Francja musi „wziąć na siebie historyczną odpowiedzialność” za przeprowadzenie testów broni nuklearnej w Algierii w latach sześćdziesiątych. Taki postulat wygłosił algierski generał Buzid Bufriwa w wywiadzie opublikowanym w miesięczniku wojskowym Al-Dżajsz. Moment, w którym podniesiono ten temat, nie jest przypadkowy – 22 stycznia w życie wszedł Traktat o zakazie broni jądrowej.

– Od pierwszej próby jądrowej w Algierii minęło ponad sześćdziesiąt lat, tymczasem Francja nadal odmawia przekazania map ujawniających lokalizację odpadów radioaktywnych – powiedział generał Bufriwa. Algierczycy uznają, że dostęp do map normalne żądanie i ich historyczne prawo. Wzywają również do wypłacenia odszkodowań dla ofiar testów i do naprawienia błędów popełnionych w przeszłości.

Francuskie siły zbrojne przeprowadziły siedemnaście prób jądrowych w algierskiej części Sahary w latach 1960–1966. Jedenaście testów wykonano już po podpisaniu porozumienia z Evian z 1962 roku, kończącego sześcioletnią wojnę o niepodległość i 132 lata francuskich rządów kolonialnych. Pierwszą próbę – pod kryptonimem „Gerboise Bleue” (od nazwy małego pustynnego gryzonia) – zorganizowano 13 lutego 1960 roku na poligonie koło miasta Regan w południowo-zachodniej części kraju. Zdetonowano wówczas głowicę o wagomiarze 70 kiloton.



Warto zauważyć, że próby z oddali obserwowali cywile, niezważający na negatywne skutki wybuchu. „Podziwiali” go również żołnierze i urzędnicy wysokiego szczebla. Francuzi później zapewniali, że wszelkie działania podejmowano, zapewniając jak najwyższy poziom bezpieczeństwa. Jeden ze świadków pierwszego testu, Jean-Claude Hervieux, wciąż jednak pamięta, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Zamiast znajdować się pod ziemią, radioaktywny pył przedostały się do atmosfery. Wywołało to popłoch wśród zebranych, w tym dwóch francuskich ministrów. Dopiero w koszarach obserwatorzy wzięli prysznic i sprawdzono poziom promieniowania.

Francuzi nie byli jednak wyjątkiem. Podobnie działo się w Stanach Zjednoczonych, gdzie detonacje na pustyni w Nevadzie turyści i mieszkańcy traktowali jako nie lada atrakcję. Młodzieży w szkołach specjalnie wydzielano czas, aby z boisk – z bezpiecznej odległości – oglądała wybuchy. Ponadto w pobliżu Las Vegas ustawiono ławeczki dla tłumów chętnych, którzy zamierzali obejrzeć nietuzinkowe zjawisko. Organizowano też konkursy piękności Miss Atomic Bomb, które cieszyły się niezwykłą popularnością.

Wymyślono, że minimum bezpieczeństwa da ustanowienie strefy buforowej 200 kilometrów od najbliższych zabudowań mieszkalnych. Wówczas miało to gwarantować, że – przy odpowiednim kierunku wiatru – uda się kontrolować chmurę radioaktywnego pyłu. Okazało się jednak, iż Las Vegas jest zbyt blisko, co nie zniechęciło nikogo przed podjęciem decyzji o zaakceptowaniu prób. Późniejsze raporty wojskowe wskazywały, że pył radioaktywny nad miastem był normą. Próby przeniesiono pod ziemię dopiero w 1963 roku.



Wróćmy do Algierii. Poufny raport wojskowy opublikowany przez dziennikarzy francuskiej gazety Le Parisien w 2010 roku wskazywał, że żołnierze byli wykorzystywani jako króliki doświadczalne do badania wpływu promieniowania na zdrowie ludzi. Według raportu niespełna godzinę od wybuchu głowicy podczas testu nuklearnego w 1961 roku personel wojskowy przemieszczał się pieszo i na ciężarówkach w odległości kilkuset metrów od miejsca detonacji. Badania przeprowadzone w 2008 roku przez francuskie stowarzyszenie weteranów prób jądrowych Aven wykazało, że 35% ankietowanych miało jeden lub więcej rodzajów raka, a jeden na pięciu stał się bezpłodny.

Kwestia testów jądrowych pozostaje główną kością niezgody między dwoma krajami. Generał Bufriwa zaznaczył, że testy spowodowały dużą liczbę ofiar wśród miejscowej ludności i szkody dla środowiska, które niestety nadal dają się odczuć. Według algierskiego naukowca Kasima Al-Abodiego testy nuklearne w Algierii spowodowały również degradację środowiska, na przykład ruch wydm na obszarach już dotkniętych erozją wiatrową. Ponadto promieniowanie doprowadziło do spadku liczebności zwierząt gospodarskich i różnorodności biologicznej, w tym do zaniku wielu wędrownych i endemicznych gadów i ptaków.

Innym przykładem może być seria filmów dokumentalnych algierskiego reportera Larbiego Benchiha, który przedstawił francuskie testy jako wydarzenia, które pozostawiły niezatarte piętno na lokalnych społecznościach. Algierczycy nieświadomi niebezpieczeństwa zbierali niegdyś zakopany złom odkryty przez pustynne wiatry i zamieniali go w biżuterię i przybory kuchenne.



Francja – po podpisaniu 24 września 1996 w Nowym Jorku Traktatu o całkowitym zakazie prób z bronią jądrową – również zamknęła i zlikwidowała wszystkie swoje stanowiska testowe, stając się jedynym jak dotąd państwem dysponującym bronią jądrową, które to uczyniło. W 2009 roku francuski Senat przyjął ustawę zapewniającą pierwszy system odszkodowań dla osób cywilnych i weteranów wojskowych.

Postanowieniami ustawy nie objęto jednak Algierczyków i lokalnej ludności Polinezji Francuskiej, na którą przeniesiono testy po wycofaniu się z Algierii. Nie może też dziwić chęć pozyskania map stanowisk testowych, które nadal dla nieświadomych mieszkańców stanowią niebezpieczeństwo.

Bufriwa przekonuje, że Paryż powinien czuć się zobligowany do realizacji postanowień Traktatu o zakazie broni jądrowej. Ten – zgodnie z artykułem 15 – wszedł w życie dziewięćdziesiąt dni od 24 października, gdy Honduras jako pięćdziesiąte państwo dokonał ratyfikacji umowy. Należy jednak przypomnieć, że Francja nie jest sygnatariuszem tego traktatu (w ogóle nie wzięła udziału w głosowaniu) i nie ma prawnego obowiązku wykonywania postanowień. Po przeciwnej stronie znajduje się Algieria, która porozumienie sygnowała.

Zobacz też: Rheinmetall prezentuje Challengera 2 z armatą kal. 130 mm

(defencetalk.com, dw.com, ctbto.org)