niedawnej wizyty Ahmada asz-Szary Trump uznał, że „wszyscy mamy trudną przeszłość”. I tym razem amerykański prezydent z charakterystyczną dla siebie manierą ustosunkował się do kontrowersji. Za Muhammadem ibn Salmanem ciągnie się sprawa śmierci Dżamala Chaszukdżiego, który w 2018 został brutalnie zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule. Morderstwo to przypisuje się saudyjskiemu następcy tronu, który często był krytykowany przez Chaszukdżiego. Według wersji prezentowanej przez władze w Rijadzie zabójstwa dokonano bez wiedzy najważniejszych osób w państwie. Zapytany o tę sytuację Trump odpowiedział:

– Wiele osób nie lubiło tego dżentelmena, o którym pani mówi – powiedział Trump w odpowiedzi na pytanie dziennikarki ABC. – Niezależnie od tego, czy go się lubi czy nie, różne rzeczy się dzieją. Ale on [książę Muhammad– przyp. red.] nic o tym nie wiedział. I możemy na tym skończyć. Nie musi pani zawstydzać naszego gościa takimi pytaniami.

– To naprawdę bolesne dla nas słyszeć o osobach, które stracą życie bez wyraźnego powodu – powiedział saudyjski książę. – Wykonaliśmy wszystkie kroki w celu wyjaśnienia tej sprawy. Usprawniliśmy również nasz system, żeby takie rzeczy nie wydarzyły się w przyszłości.

Podobnie jak w przypadku Ahmada asz-Szary, i tym razem pojawiło się pytanie dotyczące zamachów z 11 września 2001 roku i rzekomego saudyjskiego udziału. Muhammad ibn Salman wyraził współczucie wobec rodzin ofiar zamachów i stwierdził, że Usama ibn Laden wykorzystał obywateli saudyjskich do ataków w celu zniszczenia relacji między państwami.

Sam Usama również był Saudyjczykiem, chociaż syryjsko-jemeńskiego pochodzenia. O ile narracja ta wydaje się nieco naciągnięta, faktem jest, że obecność amerykańskich żołnierzy na Półwyspie Arabskim była jednym z głównych powodów licznych ataków terrorystycznych Al-Kaidy przeciwko Stanom Zjednoczonym.

Współpraca saudyjsko-amerykańska nigdy nie była oparta na wspólnych ideach. Konserwatywna wahhabicka monarchia, pomimo oznak modernizacji, nadal jest mocno odległa od amerykańskiego konsumpcjonistycznego stylu życia, a kontrowersje są nieodłącznym elementem tej relacji. Mimo to amerykańsko-saudyjski mariaż z rozsądku trwa już od około 80 lat. O ile obecnie to Chiny są ważniejszym partnerem handlowym dla królestwa, tak wydaje się, że Rijad i Waszyngton nie rozstaną się w najbliższym czasie.

White House Photo by Andrea Hanks