Zaledwie kilkanaście godzin po formalnym odstąpieniu Stanów Zjednoczonych od postanowień traktatu INF sekretarz obrony Mark Esper zapowiedział opracowanie nowych pocisków pośredniego zasięgu, które były zakazane traktatem. Pociski tej klasy mają zasięg od 500 do 5500 kilometrów.

– Teraz, gdy się wycofaliśmy, Departament Obrony w pełni zaangażuje się w rozwój nowych pocisków konwencjonalnych bazowania lądowego, które będą odpowiedzią na postępowanie Rosji i będą poszerzały nasze portfolio możliwości wykonania ataku konwencjonalnego – powiedział Mark Esper.

Esper dodał, że Pentagon rozpoczął prowadzenie badań nad podobnym uzbrojeniem w 2017 roku, jednak do tej pory prowadził tylko prace podstawowe, które nie były zakazane traktatem. Prace są prowadzone zarówno nad rakietami balistycznymi, jak i pociskami manewrującymi, ale znajdują się dopiero na początkowych etapach.

Sekretarz obrony nie wypowiedział się na temat konkretnych typów uzbrojenia, ale odpowiedzialny za program modernizacji precyzyjnej amunicji dalekiego zasięgu pułkownik John Rafferty powiedział, że US Army jest gotowa do zwiększenia zasięgu pocisku Precision Strike Missile, który jest brany pod uwagę jako jedna z opcji do zastąpienia pocisków ATACMS. Dodał, że wojska lądowe już poszukują odpowiedniego poligonu, gdzie mogłyby testować pociski o zasięgu ponad 500 kilometrów.

W czasie zimnej wojny, w odpowiedzi na pojawienie się nowej radzieckiego systemu RSD-10 Pionier o zasięgu 5500 kilometrów, NATO zareagowało dyslokowaniem w Europie amerykańskich rakiet balistycznych średniego zasięgu Pershing II i pocisków manewrujących BGM-109G Gryphon. Miały one mniejszy zasięg i moc głowic, ale rekompensowały to bardzo wysoką dokładnością trafienia, rzędu kilkunastu metrów od punktu celowania. Pociski rozmieszczono w bazach na terytoriach Niemiec Zachodnich, Holandii, Wielkiej Brytanii, Belgii i Włoch.

Zobacz też: Tomahawk kontra S-400 nad Syrią

(janes.com, militarytimes.com)

Departament Obrony / Frank Trevino