Jutro Amerykanie zakończą trwającą ponad 20 lat obecność wojskową w Iraku. Wydarzenie to było przesądzone od 2024 roku, kiedy prezydent Joe Biden ogłosił wycofanie stacjonujących tam oddziałów. Działania w Iraku kosztowały Amerykanów 4500 żołnierzy. Ale brak obecności na miejscu nie oznacza, że Waszyngton ma zamiar oddać kraj Iranowi.
W 2003 roku Irak był wyniszczonym wojnami państwem rządzonym przez krwiożerczego dyktatora. Jego obalenie przeprowadzono bez większego problemu. Po 23 latach Irak jest nadal słabym państwem, w dodatku mocno podzielonym polityczne i ze słabymi instytucjami. Nie zmienia to faktu, że w kraju funkcjonuje „jakaś” demokracja, a w szczególności Kurdowie mogą mówić o poprawie swojej sytuacji. Co prawda broni masowego rażenia nie znaleziono, za to obalenie reżimu okazało się prezentem dla Iranu, który do dzisiaj posiada silne wpływy w kraju.
Opuszczenie Iraku przez Amerykanów jest oczywiście powodem do zadowolenia dla wszystkich sił proirańskich. Abu Mudżtaba al-Jasiri, dowódca proirańskiego Islamskiego Ruchu Oporu w Iraku, wypowiadał się o tym wydarzeniu jako o historycznym zwycięstwie ugrupowań oporu wobec Amerykanów.
– 30 września będziemy świętować zamknięcie czarnego rozdziału w historii Iraku oraz fiasko prób narzucenia naszemu krajowi woli okupanta – powiedział. – Irak udowodnił, że jego suwerenności nie zapewnią siły obce, lecz opór i wola jego narodu.
A co dokładnie Amerykanie robili w Iraku? Ich rola zmieniała się w czasie. Na początku były to siły inwazyjne i okupacyjne. W 2007 roku George Bush zdecydował się na „surge”, czyli napływ – nagłe zwiększenie liczebności wojsk w celu stabilizacji kraju. Osiągnięto zauważalne sukcesy, ale jedynie na polu militarnym. Potem do 2011 roku ograniczano obecność, przekazując odpowiedzialność Irakijczykom i ograniczając się do działań doradczych czy szkoleniowych.
W latach 2014–2019 po raz kolejny mieliśmy zwyżkę z powodu walki z Da’isz. Ostatnie lata amerykańskiej obecności obejmowały przede wszystkim walkę z terroryzmem i ograniczanie wpływów Iranu. Warto wspomnieć między innymi o zabiciu Ghasema Solejmaniego i Abu Mahdiego al-Muhandisa w styczniu 2020 roku. Amerykanie padali również ofiarą ataków ze strony Osi Oporu.
Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.
Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.
W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.
Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Decyzja o opuszczeniu Iraku wynikała z kilku czynników. Obecnie państwo irackie jest w stanie samodzielnie zwalczać niedobitki Da’isz. Utrzymywanie sił amerykańskich w tym kraju to również koszty i ryzyka dla personelu, przy relatywnie niewielkich korzyściach. Zwłaszcza teraz, gdy systemy obrony przeciwlotniczej i inne zasoby są nadwyrężone utrzymywanie placówek w kraju nie wydaje się aż tak istotne.
Nie należy również zapominać, że Amerykanie nie cieszą się sympatią irackiej ulicy. Trudno się dziwić. Lista krzywd jest długa. Warto między innymi wspomnieć o więzieniu Abu Ghraib i śmiesznie niskich wyrokach dla osób odpowiedzialnych za dziejące się tam wydarzenia. Dochodziło również do masakr, między innymi w mieście Hadisa czy bagdadzkim placu Nisur.
Footage of US soldiers threatening an Iraqi family during the Iraq invasion (2003) – where over 1 million people were killed based off lies and deception. 🇺🇸🇮🇶
© The Wars You Don't See (2010) – John Pilger (YT) pic.twitter.com/z3lWUqi7qB
— Sarahh (@Sarahhuniverse) March 6, 2026
Do dzisiaj nie wiadomo, ilu cywilów zginęło w trakcie wojny w Iraku. Szacunki z 2013 roku, czyli sprzed złotych czasów Da’isz, mówią o 100 tysiącach, a nawet 500 tysiącach osób. Wiele zależy od definicji i metodologii. Nie zapominajmy również, że ofiary cywilne często były wynikiem zniszczeń w infrastrukturze czy przemocy ze strony grup zbrojnych.
Czy w takim razie Amerykanie oddają Irak na pożarcie Irańczykom? Nie. Po pierwsze: Irak ma własną podmiotowość, a proirańskie milicje nie są wszechwładne. Teoretycznie do 30 czerwca 2027 roku grupy zbrojne mają zostać zintegrowane, pierwszym terminem był dzień wycofania się Amerykanów, jednak nie udało się tego osiągnąć. Faktem jest, że szansa na całkowitą kontrolę nad milicjami jest niewielka.
Warto jednak zaznaczyć, że część milicji faktycznie ogłosiła rozwiązanie i chęć integracji. Jedną z nich jest Saraja as-Salam pod przewodnictwem prominentnego duchownego Muktady as-Sadra, tegoż samego, którego bojownicy z Armii Mahdiego w 2004 roku stoczyli z polskimi i bułgarskimi żołnierzami bitwę o ratusz w Karbali.
🗓️ Dwadzieścia jeden lat temu w Iraku polscy #żołnierze stoczyli krwawą bitwę z rebeliantami Armii Mahadiego.
Od 3 kwietnia przez kilka dni II zmiana #PKW w mieście #Karbala, wraz z bułgarskimi żołnierzami bez wsparcia z powietrza bronili dwupiętrowego ratusza #CityHall. pic.twitter.com/b7HN9bS4WP— 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana (@17WBZ) April 3, 2025
Po drugie: Amerykanie nadal mają wpływy w Iraku, przede wszystkim gospodarcze. Premier Alim az-Zaidi częściowo zawdzięcza swoją funkcję naciskom amerykańskim. Waszyngton, wykorzystując system petrodolarowy, wywierał presję, by Irak nie posiadał premiera uznawanego przez Stany za proirańskiego.
Nie oznacza to, że Az-Zaidi jest amerykańską marionetką. To przede wszystkim człowiek, który chce balansować między różnymi ośrodkami w celu wzmocnienia państwa. W piątek odbyło się spotkanie między Az-Zaidim a Trumpem w Nowym Jorku. Premier pojawił się sam, bez delegacji. Tematem rozmów miała być między innymi kwestia irańskich wpływów w kraju. Możliwe, że to jest właśnie powód, dlaczego Az-Zaidi chciał być samemu. Do rozmowy z Trumpem doszło też w lipcu. Premier Iraku deklarował wówczas, że relacje ze Stanami Zjednoczonymi zmieniają charakter na gospodarczy.
Wycofanie się Amerykanów nie jest więc kapitulacją w Iraku, ale znakiem czasów. Nie oznacza to, że nie wiąże się z ryzykiem. Brak Amerykanów może ośmielić Turków do działań przeciwko irackim Kurdom. Wiele również zależy od procesu rozbrajania milicji. Nie chodzi tutaj nawet o spełnienie tego celu do czerwca 2027 roku, ale o zaliczenie widocznego postępu w sprawie. Jeśli Irak faktycznie będzie w stanie umacniać swoje instytucje i balansować między Stanami, państwami arabskimi i Iranem, może to być moment, kiedy kraj naprawdę stanie na nogi.
